Mała Polska odeszła do historii

443
W tym budynku przy Brunswick Avenue w Trenton jeszcze do niedawna mieścił się Polski Klub Mała Polska ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

„Moją ukochaną Małą Polskę prowadziłam ponad siedem lat. Zamknęłam ją 1 lipca. Głównym powodem jej zamknięcia jest koronawirus" – mówi Ewa Śledziewska, założycielka tego polskiego klubu w Trenton, stolicy stanu New Jersey.

Zapukałem do Małej Polski w Trenton, ale jest zamknięta. Zadzwoniłem do pani i dowiedziałem się, że… jej drzwi już pani nie otworzy. Kiedy i dlaczego dojrzała pani do tego, żeby zamknąć Małą Polskę?
Moją ukochaną Małą Polskę prowadziłam ponad siedem lat. Zamknęłam ją 1 lipca. Głównym powodem jej zamknięcia jest koronawirus.
Wynajmowałam pomieszczenia i musiałam za to płacić. W okresie pandemii wszystkie imprezy zostały odwołane, więc straciłam dochody, które pozwoliłyby mi na opłacenie wynajmu budynku. Bardzo lubiłam to miejsce i to, co robiłam. Nie było może kokosów, ale realizowałam fajne pomysły. Gdyby ta sytuacja miała trwać jeszcze miesiąc lub dwa, to może jakoś przetrwałabym. Ale nikt nie wie, jak to będzie, kiedy będzie można otworzyć kluby, organizować imprezy. Dlatego podjęłam decyzję i 1 lipca klucze od budynku oddałam właścicielowi.
Niektórzy pytają mnie, co ja teraz będę robić. Mam dużo pomysłów i ochotę do pracy, ale nie mogę ich teraz realizować, bo jest mnóstwo ograniczeń i nigdzie nie mogę się ruszyć. W planach miałam między innymi występ Stana Borysa i kabaretu „Niewiadomo co” z Chicago, ale musiałam je odwołać. Firmę Polish Connection mam wciąż zarejestrowaną, zrezygnowałam tylko z miejsca. Czekam na lepsze czasy, aż zniknie wirus. Nie poddaję się. Mam nadzieję, że w innym miejscu znów będę mogła organizować różne fajne imprezy.

Ewa Śledziewska przed swoim domem w Trenton, NJ

Realizowała pani pomysły w swojej Małej Polsce, ale też w wydarzeniach organizowanych gdzie indziej brała pani udział…
Z potrzeby serca i aby zaspokoić potrzeby innych ludzi jeździłam na polskie festiwale, festyny, spotkania związane z kulturą, medycyną czy urodą. W restauracji Ambasador w Trenton organizowałam przez wiele lat targi medyczne pod hasłem „Twoje zdrowie w rękach natury”. Do tej pory odbyło się 15 takich targów. Na jednych targach wystąpił Dziecięcy Zespół Pieśni i Tańca „Maki” z Polskiej Szkoły Dokształcającej w Lakewood, NJ. Nie ulega wątpliwości, że takie targi są potrzebne. Na jednych z nich moja znajoma zaprezentowała japoński jonizator do wytwarzania wody pitnej Kangen. W 99 procentach japońskich szpitali pacjentom serwowana jest woda właśnie z tych maszyn. Od tamtej pory ja też piję tylko tę wodę. Ta woda jest też znakomitym lekarstwem na wszelkie uczulenia skóry, a także jako środek dezynfekujący na otwarte rany.

Wróćmy do Małej Polski, która jest już, niestety, historią. Kiedy ją pani założyła i co panią do tego skłoniło?
W Stanach Zjednoczonych jestem już prawie 20 lat i zawsze byłam blisko kultury, wciąż zajmowałam się organizowaniem imprez polonijnych. Pierwszą pracę podjęłam w polskim przedszkolu w Hamilton, niedaleko Trenton. Moja znajoma Dana Kozłowska założyła tam polską szkołę, w której był również oddział przedszkolny, który prowadziłam. Po trzech miesiącach miałam 30 dzieci, 3- i 4-latków. Szkoła ta przekształciła się potem w Polską Szkołę „Ogniwo” w Morrisville. Byłam jedną z pierwszych nauczycielek w tej szkole.
W przedszkolu zaczęła się moja działalność kulturalno-oświatowa. Założyłam najpierw zespół taneczno-muzyczny „Promyczki”, w którym występowały dzieci w wieku od 3 do 14 lat. Do tego zespołu należało 20 dzieci. Kiedyś policzyłam, że w ciągu roku „Promyczki” wystąpiły 18 razy na różnego rodzaju polonijnych imprezach: kongresach Polonii amerykańskiej, paradach, uroczystościach z okazji Dnia Matki czy Dnia Babci. Pierwsze próby mieliśmy w Domu Weterana przy kościele Świętego Krzyża w Trenton. Zespół ten prowadziłam osiem lat. Potem nastąpiła dwuletnia przerwa w jego działalności.
Moja znajoma prowadziła sklep i restaurację w budynku przy 1046 Brunswick Avenue w Trenton pod nazwą Mała Polska. W 2013 roku zaproponowała, abym przejęła od niej ten lokal. Długo się zastanawiałam, bo nie bardzo miałam ochotę prowadzić sklep i restaurację. W końcu dałam się namówić i postanowiłam zorganizować w tym budynku miejsce do promowania polskiej kultury i polskich artystów. Stworzyłam więc Klub Polonijny Mała Polska. Moimi gośćmi byli między innymi: Stan Borys, książę cygański Dziani, Andrzej Cierniawski i kabaret Prima Aprilis z Nowego Jorku. Organizowałam spotkania z autorami książek, aktorami, wystawy obrazów polonijnych artystów. Maria Nowak, która w lutym tego roku otworzyła Majka’s Gallery & Art Studio w Wallingtonie, NJ, miała u mnie pierwszą wystawę swoich obrazów.
Organizowałam również – na potrzeby gości – urodziny, chrzciny, bankiety, a nawet wesela. No i oczywiście okolicznościowe spotkania z okazji Dnia Kobiet, Dnia Babci czy Dnia Dziadka. To tutaj bywalcy mogli uczestniczyć w specjalnym Halloween. Odbywały się też różnego rodzaju targi i pokazy mody. Były wieczory kolęd i polskie dancingi. Zapraszałam na projekcje ciekawych polskich filmów, na przykład: “Listy do M”, “Moje córki krowy”, “Wkręceni” czy “Historia Roja”. Dla starszych pań odbywały się dwa razy w tygodniu zajęcia z jogi, a także ćwiczenia gimnastyczne dla starszej młodzieży, czyli osób 50 plus. Można też było uczyć się języka angielskiego. Zajęcia dla początkujących i zaawansowanych odbywały się dwa razy w tygodniu. A na zakończenie roku organizowałam specjalną zabawę sylwestrową.

Kabaret “Prima Aprilis” wystąpił w Małej Polsce 11 kwietnia 2015 roku, w 9. swoje narodziny. Na zdjęciu od lewej: Andrzej „Kusza” Kuszewski, Marzena Wojciechowska i Alicja Kenig przy pianinie

Podczas Polskiej Parady Pułaskiego w Filadelfii ktoś mi zasugerował, abym wznowiła działalność „Promyczków”. Nie zastanawiałam się długo i zespół podjął próby w Małej Polsce. Stroje ludowe sprowadziliśmy z Polski. Zespół występował na wielu wydarzeniach polonijnych, także podczas amerykańskiej wersji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Reprezentowaliśmy Polonię na międzynarodowym festiwalu folklorystycznym w Hamilton. Zespół zaśpiewał i zatańczył wówczas „Szła dzieweczka”, „Głęboka studzienka” i wiele innych utworów. Zespół działał do końca istnienia Małej Polski.
Czasami sama się dziwię ile ludzi przewinęło się przez Małą Polskę i ile imprez udało mi się zorganizować.

Czy są jakieś imprezy lub też ludzie, których będzie pani pamiętać i wspominać, a może nawet troszkę za nimi tęsknić?
Oczywiście. W Małej Polsce wystawiało swoje obrazy wielu artystów. To były spotkania ze wspaniałym ludźmi i wspaniałą twórczością. Chcę opowiedzieć o wydarzeniu, które miało miejsce podczas wystawy Marii Majki Nowak, bo nie zapomnę tego do końca życia. Była to jej pierwsza wystawa u mnie i w ogóle w historii jej twórczości. W sobotę przywiozła swoje obrazy, między innymi obraz Pana Jezusa. Jest to obraz namalowany ziarnami na podstawie Całunu Turyńskiego, przechowywanego w kaplicy Świętego Całunu katedry pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela w Turynie. Powiesiła swoje obrazy na ścianach. Otwarcie wystawy miało się odbyć za kilka dni, w piątek. W poniedziałek przyszłam do Małej Polski i nagle zauważyłam, że w kąciku lewego oka Pana Jezusa pojawiła się łza. Pomyślałam, że widocznie tak ma być, bo tak chciała artystka. We wtorek znowu podeszłam do tego obrazu i zauważyłam, że ta łza płynąca z oka Pana Jezusa jest o wiele większa. W środę łza już spływała po całej twarzy.

Płaczący Pan Jezus – obraz Marii Majki Nowak, który na jej wystawie w Małej Polsce i wzbudził wiele emocji


Zadzwoniłam do Majki. Powiedziałam jej, że Pan Jezus płacze i zapytałam, czy to celowo zrobiła. Zdziwiona stwierdziła: “Co ty, Ewa, mówisz?”. Codziennie przesyłałam jej zdjęcie płaczącego Jezusa. Byłyśmy w szoku. Po tygodniu łza już spływała po całej Jego twarzy. Potem Jego łzy kapały na ramy obrazu, a nawet na podłogę.
Jezus płakał codziennie, do soboty. A w sobotę był atak terrorystyczny we Francji. Jestem katoliczką, więc stwierdziłam, że Pan Jezus płacze dlatego, że porusza go to zło, które na świecie się dzieje. Dla mnie i dla Majki był to prawdziwy cud. Pan Jezus przez te swoje łzy chciał nam coś ważnego przekazać. Kiedy ogląda się ten obraz, obojętnie czy z przodu czy z boku, Pan Jezus cały czas patrzy na nas.
Ktoś zasugerował, że ta łza płynie dlatego, ponieważ artystka nałożyła za dużo kleju, no i teraz ten klej spływa. Ale gdyby tak było naprawdę, to całe oko Jezusa by spłynęło. A tymczasem oko było całe, nienaruszone. Tylko ta łza wciąż spływała… Na podłodze zrobiła się duża plama. Majka nie umiała tego wytłumaczyć. Opisała to wydarzenie “Gazeta Polska”. Po tym artykule coraz więcej ludzi zaczęło przyjeżdżać do Małej Polski, niczym do świętego miejsca. Pewnego dnia przyjechało małżeństwo i zaczęło oglądać ten obraz. Kobieta zapytała, czy może wziąć troszeczkę z tej plamy, która powstała na podłodze. Wyraziłam zgodę, a ona wszystko zgarnęła. Obruszyłam się i powiedziałam, że inne osoby też zapewne chciałyby wziąć troszeczkę tych łez. W końcu stwierdziłam, że nie będę się z kobietą kłócić. Następnego dnia stanęłam przy obrazie, a na podłodze znowu była duża plama, która spłynęła z oka Jezusa. Ta plama to nie był klej ani woda. Miała kolor żółty, jakby była stworzona z żywicy.
Ten obraz wisiał w Małej Polsce dosyć długo. Mnóstwo ludzi przyjeżdżało, aby go obejrzeć. Bardzo dużo osób było gotowych go kupić. Majka przykleiła jednak na ścianie obok napis, że obraz nie jest do sprzedaży.
W 2017 roku autorka otrzymała za ten obraz prestiżową nagrodę American Art Awards 3. A potem obraz… poleciał do Polski. Majka zawiozła go do rodzinnej wioski Kopki koło Rudnika, w województwie podkarpackim. Zawisł w kościele pod wezwaniem św. Marcina. To jest kościół w którym została ochrzczona, przyjęła Pierwszą Komunię, a potem przez wiele lat uczestniczyła w niedzielnych mszach świętych. Uznała, że jest to najlepsze miejsce dla tego obrazu.

Mała Polska to było miejsce tętniące życiem, polską kulturą. Kilkaset metrów dalej jest jeszcze Druch Studio Gallery, w której też miało miejsce sporo fajnych wydarzeń. Po zamknięciu Małej Polski jest to już jedyne miejsce w Trenton, w którym można zetknąć się z polonijnymi artystami i z polską kulturą. Brak Malej Polski pani, i wielu rodaków tak naprawdę odczuje dopiero wówczas, kiedy znów będziemy mogli uczestniczyć w różnych wydarzeniach.
Tak, niestety. Chętnych do podjęcia się takich działań nie ma. Kiedy organizowałam jakieś imprezy, to udawało się jeszcze ściągnąć trochę ludzi, no bo przecież promowałam polonijne biznesy i polską kulturę. Dobrze by było podtrzymać nasze tradycje, więzi i kulturę. Mam wrażenie, że inne nacje, na przykład Rosjanie, jakoś lepiej i mocniej się wspierają i trzymają razem.
W Małej Polsce przynajmniej raz w roku organizowałam imprezy charytatywne, z których dochód był przeznaczany na pomoc dla dzieci, które przechodziły ciężkie operacje w Stanach Zjednoczonych. Dzięki tym charytatywnym akcjom i porywom serc udawało nam się pomóc rodzicom w pokryciu kosztów operacji tych dzieci. Były to zabawy, występy artystów, aukcje i konkursy. Wielu artystów polonijnych przekazywało mi swoje obrazy, abym sprzedała je podczas aukcji. Wspierałam też Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka.

W Małej Polsce odbył się 4 lipca 2017 r. wernisaż prac olejnych, a także wykonanych w technice mieszanej i rysunków Marii Ambroziewicz-Natoli. Na zdjęciu: artystka (z prawej) na tle swoich prac wraz z Ewą Śledziewską


Promowałam młode talenty, na przykład świetną śpiewaczkę Marikę Szczepek z Filadelfii. Śpiewała u mnie wiele razy. Raz wystąpiła razem z chłopakami z klubu Piwnica u Dziadka, działającego w Polskim Domu w Filadelfii. Był to fantastyczny koncert.
Żałuję, że nie zrobiłam specjalnego pamiętnika czy albumu, w którym byłyby utrwalone przynajmniej niektóre z wydarzeń, które miały miejsce w Małej Polsce. Zatrzymałabym w pamięci kawałek fajnej historii, ale teraz na to już za późno. Szkoda.

ROZMAWIAŁ JANUSZ M. SZLECHTA