Głos Polonii na temat ustawy o IPN

20

Kłamliwe sformułowanie "polskie obozy koncentracyjne" od dawna budzi oburzenie wśród naszych rodaków i od samego początku było napiętnowane przez obrońców dobrego imienia Polski w świecie, zwłaszcza przez działaczy polonijnych. W ostatnim czasie polski rząd postanowił rozpocząć prawną walkę m.in. z tego typu przekłamaniami i uchwalił nowelizację ustawy o IPN, grożącą karą grzywny lub więzienia osobom używającym tego nieprawdziwego określenia. Czy dzięki temu uda się je całkowicie wyeliminować z użycia? Opinie w tej kwestii są podzielone nawet wśród polonijnych aktywistów.

„Głównym celem nowelizacji ustawy jest walka ze wszystkimi formami negowania oraz fałszowania prawdy o Holokauście, w tym także pomniejszania odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tej zbrodni. W tym kontekście stoimy na stanowisku, że oskarżanie Narodu Polskiego i Państwa Polskiego o współudział razem z III Rzeszą Niemiecką – publicznie i wbrew faktom – w zbrodniach nazistowskich jest niewłaściwe, wprowadzające w błąd i krzywdzące dla ofiar, będących obywatelami Polski zarówno pochodzenia żydowskiego, jak i polskiego. Wierzymy, że obecnie prowadzone w Polsce prace legislacyjne nad rozwiązaniami prawnymi chroniącymi prawdę historyczną, pomimo różnic w ocenie wprowadzanych zmian, nie wpłyną na strategiczne partnerstwo Polski ze Stanami Zjednoczonymi” – czytamy w komunikacie Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Czy faktycznie po podpisaniu tej ustawy przez prezydenta Andrzeja Dudę nie ulegną zmianie relacje polsko-amerykańskie – pokaże czas. Jednak niektórzy polonijni działacze uważają, że ustawa ta może mieć wpływ m.in. na ruch bezwizowy dla Polaków, ale także uderzy w przygotowane przez legislaturę amerykańską dwie ustawy H.R.1226 oraz S.447, na mocy których Polska miałaby wypłacać potężne odszkodowania za mienie bezspadkowe środowiskom żydowskim.

WALKA Z ” POLSKIMI OBOZAMI ŚMIERCI”
Jedną z osób, które od wielu lat walczą z kłamliwymi określeniami dotyczącymi obozów koncentracyjnych, jak i ataku ZSRR na Polskę oraz o jej dobre imię w świecie, jest Krystyna Piórkowska, autorka książki „Anglojęzyczni świadkowie Katynia. Najnowsze badania”. Jej interwencje pisemne lub telefoniczne często przynoszą skutek.

„Oczywiście nie jestem jedyną osobą, która wysyła pisma, listy i petycje odnośnie różnych zmian związanych z przekonaniami, i muszę stwierdzić, że przy tych wspólnych działaniach zauważyłam zmiany i rzeczywiście, według mnie, było w tej kwestii coraz lepiej. Rzadko otrzymuję odpowiedź z redakcji czy instytucji, ale gdy po kilku dniach odwiedzam daną stronę internetową, na której pojawiały się przekłamania, to znajduję informację, że tekst został zmieniony i poprawiony – podkreśla Krystyna Piórkowska. – To nie jest praca, w której efekty widzi się z dnia na dzień i jeżeli ktoś tego oczekuje, to może być mocno rozczarowany”. Jedną z jej ostatnich akcji (dosłownie sprzed kilku dni) zakończonych sukcesem była interwencja w The Kupferberg Holocaust Center w Queensborough Community College, gdzie w tytule zaplanowanego na koniec lutego wykładu pojawiło się określenie sugerujące, że holokaust był przeprowadzony przez Polskę. Po jej piśmie dokonano jego zmiany podkreślając, że chodzi o ziemie okupowane przez nazistów. Przykładów tego typu korekt przeprowadzonych po jej interwencjach jest zdecydowanie więcej i to dowodzi, że akcje uświadamiające przynoszą odpowiednie skutki, a Krystyna Piórkowska robi je od co najmniej 10 lat. Zajmuje się głównie mediami anglojęzycznymi w Stanach Zjednoczonych oraz w Anglii. Z jej obserwacji wynika, że w ostatnich dwóch latach przekłamań dotyczących „polskich obozów śmierci” pojawiało się o wiele mniej, w porównaniu z wcześniejszym okresem, co wskazuje na wyraźną tendencję spadkową.

„Wydaje mi się, że przyczyniła się do tego długoletnia praca wielu ludzi, włącznie ze śp. Janem Karskim i Janem Nowakiem, oraz że jest to efekt petycji pisanych przez Fundację Kościuszkowską” – podkreśla Krystyna Piórkowska, która uważa, że najważniejszą sprawą w walce z przekłamaniami historycznymi jest edukacja i uświadamianie ludzi.

