Dziękuję ci Panie za to, że mnie w to wpakowałeś!

19

Rozmowa z Leokadią Głogowski, nową liderką wspólnoty Odnowa w Duchu Świętym "Lew Judy" na Manhattanie, działającej przy parafii św. Stanisława, Biskupa i Męczennika


Zdjęcia: O. Dominik Libiszewski
Leokadia Głogowski z mężem Markiem

Rozmowa z Leokadią Głogowski, nową liderką wspólnoty Odnowa w Duchu Świętym "Lew Judy" na Manhattanie, działającej przy parafii św. Stanisława, Biskupa i Męczennika

Jak to się stało, że trafiłaś do wspólnoty "Lew Judy"?
Pan Bóg ma niesamowite pomysły! "No i w co ty mnie Panie Boże wpakowałeś?! Przecież ja nie nadaję się do takiej grupy i nie o to cię prosiłam!" – zaczęłam nieco pretensjonalnym głosem moją wieczorną modlitwę, klęcząc na łóżku w sypialni naszego mieszkania. Przez cały ostatni tydzień czerwca 2001 roku chodziłam pełna niepokoju wewnętrznego przed zbliżającym się kursem "Filipa" – jest to kurs wprowadzający do wspólnoty Odnowa w Duchu Świętym. Miałam w nim uczestniczyć następnego dnia – 29 czerwca 2001.
A wszystko zaczęło się od tego, że dokładnie półtora roku wcześniej męczyłam codziennie Boga moimi prośbami, aby sprawił jakiś cud i żeby nasz syn Michał nawrócił się i zmienił swój styl życia… Styl, który zabierał mi sen z oczu i do łez niepokoił. Po wielu dniach modlitw, kiedy pewnego wieczoru (w styczniu 2000) powiedziałam Bogu, że nie potrafię już go więcej prosić, w nocy usłyszałam jakiś wewnętrzny głos, który mówił do mnie: "Wyślij go natychmiast do Polski!".

I co się stało? Ot tak, zaufałaś Bogu – przecież to niedzisiejsze?
Podjęłam to wyzwanie. Załatwienie całego wyjazdu zajęło nam tydzień. Michał, mimo mocnych oporów, został zmuszony przeze mnie i mojego męża Marka do natychmiastowego opuszczenia na rok Stanów Zjednoczonych, a tym samym do izolacji od negatywnie wpływającego na niego młodzieżowego środowiska w Nowym Jorku. W Polsce, początkowo bardzo zbuntowany, pod opieką cioci (mojej siostry) i kuzyna oraz jego żony, Michał zaczął powoli poznawać nowych przyjaznych mu młodych ludzi. Po krótkim czasie trafił do wspólnoty Odnowa w Duchu Świętym.

Czyli chcesz powiedzieć, że Bóg – poprzez nawrócenie twojego syna – zaprosił cię do wspólnoty?
Już podczas naszych rozmów telefonicznych zauważałam ogromne zmiany, jakich Bóg dokonywał w moim dziecku. Z dnia na dzień stawał się on bardziej radosnym człowiekiem, a nasze rozmowy nabierały coraz głębszego sensu. "Pan Bóg wysłuchał moich modlitw" – powtarzałam sobie wtedy po cichu. Po roku pobytu w Polsce Michał nie chciał już wracać do USA, a kiedy pod naszą namową wrócił, postanowił natychmiast założyć w Nowym Jorku polską wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym, bo nie wyobrażał już sobie życia bez takiej grupy.

Rozumiem, że zaufałaś – po tym wszystkim, co przeżyłaś ze swoim synem – i jemu, i Bogu…
Mój mąż i ja popieraliśmy oczywiście pomysł założenia przez Michała Odnowy w Duchu Świętym w polskim kościele ojców paulinów na Manhattanie (101 East 7th Street, New York, NY 10009), ale absolutnie nie rozpatrywaliśmy naszego udziału w tego rodzaju wspólnocie. Nie wyobrażałam sobie tego, tym bardziej że przez cały czas miałam w oczach obraz dziwnej modlitwy… Podczas jednego z moich pobytów w Polsce znalazłam się w kościele, na spotkaniu właśnie Odnowy w Duchu Świętym. Stałam wtedy z boku i bałam się, żeby ktoś z tej grupy do mnie nie podszedł i nie próbował mnie zachęcać do udziału w tej modlitwie, ponieważ uznałam, że wszyscy zachowywali się bardzo dziwnie. Pamiętam do dziś, w jakim szoku patrzyłam na to ich "wachlowanie" rękami w czasie modlitwy i śpiew, w którym nie mogłam ani zrozumieć słów, ani pojąć jak to możliwe, żeby wszyscy (około 300 osób znajdujących się w kościele) byli tak muzycznie uzdolnieni i łączyli się w tak doskonałej harmonii głosów.

