Ernest Malinowski – pierwszy inżynier Peru

98

Druga połowa XIX wieku była początkiem znaczącej emigracji polskiej do Peru. W ciągu kilkunastu lat wyjechało tam około 15-20 Polaków. Pierwszym z nich był Ernest Malinowski, który dotarł do tego kraju już w 1852 roku. Pozostali przybyli po roku 1865.

Przyczyny tego zjawiska należy upatrywać w emigracji z Polski – po powstaniach listopadowym i styczniowym – wielu młodych i zdolnych inżynierów oraz naukowców, którzy jako cel podróży obrali stolicę Francji. W Paryżu zaś przedstawiciele rządu peruwiańskiego oferowali wówczas dosyć kuszące kontrakty na pracę w tym stosunkowo młodym niepodległym państwie. Późniejsze dokonania Polaków, którzy zdecydowali się na osiedlenie w Peru, miały ogromny wpływ na jego rozwój ekonomiczny i techniczny.

INŻ. ERNEST MALINOWSKI – POCZĄTKI
Z grona kilkunastu polskich inżynierów, którzy działali w Peru w drugiej połowie XIX wieku, najwięcej zasłużył się Ernest Malinowski. To jego pomnik znajduje się aż na wysokości 4818 m n.p.m., na przełęczy El Ticlio w Andach.

Urodzony 5 stycznia 1818 r. w Sewerynach na Wołyniu, uczęszczał do słynnego Liceum Krzemienieckiego. Jako 13-letni chłopak próbował uczestniczyć w powstaniu listopadowym, co spowodowało, że musiał z rodziną uciekać przez Drezno do Paryża. Tam skończył studia inżynierskie w słynnej École des Ponts et Chaussées i przez kilka lat pracował, zdobywając cenne doświadczenie, przy budowie dróg i mostów we Francji i Algierii. Już jako 34-letni samotny mężczyzna podpisał 6-letni kontrakt na pracę w Peru jako inżynier rządowy.
Początkowo zajmował się drobnymi projektami – jak budowa dróg i linii telegraficznych, a także reformą mennicy państwowej. W 1858 r., jak główny inżynier wziął udział w odbudowie po zniszczeniach wojennych centrum Arequipy, drugim, co do wielkości mieście Peru, zwanym Białym Miastem. Osobiście zaprojektował i nadzorował brukowanie całego rynku oraz kilku głównych ulic Arequipy. Do dziś zwracają one uwagę prawie białym, efektownie ułożonym brukiem, wspaniale harmonizującym z pięknymi elewacjami otaczających plac pałaców i katedry.

MALINOWSKI BOHATEREM
Podczas wojny „Jednego Dnia” 2 maja 1866 r., kiedy to potężna flota hiszpańska podpłynęła do brzegów Peru, aby wysadzić desant i zająć port Callao, a następnie Limę, Ernest Malinowski staje w obronie niepodległości młodego państwa – jego nowej ojczyzny – i wywiązuje się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. Jako główny inżynier portu Callao znakomicie go fortyfikuje i rozbudowuje fort Santa Rosa, a następnie staje na jego murach, jako obrońca, z bronią w rękach. Dysponując zaledwie kilkoma armatami, Malinowski prowadzi skuteczną obronę Limy. Kilka z tych dział kazał załadować na platformy wagonów kolejowych i przewoził je co pewien czas w inną część miasta, prowadząc ostrzał hiszpańskiej floty. Śmiało zatem można uznać Malinowskiego za twórcę pierwowzoru pierwszego pociągu pancernego. Zabieg ten wywarł na najeźdźcach błędne wrażenie, że obrońcy posiadają znacznie większe siły. Na dodatek jedna z kul armatnich trafia we flagowy statek, poważnie go uszkadzając. W rezultacie hiszpańska flota odpłynęła, a Peru zostało uratowane. Ernest Malinowski został uznany za bohatera narodowego Peru i otrzymał jego honorowe obywatelstwo.

KOLEJĄ PRZEZ ANDY
Będąc już znaną i szanowana postacią w Peru, Malinowski kontynuuje drobne prace inżynierskie na terenie całego kraju. W dwa lata po tym jak młoda republika obroniła swoją niepodległość, Kongres wydaje dekret o konieczności budowy linii kolejowej łączącej wybrzeże z tzw. interiorem, leżącym za wysokimi szczytami Andów. O tej konieczności mówił już Simon Bolivar w 1825 roku. Jednak nikt, poza Peru, nie wierzył w powodzenie tego projektu. Kiedy doszło do przetargu ogłoszonego przez rząd peruwiański, wygrał go projekt przygotowany przez Ernesta Malinowskiego. Pierwsze prace rozpoczęto w 1870 r., ale budowa ruszyła pełną parą dwa lata później i trwała do roku 1890.

W czasie 15 lat budowy – od 1872 do 1880 i 1886 do 1890 – która była kilka razy przerywana, czy to z powodu braku funduszy, czy też z powodu wojny z Chile, natrafiano na ogromne trudności techniczne, organizacyjne i zdrowotne. Wszystkie te problemy inżynier Malinowski rozwiązywał systematycznie. Projektował zupełnie nowatorskie konstrukcje mostów i nawrotnic oraz ich transport na dużej wysokości wąskimi ścieżkami, często biegnącymi po zboczach górskich. Budowa wznosiła się coraz wyżej, gdzie było coraz zimniej i coraz mniej tlenu w powietrzu. Specjalnie sprowadzeni z Chin robotnicy, zwani kulosami, pracowali coraz wolniej i krócej i masowo wymierali. Gdy w 1874 r. nastąpił krach finansowy, Malinowski nie tylko, że nie pobierał wynagrodzenia za swoją pracę, ale też z własnych pieniędzy finansował dalszą budowę.