Podobne zdanie w tej kwestii ma również Zygmunt Staszewski, organizator wielu różnych protestów i akcji związanych z walką o dobre imię Polski w świecie, a także współprzewodniczący Komitetu Dialogu Polsko-Żydowskiego w Nowym Jorku. Jako przykład podał sytuację związaną z protestem, który został zorganizowany w maju 2016 roku pod Konsulatem Generalnym RP na Manhattanie przez rabina Zeva Friedmana, dziekana z Rambam Mesivta High School na Long Island (pisaliśmy o tym w artykule „Hucpa pod Konsulatem RP„). Wówczas m.in. członkowie Komitetu Dialogu Polsko-Żydowskiego rozdawali uczniom (którzy nawet nie wiedzieli, kiedy wybuchła i zakończyła się II wojna światowa), biorącym udział w tej pikiecie, ulotki informacyjne na temat holokaustu, Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, rodziny Ulmów, Jana Karskiego, Witolda Pileckiego, Ireny Sendlerowej itd.

„Osobiście rozmawiałem z rabinem, który tę pikietę zorganizował i przywiózł na nią dwa autokary dzieci z Long Island. Powiedziałem mu, że jednak w złym miejscu protestuje, ponieważ powinien manifestować tam, gdzie są zbrodniarze hitlerowscy, a właśnie na Queensie mieszka jeden z nich, Jakiw Palij, który był strażnikiem hitlerowskiego obozu zagłady w Treblince. Ten mający ukraińskie pochodzenie zbrodniarz ukrył przed amerykańskimi władzami emigracyjnymi swoją przeszłość, ale gdy udało się go zidentyfikować, to został postawiony przed sądem i pozbawiony obywatelstwa amerykańskiego. Jednak dalej sobie spokojnie mieszka na Queensie, ponieważ żaden inny kraj nie chciał go przyjąć” – wyjaśnia Zygmunt Staszewski.

Okazało się, że polonijny działacz miał pozytywny wpływ na rabina Friedmana, bowiem rok później, w Dzień Holokaustu wraz ze swoimi uczniami zorganizował on demonstracje pod domem Jakiwa Palija, który był naprawdę winny zbrodni holokaustu.

„Czasem z tymi ludźmi da się rozmawiać i udaje się im wyjaśnić, kto był ofiarą, a kto zbrodniarzem” – podkreśla Staszewski dodając, że jednak sama edukacja nie wystarczy, dlatego ustawa zaproponowana przez Sejm jest jego zdaniem potrzebna.

O tym, że akcje uświadamiające związane z petycjami czy też różnymi protestami przynoszą skutek przekonany jest również  Marek Skulimowski, prezes i dyrektor wykonawczy Fundacji Kościuszkowskiej.

„W ostatnich latach było widać znaczny i systematyczny spadek użycia zwrotów typu 'polskie obozy śmierci' czy też 'polskie obozy koncentracyjne' i wydaje mi się, że przedstawiciele mediów zaczynali rozumieć, że nie jest to właściwe określenie i dlaczego. Myślę, że to wszystko wynikało z niewiedzy czy braku doświadczenia dziennikarzy lub nawet tzw. skrótu myślowego. Nigdy nie uważałem, że jakikolwiek przedstawiciel mediów robił to celowo. To oczywiście mogło się także wiązać z presją oraz z czasem związanym z napisaniem jakiegoś artykułu. Jednak często, gdy przekłamania miały miejsce, dochodziło do korekty lub sprostowania, przez co dziennikarze i czytelnicy dowiadywali się, jakie jest właściwe określenie. Miałem z tym do czynienia jako konsul i wiem, że to pomagało, zwłaszcza że bardzo często było dodatkowo poparte listami od polonijnych i żydowskich organizacji, np. American Jewish Committee” – podkreśla Marek Skulimowski.

Podobne spostrzeżenia dotyczące akcji protestujących i uświadamiających ma również Stefan Komar, polonijny działacz i aktywista, który wielu lat organizuje różne pikiety i protesty, ale także wysyła listy do redakcji, których dziennikarze dopuszczali się przekłamań, a nawet (o ile jest to możliwe) stara się z nimi rozmawiać telefonicznie. Uważa on, że dzięki tego typu działaniom sytuacja związana ze szkalowaniem naszego kraju zmieniała się i ma tendencję spadkową.

„Biorąc pod uwagę liczbę osób, które były zaangażowane w akcje i środki, jakie na nie zostały przeznaczone, to skutki były bardzo dobre. Problem w tym, że zbyt mało osób brało w nich udział i z tego, co mi znane, prawie żadnych środków na nie nie było przeznaczonych” – wyjaśnia Stefan Komar. Stwierdza również, że brakuje odpowiedniej koordynacji takich akcji. „Wiem, że Polonia próbowała nawiązywać kontakt m.in. z Redutą Dobrego Imienia, a także z różnymi konsulami i ambasadorami, żeby skoordynować działania, i niestety nie spotkali się z żadnym odzewem, żadną reakcją”.

