Epidemia samotności

Samotność może dotknąć każdego, nawet osoby w związku. Wiek też nie ma znaczenia. Prawie połowa mieszkańców USA (44 proc.) przyznaje, że zawsze lub dość często czuje się wyizolowana ze społeczeństwa. Naukowcy i lekarze mówią o epidemii i alarmują – posiadanie słabych więzi jest groźniejsze dla zdrowia niż otyłość czy zanieczyszczone powietrze.

0
20
* Osoby samotne częściej cierpią na choroby układu krążenia i nowotwory. Do zmian dochodzi także w działaniu mózgu. Przez co traci się na przykład energię do działania, sięga po niezdrowe jedzenie, ale przede wszystkim staje się nieufnym wobec innych. W ten sposób samotność wpędza w błędne koło – im bardziej osamotniona czuje się dana osoba, tym mniejszą ma chęć do wyjścia z domu.
* Jeden na jedenastu mieszkańców USA powyżej 50. roku życia, czyli ok. 8 mln, nie ma męża lub żony ani też partnera lub dziecka. Innymi słowy żyje bez bliskiej osoby, która zazwyczaj staje się podstawowym towarzyszem w życiu. Co więcej, jak pokazują badania, liczba takich samotnych Amerykanów będzie rosła.
* Najbardziej samotna jest tzw. generacja Z, czyli osoby między 18. a 22 rokiem życia. Co najmniej połowa z nich czuje się wyizolowana ze społeczeństwa. Na drugim miejscu są millenialsi – czyli urodzeni w latach 80. i 90. – 45 proc. z nich czuje się osamotnionych. Terapeuci, jako „lekarstwo”, zalecają m.in. poszukanie współlokatora. Choć nie zawsze się to sprawdza, to jak wskazują badania, osoby mieszkające pojedynczo częściej cierpią z powodu samotności niż te dzielące mieszkanie choć z jedną osobą. Natomiast ludziom starszym zaleca się zapisanie do klubów seniora. Tych z pewnością nie brakuje, także w środowisku Polonii.„Ze współlokatorami też raczej się mijamy, niż rozmawiamy. Każdy z nas ma inny grafik i o innej porze jesteśmy w domu” – opowiada Kamila, na co dzień kelnerka w jednej z manhattańskich restauracji. Finansowo powodzi jej się nieźle, gorzej towarzysko. Miała jedną bliską koleżankę, ale ta kiedy poważnie związała się z chłopakiem, na koleżeństwo zabrakło czasu. Najsmutniejsze są święta i urodziny. Ostatnie spędziła rozmawiając z mamą na Skypie przez pięć godzin. „Rodzice się dziwią, że nie mam przyjaciół, bo w Polsce byłam bardzo towarzyska, ale z jakichś powodów tu, na emigracji, ten proces poznawania się i budowania relacji jest trudniejszy. Mimo że w Nowym Jorku mieszka ponad 8 mln osób – dodaje i zwraca uwagę, że tę samotność doskonale widać w restauracjach czy pubach. – Stolik zamawiany tylko dla jednej osoby to nie jest rzadkość. Wielu nowojorczyków nie ma nawet z kim pogadać o minionym dniu, nie mówiąc już o dzieleniu się problemami czy troskami. Zresztą samotność widać w wielu miejscach, samotność zmieszaną z tęsknotą za ojczyzną, z której się wyjechało, z nadzieją na lepsze jutro”.

32-letnia Kamila wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych po dwóch nieudanych związkach w Polsce. Miała nadzieję, że w Nowym Jorku będzie jej łatwiej poznać kogoś, z kim zwiąże się na dłużej, może nawet na stałe. Jej emigracja trwa już sześć lat. W tym czasie stworzyła kilka relacji, ale żadna nie przetrwała dłużej niż kilka miesięcy. Jeśli chodzi o przyjaciół, zostali w Polsce. W Stanach jakoś nie było czasu na głębsze relacje.

W restauracji, w której pracuje Kamila, stałym klientem podczas lunchu jest Igor, emigrant z Ukrainy. Tam wciąż mieszkają jego rodzice i rodzeństwo. On nie ma stałych dokumentów, więc nie może ich odwiedzić, oni u niego byli raz. Częściej nie mogą, bo podróż to spory wydatek. „Niedawno się zgadaliśmy na temat samotności i przyznał, że pomimo tego że ma partnerkę, to brak najbliższej rodziny sprawia, że czuje się tu jakoś tak obco. Nie na swoim miejscu” – mówi Kamila.

BEZRADNI TOWARZYSKO
Jak podkreślają terapeuci, samotność ma wiele odcieni, a porzuconym można się czuć nawet będąc w związku. „Miliony lat ewolucji sprawiły, że człowiek jest stworzeniem, które potrzebuje więzi społecznych tak samo, jak wody czy pożywienia. I nie chodzi wyłącznie o partnera czy partnerkę. Będąc w małżeństwie można czuć się skrajnie samotnym, gdy obok nie ma choćby jednego przyjaciela” – uważa psycholożka Gwen Patrick z Uniwersytetu Columbia. Przyznaje, że wśród jej pacjentów sporo jest nowojorczyków, świetnie ustawionych zawodowo i finansowo, ale totalnie bezradnych towarzysko.

