„Mówię po polsku and it’s cool” – To my jesteśmy ambasadorami Polski

0
0

Skąd wziął się pomysł na Polonijny Dzień Dwujęzyczności oraz jaka jest jego główna idea?
Pomysł na Polonijny Dzień Dwujęzyczności zrodził się w mojej głowie bardzo dawno temu, właściwie to tuż po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych. W związku z tym, że nie mieszkałam w żadnym polonijnym skupisku, a blisko Amerykanów, bardzo szybko miałam szansę przekonać się, co myślą o Polakach oraz jak bardzo głęboko zakorzenione są w ich świadomości pewne stereotypy dotyczące naszej nacji. Odkryłam jednocześnie, że wiedza Amerykanów na temat Polski, przemian, jakie nastąpiły u nas po upadku komunizmu, a potem po 2004 roku, kiedy przyłączyliśmy się do Unii Europejskiej i zaczęliśmy zmieniać się jeszcze szybciej, była szczątkowa, czasami wręcz żenująca. Tzw. statystycznemu zjadaczowi chleba Polska nadal kojarzyła się tylko z Lechem Wałęsą, papieżem Janem Pawłem II, a tym, co bardziej uważali w szkole – może jeszcze z Tadeuszem Kościuszką. Zdałam więc sobie sprawę, jaka ogromna rola spoczywa na nas, Polakach, którzy tutaj mieszkają i biegle posługują się językiem angielskim, by uświadamiać, prostować pewne fakty, łamać stereotypy i edukować przy każdej okazji, każdego dnia. Okazuje się, że zwykłe, codzienne rozmowy z naszymi zagranicznymi sąsiadami i znajomymi są idealną okazją do tego, by naprawiać wizerunek Polski tam, gdzie on szwankuje lub wyrasta z nieprawdziwych faktów. Dwujęzyczność odgrywa w tym procesie kluczową rolę – to właśnie dzięki niej mamy szansę kreować właściwy odbiór naszego kraju wśród Amerykanów i innych nacji. Drugą istotną kwestią związaną ze świętem dwujęzyczności jest nauka i kultywowanie języka polskiego oraz polskich tradycji wśród naszych dzieci. Jeżeli nie nauczymy ich czytania i pisania w naszym ojczystym języku, co z kolei ułatwi im kontakt z Polską, to za jakiś czas może się okazać, że grupa określająca się mianem Polonii w ogóle nie będzie porozumiewała się po polsku. Może to później przełożyć się na wiele aspektów relacji pomiędzy Polską a Polonią, a nawet Ameryką, i w dodatku negatywnie się na nich odbić. Święto, które niedawno proklamowaliśmy, ma więc służyć promocji języka polskiego w naszym życiu, a jednocześnie przypominać, że znajomość języka kraju, w którym żyjemy, daje nam wyjątkową szansę na poszerzanie zasobów wiedzy innych narodów na nasz temat i obalanie krzywdzących nas jako nację stereotypów.

Podczas proklamowania Polonijnego Dnia Dwujęzyczności w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie wspomniała pani o tym, że to właśnie my, zwykli obywatele jesteśmy najważniejszymi ambasadorami Polski. Na czym polega to nasze ambasadorowanie?
Chodzi o to, że to my, ludzie zamieszkali poza granicami Polski, mamy na co dzień kontakt z tą „zagranicą”, a więc i szansę na modelowanie opinii, jaką wyrabiają sobie o Polsce i Polakach przedstawiciele innych narodowości. Nie politycy i nie dyplomaci, którzy przyjeżdżają z wizytami do innych krajów, najwyżej na kilka dni. Wpływamy na te opinie poprzez postawy, jakie przyjmujemy, poglądy, jakie głosimy, przez to, jaki mamy stosunek do Polski i do języka ojczystego, w jaki sposób wychowujemy nasze dzieci oraz jaki obieramy styl życia. W związku z tym, że proces ten dokonuje się nieustannie, to właśnie my jesteśmy najważniejszymi, codziennymi ambasadorami Polski oraz jej interesów i godnego wizerunku na świecie.

