Młodzi piszą: Co w szkole amerykańskiej dziwi polską młodzież?

0
2

Byłyśmy obie ciekawe, jakie zwyczaje panują w naszych szkołach, więc zaczęłyśmy porównywać nasze życie codzienne w szkołach na innych kontynentach. Opisując mój typowy dzień jako ucznia, wspomniałam, że muszę prosić nauczyciela o podpisanie oficjalnej przepustki, gdy tylko chcę wyjść napić się wody lub skorzystać z toalety w trakcie lekcji. Koleżanka zaczęła się śmiać. Oczywiście żartuję, prawda?

Do tego momentu nigdy nie uświadamiałam sobie, jak wiele jest zwyczajów, zupełnie normalnych dla mnie i moich amerykańskich przyjaciół, które mogą wydawać się dziwaczne lub intrygujące dla rówieśników w Polsce. Od czasu tej rozmowy zaczęłam się zastanawiać, jak by to było, gdybym chodziła do szkoły w Polsce. Moja polska koleżanka również się zastanawiała, jak byłoby uczyć się w Nowym Jorku. Opracowałam więc krótką listę zwyczajów w amerykańskiej szkole, które mogą dziwić uczniów przyjeżdżających tu z Polski.

Zacznijmy od tego, że na każdej lekcji zmienia się skład uczniów w klasie. W amerykańskiej szkole średniej nie ma takiego pojęcia jak „moja klasa”. A właściwie jest, tylko że oznacza wszystkich uczniów tego samego rocznika w całej szkole. „The Class of 2020” oznacza wszystkich, którzy ukończą high school w roku 2020. W mojej szkole jest ich około czterystu. Na zajęciach siedzę więc z przypadkową grupą osób, które mają tę samą lekcję w tym samym czasie co ja. Co czterdzieści minut zmieniam pomieszczenie, i w ciągu jednego dnia rozmawiam z pięcioma Johnami, czterema Emily i sześcioma Michaelami.

Następna sprawa to szkolny autobus. Każdy wie, jak wygląda. W Polsce i wszędzie na świecie chyba każdy widział amerykański żółty school bus, który pojawia się jako centrum życia towarzyskiego uczniów w amerykańskich filmach o szkole. Tak, to dla nas rzeczywistość. Bardzo ekscytująca, gdy ma się siedem lat, ale bardzo nużąca, gdy ma się siedemnaście. Każdego ranka muszę stać na rogu ulicy i czekać na ten komiczny, zdezelowany, karykaturalny, żółty cud inżynierii transportu. W środku jest tak głośno, że słuch odzyskuję dopiero około drugiej-trzeciej lekcji w szkole.

A teraz poważna rzecz – “The Pledge of Allegiance”. Każdy dzień w amerykańskiej szkole zaczyna się od ślubowania wierności amerykańskiej fladze. Wszyscy stają uroczyście wyprostowani, kładą rękę na sercu i składają patriotyczną przysięgę. Jest to rutyna, ale nie zauważyłam, żeby ktoś się z tego wyśmiewał. Zwykle uczniowie traktują to dość poważnie. Moja polska koleżanka wydawała się zdziwiona tym patriotycznym zwyczajem.

A co świętujemy? Futbol w szkole to kolejny typowo amerykański zwyczaj. Jeśli ktoś był kiedykolwiek na „homecoming”, to wie, że jest to coś znacznie więcej niż najważniejsze w roku szkolne zawody sportowe. W tym dniu cała szkoła okazuje uwielbienie swojej drużynie futbolowej. Jest to pełne adoracji uhonorowanie nieustraszonych wojowników, którzy przynoszą chwałę szkole swoimi zwycięstwami. Oczekuje się że wszyscy uczniowie pojawią się na polu futbolowym przy szkole i z zapałem będą kibicować swojej drużynie. Ławki na widowni aż trzęsą się od krzyków i podskakiwania fanów.

Ciekawe, czy kiedykolwiek tradycje w szkołach na całym świecie staną się podobne do siebie. Zastanawiam się, czy za dwadzieścia lat nastolatki z polskich i amerykańskich szkół znajdą jeszcze zwyczaje, które będą ich nawzajem dziwić.

Dział „Młodzi piszą”, który ukazuje się w „Nowym Dzienniku” co dwa tygodnie, redaguje Kaya Wald, uczennica 11 klasy w szkole Le Lycee Francais de New York.

Autor: Elizabeth Raczkowski, klasa 11