„Potrafią walczyć o kontrakt czy wygłaszać prelekcję przed setką osób, a nie są w stanie nawiązać bliższych relacji z sąsiadem czy koleżanką z firmy. Ba, zdarza się, że nie są w stanie zagadać do osoby, jedzącej, podobnie jak one, samotnie lunch w restauracji” – mówi dr Gwen Patrick. Tak jak inni naukowcy podkreśla, że poczucie wyizolowania może dotknąć każdego – wiek czy status społeczny nie mają tu znaczenia. Jakiś czas temu dr Lisa Jaremka z Uniwersytetu w Ohio postanowiła przyjrzeć się wpływowi samotności na zdrowie człowieka.

Okazało się, że organizm ludzki traktuje długotrwałą samotność i brak bliskości jako bardzo silny stresor, przez co osłabia się system odpornościowy. Organizm osoby samotnej produkuje o ponad 10 proc. więcej hormonów stresu niż tej, która nie odczuwa braku towarzystwa. Organizm samotnika wytwarza także więcej cytokiny – białka wydzielanego przez krwinki białe, które przyśpiesza procesy nowotworowe. Badania pokazały również, że osoby samotne częściej były nosicielami wirusa opryszczki, a także chorowały na Alzheimera. Osoby towarzyskie mają większe szanse na dłuższe życie niż te, które oddychają powietrzem bez smogu, rzuciły palenie, schudły czy regularnie ćwiczyły.

67-letnia pani Małgorzata zawsze miała sporo znajomych. Nawet tu, w Nowym Jorku. Praktycznie co tydzień jeździła albo do nieistniejącego już Duetu na Borough Parku, albo na Greenpoint do klubu Warsaw. Z czasem przyjaźnie zaczęły się kończyć, a kolejne związki okazywały się nietrwałe. Główny powód to reemigracja koleżanek i kolegów. Pani Małgorzata wracać do Polski nie chce, przynajmniej jeszcze nie teraz. W metropolii mieszka jej syn. Problem w tym, że jego narzeczona nie dogaduje się z przyszłą teściową, a więc i odwiedziny ograniczyli do minimum. Dwójka pozostałych dzieci mieszka w Polsce, wnuki też. Odwiedzają babcię, ale bardziej dlatego, że muszą, niż z tęsknoty. Mają zielone karty i przynajmniej raz w roku powinny przekroczyć granicę. „Wszyscy są już dorośli, rozumiem, że mają swoje życie. Od lat żyjemy na odległość, a budowanie relacji w takich warunkach wcale nie jest łatwe. Bardzo bym chciała poznać jakiegoś miłego pana, kto wie, może się uda?” – ma nadzieje pani Małgorzata. Regularnie umieszcza ogłoszenia w internecie, na polonijnych stronach. Ostatnio, zamiast pisać o tym, że szuka kolegi, napisała, że chciałaby poznać osobę, tak samo samotną jak ona, by razem wyjść do kina czy spędzić czas, inaczej niż przed telewizorem. Podobnych zapytań jest o wiele więcej.

TABLETKA NA SAMOTNOŚĆ
Stephanie Cacioppo, dyrektorka Brain Dynamics Lab w Pritzker School of Medicine na University of Chicago, pracuje nad tabletką, która miałaby zwalczyć poczucie osamotnienia. Jak przekonuje, pastylka działałaby trochę, jak tabletka na ból głowy. Efekty miałyby być odczuwalne już maksymalnie po kilku minutach.

Jej praca spotkała się zarówno z ogromnym zainteresowaniem, jak i krytyką, ale pani naukowiec przekonuje, że tego typu medykament jest niezbędny. „Bycie samotnym zwiększa ryzyko wcześniejszej śmierci aż o 26 proc. Ten stan jest groźniejszy niż otyłość” – alarmuje Stephanie Cacioppo. Według niej samotność to „różnica między tym, czego się oczekuje w związku czy relacji, a tym, jak dana relacja naprawdę wygląda”. Dodaje też, że bycie samemu wcale nie oznacza, że dana osoba będzie się czuła samotna.

Zgadza się z innymi naukowcami, że wyizolowanym można czuć się zarówno w małżeństwie, jak i wychowując się w domu z rodzeństwem. Co więcej, badania pokazują, że to właśnie tzw. młodzi dorośli najczęściej narzekają na poczucie osamotnienia. Chodzi o generację Z, czyli osoby między 18. a 22. rokiem życia. Co druga z nich przyznaje, że zawsze lub od czasu do czasu czuje się samotna. Stephanie Cacioppo twierdzi, że tabletka, nad którą pracuje wraz ze swoim zespołem, różni się od klasycznych antydepresantów tym, że jej działanie ma się koncentrować na poczuciu osamotnienia. „Samotny mózg wierzy, że ma więcej wrogów niż przyjaciół – wyjaśnia badaczka. – I stale oczekuje jakiegoś zagrożenia. Cały czas czuwa, co sprawia, że organizm z czasem jest wykończony. To jak wieczna warta bez dnia odpoczynku” – mówi.

Jej pastylka ma zadziałać na mózg w taki sposób, że ograniczy wydzielanie hormonów odpowiedzialnych za poczucie izolacji. Jak przekonuje Stephanie Cacioppo, wszystko w odpowiednich proporcjach: „Jeśli nie czujesz bólu głowy, bo wziąłeś tabletkę, to czy jest to coś złego? Nie! Tak samo powinno być z samotnością”.

Autor: ANNA ARCISZEWSKA