Na brak zaangażowania w polonijne akcje ze strony Polski zwrócił także uwagę Janusz Sporek, organizator wielu protestów i pikiet pod redakcjami amerykańskich mediów oraz autor różnych petycji i listów protestacyjnych, adresowanych m.in. do „Wall Street Journal” i Associated Press, a także prezes Polonijnego Ruchu Obrony Polski NY. „Na demonstracje, które robiliśmy, niestety nie reagowały polskie władze. To trochę tak jakby Polonia biła głową w mur, a rządu polskiego, to wcale nie obchodziło” – mówi Janusz Sporek podkreślając, że gdyby było jakieś wsparcie tych akcji z Polski, to być może efekty byłyby dużo lepsze.

RÓŻNE DROGI – TEN SAM CEL
W zmianie świadomości amerykańskich dziennikarzy i rzetelności w ich podejściu do kwestii związanych z poprawnym nazewnictwem dotyczącym obozów koncentracyjnych znajdujących się na terenie okupowanej Polski przełomową rolę odegrała akcja Fundacji Kościuszkowskiej, zainicjowana przez Alexa Storożyńskiego. Ówczesny prezes Fundacji Kościuszkowskiej, ale także znany dziennikarz i laureat Nagrody Pulitzera stwierdził w 2010 roku, że należy zrobić wszystko, aby dokonać zmian w tzw. stylebookach redakcyjnych, ponieważ wówczas odwołując się do niego będzie dużo łatwiej dokonać jakichkolwiek zmian i korekt w tekstach zawierających przekłamania historyczne.

„Alex od pierwszych dni w Fundacji Kościuszkowskiej, która jako instytucja edukacyjna bardzo dba o uświadamianie pod kątem wiedzy historycznej, ruszył z petycją, pod którą podpisało się ponad 300 tys. ludzi, wśród których byli kongresmani, śp. prof. Zbigniew Brzeziński, byli prezydenci polscy, wielu ministrów i ambasadorów oraz przedstawicieli środowisk żydowskich, jak np. David Harris czy Zygmunt Rolat, ale także polski kompozytor Krzysztof Penderecki oraz weterani i ludzie ocaleni z holokaustu” – wyjaśnia Marek Skulimowski dodając, że akcja ta miała ogromny wydźwięk oraz spowodowała bardzo istotne zmiany, ponieważ dzięki niej udało się wprowadzić poprawki do tzw. stylebooków m.in. „New York Timesa” i Associated Press, a w konsekwencji wielu innych redakcji w USA.

Zdaniem Zygmunta Staszewskiego terminologia dotycząca obozów zagłady używana jest niewłaściwie z kilku powodów.

„Jedni robią to z niewiedzy, drudzy z lenistwa, ponieważ tak gdzieś usłyszeli i nie chce się im dokładnie sprawdzić, jak jest naprawdę, a inni robią to celowo, żeby obarczyć Polaków częściową winą za holokaust” – uważa działacz polonijny. Ma on również swój sposób na wyjaśnianie Amerykanom, jak prawidłowo powinno się określać obozy koncentracyjne, które znajdowały się na terenie okupowanej przez Niemców Polski. „Jeżeli ktoś mówi o 'polskich obozach koncentracyjnych' używając logiki, że znajdowały się na terenie Polski, co oczywiście jest błędne, ponieważ wówczas nasz kraj nie istniał, a to była Generalna Gubernia, to zadaję mu pytanie: 'Jak w takim razie nazwiesz więzienie Guantanamo Bay, tam gdzie przetrzymywani są terroryści? Czy nazwiesz je kubańskim więzieniem, ponieważ znajduje się na Kubie? Albo jak nazwiesz obozy koncentracyjne, które w czasie wojny Japończycy organizowali np. w Chinach, Tajlandii czy Wietnamie? Nazwiesz je obozami chińskimi czy japońskimi obozami koncentracyjnymi, bo to Japończycy je organizowali i prowadzili? – wyjaśnia Zygmunt Staszewski. – Tak więc, jakim prawem ktokolwiek waży się używać terminologii 'polskie obozy koncentracyjne' z tego powodu, że leżały one na polskich ziemiach, co oczywiście jest absolutnym skandalem, bo, jeszcze raz podkreślam, Polska wówczas nie istniała” – zaznacza współprzewodniczący Komitetu Dialogu Polsko-Żydowskiego.

