Jak wynająć mieszkanie lub pokój, by nie stracić

0
1

Pod koniec maja do aresztu trafił 26-letni Karol Krzewski, który był poszukiwany w związku z wyłudzeniem pieniędzy od osób chcących wynająć pokój. Z informacji przekazanych przez policję wynika, że mężczyzna do swojego procederu wykorzystywał popularny polonijny portal ogłoszeniowy. Jego ofiarami padły co najmniej dwie Polki, które pod koniec kwietnia spotkały się z nim i rzekomo wręczyły mu zaliczki po 1500 dolarów. Jednej z nich, 50-letniej poszkodowanej, pokazał nawet mieszkanie, w którym miał znajdować się oferowany pokój. Krzewski po zainkasowaniu gotówki obiecał, że niebawem skontaktuje się z nimi telefonicznie lub za pomocą wiadomości tekstowej. Nigdy tego nie zrobił. 26-latek był już wcześniej aresztowany m.in. za kradzież, a także prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Wyłudzenie pieniędzy “na pokój” lub “na mieszkanie” znajduje się w pierwszej dziesiątce listy najczęstszych oszustw w metropolii nowojorskiej.

JEŚLI COŚ WYDAJE SIĘ ZBYT PIĘKNE…

Jednym ze sposobów uniknięcia przykrej niespodzianki jest skorzystanie z usług sprawdzonego biura brokerskiego. Sprawdzonego, bo zdarzają się w metropolii agencje zatrudniające osoby bez odpowiedniego przygotowania, a nawet fałszywe biura, które funkcjonują tylko przez kilka dni czy tygodni. “Przede wszystkim zażądajmy imienia i nazwiska oraz numeru licencji. To są informacje publiczne, dostępne na stronach Department of State. Jeśli nie będziemy mogli znaleźć danej osoby w internecie, to znaczy, że coś jest nie tak – uczula Monika Bochen ze SPIRE Group Real Estate. – W naszej branży jest takie powiedzenie: jeśli coś wydaje się zbyt piękne, to nie jest prawdziwe. Na przykład, gdy widzimy cenę 1000 dol. za jednosypialniowe mieszkanie na Manhattanie, to prawdopodobnie jest to oszustwo”.

Według agentki nie powinno się też wynajmować apartamentu czy pokoju, a więc płacić jakichkolwiek pieniędzy, bez wcześniejszego zobaczenia miejsca ewentualnego zamieszkania. „Zdarza się, że nawet brokerzy zamieszczają nieprawdziwe zdjęcia w internecie tylko po to, by do nich zadzwonić. Jak się później tłumaczą? Nie mam pojęcia, bo my tak nie robimy, ale takie praktyki są niestety stosowane – zwraca uwagę Monika Bochen. – Nasze podejrzenie powinno budzić także to, gdy ktoś – podając się za brokera – prosi nas o gotówkę. Zanim się będzie miało bezpośredni kontakt z właścicielem, przyjęte jest, że płaci się za pomocą tzw. certified check lub money order. W wyjątkowych przypadkach można zapłacić gotówką, ale klient danej agencji powinien zawsze otrzymać potwierdzenie takiej transakcji. Bez względu na to czy jest to 5 dol., 20 czy 2 tys. dolarów. Jeśli natomiast zdecydujemy się na wynajęcie bez brokera – musimy mieć pewność, że w danym mieszkaniu czy pokoju będziemy mogli legalnie przebywać. Nie można się wprowadzić na zasadzie: właściciel mi zaufał, to ja mu też ufam. Główną zasadą rynku nieruchomości jest to, że wszystko powinno być na papierze. To zabezpiecza i jedną, i drugą stronę. Pamiętajmy, że bardzo łatwo jest wynająć komuś mieszkanie i na tym zarobić, ale równie łatwo można stracić pieniądze wynajmując apartament” – uważa Monika Bochen.

KŁOPOTY Z LOKATOREM

Przekonała się o tym pani Ewelina (nazwisko do wiadomości red.) z dzielnicy Bay Ridge na Brooklynie. W tej części Nowego Jorku ceny miesięcznego wynajęcia pokoju zaczynają się od 500 dol. Ona w ogłoszeniu napisała – 450 dol. “Moje mieszkanie jest trochę zniszczone. Poza tym do najbliższej stacji metra też jest kawałek. Szukałam dziewczyny, ale pierwszy zgłosił się młody mężczyzna, Polak. Ujął mnie swoim sposobem bycia. Był bardzo miły. Twierdził, że ma stałą pracę, a szukał pokoju, bo był w trakcie rozwodu i musiał się wyprowadzić ze swojego – jak podkreślał – mieszkania. Zapłacił za trzy miesiące z góry” – opowiada pani Ewelina. Kłopoty zaczęły się pod koniec drugiego miesiąca. Wtedy – jak twierdzi właścicielka – mężczyzna oznajmił, że więcej za pokój nie zapłaci, bo nie ma pieniędzy. “Na początku pomyślałam, że to jest jakiś żart, ale w trakcie rozmowy okazało się że faktycznie oczekiwał zrozumienia. Powiedział, że bardzo przeprasza, ale mu się życie skomplikowało. Nie tylko podobno stracił pracę, ale też żona niby zabroniła mu odwiedzin u dzieci, co miało go, jak mówił, doprowadzić do ruiny. Przestał też kupować jedzenie oraz środki czystości i korzystał z moich rzeczy. Na początku chciałam mu pomóc, ale po kilku tygodniach powiedziałam, że musi się wyprowadzić, że mnie zwyczajnie nie stać na utrzymywanie lokatora”. Mężczyzna nic sobie jednak nie robił z próśb pani Eweliny. W pewnym momencie stał się nawet agresywny. Groził, że jeśli nie da mu spokoju, zadzwoni do urzędu imigracyjnego i doprowadzi do jej deportacji. Innym razem stwierdził, że jako lokator ma większe prawa niż ona i że przejmie jej mieszkanie. „Byłam zrozpaczona do tego stopnia, że pewnego dnia weszłam do jego pokoju i zabrałam laptopa na poczet niezapłaconego czynszu. Jak to zobaczył, to zadzwonił na policję. Funkcjonariusze stanęli po jego stronie i trafiłam do aresztu za kradzież komputera. W końcu wybłagałam go, by się wyprowadził. To, co zrobił na koniec, przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Dosłownie nasikał mi na wykładzinę w pokoju. Koszmar!” – relacjonuje przejścia  z lokatorem pani Ewelina.

NIE DAĆ SIĘ ZASTRASZYĆ

W trudnej sytuacji jest teraz pani Ewa z Bensonhurst. Jej lokator co prawda płaci na czas, ale pali w mieszkaniu marihuanę. Tak często, że nawet sąsiedzi zaczęli się skarżyć na przykry zapach. Gdy zwróciła mężczyźnie uwagę, ten stwierdził, że się wyprowadzi, skoro nie może robić tego, na co ma ochotę we własnym pokoju, i zażądał zwrotu kaucji. “Odmówiłam, bo obowiązuje nas słowna umowa o trzydziestodniowym wypowiedzeniu. Zaproponowałam, by odmieszkał kaucję. W tym czasie on poszuka sobie nowego lokum, a ja lokatora. Jakiś czas temu stwierdził, że się jednak nie wyprowadzi i zaczął mi grozić. Przede wszystkim konsekwencjami prawnymi. Gdy zapytałam, co ma na myśli, odpowiedział: że on już tam wie. Następnie, że rozmawiał z kolegą, który miał mu powiedzieć, że “też ma prawa”. Tak czy inaczej, ja nie wzięłam od niego pieniędzy za czerwiec i oczekuje, że 1 lipca się wyprowadzi” – mówi pani Ewa.

Często zdarza się, że do tego typu konfliktów: właściciel mieszkania – lokator wzywani są policjanci, ale jak tłumaczy jeden z nowojorskich funkcjonariuszy (imię i nazwisko do wiad. red.), większe prawa są – wbrew obiegowej opinii – po stronie osoby, która udostępnia pokój czy mieszkanie. “Rozwiązanie jest, i to wbrew pozorom, nie takie trudne. Jeśli lokator nie płaci na czas lub z jakiś innych powodów chcemy, by się wyprowadził, sami nie prowadźmy z nim wojny, bo wtedy faktycznie mamy mniejsze szanse. Rozwiązaniem jest zgłoszenie sprawy do Housing Court” – tłumaczy nowojorski policjant.

Faktycznie na stronie urzędu miasta widnieje taka sama informacja: Jedynym legalnym sposobem dla właściciela budynku czy mieszkania, by pozbyć się niechcianego lokatora, jest zwrócenie się o pomoc do sądu. Po więcej informacji można zadzwonić pod miejski numer 311. Można poprosić o polskiego tłumacza. Warto pamiętać o tym, że samemu nie można wymierzać sprawiedliwości na przykład poprzez zmienianie zamków w drzwiach. Wtedy lokator, nawet zalegający z opłatami, ma prawo zadzwonić do ślusarza, a rachunek za usługę zostanie wysłany właścicielowi mieszkania. “Zalecałbym spokój. Nie wchodzić do pokoju lokatora, nie zabierać mu żadnych rzeczy na poczet zaległych rachunków, tylko zgłosić się do sądu. Tam już zostaniemy pouczeni, jak należy się zachować. Wyrzucenie kogoś z mieszkania nie jest wcale aż tak trudne. Nie zwracajmy uwagi na nasz status imigracyjny. To – w tego typu rozprawach – nie ma znaczenia. To nie jest sąd imigracyjny, a my wciąż żyjemy w tzw. mieście sanktuarium, więc nie ma się czego obawiać” – dodaje nowojorski policjant.

“Eksmitować lokatora może tylko urzędnik sądowy lub szeryf na podstawie nakazu sędziowskiego, nikt inny. Właściciel nie ma takiego prawa, nawet jeżeli lokator nie ma żadnej umowy dotyczącej wynajmu na piśmie. W kilkurodzinnych domkach właściciele nie mają obowiązku podpisywania umowy z lokatorem, który mieszka na zasadzie „z miesiąca na miesiąc” (month to month). Jeśli którakolwiek ze stron chce z tego zrezygnować, to informuje drugą stronę na piśmie z 30-dniowym wyprzedzeniem o swojej decyzji – mówił jakiś czas temu – w rozmowie z “Nowym Dziennikiem” – Jacek Bikowski z North Brooklyn Development Corporation. – Jeżeli np. najemca nie opuści zajmowanego apartamentu po 30 dniach od otrzymania wypowiedzenia, to jego właściciel nie może go po prostu usunąć, tylko oddać sprawę do sądu, by ten wydał odpowiednią decyzję. Maksymalny czas, który sędzia może dać na wyprowadzkę, to okres sześciu miesięcy. Często w takich spornych sprawach lokatorzy np. z małymi dziećmi lub w czasie zimy myślą, że sędzia nie zezwoli na ich eksmisję, i niestety są w błędzie. Na Greenpoincie, przy Huron Street, był taki przypadek, że rodzina z dwójką małych dzieci otrzymała nakaz opuszczenia mieszkania w ciągu trzech tygodni. Niestety zignorowali swoje zagrożenie, ponieważ uważali, że nie można ich wyrzucić ze względu na dzieci oraz zimową porę. Życie pokazało, że byli w błędzie – zostali eksmitowani tuż po świętach Bożego Narodzenia” – przypominał Jacek Bikowski.

GREENPOINT NALEŻY DO POLAKÓW, ALE RACZEJ TU NIE MIESZKAJĄ
 

Jeśli chodzi o Greenpoint – wciąż uważany za polską dzielnicę – to od jakiegoś czasu mieszkania wynajmują tu przede wszystkim Amerykanie mający dobrą historię kredytową i zarabiający nie 2 czy 3 tys. dolarów miesięcznie, a znacznie więcej. Za jednosypialnowy apartament trzeba tutaj zapłacić co najmniej 2 tys. dol. “Greenpoint już w ogóle nie jest popularny wśród Polaków – mówi Teresa Stefański z Marzec Real Estate. – Jest po prostu za drogi. Nasi rodacy wybierają wciąż jeszcze tańszy Ridgewood czy Astorię lub inwestują w nieruchomości za miastem. Jeszcze kilka lat temu odległość od stacji metra miała duże znaczenie, teraz przyszli lokatorzy pytają, czy w pobliżu jest park”.