Dlaczego dwujęzyczność oraz nauka i pielęgnowanie języka polskiego są takie ważne?
Środowisko polonijne w USA bardzo dynamicznie się obecnie zmienia i jest inne, niż było nawet kilkanaście lat temu. Ta ciekawa i ważna sprawa nie otrzymuje w Polsce należytej uwagi, a naprawdę warto zacząć o tym myśleć. Emigracja naszych rodaków do Stanów Zjednoczonych nie jest już na takim poziomie jak pod koniec ubiegłego stulecia, w związku z czym większość polonijnych dzieci jest już urodzona tutaj. Nie są to więc osoby, które przyjeżdżają do Ameryki z dobrą znajomością języka polskiego, można zatem spać spokojnie, bo wiadomo, że język zostanie utrzymany. Dla coraz liczniejszych rzesz polonijnych dzieci jedyną formą nauki języka polskiego staje się komunikacja po polsku z rodzicami oraz lekcje w polonijnych szkołach. Kto próbował wychowywać dwujęzycznie swoje dziecko urodzone poza granicami Polski, wie, że jest to bardzo duże wyzwanie i ciężka, codzienna praca. W grę bowiem zawsze wchodzi nie tylko czynnik motywacji rodzica do tego, by dziecko nauczyć polskiego, ale i psychologia dziecka, wpływ otoczenia i jego niepolskojęzycznych rówieśników, zagranicznej szkoły, do której na co dzień uczęszcza, i wiele innych. W rodzinach, gdzie tylko jeden rodzic posługuje się językiem polskim, wyzwanie robi się jeszcze większe. Wiadomo, że dzieci dorastają bardzo szybko i w mgnieniu oka, naprawdę już za chwilę to one staną się głównymi odbiorcami wszystkiego co polskie i związane z naszym krajem – polskich produktów, kultury, wymiany naukowej, biznesowej itp. Pokolenie Polonii urodzonej oraz wykształconej w Polsce z kolei maleje i z tej strony zmniejsza się zapotrzebowanie na polskie produkty czy usługi, do których ludzie ci są przyzwyczajeni lub poszukują ich, bo czują sentyment. Osoby polskiego pochodzenia urodzone już w Stanach Zjednoczonych będą poszukiwały kontaktów z Polską i tym, co polskie tylko wtedy, gdy ich tego nauczymy. Co przywodzi nas właśnie do fundamentalnej roli, jaką odgrywa w tym procesie adekwatna znajomość języka polskiego i wyrabianie w dzieciach poczucia polskości. Jeżeli tego zabraknie, jeżeli nie obudzimy w nich zapału i entuzjazmu do nauki języka ojczystego oraz Polski, to bardzo szybko może okazać się, że oni nie będą ani interesowali się krajem swoich rodziców i dziadków, ani nie będą czuli potrzeby odwiedzania go, ani nawet sentymentu do polskich produktów, jedzenia. W konsekwencji stracimy na tym wszyscy, a zwłaszcza Polska, nasi handlowi eksporterzy, artyści, ludzie związani ze sztuką, na którą również nie będzie zapotrzebowania. Jesteśmy w takim momencie historii, że musimy zacząć bardziej zwracać uwagę na pielęgnowanie polskości w Ameryce i naukę języka polskiego przez polonijne dzieci. Polskie władze powinny zwrócić na te gruntowne przemiany polonijnego środowiska większą uwagę i w związku z tym m.in. zwiększyć pomoc na programy edukacyjne dla polonijnych uczniów. Podkreślam – jeśli tego zabraknie, to nie możemy oczekiwać, że nowa, młoda Polonia będzie z własnej woli zabiegała o polskość, o jej promowanie w taki sposób jak robimy to my, ludzie urodzeni nad Wisłą i mający sentyment do swojego kraju. Dla nich sprawy związane z Polską będą tylko jednym z wyborów, przed jakim staną w swoim codziennym życiu.

Co w takim razie należy zrobić, by temu zapobiec?
Prosta rzecz – czynić odpowiednie inwestycje w edukację polonijnych dzieci i w to, by zaszczepić w nich szacunek do wszystkiego co związane jest z naszym krajem. Pomogłoby, i jest wręcz wskazane, by do działań włączyli się polscy politycy, rząd i wszelkie organizacje odpowiedzialne za relacje pomiędzy Polską, a społecznościami polonijnymi. Polska musi zacząć patrzeć na Polonię w Stanach Zjednoczonych jak na ogromny kapitał, dzięki któremu może dużo zyskać, lecz najpierw musi ją trochę bardziej wesprzeć. W związku z tym ogromnie ucieszył mnie fakt, że nowy polski prezydent powołał przy swojej kancelarii specjalne Biuro ds. Współpracy z Polonią. Jest to wspaniały i wielce obiecujący krok i mam nadzieję, że w miarę szybko pojawią się jakieś konkretne działania w tym kierunku. 