W takich to warunkach zbudowano kolej o długości 172 km z Limy do La Oroya pokonując różnicę wysokości 4818 m. Aby tam się dostać, wybudowano 60 tuneli łącznej długości sześciu km, 30 większych mostów i wiaduktów oraz 10 nawrotnic. Wśród nich wybudowano jeden z największych ówcześnie na świecie mostów o wysokości 77 m i 175 m długości (tzw. wiadukt Verrugas).

Gdy prace zostały ukończone, całą budowlę okrzyknięto cudem techniki XIX wieku. Cała trasa bez wątpienia zasługuje również na miano jednej z najpiękniejszych linii kolejowej na świecie, nie tylko z powodu wysokości, jaką osiąga, ale również ze względu na wspaniałe widoki, jakie oferuje podróżnym oraz sposobu, w jaki pokonuje tak ogromne różnice wysokości.

POMNIK NA 100-LECIE
Dokładnie 100 lat po śmierci inż. Malinowskiego na przełęczy El Ticllio został odsłonięty pomnik upamiętniający wielkiego Polaka i jego wielkie dzieło. A oto, jak do tego doszło.
W maju 1996 r. prowadziłem razem z Elżbietą Dzikowską, znaną podróżniczką, grupę turystyczną po Peru, składającą się z Polaków z ojczyzny i obczyzny, która uczestniczyła w uroczystościach 15-lecia odkrycia Kanionu Colca przez Polaków. Ostatnim dniem dwutygodniowej wyprawy był całodzienna wycieczka autobusem z Limy na przełęcz El Ticlio, aby zobaczyć jak przebiega „kolej Malinowskiego”. Podczas podróży Elżbieta zaczęła czytać fragmenty swojej książki pt. „Limeńskie ABC”, i w pewnym momencie wykrzyknęła: „Za 3 lata będzie 100. rocznica śmierci inż. Ernesta Malinowskiego, musimy coś zrobić” i po chwili dodała: „Trzeba mu zbudować pomnik”. Gdy po kilku godzinach dojechaliśmy do celu, Elżbieta oświadczyła, że pomnik powinien stanąć właśnie tutaj, na przełęczy, na wysokości 4818 m n.p.m. Po powrocie do Polski Elżbieta z energią rozpoczęła promowanie pomysłu. Niestety, po blisko roku nie osiągnęła wiele, a specjalne konto bankowe było puste. Wtedy zaprosiłem ją do nas, do Nowego Jorku, na spotkania z Polonią, które zorganizował Polonijny Klub Podróżnika. W ich rezultacie Dzikowska wróciła do Polski z donacją w wysokości 700 dol. Po kilku miesiącach dowiedziałem się od Elżbiety, że na koncie bankowym jest już spora suma, a to za sprawą – jak sama określiła – „magnetycznego” działania naszego czeku. Później wszystko poszło jeszcze szybciej. Udało się jej zdobyć wielu ważnych sponsorów i wsparcie wielu polityków. W rezultacie pomnik zaprojektowano i zbudowano w Polsce i przesłano polskim statkiem do portu Callao. Na tę okazję nieczynną od ponad 10 lat kolej odremontowali Peruwiańczycy, aby na wagonach przewieźć części pomnika na przełęcz, gdzie miał stanąć.

WYCIECZKI ŚLADAMI MALINOWSKIEGO
Uroczyste odsłonięcie pomnika wielkiego Polaka nastąpiło 9 lipca 1999 r. Na stacji kolejowej Desemparados, przylegającej do pałacu prezydenckiego, zebrało się blisko 200 polskich turystów i WIP-ów oraz Polonia peruwiańska. Wsiedliśmy razem do kilku wagonów i rozpoczęła się nasza historyczna podróż.

Gdy po 4 godzinach dojechaliśmy na przełęcz El Ticlio – ujrzeliśmy siedmiometrowy monument wykonany ze strzegomskiego granitu. Zwieńczony był granitowym kołem, symbolizującym koło wagonu kolejowego z odlaną w brązie podobizną Ernesta Malinowskiego. Zaś poniżej godła polskiego i peruwiańskiego umieszczono dwujęzyczny napis „Ernest Malinowski 1818-1899. Inżynier polski, patriota peruwiański, bohater obrony Callao 1866, budowniczy Centralnej Kolei Transandyjskiej”.

Pomnik uroczyście odsłonięto – stoi samotnie wysoko pomiędzy ziemią a niebem, sławiąc Polskę. Jak do tej pory, tylko grupy organizowane przez Polonijny Klub Podróżnika z USA dojeżdżają do przełęczy, zwiedzając po drodze całą trasę kolei, i składają kwiaty pod pomnikiem. Zapraszam innych organizatorów podróży do Peru szczególnie z Polski, aby do swoich programów włączyli całodzienną wycieczkę „Śladami inż. Malinowskiego i jego kolei”. Zapewne takie wizyty polskich grup pod pomnikiem zostaną zauważone przez miejscową ludność, co na pewno przełoży się na sposób postrzegania Polski i Polaków w Peru.

Autor: Jerzy Majcherczyk