Z kolei Krystyna Piórkowska zwraca również uwagę na inny bardzo ważny aspekt mający wpływ na kłamliwe określenia przypisujące Polsce odpowiedzialność za holokaust, a mianowicie na bezsensowne używanie polskiego nazewnictwa obozów koncentracyjnych. „20 lat temu zaczęłam mówić Auschwitz, a nie Oświęcim. Niektórzy twierdzili, że to jest polska miejscowość i dlatego jej używają, ale ja podkreślałam, że to jednak jest niemiecki obóz koncentracyjny, i jeżeli będą dalej wykorzystywali polskie nazewnictwo, to będzie on kojarzony z Polską, a nie z Niemcami – wspomina pani Krystyna. – W przypadku Auschwitz mamy wyraźną zmianę, ale dzisiaj dalej mówią Bełżec, Majdanek, Sobibór, Sztutów itd., a powinni mówić Sonderkommando Belzec der Waffen-SS albo SS-Sonderkommando Kulmhof, a nie obóz zagłady w Chełmnie. Bo każdy, kto powtarza polską nazwę tego obozu, utwierdza innych w przekonaniu, że jest to 'polski obóz'” – twierdzi pani Piórkowska.

Stefan Komar podkreśla natomiast, że określenie „polskie obozy koncentracyjne”, prócz przypisywania naszemu krajowi odpowiedzialności za holokaust, stało się także symbolem rzeczywistego problemu, jakim jest oskarżanie Polaków o współuczestnictwo w niemieckich zbrodniach.

„Przykładem może być przedstawienie teorii Jana Tomasza Grossa jako coś ewidentnego i potwierdzonego, jako faktu udowodnionego, a nie spekulacji czy też domysłu – wyjaśnia polonijny aktywista. – Podobnie jest w przypadku przedstawiania, bez żadnych dowodów, liczby 200 tys. jako liczby Żydów, którzy rzekomo zostali zabici przez Polaków” – podkreśla Komar. Polonijny działacz uważa, że nowelizacja ustawy o IPN uchwalona przez Sejm i Senat może pomóc w walce z przekłamaniami historycznymi, ale sama w sobie nie wystarczy.

„W tej kwestii jest jeszcze wiele do zrobienia. Wydaje mi się, że ta ustawa ma szansę zmobilizować Polonię do większych działań w obronie naszych weteranów i ofiar wojny oraz sowieckiej okupacji, zwłaszcza gdy zobaczą, że polski rząd ma odwagę przeciwstawić się siłom politycznej poprawności, która rzadko uwzględniała nasze spojrzenie na różne sprawy” – twierdzi Stefan Komar, który uważa również, że potrzeba więcej konfrontacji z fałszywymi przekłamaniami. Zwraca także uwagę na fakt, że wszędzie, w każdej narodowości, także wśród Żydów, były jednostki, które zachowywały się niegodziwie.

„Uważam, że w tej chwili polski rząd nie może się wycofać z tej ustawy, ale musi jednak przestać się nadmiernie kontrolować i powinien zacząć wskazywać na podobne zachowania Żydów. Powinien uświadomić, przypomnieć lub poinformować polityków izraelskich, że wśród Żydów też były osoby, które zachowywały się niegodnie, że byli kolaboranci i szmalcownicy, popełniający przestępstwa zarówno w stosunku do swoich rodaków, jak i do Polaków” – podkreśla Komar dodając, że tego typu wyjaśnienia powinny być zrobione w sposób rozważny spokojny i z szacunkiem dla większości ofiar żydowskich.

NOWELIZACJA USTAWY O IPN
Uchwalona 27 stycznia br. przez Sejm oraz przyjęta 1 lutego przez Senat nowelizacja ustawy o IPN spotkała się w krytyczną reakcją Izraela oraz Departamentu Stanu USA, a także niektórych środowisk w Polsce. Różne opinie na jej temat mają także polonijni działacze zaangażowani w obronę dobrego imienia Polski w świecie.

„Ja tę nowelizację traktuję tylko i wyłącznie jako ustawę dla ludzi, którzy chcą obrażać Polskę. Szybko okazało się, że zadziałała ona na zasadzie 'uderz w stół…' i od razu nożyce się odezwały… zaprotestowali izraelski premier Benjamin Netanjahu oraz izraelska ambasador w Polsce Anna Azari. Wniosek z tego taki, że oni uważają, że Polska jednak budowała obozy i maczała palce w holokauście. I to jest problem, który jest wynikiem 50 lat komunizmu i wstrętnych rządów po komunizmie, które absolutnie nie dbały o dobre imię Polski – uważa Janusz Sporek. – Teraz, gdy cokolwiek zaczyna się dziać dobrego, to cały świat jest przeciwko nam, bo wszyscy przyzwyczaili do tego, że Polskę można grabić, kopać i wykorzystywać na wszystkie możliwe sposoby. Trzeba koniecznie przypomnieć światu, w jakim stanie Niemcy zostawili Warszawę i cały kraj, ile milionów ludzi zginęło, że 80 procent naszej stolicy było całkowicie zniszczone, i to nie Żydzi ją odbudowali” – podkreśla prezes Polonijnego Ruchu Obrony Polski NY.