Wśród klientów Teresy Stefański są na przykład nowojorczycy, którzy wcześniej mieszkali na Williamsburgu, ale po tym jak powiększyła się im rodzina, szukają spokojniejszej okolicy. Inni chcą się przeprowadzić jeszcze przed planowanym remontem tunelu pod Rzeką Wschodnią i zamknięciem metra L. Jakie są mieszkania na Greenpoincie? Brokerzy przyznają, że takie, w jakich się powinno mieszkać w XXI wieku – ładne i czyste. “Wciąż większość budynków należy do Polaków. Jak się wyprowadzają lokatorzy, to właściciel robi generalny remont. Dawno już nie widziałam mieszkań, które wyglądałoby, jak te sprzed pięciu czy sześciu lat – takie podremontowane troszeczkę. Teraz już nikt nie remontuje troszeczkę, tylko tak, by standard był wysoki. Za tym idzie też cena” – zwraca uwagę agentka. Mieszkania są zazwyczaj wynajmowane na 12 miesięcy, dopiero po tym czasie właściciel – zgodnie z umową – może podnieść cenę czynszu. W budynkach większych niż pięciorodzinne podwyżkę ustala urząd miasta. Zazwyczaj jest to kilka procent. Dlatego, gdy ktoś mieszka w jednym miejscu od dziesięciu lat, wciąż może płacić za na przykład jednosypialnowe mieszkanie 1000 dol., a nawet mniej. Właściciel budynku nie może eksmitować lokatora bez podania wyraźnej przyczyny i tylko z nakazem sądu.

PODZIEMIE MIESZKANIOWE

W Nowym Jorku, jak oceniają eksperci zajmujący się rynkiem mieszkaniowym, kwitnie wynajmowanie szczególnie pokoi bez umów oraz tzw. bejsmentów, i to mimo że nie wszystkie nadają się do zamieszkania. Jak informuje Department of Housing Preservation and Development, wynajmowanie piwnic w Nowym Jorku jest nielegalne, chyba że pomieszczenia te spełniają określone warunki. Przede wszystkim musi w nich być zamontowana odpowiednia liczba okien – co najmniej jedno w każdym pomieszczeniu. Oprócz tego bardzo ważna jest wentylacja i wyjście ewakuacyjne na wypadek pożaru. Pomieszczenie powinno też mieć nie mniej niż 7 stóp wysokości. Każdy właściciel nieruchomości, który decyduje się wynająć “bejsment”, musi najpierw zadzwonić do Department of Buildings i otrzymać zgodę na wynajem. Dokument taki dostaje się po wcześniejszym sprawdzeniu pomieszczeń przez inspektorów budowlanych.

Pod żadnym pozorem nie można wynajmować pomieszczeń, których większa część znajduje się poniżej poziomu otaczającego terenu. Za złamanie prawa właścicielom nieruchomości grożą kary grzywny do 15 tys. dolarów, natomiast osoby mieszkające tam mogą dostać nakaz natychmiastowego wyprowadzenia się z budynku, bez możliwości odzyskania zapłaconej kaucji. Jak szacują pracownicy nowojorskiej Chhaya Community Development Corporation, w metropolii jest wynajmowanych obecnie ponad 114 tys. “bejsmentów”, które nie spełniają odpowiednich wymogów. Aż 95 proc. z nich znajduje się w budynkach na Brooklynie, Queensie i Bronksie. Jakiś czas temu w Nowym Jorku ruszyła kampania Basement Apartments Safe for Everyone, która ma na celu zachęcić właścicieli domów do przystosowania swoich suteren lub piwnic w taki sposób, by mieszkanie w nich było legalne, a co najważniejsze – bezpieczne.

