Koncert ku czci Moniuszki w Carnegie Hall

172
Janusz Sporek w Carnegie Hall zorganizował 16 polskich koncertów, a w tym roku obchodzi 50-lecie pracy pedagogiczno-artystycznej, 20-lecie współpracy z Carnegie Hall i 30-lecie współpracy z katedrą św. Patryka i tyleż pracy z polonijnymi chórami FOTO: WOJTEK MAŚLANKA/ NOWY DZIENNIK

Będzie to koncert równie nietypowy, jak wiele koncertów organizowanych przez Janusza Sporka. Oznacza to tylko jedno – będzie ciekawy.

Czy Moniuszko był „większy” od Chopina? Wielu ludzi zadaje sobie to pytanie i wielu też odpowiada, że nie. Prawda jest jednak taka, że obydwu tych twórców należy postawić w jednym szeregu, na tym samym stopniu historycznego podium. Obydwaj byli wielkimi patriotami i kochali Polskę do granic możliwości; obydwaj tworzyli muzykę, jakiej nikt przed nimi w Polsce nie tworzył. Różnica sprowadza się do gatunku muzyki, którą tworzyli. I tak jak żaden kompozytor przed Chopinem nie dokonał rewolucji w twórczości fortepianowej, tak też nie było kompozytora, który chciałby stworzyć polską operę. Chopin był starszy od Moniuszki o dziewięć lat. Nie ma śladów ani dowodów na to, czy ci dwaj twórcy kiedykolwiek się spotkali. Żelazowa Wola i Warszawa to dzieciństwo i młodość Chopina, Ubiel i Wilno na Białorusi to dzieciństwo i młodość Moniuszki. Natomiast dorosłe życie Chopina to Francja, a Moniuszki – Polska. Skąd ten rozrzut geograficzny?

Diabli mnie biorą, kiedy ktoś mówi – „Chopin uciekł” z Polski. Chopin wyjechał z Polski na koncerty do Wiednia, po raz ostatni występując na terenie Polski w Dusznikach Zdroju. Namówili go, i częściowo pomogli w realizacji tej artystycznej podróży, przyjaciele. Historia, jak to często bywa, wtrąciła swoje trzy grosze i stało się coś, czego nikt nie przewidywał; w 1831 roku wybuchło powstanie listopadowe. Ci sami przyjaciele oraz ludzie sztuki kategorycznie odradzali Chopinowi powrót (analogia do stanu wojennego z 1981 roku – iluż to ludzi zostało „uwięzionych” na długi czas poza krajem). Rosyjski zaborca zwielokrotnił restrykcje. Chopin osiadł więc w Paryżu i oddał się twórczości, ale tak polskiej, jak u żadnego innego kompozytora. A przy tym stał się kompozytorem na miarę światową, który ponad piękno swojej muzyki dokonał jeszcze istotnej rewolucji w sztuce pianistycznej. To on kształtował twórczość Lista, Brahmsa, Schuberta i wielu żyjących później kompozytorów, i to on wskazał te nieprawdopodobne możliwości fortepianu – instrumentu, na którym można grać wszystko. Na koniec zażądał, aby jego serce wróciło do Polski. I tak się stało, a „przemytniczką” była jego siostra. Czasy były straszne. Wszyscy wiemy, że zabór rosyjski był najcięższy dla Polaków, najbardziej tępiący nasz język, najbardziej uciemiężający polską ludność. I wtedy pojawia się Stanisław Moniuszko.