Według Stefana Komara kryzys, który w ostatnich dniach pojawił się na linii Polska – Izrael, nie został spowodowany przez nasz rząd, ponieważ taka ustawa prędzej czy później musiała zostać uchwalona i – jego zdaniem – dobrze, że stało się to wcześniej.

„Reakcja polityków izraelskich jest skandaliczna, ponieważ nie mieli do tego żadnych powodów, oprócz złych intencji. W przypadku niektórych z nich pojawia się wręcz mowa nienawiści, która była zupełnie nieuzasadniona – twierdzi działacz dodając, że w ustawie tej jest wyraźnie podkreślone, że dotyczy ona fałszywych oskarżeń.

„Dlatego też reakcja, jaka pojawiła się po jej ogłoszeniu, pokazuje, że chyba niektórzy w dalszym ciągu chcą bezkarnie rzucać fałszywe oskarżenia. W związku z tym Polonia powinna zacząć głośno się domagać reformy w nauczaniu o holokauście w Stanach Zjednoczonych i w innych krajach. Powinna też zacząć wytykać, i domagać się zniesienia, pozarządowej i rządowej cenzury, która w USA nie dopuszcza do głosu Polaków i historyków, mających inny pogląd na sprawy niż Jan Tomasz Gross, Jan Grabowski i inni podobnie myślący” – konkluduje Stefan Komar.

Swoje spojrzenie na sprawę zamieszania wokół nowelizacji ustawy o IPN oraz napięcia, jakie powstało na linii Polska – Izrael, a także Polska – Stany Zjednoczone, ma również Zygmunt Staszewski.

„Jeżeli nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze, a w tym przypadku o żądania różnych grup żydowskich, które w tej chwili występują o odszkodowania za mienie bezspadkowe” – uważa polonijny aktywista. Jego zdaniem to, co dzieje się obecnie w Polsce z ustawą sejmową oraz w Senacie i w Izbie Reprezentantów USA, jest ze sobą powiązane.

„Tutaj, w Stanach Zjednoczonych, ta ustawa, która przeszła w Senacie jednogłośnie, bez jakiejkolwiek debaty, mówi o odszkodowaniach za mienie osób, które zmarły bez testamentu i bez spadkobierców. Identyczny projekt ustawy w Izbie Reprezentantów H.R. 1226 mówi, że to mienie bezspadkowe, m.in. w Polsce oraz kilkudziesięciu innych krajach, powinno być przekazane organizacjom żydowskim i żyjącym ofiarom holokaustu albo przeznaczone na inne cele, w dodatku nie wiadomo, jakie. To jest oczywiście sprawa bezprecedensowa, ponieważ jest to złamanie rzymskiego prawa własności, które mówi, że jeżeli ktoś umiera bez spadkobierców i bez testamentu, to pozostawione mienie przejmuje rząd lub administracja danego kraju. Tak jest w Ameryce, tak było w Polsce w 1939 roku i tak jest w naszym kraju obecnie” – wyjaśnia Staszewski podkreślając, że jeżeli ta ustawa przejdzie, to zostanie stworzony niebezpieczny precedens. W swoich rozważaniach posuwa się on zdecydowanie dalej i uważa, że gdyby Stany Zjednoczone przyjęły tę ustawę, w wyniku której Polska musiałaby wypłacić potężne odszkodowania, to nasz kraj powinien szybko wystąpić o podobną rekompensatę za ziemie, jakie kiedyś należały do gen. Kazimierza Pułaskiego, który zmarł bez potomków.

„Pułaski otrzymał w podzięce od Jerzego Waszyngtona, któremu uratował życie, kilkaset akrów ziemi w samym centrum Chicago. Stosując tę samą logikę, gdy zostanie stworzony taki precedens prawny, to za ziemię polskiego generała, która przeszła na rzecz amerykańskiego skarbu państwa, polski rząd powinien domagać się wielomiliardowego odszkodowania” – wyjaśnia Zygmunt Staszewski zaznaczając jednocześnie, że takich precedensów nie można stwarzać. Z drugiej strony, gdyby nawet ustawa H.R. 1226 weszła w życie, to na szczęście ustanowiona przez polski Sejm nowelizacja ustawy o IPN w pewnym stopniu uniemożliwia jej zastosowanie i żądanie odszkodowań od naszego kraju, i tu właśnie leży jeden z powodów oburzenia środowisk żydowskich, jakie obserwujemy w ostatnim czasie. Zdaniem polonijnego działacza nowelizacja ustawy o IPN jest dobra w takiej formie i postaci tekstowej, w jakiej została napisana.