Anna (nazwisko do wiad. red.) nawet nie wie, czy piwnica, w której mieszka, została przez kogokolwiek sprawdzona. Przyznaje, że pewnie nie, bo raczej nie spełnia wymogów ustanowionych przez urzędników miejskich. “Okna są, ale nie w każdym pomieszczeniu, no i większa część lokalu znajduje się poniżej poziomu chodnika czy ulicy. To jest trochę dla mnie dobijające, że mieszkam jak kret, ale z drugiej strony nie stać mnie na inne lokum” – przyznaje Anna. Za dwupokojowy “bejsment” na Astorii płaci 900 dol., w cenę wliczone są już wszystkie rachunki, a nawet polska telewizja. Właściciele domu to para pięćdziesięcioparolatków. „Bardzo miłe małżeństwo. Myślę, że nie mają już żadnych pożyczek, po prostu chcą dorobić do swoich pensji. Mnie – szczerze powiem – wcale nie przeszkadza to, że piwnica nie przeszła kontroli z miasta. Jest odnowiona, a w środku była nowiuśka kuchnia i łazienka” – przyznaje rozmówczyni “Nowego Dziennika”. Annie mieszka się dobrze, ale gdyby doszło do jakichkolwiek nieporozumień z właścicielami domu, mogłaby nawet stracić kaucję i zostać wyrzucona na bruk z dnia na dzień. Tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele Chhaya Community Development Corporation. „To jest takie – dosłownie i w przenośni – podziemie mieszkaniowe. Dlatego tak trudno cokolwiek wywalczyć. Powiedzmy, że ktoś zauważy grzyb na ścianie lub zacznie mu przeciekać sufit w łazience. Gdy zgłosi szkodę pod numer 311, czyli do urzędu miejskiego, właściciel zostanie ukarany, ale piwnica – zamknięta i lokator automatycznie straci miejsce zamieszkania. Co więcej, nie ma prawa walczyć o kaucje” – uczula Afreen Alam z nowojorskiej organizacji.

WSZĘDZIE CORAZ DROŻEJ, NIE TYLKO NA MANHATTANIE

Jak obliczają analitycy agencji nieruchomości StreetEast, nowojorczyk, by było go stać na mieszkanie w metropolii, musi zarabiać prawie trzy razy więcej, niż wynosi stawka minimalna, tj. średnio 30 dol. na godzinę. Wszystko z powodu coraz wyższych czynszów, szczególnie w nowo wybudowanych blokach. “Miesięczna opłata za mieszkanie jest uważana za przystępną, jeśli nie przekracza 40 proc. dochodów. Tymczasem wiele osób płaci nawet 90 proc. miesięcznych zarobków – mówi Alan Lightfeldt z agencji nieruchomości StreetEast. – Z naszych analiz wynika, że w Nowym Jorku nie ma dzielnicy, w której można wynająć mieszkanie zarabiając najniższą pensję” – dodaje Lightfeldt. Najdroższy jest Manhattan – tu średnia cena wynajęcia mieszkań wynosi nieco ponad 3 tys. dol. Natomiast dzielnica Battery Park na dolnym Manhattanie znalazła się na pierwszym miejscu listy najdroższych adresów w całych Stanach Zjednoczonych. Tutaj miesięczny czynsz wynosi średnio 6 tys. dol. Nie brakuje chętnych, nawet mimo że nie jest do końca wiadomo, czy już jest tutaj bezpiecznie. Chodzi o toksyczny pył, który przykrył dzielnicę po zawaleniu się wież WTC 11 września 2001 r. Coraz droższe stają się także Brooklyn i Queens. “Chcesz zamieszkać na Brooklynie? To znajdź pracę za 35,87 dol. na godzinę, na Queensie za 29,21 dol., na Staten Island – 26,21 dol., a na Bronksie – 21,26 dol.” – wylicza Alan Lightfeldt. Według danych nowojorskiego ratusza przez ostatnich 15 lat czynsze w mieście wzrosły średnio o 19 proc., podczas gdy płace spadły o 6 proc.

Autor: Anna Arciszewska