„Gwiazda Polarna”, czyli źródło polskiego słowa

214
Jacek Hilgier, wydawca i redaktor naczelny „Gwiazdy Polarnej“, w swoim domu ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

"Dopóki starczy mi sił, będę wydawał 'Gwiazdę Polarną' i wysyłał czytelnikom, bo im się to po prostu należy. W listach i w rozmowach telefonicznych czytelnicy dają mi do zrozumienia, że chcą tę gazetę otrzymywać i czytać" – mówi Jacek Hilgier, wydawca i redaktor naczelny.

Od jak dawna jesteś związany z „Gwiazdą Polarną„?

– Trafiłem do gazety wczesną wiosną 1993 roku. Wcześniej pracowałem w Chicago w „Dzienniku Chicagowskim”. Znalazłem przypadkowo ogłoszenie, że ówczesna redaktor naczelna „Gwiazdy Polarnej” Małgorzata Terentiew-Ćwiklińska poszukuje dziennikarza. Pojechałem więc do Stevens Point na rozmowę wstępną i… od razu zostałem zaakceptowany. Dzięki temu zaczęła się moja przygoda z tą gazetą, która trwa do dziś.

Nie bałeś się zamienić ogromne, bardzo polskie Chicago na małe miasteczko w stanie Wisconsin?

– Stevens Point liczyło wówczas około 30 tysięcy mieszkańców. Początkowo nie czułem się komfortowo.  Stąd też co tydzień na weekend jeździłem do Chicago, aby odwiedzić przyjaciół i stare miejsca. Bywało tak, że wyjeżdżałem w piątek wieczorem, sobotę i niedzielę spędzałem na fajnych imprezach, a w poniedziałek rano przyjeżdżałem do redakcji. Było to karkołomne przedsięwzięcie, bowiem musiałem pokonać w jedną stronę ponad 200 mil.

Początkowo było mi trudno przestawić się, ale szukałem miejsca dla siebie. Nie ukrywam, że potrzebowałem nowego miejsca pracy i szukałem nowego wyzwania. Na pewno było to dla mnie duże wyzwanie, większe niż to, co robiłem wówczas w Chicago.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to była dobra decyzja. Dosyć szybko po moim przyjściu do redakcji „Gwiazda Polarna” z tygodnika stała się dwutygodnikiem. A to dlatego, że zaczęły się pojawiać finansowe problemy. W redakcji pracowało wówczas 10 osób. Redaktor naczelna była dla mnie bardzo życzliwa, więc świetnie nam się współpracowało. Wykonywałem typowo redakcyjną pracę, między innymi adiustowałem teksty. Ale przede wszystkim zajmowałem się tym, co lubiłem – jeździłem w teren, do ludzi, obsługiwałem polonijne imprezy i pisałem reportaże.

W pewnym momencie stałeś się najważniejszą osobą w redakcji, zostałeś bowiem redaktorem naczelnym. Jak do tego doszło?

– Stało się to w przykrych okolicznościach. Ówczesna szefowa, pani Małgorzata Terentiew-Ćwiklińska, poważnie zachorowała na raka i nie mogła fizycznie podołać obowiązkom. Prowadzenie gazety właśnie mnie przekazała. Pod koniec jej życia – w roku 2004 – kupiłem od niej gazetę i stałem się właścicielem oraz wydawcą „Gwiazdy Polarnej”.

Jest to niewątpliwie unikalna gazeta, bowiem wydawana od roku 1908. W tym samym roku zaczął się również ukazywać chicagowski „Dziennik Związkowy”. Są to dwie dobrze znane, najstarsze polskojęzyczne gazety w USA. Niedawno dowiedziałem się, że cztery lata wcześniej, bo w roku 1904, w Detroit, w stanie Michigan, zaczął być wydawany „Tygodnik Polski”, który ukazuje się do dziś.

Na pewno jest to wielka satysfakcja być wydawcą gazety z taką historią, ale jednocześnie wielki obowiązek…

– Oczywiście. Ale przede wszystkim jest to ogromne wyzwanie, bowiem ja jako ten prowadzący muszę nadążać za zachodzącymi zmianami. W połowie lat 90. ubiegłego wieku, kiedy rozpoczęła się moja przygoda z „Gwiazdą Polarną”, gazeta dobrze sprzedawała się w sklepach w całych Stanach Zjednoczonych, było dużo prenumeratorów. Polonia czytała wówczas polskie gazety. Media polonijne były ważne i doceniane.

Kiedy „Gwiazda Polarna” zaczęła być wydawana, początkowo jako gazeta codzienna, przez kilka lat była istotnie gazetą lokalną. Potem ukazywała się raz w tygodniu. Pisała o lokalnych problemach i kupowana była głównie przez mieszkańców Stevens Point. Gazeta kosztowała wówczas 15 centów. Z czasem zaczęła zyskiwać ogromną popularność. Najlepiej to było widać po rosnącej liczbie prenumeratorów w całych Stanach Zjednoczonych.

W dzisiejszych czasach wydawanie takiej gazety jest trudne i wymaga dużego samozaparcia. Ja to widzę może nie jako misję – bo to za wiele powiedziane – ale jako obowiązek wobec czytelników, którzy po nią sięgają i czytają. W większości są to osoby starsze i samotne, mieszkające w odległych miejscach, gdzie nie ma żadnego kontaktu z polską społecznością, gdzie nie ma polskich organizacji czy sklepów. Dla tych osób ta gazeta jest często jedynym źródłem polskiego słowa i możliwością kontaktu z polską kulturą. Mało tego, gazeta pozwala im pamiętać o Polsce.

Zabytkowy cmentarz św. Piotra, na którym do roku 1945 byli chowani Polacy mieszkający w Stevens Point

Czy masz stałych współpracowników, którzy pomagają ci w wydawaniu gazety, inspirują do skupienia się nad konkretnymi sprawami czy wydarzeniami i dostarczają teksty?

– Tak, jest kilka takich osób, które stale mnie wspierają. Są to między innymi: redaktor Edward Dusza, który wcześniej był redaktorem naczelnym „Gwiazdy Polarnej”, Jacek Matysiak z Kalifornii, Leszek Wątróbski oraz Jurek Majcherczyk z Wallington w New Jersey, który jest szefem Polonijnego Klubu Podróżnika.

Jako czytelnik i dziennikarz oceniam, że „Gwiazda Polarna” jest redagowana bardzo rzetelnie. To oczywiste, że muszą być w niej zamieszczone aktualne informacje o wydarzeniach na terenie Stanów Zjednoczonych i ze świata, rozmowy z ciekawymi ludźmi, teksty o problemach rodaków w USA. Sam nie jesteś w stanie temu podołać.

– Wielką pomocą jest tutaj internet. Trudno dzisiaj wyobrazić sobie wydawanie gazety właśnie bez internetu. Jak zacząłem pracę w tej gazecie internetu jeszcze nie było, ale jakoś dawaliśmy radę. Korzystaliśmy wtedy głównie z telefonów. Pochłaniało to znacznie więcej czasu niż dzisiaj, ale było więcej osob w redakcji i dawaliśmy radę.

Z każdym rokiem ubywa czytelników, a nie ma napływu nowych z Polski. Każda gazeta polonijna musi więc walczyć dzisiaj o przetrwanie i o przyszłość. Jak widzisz przyszłość „Gwiazdy Polarnej”?

– Dopóki starczy mi sił, to będę ją wydawał i wysyłał naszym czytelnikom, bo im się to po prostu należy. Mam świadomość, że prenumerata kosztuje i dla wielu osób jest to spory wydatek. W listach, jakie otrzymuję i w rozmowach telefonicznych czytelnicy dają mi do zrozumienia, że chcą tę gazetę otrzymywać i czytać. Trudno powiedzieć, co będzie za rok czy za kilka lat. Oczywiście, że sytuacja finansowa będzie tym czynnnikiem decydującym. Na razie mam osoby i pewne źródła, które mnie wspierają finansowo. W Polsce są programy, które dofinansowują polonijne organizacje i wydawnictwa, no i z tego korzystam. Pomaga nam w tym Konsulat Generalny RP w Chicago. Dziękuję też reklamodawcom.

Dziękuję za rozmowę. Życzę ci, aby gazeta przetrwała jak najdłużej i mogła dobrze służyć czytelnikom.

ROZMAWIAŁ: JANUSZ M. SZLECHTA

Krótka opowieść o długiej historii

„Gwiazda Polarna” to dwutygodnik polonijny, wydawany przez Point Publications, Inc. Library of Congress. Jest najstarszą niezależną gazetą polskojęzyczną bez przerw wydawaną w Stanach Zjednoczonych. Ukazuje się od 1908 roku w Stevens Point, w stanie Wisconsin. Jej korzenie sięgają roku 1892, kiedy to powstał poprzednik „Gwiazdy Polarnej” zatytułowany „Rolnik” (The Farmer), ukazujący się lokalnie dla polskich emigrantów z okolic Stevens Point. W roku 1908 właściciele – bracia Józef i Stefan Worzałowie – przemianowali go na „Gwiazdę Polarną”, z przeznaczeniem dla szerszej rzeszy czytelników w całych Stanach Zjednoczonych. W tej formie czasopismo ukazuje się do dziś.

W tym budynku przy Main Street, w centrum Stevens Point, mieściła się pierwsza redakcja „Gwiazdy Polarnej“

Treść głównych artykułów jest zróżnicowana – z dominacją problematyki politycznej, historycznej i kulturalnej, dotyczącej głównie Polski, Polonii, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Gazeta stara się zachować bardzo zróżnicowany profil tematyczny i dotrzeć do możliwie szerokiego grona czytelników. Niezależność „Gwiazdy Polarnej” polega na nieangażowaniu się w bieżące spory pomiędzy różnymi odłamami Polonii amerykańskiej, a tym bardziej niepopieraniu któregokolwiek z nich.

Nazwa pisma powstała w wyniku konkursu rozpisanego przez pierwszą redakcję. Wygrała wówczas propozycja „Gwiazda Północna”, którą zamieniono na „Polarną”. Uważano ją za nazwę symboliczną. Jak niegdyś gwiazda polarna wiodła starych żeglarzy do nowych, nieznanych lądów, tak ta nowa prowadzić miała naszych emigrantów do ziemi amerykańskiej.

Wydawcą i redaktorem naczelnym jest Jacek Hilgier. Poprzednimi redaktorami naczelnymi byli m.in.: Edward Dusza, Alfons Hering, Paweł Klimowicz, Franciszek Kmietowicz, Małgorzata Terentiew-Ćwiklińska i Leszek Zieliński.