Czy widzi pani sposób, w jaki Polska mogłaby też pomóc Polonii w promowaniu lepszego wizerunku Polski?
Po pierwsze skorzystać z dwujęzyczności Polonii, z naszej wiedzy o tym, z jakim przekazem, jakimi słowami, obrazem, jaką formułą najlepiej trafić do zagranicznych społeczności. Podam najprostszy przykład – mnóstwo atrakcyjnych miast i miejsc w Polsce usiłuje dotrzeć do zagranicznego turysty i nie bardzo im się to udaje, bo reklama jest „przetłumaczona” z języka polskiego, niekiedy z poważnymi błędami leksykalnymi, zamiast napisana w sposób, jaki najbardziej podziała na wyobraźnie zagranicznego turysty. Polak mieszkający w USA wie, że Amerykanin o wiele szybciej połknie przynętę bajecznych legend i tajemniczych duchów w starym zamku niż rolę, jaka odegrała jego strategiczna lokalizacja w zagmatwanej historii Polski. Polonijni filmowcy tworzący w językach krajów, w jakich żyją, zrobią film, reportaż czy choćby i reklamę przedstawiające Polskę w sposób, jaki przemówi do ich zagranicznych znajomych, bo znają tamten typ kulturowej wrażliwości, oczekiwania, sposób myślenia itd. Strona Polska ani w tej chwili nie inwestuje w polonijnych twórców i artystów, ani nie szuka współpracy z nimi. Marnuje się ogromny potencjał.

Prezydent Andrzej Duda podczas spotkań z Polonią na Greenpoincie podziękował rodzicom i nauczycielom za wkład w naukę języka polskiego oraz podkreślił, że rozumie wagę tej edukacji, a także obiecał wsłuchiwać się w głos Polonii w kwestii działań koniecznych do zrealizowania. Co, pani zdaniem, należy do takich ważnych spraw, którymi powinno zająć się powołane biuro?
Ogromnie ważną kwestią jest większe wsparcie dla polonijnych szkół, a także usystematyzowanie pewnych spraw z nimi związanych. Mówimy tu na przykład o tak podstawowej rzeczy, jak dostęp do podręczników dostosowanych do potrzeb dzieci uczących się języka polskiego za granicą. Obecnie istnieje wiele podręczników napisanych przez różnych autorów. Jedne są lepsze, inne gorsze, jedne pisane przez fachowców, inne przez amatorów, do tego panuje „wolna amerykanka” w kwestii ich wyboru. To wszystko przekłada się wielkie zróżnicowanie w poziomie nauczania języka polskiego za granicą. Brakuje podręczników przeznaczonych dla dzieci, które np. ze względu na trudności związane z dostępem do polskich szkół nie uczęszczają na lekcje języka polskiego, a uczą się go w domu, z własnymi rodzicami. W stanie Kolorado, gdzie żyję, mamy tylko jedną polonijną szkołę – w Denver. Nie mieszkam w Denver, więc sama jestem właśnie takim rodzicem-nauczycielem. Tylko ja wiem, ile razy wybierałam podręczniki „w ciemno”, tracąc tylko czasem pieniądze, i jak bardzo przydawały się wskazówki oraz podpowiedzi, zwłaszcza od specjalistów. Podręczniki dla polonijnych dzieci nie mogą być uproszczoną formą czy imitacją tych, z których korzystają dzieci w Polsce. Ponieważ mamy do czynienia z coraz większą liczbą polonijnych uczniów poznających język polski na podobnej zasadzie, jak dzieci w Polsce uczą się np. języka angielskiego, potrzeba pomocy, które – nie boję się użyć tego porównania – byłyby zbliżone metodycznie do angielskich podręczników dla uczniów w Polsce. Przystępne, zrozumiałe, niezniechęcające do nauki zbyt trudnym słownictwem czy pojęciami wprowadzanymi za szybko. Polonijne dziecko z klasy czwartej czy piątej może nie być gotowe na czytanki o rozbiciu dzielnicowym czy ćwiczenia z zakresu rozbioru zdania złożonego. Chętniej otwierałoby podręcznik, gdyby odwoływał się on do świata znanego mu z jego najbliższego otoczenia i choć po polsku, to opowiadało o sprawach, którymi dziecko faktycznie żyje na co dzień. Polskie władze mogłyby pomóc wydać takie podręczniki, efekt współpracy specjalistów językowych z Polski z polonijnymi nauczycielami doskonale orientującymi się w potrzebach swoich uczniów.