I co było dalej?
"Jutro bierzecie oboje udział w kursie Filipa!" – powiedział do nas stanowczo nasz syn.
"Michałku, ja przecież wierzę w Boga, chodzę w niedzielę do kościoła i naprawdę nie potrzebuję żadnych zewnętrznych dowodów na to, że Bóg jest… A poza tym ja się absolutnie nie nadaję do takiej grupy jaką chcesz założyć, czyli Odnowy w Duchu Świętym" – odpowiedziałam mu bardzo łagodnie, próbując wytłumaczyć moją postawę.
"Musisz się najpierw przekonać, jak bardzo się nadajesz i nie będę nawet z wami dyskutował! Jesteście jutro oboje – ty i tata – obecni na kursie! O… i jeszcze jedno wam powiem – tak jak ja nie miałem półtora roku temu wyboru, kiedy wysyłaliście mnie nagle do Polski, tak wy dzisiaj też nie macie wyboru!" – oznajmił z premedytacją Michał i wyszedł z pokoju.

I co, poszliście? To rodzice zazwyczaj nakazują dzieciom coś robić, a nie odwrotnie…
Czułam wewnętrznie, że muszę pójść na ten kurs, żeby nie zadzierać z Michałem i nie robić mu przykrości. Po cichu jednak wykombinowałam sobie, że będę na tym kursie po prostu obecna i tylko fizycznie obecna, bez żadnego duchowego zaangażowania, żeby czasem nie dać się wciągnąć w tę dziwną grupę, której i tak nigdy nie będę w stanie zrozumieć. Kiedy kwadrans przed rozpoczęciem kursu znaleźliśmy się z Markiem w sali pod kościołem św. Stanisława Biskupa i Męczennika przy 7 Street na Manhattanie, czułam, że moje serce bije w przyspieszonym rytmie, tak jakby za moment miało się wydarzyć coś niezwykłego.

I rozumiem, że się wydarzyło…
Dzisiaj wiem, że tym "czymś niezwykłym" był głos Boga, któremu tak bardzo zależało na spotkaniu ze mną… spotkaniu – w pełnym tego słowa znaczeniu. Bóg w osobie Ducha Świętego zburzył we mnie w jednej chwili wszelki lęk i obdarzył mnie darami pokoju i radości oraz głębokim pragnieniem modlitwy i wielkim entuzjazmem do Słowa Bożego. To, co przeżyłam w czasie kursu Filipa, było dla mnie jedną wielką ucztą duchową. Było to autentyczne spotkanie z Bogiem żywym. Po trzydniowym kursie nie mogłam się doczekać soboty i następnego spotkania z nowo powstałą wtedy na Manhattanie wspólnotą Odnowa w Duchu Świętym.

Co chciałabyś powiedzieć dzisiaj ludziom, którzy nie wierzą, którzy wątpią…
Od tego czasu minęło ponad 10 lat… To ponad 10 lat mojego nowego życia w Bogu i z Bogiem – dzięki wspólnocie. Jezus nie jest dla mnie ani teorią, ani światopoglądem. On stał się dla mnie żywą osobą. 11 lat temu myślałam, że się zupełnie nie nadaję do tej grupy. Dziękuję Panie Boże za to, że mnie w to wpakowałeś… I za to, że w taki ukryty sposób odpowiedziałeś na moje modlitwy. Dziękuję za wspólnotę "Lew Judy". To był Twój niesamowity pomysł!

Rozmawiał: O. Dominik Libiszewski

Michał – syn pani Leokadii
 

 

Autor: