Herbaciane spotkanie w ogrodzie

201
Nawet utrzymywanie zalecanego dystansu nie zakłóciło radosnej atmosfery spotkania ZDJĘCIA: ELŻBIETA POPŁAWSKA

Filiżanka herbaty to remedium na wszystko – uważa Zofia Rębisz i przygotowała wraz z mężem 9. już Tea Party w swoim ogrodzie.

„Nie damy się zastraszyć pandemii, stworzyliśmy warunki do przestrzegania wszelkiej ostrożności – dystans, maseczki, środki dezynfekcji, indywidualne posiłki i napoje w jednorazowych naczyniach” – poinformowali gospodarze zaproszonych gości. Możliwości lokalowe, a właściwe ogrodowe pozwoliły na zachowanie społecznego dystansu, zaś dodatkowe środki higieny i maseczki pozwoliły na bezpieczne spotkanie i zabawę. Spotkanie odbyło się w atmosferze ogromnej radości, jak to można sobie wyobrazić, bo było to spotkanie dawno niewidzianych przyjaciół, a do tego w czasie pandemii. Nieco skromniejsze dekoracje kwiatowe i kapeluszowe nie przeszkodziły w powstaniu nowej aury do dyskusji i wielu tematów o otaczającej nas rzeczywistości.

Zofia Rębisz z córką Polą


Spotkania w ogrodzie przy herbacie pań, obowiązkowo w pięknych kapeluszach, które przygotowywała gospodyni, stały się tradycją. Organizatorka dekorowała też z gustem stoły kwiatami i świecznikami, podając znakomitą herbatę w pięknej porcelanie. Uczestniczący w nich goście mieli okazję dowiedzieć się od pani Zofii wielu ciekawostek o parzeniu herbaty, sposobie jej picia i właściwościach zdrowotnych. Pani Zofia, podobnie jak Brytyjczycy, uważa, że filiżanka herbaty to remedium na wszystko.
W tym roku, tak jak zawsze, przybyła Pola, córka państwa Rębiszów (prawa ręka mamy w organizacji i współpracy rodzinnej), chociaż zabrakło syna Seweryna, którego zatrzymały sprawy rodzinne. Rodzice z dumą opowiadają o dzieciach przedstawiając rodzinę nowo przybyłym na spotkania. Syn ukończył studia prawnicze w USA, doskonale włada dwoma językami – od trzech lat prowadzi własną praktykę na Greenpoincie. Córka Pola zawsze kochała kwiaty, więc mimo ukończonej księgowości została dekoratorką-stylistką w branży kwiaciarskiej; aktualnie prowadzi biznes kwiatowy na Williamsburgu, NY. Po kilku latach rodzina się powiększyła o wnuka Masona, a potem przyszła na świat wnuczka Lara. Tym sposobem spotkania Tea Party zmieniły swój charakter – na herbaciane spotkania panie zaczęły przyprowadzać swoje dzieci. Na tych spotkaniach (bardzo często dwujęzycznych, ale z przewagą języka polskiego) młodzi ludzie od najmłodszych lat mogli nie tylko doskonalić swój język polski, ale uświadomić sobie, jaką rolę odgrywa rodzina w naszym życiu, co jest priorytetem i jak wspólnie przetrwać w najtrudniejszych i zupełnie nieprzewidzianych sytuacjach (np. pandemia). Mogli też podyskutować o możliwościach edukacji młodego pokolenia, osiągnięciach naszych przodków, a także o historii kraju, z którego pochodzimy i o tym, że zawsze możemy do niego wrócić.

Panie Marzena (z lewej) i Zofia przygotowują się do podania deseru do herbaty


Tegoroczne spotkanie – mimo że ze względów na pandemię zabrakło najmłodszych – kolejny raz wykazało nie tylko, jakie piękne są Polki, ale jakie są zaradne, inteligentne i jakimi wspaniałymi i odważnym liderkami są w naszych rodzinach. W programie oprócz urokliwej gospodyni Zofii Rębisz głos zabrała pani Ania, która wraz z rodziną przeszła COVID-19 i podzieliła się swoimi odczuciami i doświadczeniami. Przedstawicielka młodszego pokolenia, Victoria, uczennica szkoły średniej, omówiła rodzaje podanych herbat (czarną, białą i zieloną), przypomniała sposoby ich parzenia i rolę herbaty jako źródła antyoksydantów. Herbata podana na spotkaniu pochodziła z Indii, którą ze służbowej podróży przywiózł Matthew, zięć państwa Rębiszów. Tradycyjnie od lat Julia Wrzesiński – znana w kręgu przyjaciół jako autorka okolicznościowych wierszyków – i tym razem urozmaiciła imprezę swoim dziełkiem, w którym m.in. zapowiedziała: „Jest pełnia lata, zakwitły już lipy, więc czas przegonić zarazki i grypy!”.

Oglądanie kwiatowych marzeń Poli


Do wyjątkowych atrakcji należało zwiedzanie specjalnych pól kwiatowych, które zaczęły powstawać z inicjatywy Poli tuż przed nadejściem pandemii. Planem Poli jest posiadanie kwiatów z własnej farmy – parku kwiatowego, aby panny młode mogły same zbierać i stworzyć swój ślubny bukiet lub uczestniczyć w jego robieniu. Pola, za zgodą rodziców, wykorzystała teren blisko ich domu. Trzeba tu dodać, że Zofia i Aleksander Rębiszowie, oprócz dużych rozmiarów parku wokół domu, pięknie zagospodarowanego, posiadają teren, który nie był w całości do niedawna wykorzystany. Gospodarz uprawiał tam warzywa, a pozostała część zarośnięta była trawą. W pandemiczny wolny czas, aby go zdrowo spędzić, nie tylko przy komputerze, pani Zofia wspólnie z mężem postanowiła wesprzeć w marzeniach córkę i dołączyli do tworzenia kwiatowego pola. Cała rodzina mogła wspólnie pracować na świeżym powietrzu i budować kolejne biznesowe plany. Tegoroczne kwiatowe plony nie były tak atrakcyjne. Jak mówią właściciele, „robiliśmy to po raz pierwszy, ziemia potrzebowała specjalnego przygotowania i nawodnienia, ale teraz już wszystko gotowe do dalszej działalności”. Do zobaczenia zatem w przyszłym roku!