„Daje ona możliwość karania za terminologię 'polskie obozy koncentracyjne' i oskarżanie narodu polskiego, ale nie indywidualnych osób, za udział czy współudział w holokauście. Jeżeli media na całym świecie, szczególnie izraelskie, amerykańskie i niemieckie, atakują Polskę, używając określenia 'polskie obozy koncentracyjne' albo mówiąc, że obozy te zostały stworzone w Polsce, bo była ona antysemicka i Niemcy wiedzieli, że Polacy będą im pomagać w mordowaniu Żydów, to jeżeli z tym nie można walczyć w formie uświadamiania ludzi, w formie edukacyjnej, a to robiliśmy przez ostatnich kilkadziesiąt lat i okazało się, że to nie działa, to trzeba się bronić w inny sposób i walczyć z tym w formie prawnej, czyli dokładnie tak samo jak w innych krajach” – uważa Staszewski dodając, że w Izraelu za zaprzeczanie faktom holokaustu grozi do pięciu lat więzienia.

„Na podobnej zasadzie Polska w tym momencie wprowadza przepis karania więzieniem do maksimum trzech lat” – mówi współprzewodniczący Komitetu Dialogu Polsko-Żydowskiego. Według niego wejście na drogę prawną w przypadku osób, które oskarżają Polskę o holocaust, jest absolutną koniecznością dlatego, że edukacja i uświadamianie ludzi nie działają tak jak powinny.

Podobne spojrzenie na sprawę nowelizacji ustawy o IPN oraz uchwalanych przez amerykańską legislaturę ustaw H.R.1226 oraz S.447 ma Janusz Sporek, który uważa, że uderzają one w nasz kraj.

„Gdy tylko Polska podniosła głowę, to natychmiast pojawiła się reakcja środowisk żydowskich w amerykańskim Kongresie” – twierdzi szef Polonijnego Ruchu Obrony Polski NY.

„Uważam, tak jak chyba wszyscy Polacy, że Polska ma prawo się bronić przed okropnymi posądzeniami o 'polskie obozy koncentracyjne'. Ustawa ta na pewno ułatwi zwalczanie fałszywych oskarżeń dotyczących obozów koncentracyjnych, tylko problem jest w tym, co zrobi Polska jeżeli Mr Smith w USA powie, że to były 'polskie obozy śmierci'. Co możemy mu zrobić? Do którego sądu go możemy oddać? Który sąd będzie chciał się nim zająć? Niestety, nie wiadomo, jak to ma być egzekwowane. Zastanawia mnie bardzo techniczna strona tego, w jaki sposób mają być wyciągane konsekwencje w stosunku do osób dopuszczających się oszczerstw np. w Niemczech, Francji, Anglii czy w Stanach Zjednoczonych, gdziekolwiek padną słowa 'polskie obozy koncentracyjne'” – zaznacza Sporek.

Sprawa egzekwowania kar grożących osobom dopuszczającym się szkalowania Polski jest również jednym z argumentów wśród osób podchodzących do nowelizacji ustawy o IPN z rezerwą lub ją negujących. Raczej sceptycznie podchodzi do niej Marek Skulimowski, który wskazuje również jej negatywne strony.

„Jako Fundacja Kościuszkowska bardzo uważnie przyglądamy się wszelkim próbom ustawowego wpływania lub ograniczenia badań naukowych oraz swobody wypowiedzi. Kontrowersje, negatywne opinie, a nawet bardzo emocjonalne reakcje wskazują, że ustawa nie została właściwie przygotowana i należycie przemyślana. Równie niefortunna była data głosowania w Sejmie na dzień przed obchodami rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau (tzw. International Holocaust Remembrance Day). Internet jest dosłownie zalany antysemickimi wypowiedziami polskich czytelników oraz antypolskimi komentarzami w Izraelu. Chociaż dyskusja dotyczy kilku problematycznych zapisów ustawy, to skala negatywnych emocji, a nawet chamstwa w komentarzach, przekonuje mnie, że niestety nie jest to dobre prawo” – wyjaśnia szef Fundacji Kościuszkowskiej.

Marek Skulimowski zwraca również uwagę, że sytuacja z ostatnich dni pokazała, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać, zarówno w kraju, jak i z ważnymi partnerami zagranicznymi.

„Oczywiście nigdy nie będzie ustawy idealnej, która wszystkich usatysfakcjonuje, jednak zawsze trzeba spróbować się porozumieć, zwłaszcza że spór od początku absolutnie nie dotyczył potrzeby wyeliminowania z przestrzeni medialnej zwrotu 'polskie obozy'. Wiadomo, że Polacy i Izraelczycy mają bardzo podobną wrażliwość, do której obie strony mają prawo. Jedni i drudzy byli ofiarami wojny, i często bardzo niefortunnie oraz tragicznie krzyżowały się ich losy, ale wiedząc, że mamy podobne doświadczenia, można było przeprowadzić właściwy i szczery dialog, często dotykający bardzo trudnych aspektów wspólnej polsko-żydowskiej historii” – mówi Skulimowski.

Prezes Fundacji Kościuszkowskiej podkreśla również, że instytucja, którą kieruje, zdecydowanie bardziej opowiada się za edukowaniem niż za penalizacją.

„I uważam, że to przynosi dużo lepsze efekty. Oczywiście można kogoś skazać za użycie niewłaściwego zwrotu czy niewłaściwej oceny historycznej, ale lepiej w tym przypadku przeprowadzić jakąś kampanię edukacyjną i wskazać błędy, tym sposobem osiągnie się dużo większy efekt” – zaznacza Marek Skulimowski.

Prezes Fundacji Kościuszkowskiej zwraca także uwagę na negatywne skutki, jakie ustawa o nowelizacji IPN już przyniosła, pomimo że jeszcze nie weszła w życie.

„Powstaje pytanie, po co tworzyć ustawę, która budzi tyle emocji, i którą nie będzie łatwo wyegzekwować? Reakcja w Izraelu tuż po jej uchwaleniu była taka, że niektórzy pisali w mediach społecznościowych po kilkanaście razy haniebne sformułowanie 'polskie obozy śmierci' i twierdzili, że teraz będą mogli być aresztowani w Polsce albo że są wrogami numer jeden w Polsce. Poza tym ileś tysięcy razy wzrosło użycie sformułowania 'polskie obozy śmierci' i to tylko w tytułach artykułów, a jak wiadomo, ludzie czytają głównie nagłówki, przez co w ten sposób utrwalili sobie tę frazę” – twierdzi Marek Skulimowski. 

Krystyna Piórkowska, mimo wielkiego zaangażowania w walkę z przekłamaniami historycznymi dotyczącymi Polski oraz holokaustu, bardzo krytycznie podchodzi do sejmowej nowelizacji ustawy o IPN. Uważa, że nie jest ona dopracowana, i mimo że jeszcze nie weszła w życie, to już narobiła sporo zamieszania, a także zniweczyła efekty wieloletnich starań różnych osób.

„Według mnie ostatni tydzień zniszczył pracę wykonywaną przez wielu ludzi i instytucje w ciągu ostatnich 10, a może nawet 15 lat” – zaznacza pani Piórkowska. Podkreśla, że w Polsce ukazało się wiele artykułów analizujących, dlaczego nowelizacja jest niedopracowana pod wieloma względami, a najbardziej zaskoczyła ją wiadomość napisana przez Łukasza Adamskiego z Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, że art. 55 został nieszczęśliwie sformułowany już w oryginalnej wersji. Dlatego pani Krystyna podkreśla, że szkoda, iż nie wykorzystano możliwości dokonania korekty przy tej okazji. Co więcej, uważa, że niepotrzebnie uchwalono ją w Sejmie tak szybko, bez dokładnej analizy, a dodatkowo w bardzo złym terminie – w przeddzień rocznicy upamiętnienia holokaustu, co było głównym powodem oburzenia wielu osób ze środowisk żydowskich.

„Można przypuszczać, że teraz zamiast obchodów Marca'68 i usunięcia 'Dziadów' Mickiewicza, ta rocznica będzie postrzegana tylko pod kątem Dworca Gdańskiego'68, bo takie sugestie pojawiły się już w 'New York Timesie', który za czystkę wśród Żydów obwinia Polaków, a nie komunistów z KC PZPR” – wnioskuje pani Krystyna dodając, że zmiany w ustawie powinny być przemyślane we wszystkich możliwych wariantach.

„Powinna być zrobiona dokładna analiza słownictwa i przygotowane tłumaczenie na co najmniej trzy języki, jako część programu medialnego” – podkreśla polonijna działaczka dodając, że zastanawia się, co przez cały okres przygotowywana tej nowelizacji robiła pełnomocnik prezesa Rady Ministrów ds. dialogu międzynarodowego.

„Czy pani Anna Maria Anders skorzystała z okazji, żeby porozmawiać z kimkolwiek na ten temat? Przecież przez cały czas podróżuje po świecie. Wszyscy wiedzieli, że zmiany będą rozpatrywane – i to od dawna. Czy to nie wskazuje na potrzebę udziału osoby odpowiedzialnej za międzynarodowy dialog? – pyta pani Piórkowska. – Gdzie jest Polska Fundacja Narodowa, która na swoją działalność otrzymała 100 milionów złotych i w żaden sposób nie przygotowała świata na taką zmianę ustawy. Ta nowelizacja wymaga nie miesięcznego, ale przynajmniej rocznego wdrażania, poprzez krótkie filmiki i akcje informacyjne” – podkreśla nasza rozmówczyni dodając, że nie jest to jedyny niedopracowany element przygotowania świata na tę zmianę.

„Owszem, po całym rabanie premier przemówił, i bardzo dobrze, ale znowu są pytania: dlaczego pozwolono, żeby YouTube dokonał automatycznego tłumaczenia jego przemówienia, z którego wynikło, że obwinia się Niemców za Katyń? Dlaczego spoty, wykupione na stronach anglojęzycznych gazet, ukazały się jedynie przez weekend? W dwa dni, z których pierwszy to szabas, podczas którego wielu Żydów nie dotyka komputera, a drugi dzień zdominowany był przez Super Bowl, co na pewno ograniczyło oglądalność, jakiej można się było spodziewać” – twierdzi pani Piórkowska. Podobnie jak Janusz Sporek oraz Marek Skulimowski zwraca ona także uwagę na brak możliwości egzekwowania tej ustawy.