Kompozytor, który za życia, podobnie jak Chopin, zyskał ogromne uznanie. I, jak Chopin, był oddanym ojczyźnie patriotą. Różnica polegała na tym, że gdy wybuchło powstanie listopadowe, Chopin miał lat 21, a Moniuszko był 12-letnim pacholęciem, któremu nie groziło ani wciągnięcie do rosyjskiego wojska, ani konsekwencje ze zbyt patriotycznej twórczości, bo wtedy jeszcze nie komponował. I, kiedy osiągnął wiek dojrzały, nic nie stało na przeszkodzie, aby – podobnie jak Chopin – za namową przyjaciół i ludzi sztuki – wyjechać do Wiednia, odbyć podróż do innych stolic europejskich i bezpiecznie powrócić do kraju. Czasy były już inne. Za to w kraju Moniuszko zajął się twórczością polską. Tak jak Chopin pielęgnował polskość w mazurkach, polonezach, koncertach, a nawet w etiudach, tak Moniuszko, którego zawsze interesowały wielkie formy, skoncentrował się na operze i teoretycznie prostych pieśniach. Po to też wyjechał – aby zobaczyć i doświadczyć tego rodzaju twórczości poza Polską. I poznał twórców największych: Rossiniego, Gounoda, ale też i Franciszka Lista, z którym się zaprzyjaźnił i u którego bywał. Pytał mnie ktoś ostatnio, w towarzyskiej rozmowie, „to dlaczego nie spotkał się z Chopinem?”. To proste: Moniuszko pojechał do Francji dopiero po warszawskim tryumfie „Halki”, czyli w 1858 roku. Chopin nie żył już od ośmiu lat.
Chopin tworzył w komfortowych warunkach „zewnętrznych” – żadnych kontroli, cenzury, ograniczeń, wręcz niezwykłe wsparcie przyjaciół, serdeczność i sympatia. Wszak to niemiecki kompozytor Robert Schumann jest autorem słynnego powiedzenia, po zapoznaniu się z muzyką Chopina: „Panowie, czapki z głów, nadchodzi geniusz”. Moniuszko natomiast – z tą jego miłością do polskości, folkloru, poezji – miał całe życie „pod górkę”. A mimo to powstało aż dziewięć oper, w tym dwie uznane za narodowe: „Halka” i „Straszny dwór”. Moniuszko jakimś cudem wygrywał pojedynki z cenzurą, uprzykrzającą życie jemu i autorom tekstów. Ale dali radę. Pisząc pieśni – melodie jednogłosowe z fortepianem – do tekstów współczesnych sobie poetów polskich – głównie Mickiewicza, Chodźki, Chęcińskiego, Kraszewskiego, Syrokomli, Czeczota, Lenartowicza, Korzeniowskiego – stworzył niezwykle szerokie spektrum rodzajów pieśni: od idyllicznych, przez religijne, patriotyczne, historyczne do refleksyjnych.
„Śpiewniki domowe” Moniuszki stały się artystyczną, twórczą obroną języka polskiego, zakazanego w zaborze rosyjskim, obroną folkloru, tradycji, impulsem patriotyzmu, a nade wszystko dawały rodakom świadomość i nadzieję, że nie wszystko stracone, że Polska jest, zniknęła tylko z mapy, ale jest. Był kochany przez Polaków za życia i przez kolejne pokolenia, aż do dziś, gdy stał się patronem roku 2019, w dwusetną rocznicę urodzin.
Chopin i Moniuszko mieli jeszcze dwie wspólne cechy: obydwaj byli mistrzami melodyki. Można by, przez analogię, rzec: byli, jak ABBA – co utwór, to przebój. I te przeboje Moniuszki będą prezentowane w listopadowym koncercie w Carnegie Hall. Drugą zaś styczną, ale już poza życiem, stały się ich pogrzeby: pogrzeb Chopina w Paryżu był manifestacją uwielbienia przez paryżan; pogrzeb Moniuszki w Warszawie stał się narodową manifestacją uwielbienia przez rodaków. Konkluzja: Chopin i Moniuszko to dwaj najwięksi polscy kompozytorzy epoki romantyzmu.

Nowojorski koncert 15 listopada powinien być, i wierzę, że będzie, manifestacją uwielbienia Moniuszki przez polskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych, oddaniem hołdu temu wielkiemu Polakowi. Artyści są znakomici – trzy soprany: Małgorzata Kellis, Justyna Giermoła, Katarzyna Sperczyńska. Jest i ciekawostka, bo słynną arię Skołuby, „Ten zegar stary”, i „Kozaka” zaśpiewa po… polsku japoński bas Hinedori Inoue. Do tego dwoje nastolatków, znanych już bardzo szerokiej publiczności amerykańskiej, i uznanych przez krytyków, Angelina i Athan Sporek, zaprezentują swoje wykonania pieśni Moniuszki, a jak dołożymy do tego dwóch świetnych pianistów, Tadeusza Domanowskiego i Davida Maiullo, oraz stworzoną specjalnie na ten koncert grupę wokalną, która wykona słynną „Modlitwę w kościółku” z „Halki” i „Mazura” ze „Strasznego dworu”, to więcej rekomendacji nie trzeba.
Po dziesięciu latach powraca na scenę Carnegie Hall człowiek, który zrobił tam już 16 polskich koncertów, obchodzący w tym roku 50-lecie pracy pedagogiczno-artystycznej, 20-lecie współpracy z Carnegie Hall i 30-lecie współpracy z katedrą św. Patryka i tyleż pracy z polonijnymi chórami – Janusz Sporek, bo to właśnie on organizuje ten koncert i będzie akompaniował swoim wnukom oraz dyrygował stworzoną przez siebie grupą wokalną. Trudno się dziwić, że swoją obecność zapowiedzieli przedstawiciele władz społeczno-politycznych naszej dzielnicy i stanu Nowy Jork oraz niektórych organizacji polonijnych.

3 KOMENTARZE

  1. Tadeusza Domanowskiego i Davida Maiullo, oraz stworzoną specjalnie na ten koncert grupę wokalną, która wykona słynną „Modlitwę w kościółku” z „Halki” i „Mazura” ze „Strasznego dworu”, to więcej rekomendacji nie trzeba.
    Po dziesięciu latach powraca na scenę Carnegie Hall człowiek, który zrobił tam już 16 polskich koncertów, obchodzący w tym roku 50-lecie pracy pedagogiczno-artystycznej, 20-lecie współpracy z Carnegie Hall i 30-lecie współpracy z katedrą św.Bàn ghế trường học giá rẻ Patryka i tyleż pracy z polonijnymi chórami – Janusz Sporek, bo to właśnie on organizuje ten koncert i będzie akompaniował swoim wnukom oraz dyrygował stworzoną przez siebie grupą wokalną. Trudno się dziwić, że swoją obecność zapowiedzieli przedstawiciele władz społeczno-politycznych naszej dzielnicy i stanu Nowy Jork oraz niektórych organizacji polonijnych.