Manhattan obfituje w „nasze” miejscówki

0
6

Magdo, właśnie ukazała się twoja książka, którą sama opisujesz, jako “subiektywny przewodnik po Nowym Jorku” zatytułowana „Z Nowym Jorkiem na NY” wydawnictwa Czerwone i Czarne. Czy znalazły się w niej także „polskie miejsca” w metropolii?

Oczywiście, bo i tych miejsc, które mogą kojarzyć się z Polską, na przykład dzięki temu, że właściciel jest lub był naszym rodakiem, jest mnóstwo. Takim bardzo kultowym, uwielbianym przez nowojorczyków jest na przykład sklep Russ & Daughters w dzielnicy East Village. Kiedyś była to typowa robotnicza dzielnica, zamieszkana głównie przez imigrantów, najpierw z Niemiec, później Irlandczyków, Włochów, Ukraińców czy właśnie Polaków, którzy emigrowali tutaj z obszarów ówczesnej Galicji czy Austro-Węgier. Jednym z imigrantów był Joel Russ urodzony w Strzyżowie (obecnie woj. podkarpackie). Na początku XX wieku, jako kilkuletni chłopczyk, przypłynął do Nowego Jorku, gdzie od pewnego czasu mieszkała jego siostra Hannah. Już od samego początku Joel zaczął pracować. Najpierw sprzedawał grzyby na ulicy. Po kilku latach za zarobione pieniądze udało mu się kupić konia i wóz, z którego sprzedawał śledzie przyrządzane w ten sam sposób, jak robiły to jego babcie w Polsce. W końcu w 1914 r. założył sklep, który po pewnym czasie zaczął prowadzić wspólnie z trzema córkami. W 1933 r. zmienił nazwę sklepu na Russ & Daughters. Należy dodać, że to było nie lada odważne posuniecie jak na tamte czasy – nikt nie dawał udziałów w firmie córkom, a jeżeli sklep zmieniał nazwę, to raczej drugi człon stanowili “synowie”, a nie “córki”. Poza tym Joe Russ był fatalnym sprzedawcą, jeżeli ktoś mu się nie spodobał, to go wyrzucał ze sklepu. Sytuację ratowały dziewczyny. Miejsce to nie tylko funkcjonuje do dzisiaj, ale jest prowadzone przez kolejne pokolenie tej samej rodziny.

Czy obecni właściciele mówią po polsku?

Raczej nie – urodzili się już w Stanach Zjednoczonych, ale doskonale wiedzą, z jakiego kraju pochodził ich prapradziadek. Historię jego emigracji i powstania sklepu opisali nawet na stronie internetowej www.russanddaughters.com. Jest tam wymieniona nazwa miasteczka, w którym urodził się Joel Russ oraz informacja, że wtedy Polska była pod zaborami, a nawet, że siostra Hannah zapomniała, w którym dniu przypłynie do Nowego Jorku 9-letni wtedy brat i Joel musiał na nią czekać 2 dni w porcie. Obecni właściciele są bardzo sympatyczni, szczególnie Joshua Russ, który porzucił swoją karierę chemika, aby kontynuować dziedzictwo rodzinne. Sam obsługuje klientów i jest naprawdę czarujący. Będzie z tobą flirtował. Opowie ci bardzo ciekawe historie o swoim sklepie i klientach. Jedna z nich, opisana także w mojej książce, dotyczy oryginalnych zaręczyn – otóż klient oświadczył się swojej ukochanej wcześniej chowając pierścionek zaręczynowy w śledziach, z których m.in. słynie sklep. Dziewczyna powiedziała „tak”. Oprócz śledzi można też kupić tam najpyszniejsze bajgle w mieście. Pewnie dlatego zawsze jest tam kolejka – tłumy turystów, a także rodowitych nowojorczyków, w tym popularne osoby. Pamiętam jak przed świętami Bożego Narodzenia spędziliśmy w kolejce ok. 4 godzin, ale było bardzo sympatycznie, wszyscy żartowaliśmy, opowiadaliśmy sobie różne anegdotki i nawet nie wiem, kiedy nam minął ten czas.

To nie jedyne tak popularne „polskie” miejsce w tej części Manhattanu…

To prawda, bo ta dzielnica obfituje w „nasze” miejscówki. Kolejną, docenioną także przez Amerykanów, jest bar Lucy’s. To jeden z ostatnich, jeśli nie ostatni prawdziwy <I>dive bar<$> na East Village. Wystrój tego miejsca praktycznie w ogóle się nie zmienił i wygląda tak samo jak w latach 60. i 70. Nawet kasa jest z tego okresu, zresztą można tu płacić wyłącznie gotówką. Jakiś czas temu o barze pisał m.in. „New York Times”. Od kilkunastu lat prowadzi go Lucy, czyli  imigrantka z Gdyni Ludwika Mickevicius. W Polsce pracowała jako urzędniczka, w Nowym Jorku zaczęła od pracy barmanki. Natychmiast zyskała sympatię klientów stając się powierniczką ich największych sekretów. W pewnym momencie bardziej kojarzono w mieście Lucy barmankę niż sam bar, w którym pracowała. Po jakimś czasie odkupiła miejsce i do dzisiaj nim zarządza. Zacytuję nagłówek jednej z recenzji tego miejsca: “Dlaczego jest tak popularne? Ponieważ wszyscy kochają Lucy!”. Z miejsc, które powstały w tej dzielnicy, niedawno warto wspomnieć o barze Klimat, w którym za kilka dolarów można zjeść zapiekankę.

Od kilku lat prowadzisz popularnego bloga o Nowym Jorku, jesteś także przewodniczką odznaczoną przez nowojorski ratusz złotą gwiazdką, doskonale więc orientujesz się, co najbardziej interesuje turystów, także znad Wisły – czy są to polskie miejsca?

Zacznijmy od tego, że nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak wiele takich miejsc jest w Nowym Jorku. Wiele razy jestem proszona, by pokazać na przykład Greenpoint, jako właśnie polską dzielnicę, mimo że w ciągu ostatnich lat tak bardzo zmienił się jej charakter. Natomiast niewiele osób wie o polskich restauracjach, instytucjach, symbolach na Manhattanie i nie ma się co dziwić, bo chyba wciąż są zbyt mało eksponowane, dlatego taka mapa polskich miejsc jest świetnym pomysłem. Mój mąż, który nie jest Polakiem, a mieszkał na East Village i doskonale znał bar Lucy’s, nie miał pojęcia, że właścicielką jest Polka. Ja, choć wiele razy byłam w Central Parku, przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy, że jest tam pomnik Króla Jagiełły, i takie przykłady można mnożyć. Dlatego też w swojej książce pisząc o Nowym Jorku i podpowiadając, co warto zobaczyć, piszę też i o polskich miejscach. Miło zaskoczyła mnie jedna z ostatnich wycieczek, której uczestnicy od razu zaznaczyli, że chcą zobaczyć naszego króla w Central Parku, i chyba faktycznie jest to takie najbardziej polskie miejsce na Manhattanie. Pomnik, jak inne eksponaty przywiezione znad Wisły na Queens w 1939 r. na Wystawę Światową, został tu ze względu na wojnę, która wybuchła kilka miesięcy później. Zresztą podobnie jak polscy uczestnicy wystawy, którym wojna uniemożliwiła powrót do domu. Większość eksponatów trafiła do polskiego muzeum w Chicago, a dzięki staraniom burmistrza Fiorella LaGuardii – król został na Manhattanie.

Przed nami kolejny szczyt sezonu turystycznego, czyli wakacje. Czy masz może przygotowane typowo polskie trasy po Nowym Jorku oprócz wycieczki na Greenpoint?

Miejsca związane z Polonią i polską historią znalazły się na trasie różnych moich wycieczek po mieście. Chętnie o nich opowiadam, tym bardziej że – jak widać już na kilku wspomnianych przykładach – są bardzo interesujące i warto o nich wiedzieć. Dlatego każda akcja mająca na celu ich promocję jest jednocześnie promocją nas jako świetnej grupy etnicznej – mądrej, wykształconej, odnoszącej spore sukcesy na emigracji.

Swoimi doświadczeniami dzielisz się w książce “Z Nowym Jorkiem na NY”, wymieniasz polskie miejsca, co jeszcze możemy w niej znaleźć?

Jak wspomniałyśmy na początku, to jest taki subiektywny przewodnik po tym mieście, czyli na przykład informuje, ile kosztują wejściówki do muzeów czy do teatrów, ale też podpowiadam, co według mnie warto zobaczyć w Nowym Jorku, skąd jest najlepszy widok na Manhattan, a gdzie można oglądać zapierającą dech w piersiach panoramę miasta. W drugiej części dzielę się swoimi przeżyciami – kilka razy „mieszkałam” w Nowym Jorku, bo bywałam tu najpierw jako turystka, gdy odwiedzałam męża, a od jakiegoś czasu jestem emigrantką starającą się odnaleźć w metropolii. To miasto bardzo szybko mnie oczarowało i nie wyobrażam sobie już innego domu, jak ten nowojorski

Autor: Anna Arciszewska