„Nie można będzie nikogo ukarać, ponieważ nie ma możliwości wyegzekwowania tego prawa. W Stanach Zjednoczonych na pewno żaden prokurator nie poprowadzi sprawy, w której ktoś będzie oskarżony o pomówienie czy przekłamanie prawdy. Skoro ta ustawa istnieje od lat i dotyczyła już rzezi wołyńskiej, to proszę mi podać jedną rozprawę sądową dotycząca negowania rzezi. A skoro nie można tego wyegzekwować, to po co takie prawo zostało przegłosowane? Ta pani, która napisała na Twitterze 14 razy 'polskie obozy śmierci' może sobie przylecieć do Frankfurtu, gdzie przejdzie przez kontrolę graniczną, a następnie wsiądzie w pociąg i przyjedzie do Warszawy bez żadnych problemów. Wówczas może sobie stanąć pod Pałacem Kultury i Nauki i zrobić zdjęcie z wystawionym językiem, ośmieszając to prawo – wnioskuje pani Krystyna. – Co możemy osiągnąć poprzez tę nowelizację i fakt, że Reduta Dobrego Imienia już wystąpiła do prokuratury warszawskiej, żeby oskarżyła tę panią na mocy ustawy, kiedy jeszcze nie była ona podpisana przez prezydenta?” – zapytuje retorycznie działaczka polonijna. Jej zdaniem nowelizacja na pewno już zaszkodziła procesowi wprowadzenia Polski do ruchu bezwizowego do Stanów Zjednoczonych.

„Ktokolwiek teraz podejmie rozmowę z jakimkolwiek kongresmanem w sprawie zniesienia wiz dla Polaków, może się spotkać z opinią, że w Polsce brakuje wolności słowa. Bo tak ta ustawa będzie odczytywana w świecie” – twierdzi pani Piórkowska, która jako badaczka historii Katynia zauważa również, że w nowelizacji brakuje informacji na temat sprawy kłamstwa katyńskiego, które szerzy się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także na całym świecie.

„Wygląda z tego, że teraz kłamstwo katyńskie nie jest niczym znaczącym i możemy je zostawić na boku” – zaznacza Krystyna Piórkowska, która zwraca także uwagę, że nowelizacja ustawy o IPN wywołała falę antysemickich nastrojów w Polsce i antypolskich wypowiedzi na świecie. „To, że w trakcie programu 'Studio Polska' w TVP, prowadzonego przez Magdalenę Ogórek, na pasku wyświetlane były antysemickie hasła z Twittera, jest niewybaczalne i karygodne do tego stopnia, że uważam, że ten program powinien zostać zawieszony, a przynajmniej powinna być wymieniona ekipa prowadzących” – stwierdza Krystyna Piórkowska dodając, że przez to na całym świecie ugruntowało się przekonanie, że polskie media, włącznie z mediami publicznymi, emitują antysemickie hasła.

„Przecież radio RMF zawiesiło swojego dziennikarza Bogdana Zalewskiego, który na prywatnym blogu wpisał antysemickie zdania, więc uważam, że media publiczne mają większy obowiązek ukarania takiego postępowania” – uważa Krystyna Piórkowska, która zwraca uwagę, że również wiele ważnych osób negatywnie odbiera tę nowelizację oraz to, co się wokół niej dzieje. „Jeżeli w tej chwili ludzie tacy jak David Harris, prezes American Jewish Committee, który jeszcze 30 stycznia  bronił naszego kraju na swoim blogu w 'Jerusalem Post', a obecnie wzywa, żeby Polska wycofała zmiany w tej ustawie, to znaczy, że nie jest to dobry projekt” – podkreśla pani Krystyna, która na koniec nawiązuje do ostatniej swojej akcji związanej ze zmianą przekłamania, które udało się jej zmienić.

„Żądaniem niewiele osiągniemy, a rozmową tak. Queensborough Community College, kontaktował się aż z dyrektorem Centrum Szymona Wiesenthala, które przyznało rację, że zmiana w tytule tego wykładu powinna być dokonana. Czy groźbą bym osiągnęła więcej? To nie jest kajanie się, tylko to jest dialog, rozmowa. Nie musimy zgadzać się ze wszystkimi, ale zawsze są punkty zbieżne, które pozwolą wypracować wspólne stanowisko z ludźmi myślącymi” – konkluduje Krystyna Piórkowska, dodając, że nawet jeżeli nowelizacja ustawy o IPN wejdzie w życie, to wysyłając w przyszłości jakieś listy dotyczące przekłamań historycznych, na pewno nie będzie się na nią powoływała i groziła komuś jakąkolwiek karą.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA