Jurek Porębski odszedł na wieczną wachtę

230
Centrum Polsko-Słowiańskie na Greenpoincie, 16 październia 2010. Uczestnicy Festiwalu New York Shanties 2010 żegnają się z publicznością. Jurek Porębski (pierwszy z lewej) gra na trąbce ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

To smutna wiadomość dla fanów piosenki morskiej, rybaków i przyjaciół – w środę w nocy, 18 sierpnia 2021 roku, zmarł Jerzy Porębski, legenda polskiej piosenki żeglarskiej, autor najsłynniejszej polskiej pieśni szantowej "Gdzie ta keja". Od wielu lat był członkiem honorowym Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku.

Jerzy Porębski jest najbardziej znanym szantymenem w Polsce. Urodził się w 1939 roku w Sosnowcu. Po studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, w 1965 roku  rozpoczął pracę w Morskim Instytucie Rybackim w Świnoujściu. Był doktorem oceanografii biologicznej. Pływał na polskim statku oceanograficznym RV Profesor Siedlecki. Uczestniczył w około 30 rejsach oceanicznych (4-6 miesięcy każdy) na statkach rybackich i naukowych. W 2015 roku został Honorowym Obywatelem Świnoujścia.

Grą na gitarze i komponowaniem własnych piosenek oraz opowieści zajął się w połowie  lat sześćdziesiątych, gdy zaczął pływać w długie, oceaniczne rejsy. Piosenki i gitara, według Jego opinii i załóg statków, były „lekarstwem” na nostalgię i trudy rybackiego życia. Działalność estradową rozpoczął w latach 70. występami na festiwalach szantowych, dzięki którym jego ballady rybackie stawały się coraz bardziej popularne.

Dla piosenki żeglarskiej odkryła go Halina Stefanowska, dziennikarka Polskiego Radia w Warszawie, autorka książki “Rozśpiewane morze”. Za jej namową wziął udział w pierwszych krakowskich shanties i zaczął pracować w legendarnym zespole szantowym „Stare Dzwony”, którego był współzałożycielem. Solo i ze „Starymi Dzwonami” występował w większości krajów Europy, w USA, Kanadzie, Argentynie i RPA oraz na statkach różnych bander. Jego piosenki zyskały dużą popularność w środowisku ludzi związanych z morzem, a wiele z nich publikowanych jest w prasie i w śpiewnikach.

„Stary Poręba” – jak o sobie mówił – to była osoba straszliwie pogodna i optymistyczna. Trudno było nie siedzieć i z zapartym tchem słuchać jego opowieści ze wszystkich mórz i oceanów. Charakteryzował się ogromną wiedzą i doświadczeniem w ciężkiej pracy na morzu. I on to wszystko pokazywał przez swoją muzykę i opowiadania.

Związany był również ze Szczecinem.

– Był to dla mnie bardzo wzruszający moment, jak pan prezydent Szczecina powiedział, że Porębski jest nasz, szczeciński, a cała sala zawyła i powiedziała: nie oddamy! Pozwoliłem sobie wtedy na taki żart, że my, ludzie z wyspy, świnoujścianie, bardzo lubimy Polaków i się z nimi kolegujemy – powiedział Porębski dla Radia Szczecin.

Jest także autorem piosenki o Radiu Szczecin. Śpiewał w niej między innymi:

„Niby mała sprawa i nic się nie stało,

A w bulaju ciemne niebo jakby pojaśniało,

Bo mi Radio ze Szczecina w kabinie zagrało!”

Piosenki Porębskiego ważne były dla środowiska dalekomorskich rybaków, ale i dla marynistycznej świadomości w ogóle. To on był autorem kultowej pieśni „Gdzie ta keja”. Tę najsłynniejszą polską pieśń szantową śpiewali wszyscy żeglarze. Znał ją każdy, kto chociaż raz zetknął się z żeglarstwem i z tą muzyką.

„Gdyby tak ktoś przyszedł i powiedział:

‚Stary, czy masz czas?’

Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz

Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy

Rejs na całość, rok, dwa lata, to powiedziałbym:

Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?

Gdzie ta koja wymarzona w snach?

Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat?

Gdzie ta brama na szeroki świat?

Gdzie ta keja, a przy niej ten jacht?

Gdzie ta koja wymarzona w snach?

W każdej chwili płynę w taki rejs,

Tylko gdzie to jest? No gdzie to jest? (…)”

– Tak samo jak kiedyś ta czerwona puszka (nawiązał tu do coca-coli – dop. red.), szanta stała się symbolem innego, lepszego świata. A z tęsknoty za tym innym światem wzięło się polskie zamiłowanie do pieśni żeglarskiej – powiedział kiedyś Jurek w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej“.

Świetnie grał na gitarze, trąbce, a także na pianinie. Jest autorem wielu piosenek, bardzo dobrze znanych miłośnikom żeglarstwa, między innymi: „Niedaleko mojego domu“, „Noce na Agulhas“, „Barmanka z Vancouver“, „Cztery piwka“, „Dni mijają“, „Dziękuję Ci Oceanie“, „Gwiazda z południowych mórz“, „Kochanie“, „Marzenia sternika“, „Portowa tawerna“ i  „Jejku, jejku!“

Co roku przyjeżdżał do Nowego Jorku i był gwiazdą Festiwalu Szant i Ballad Morskich, organizowanego przez Polski Klub Żeglarski. Jerzy Porębski nagrał ponad 100 piosenek, wydał pięć płyt, przez wiele lat był gościem małych i dużych festiwali szantowych, jak i imprez żeglarskich.

Jurek Porębski i Dorota Huculak zagrali i zaśpiewali wspólnie kilka piosenek podczas “Żeglarskich Zaduszek”, które zostały zorganizowane na Barce (ówczesnej siedzibie
Polskiego Klubu Żeglarskiego) 1 listopada 2014 roku

– Przyjeżdżam do Nowego Jorku zawsze z radością, bo to piękne miasto, mam tu wielu przyjaciół i wierne grono słuchaczy. Czuję wielką radość ze wspólnego śpiewania i z faktu, że tak daleko od kraju ojczystego, a przecież jestem wśród bliskich mi ludzi… Chcę podkreślić, że wszyscy, którzy chcą śpiewać, odnajdują w sobie coś, co jest dużym kawałkiem człowieczeństwa, a którego nie znajdziemy w sobie, jeśli nie spróbujemy śpiewać – powiedział kiedyś dla “Nowego Dziennika”. – Śpiewając opowiadam o prawdziwym życiu na morzu, takim jakim ono jest. A robię to w sposób prosty. Od zawsze lubiłem jazz tradycyjny czy country, dlatego prostymi środkami usiłuję ludziom przekazać pewne wiadomości. Wciąż przy tym popularyzuję wiedzę o morzu, co było nam nakazane w regulaminie Morskiego Instytutu Rybackiego – dodał.

Historyczny Festiwal Piosenki Żeglarskiej 2015

Do historii przeszedł Festiwal Piosenki Żeglarskiej w 2015 roku z udziałem Jurka Porębskiego. Pierwszy concert odbył się 7 listopada w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ, a drugi dzień później w restauracji “Biba” w dzielnicy Williamsburg na Brooklynie. W PFK Porębie towarzyszyli: zespół “Piwnica u Dziadka” z Filadelfii, Dorota Huculak z New Jersey, Arkadiusz Wlizło z Kanady, Waldemar Mieczkowski – kapitan żaglowców “Zawisza Czarny” i  “Pogoria” i Jacek Jakubowski z Gdańska (świetny akordeonista”. Dla potrzeb koncertu, scena została udekorowana kolorowym żaglem, drewnianym wiosłem i sterem.

W niesamowitej “Bibie” (z jej okien widać płynącą w pobliżu East River oraz Manhattan z Empire State Bilding i nowym drapaczem chmur World Trade Center) dołączyli do niego: Krzysztof Kuza, który grał na swojej ulubionej malutkiej gitarze, ale od czasu do czasu sięgał też po większą, Dorota Huculak, która rozkleiła słuchaczy m.in. balladami Andrzeja Koryckiego, Waldemar Mieczkowski, Jacek Jakubowski i Arek Wlizło.

Jerzy Porębski podczas koncertu w restauracji “Biba” w dzielnicy Williamsburg na Brooklynie, który odbył się w ramach Festiwalu Piosenki Szantowej 8 listopada 2015 roku

Jurek Porębski bawił publiczność swymi przemyśleniami, historiami z życia, trafnymi ripostami, a ma o czym opowiadać, bo przez wiele lat pływał na statkach rybackich, a także na statkach naukowych i jachtach pod polską i obcą banderą. Pracował na Atlantyku i Pacyfiku – od Antarktydy po Vancouver. Zdobył Grand Prix na Festiwalu Szantowym w Krakowie i Festiwalu Piosenki Morskiej „Wiatrak” w Świnoujściu. Przede wszystkim jednak grał na gitarze i śpiewał: „Popłynę w kolejny mój rejs”, „Mgła”, „Znów minęło parę lat”, „Dziękuję ci, oceanie”… Kiedy kończył grać i śpiewać, publiczność – zarówno w Clark, jak i w “Bibie”– nie pozwalała mu zejść ze sceny, prosiła o zaśpiewanie kolejnego utworu. Na zakończenie tego pięknego maratonu wszyscy artyści spotkali się na scenie i zaśpiewali „Pożegnanie Liverpoolu”. Słowa do tego już kultowego utworu napisali Krzysztof Kuza i Jerzy Rogacki, a muzyka jest tradycyjna, zaczerpnięta z angielskiej pieśni „Leaving of Liverpool”.

Śpiewajcie, a ucieszycie Starego Porębę

– Bardzo wielki smutek w żeglarskich kręgach na całym świecie wywołała informacja o śmierci Jurka. Jurek był wiernym Przyjacielem wszystkich, którym sprawy morza i wiatru były bliskie. Miał niezwykły dar zjednywania sobie ludzi a jego ciepło i życzliwość otwierały drogę do serc słuchaczy, wielbicieli jego żeglarskich i morskich piosenek – powiedział „Nowemu Dziennikowi” żeglarz Jacek Sołtys, mieszkający w Baltimore w stanie Delaware. – Wielki Poręba zostanie z nami tak długo, jak długo będziemy słuchać jego utworów, śpiewać i nucić słynną „Keję”, „Cztery piwka”, „Barmankę  z Vancouver” czy dziesiątki innych jego piosenek. Do jego żony Helenki płyną teraz z całego świata serdeczne kondolencje, a Świnoujście, gdzie mieszkali Porębscy, okryło się żałobą…

Na wieczna wachtę odszedł nie tylko znakomity autor i wykonawca żeglarskich piosenek, współzałożyciel słynnego zespołu „Stare Dzwony”, ale także wybitny naukowiec ichtiolog i znawca morskich głębin oraz oddany lokalnej społeczności filantrop. Sądzę, że spora grupa miała okazję spotkać Jurka na koncertach w Baltimore, w Nowym Jorku czy też na innych „szantowiskach” . Słuchajcie, pamiętajcie, śpiewajcie Jego utwory – na pewno ucieszycie tym Starego Porębę! – podkreślił Jacek Sołtys.

Ciepło pożegnał się z Jurkiem Zarząd Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku: „Zarząd, w imieniu całego klubu, wyraża serdeczne kondolencje i łączy się w smutku z rodziną i bliskimi przyjaciółmi po utracie tak wspaniałego człowieka. Jurku, pływaj dalej po wielkich oceanach”.

Jerzy Porębski miał 82 lata.