Moje spotkania z bohaterem

179
Kornel Morawiecki (z prawej) z autorem wspomnień FOTO: Z ARCHIWUM JERZEGO MAJCHERCZYKA

To już rok od odejścia Kornela Morawieckiego – jednego z najbardziej prawych i niezłomnych Polaków. "Niosłem Ciebie Polsko, jak żagiew, jak płomienie – gdzie Cię doniosę – nie wiem". To słowa z podziemia, autor nieznany... Po latach 80. donieśliśmy Polskę do naszych dni. Jesteśmy dumnym, wielkim narodem. Mamy przeszłość wielką. Jesteśmy cząstką dziejów, rośliśmy z chrześcijańskiego, europejskiego ducha, z naszej mowy i kultury, z umiłowania wolności, pracy i walki o niepodległość. Z fenomenu "Solidarności".

Te słowa wypowiedziane w dniu 12 listopada w 2015 roku na inauguracyjnym posiedzeniu Sejmu przez marszałka seniora przeszły do historii i warto je przypominać.
Moje wspomnienia ze spotkań z Kornelem w 1988 odżyły… dzięki Kornelowi w 2015 roku! Postanowiłem je spisać, dopóki jeszcze je pamiętam! Brzmi to dziwnie, ale dzięki niemu odkryłem, że w pokładach mojej pamięci znajdują się spore luki.

Wrocławskie spotkanie po latach
Jesienią 2015 roku przemierzałem Polskę z prezentacjami o dokonaniach Polaków w Peru. Na mojej trasie był też Wrocław. Zostałem tutaj zaproszony przez Krzysztofa Dyląga, działacza „Solidarności Walczącej”, aby wygłosić prezentację o Solidarności w Peru, którą wraz z kolegami z wyprawy kajakowej Canoandes’79 założyliśmy po ogłoszeniu w Polsce stanu wojennego. Powiedział również, że prezentację będę miał w głównej siedzibie „Solidarności Walczącej” przy ulicy Barlickiego 28. Bardzo mnie to ucieszyło, ale nie przeczuwałem, co się za tym jeszcze kryje. Już na miejscu dowiedziałem się że na prezentacji będzie sam Kornel Morawiecki – wtedy już poseł na Sejm i jego marszałek senior. Był wtedy w Polsce bardzo sławną postacią i tym bardziej zapowiedź, że przyjdzie na moją prezentację była wielkim i bardzo miłym zaskoczeniem.
W parę minut po rozpoczęciu prezentacji na sali zapaliły się światła i w asyście kilku osób wszedł Morawiecki. Skierował się prosto na (do) mnie.
– Witaj, wielki kajakarzu, jakże miło widzieć cię po tylu latach.
I po chwili padliśmy sobie w objęcia, poklepując się po plecach jak starzy dobrzy znajomi. Byłem w szoku. Co on mówi? Skąd my się znamy? Ale oczywiście nie dałem po sobie poznać, co myślę. Ale po chwili się zreflektowałem i pytam:
– Przypomnij mi, kiedy się widzieliśmy ostatni raz?Jak to nie pamiętasz, woziłeś mnie po Nowym Jorku, gdy byłem tam w 1988 roku.
Coś zajaśniało w moim mózgu. Pamiętam, że wspomagałem wielu solidarnościowych działaczy na imigracji w USA, ale jakoś nie zapamiętałem postaci Kornela.
Kontynuowałem moją prezentację, starając się jak najwierniej przedstawić to co działo się na ulicach Limy w grudniu 1981 roku. Jednocześnie starałem się jak najwięcej przypomnieć, co się działo w czerwcu 1988 w Nowym Jorku.


Kornel Morawiecki w Nowym Jorku
Od ponad 4 lat mieszkałem już w Nowym Jorku i kontynuowałem działalność w organizacji „Pomost” (którą rozpocząłem w Denver w 1982 r.), wspierając jego szefa w Nowym Jorku Darka Szczepańczyka. Wiadomość o tym, że do Ameryki ma przyjechać Kornel Morawiecki, który został w Polsce siłą wsadzony do samolotu i wywieziony do Wiednia, wzbudziła wśród Polonii nowojorskiej ogromne poruszenie. W porozumieniu z głównym koordynatorem pobytu Kornela w Ameryce, Darkiem Olszewskim, „Pomost” od razu przystąpił do akcji i we współpracy z innymi organizacjami doszło w dniu 1 czerwca wielkiego spotkania w sali Centrum Polsko-Słowiańskiego przy 176 Java Str. Polonia wypełniła salę do ostatniego możliwego miejsca i przyjęła Kornela entuzjastycznie. Oczywiście, pytaniom o sytuację w Polsce i dalsze plany „Solidarności Walczącej” nie było końca.
Po wielu innych spotkaniach, ale już w mniejszym gronie, Morawiecki udał się do Waszyngtonu na spotkania z amerykańskimi politykami. Pod koniec czerwca dotarł do Chicago na spotkania z Polonią i po krótkim pobycie w Kanadzie powrócił do Europy, aby przeniknąć do Polski. Przez kolejne dwa lata działał w podziemiu. Ujawnił się dopiero w czerwca 1990 roku.


Niespodzianka w Katowicach
Historia lubi się powtarzać. W kolejnej mojej podróży po Polsce we wrześniu 2017 roku miałem prezentację w Hotelu Katowice o dokonaniach polskich odkrywców w Peru. Zostałem tam zaproszony przez ówczesnego dyrektora hotelu Pana Wojciecha Giergiela, wielkiego miłośnika Peru (obecnie konsula honorowego Peru na Śląsku). Na kilka minut przed rozpoczęciem prezentacji dzwoni moja polska komórka i odzywa się Kornel Morawiecki.
– Jurek, wiem że masz za chwilę prezentację, robię wszystko, aby przyjechać i spotkać się z Tobą. Jak możesz, to trochę opóźnij jej rozpoczęcie. Bardzo chcę ją zobaczyć.
– Oczywiście – odpowiadam i nie ukrywam pełnego zaskoczenia. Informuję zebranych słuchaczy, że będziemy mieli małe opóźnienie z powodu tak ważnego gościa. Po dłuższej chwili jednak muszę zaczynać, są inni goście, którzy się niecierpliwią.
I znowu jak dwa lata temu we Wrocławiu, w parę minut po rozpoczęciu prezentacji na sali zapaliły się światła i w asyście kilku osób wchodzi Morawiecki. Tym razem siada i prosi, abym kontynuował prezentację.
Opowiadam dalej o wielkich wyczynach Polaków w Peru, jednocześnie myśląc, dlaczego Kornel chce się ze mną spotkać? Co za niespodzianka mnie czeka. A gdy skończyłem Kornel wita się ze mną serdecznie i mówi tak:
– Zapewne się zastanawiasz, dlaczego tutaj jestem?
– Oczywiście, że jestem bardzo ciekawy – odpowiadam. – Twoja obecność tutaj to wielki dla mnie zaszczyt.
Stajemy razem do zdjęcia przy peruwiańskiej fladze i wtedy Kornel wyjawia swoją tajemnicę.
– Jurek, bardzo chciałbym jechać z tobą do Peru i zobaczyć ten piękny kraj, jak też miejsca, gdzie prowadziłeś z kolegami marsz „Solidaridad con Solidarność”.
Byłem ogromnie zaskoczony, wprost mnie zamurowało. I dopiero po chwili objąłem Kornela i prawie wykrzyknąłem.
– Jak się cieszę, to będzie dla mnie wielki zaszczyt. Wypijmy na tę okazję tradycyjny peruwiański napój „Pisco saur”.
Po chwili ustaliliśmy, że do wyjazdu winno dojść w lipcu 2018 roku. Szczegóły postanowiliśmy dograć już mailami na początku 2018 roku. Trudno było się rozstać.


Narodziny IPPO
Długo rozmawialiśmy o konieczności lepszej promocji, a raczej przypominania współczesnej generacji Polaków o dokonaniach polskich badaczy, odkrywców czy budowniczych na przestrzeni wieków w odkrywaniu świata. I wtedy narodziła się myśl powołania do życia INSTYTUTU PAMIĘCI POLSKICH ODKRYWCÓW – IPPO
Do głównych zadań Instytutu należało w pierwszym etapie gromadzenie wszelkich informacji z dostępnych źródeł oraz odkrywanie nowych źródeł informacji, archiwizowanie i katalogowanie ich, a w drugim etapie promowanie dokonań Polaków poprzez publikacje książkowe, internetowe, filmy dokumentalne i historyczne, a w późniejszym okresie także filmy fabularne – np. o Maurycym Beniowskim, Edmundzie Strzeleckim, Ignacym Domeyce czy Erneście Malinowskim.
Kornelowi bardzo się to spodobało i zaoferował pełną pomoc przy realizacji tego pomysłu, którego w pewnym sensie był współautorem. Dla mnie było to spełnienie marzeń, aby dokonania polskich odkrywców i konstruktorów, działających poza granicami Ojczyzny, a którzy byli niedocenieni w kraju, zaś za granicą stali się bohaterami i prawdziwymi autorytetami w różnych dziedzinach życia – zostały wreszcie zauważone we współczesnej Polsce.
Już dwa miesiące później przygotowaliśmy i wysłaliśmy list do ówczesnej premier Beaty Szydło z kopią do wicepremiera Mateusza Morawieckiego, z petycją podpisaną przez ponad 50 wybitnych współczesnych podróżników, odkrywców, profesorów i polityków o konieczności powołania do życia IPPO.
Niestety, mimo wielu prób nawiązania kontaktu z kancelarią premiera, czy to drogą pocztową czy też telefonicznie a także przez Konsulat Generalny w Nowym Jorku, nigdy nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi!
Kornel, którego możemy nazwać Ojcem Chrzestnym tego jakże ważnego pomysłu, też nie był w stanie nic zdziałać. Wiem, że było mu przykro. Czułem to w jego głosie w czasie naszych telefonicznych rozmów.
Życie polityczne pochłaniało go coraz bardziej, a jego stan zdrowia pogarszał się, co razem spowodowało, że jego pragnienie zobaczenia Peru też się nie zrealizowało!