W jakich jeszcze kwestiach związanych z edukacją potrzebne jest wsparcie ze strony Polski?
Na pewno potrzebne jest dofinansowanie wszelkich akcji związanych z promowaniem języka polskiego. Przykładem mogą być działania Fundacji Dobra Polska Szkoła. Akcja „W naszym domu mówimy po polsku” zachęca polonijne rodziny, by w domu posługiwały się wyłącznie językiem polskim, zaś druga – pod hasłem „Cała Polonia czyta dzieciom” – zachęca do czytania polskich książek. Otwiera się nam tutaj kwestia dostępu do polskich książek. Nie są one tanie, w zagranicznych polskich księgarniach są jeszcze droższe, więc nie każdego na nie stać, z kolei stan bibliotek przy szkołach pozostawia wiele do życzenia. Myślę, że polski rząd mógłby w tej kwestii zrobić bardzo dużo, zaczynając od pomocy w wyposażeniu szkół w odpowiednie lektury. Z drugiej strony bardzo przydałyby się książki napisane przystępnym, lecz ciekawym i współczesnym językiem adresowane do dzieci wciąż uczących się języka polskiego. Brzechwa, Tuwim czy też Ewa Szelburg-Zarembina – żelazny repertuar polonijnych bibliotek – piszą pięknie, ale nie tak znowu przystępnie. Wiersze Brzechwy są dziś momentami trudne nawet dla dziecka monolingwialnego wychowywanego w Polsce. Dla polonijnego szóstoklasisty, który właśnie znalazł się na takim poziomie językowym, że przeczyta je ze zrozumieniem, będą już za dziecinne, więc też nieodpowiednie. Jak bumerang wraca kwestia współpracy Polski z Polonią, autorów polskich i polonijnych, nie na papierze, ale w codziennym życiu.

Mieszka pani w stanie Kolorado, w którym środowisko polonijne na pewno nie jest tak duże jak np. w Nowym Jorku, a poza tym jest bardzo rozproszone po różnych miastach. Jak udaje wam się podtrzymywać polskość w takich warunkach?
Fakt, że mieszkam w Kolorado, bardzo mi pomógł w krystalizowaniu idei Polonijnego Dnia Dwujęzyczności, bo uświadomił, że celebracja polskości, przekazywanie języka polskiego moim dzieciom może się odbywać wyłącznie w granicy wyboru, motywacja musi przychodzić z wewnątrz. Pozwolił jednocześnie zrozumieć naturę przemian w polonijnym środowisku w USA, których w Nowych Jorku czy Chicago jeszcze tak nie widać. Do Kolorado i wielu innych zachodnich stanów USA Polacy przyjeżdżają w większości z wyboru związanego z różnymi celami – mają tutaj pracę, podoba im się przyroda, odpowiada im klimat itd. Nie czują, że muszą trzymać się „w kupie”, bliżej rodaków, których łatwiej poprosić o pomoc w razie potrzeby, bo są ludźmi pewnie stojącymi na własnych nogach i mają wystarczający dorobek własny. Wiele jest rodzin mieszanych, gdzie w domach mówi się raczej po angielsku, nauka polskiego przez dzieci jest tylko jedną z opcji. Trzeba mieć wtedy dużo samozaparcia, a przy tym zrozumienie i przychylność niepolskojęzycznego współmałżonka, by w swej „polskości” wytrwać. Myślę, że Kolorado jest doskonałym przykładem, jak w niedługiej przyszłości może wyglądać polska społeczność w całych Stanach. Polonia nie będzie się trzymała w wielkich skupiskach, bo osoby tutaj urodzone będą się już czuły Amerykanami, ludźmi całkowicie zasymilowanymi z otoczeniem. Identyfikacja z Polską będzie wyborem, decyzją, polskie korzenie będą zjawiskiem, do którego będzie można, lecz jednocześnie nie trzeba będzie się przyznawać, bo nie będą one na co dzień o niczym ważnym, praktycznym decydować. Podtrzymywanie polskości w takich warunkach oznacza więc dla mnie i dla wielu moich tutejszych polskich znajomych przede wszystkim przekazywanie dzieciom pozytywnego wizerunku kraju ich przodków i świadome działania mające im Polskę przybliżyć i do niej zachęcić. Dzieci z Denver i okolic mają możliwość uczęszczania na lekcje do polskiej szkoły działającej od ponad 20 lat przy kościele św. Józefa w Denver. Jest tam ok. 70 dzieci, a lekcje odbywają się w niedzielę i trwają 4,5 godziny. Dyrektor szkoły Stanisław Gadzina uruchamia w listopadzie pilotażowy program początkowej nauki języka polskiego adresowany do dzieci bardzo słabo znających język polski. Jeżeli się sprawdzi, na stale wejdzie do oferty szkoły. Również w Denver działa i prężnie się ostatnio rozwija Klub Polski – w dużej mierze dzięki młodej, energicznej pani prezes Katarzynie Żak. Do tego mamy comiesięczną gazetę i kilka razy do roku polskie festiwale oraz festyny.

Już za tydzień, w sobotę, 10 października, odbędzie się pierwszy Polonijny Dzień Dwujęzyczności. Denver będzie jednym z sześciu miejsc, w których organizowane są z tego powodu duże imprezy. Jak będą wyglądały obchody tego święta, za organizację których jest pani odpowiedzialna?
Ze względu na specyfikę Polonii zamieszkującej Kolorado, czyli dominację rodzin mieszanych, w których tylko jeden rodzic jest Polakiem, postanowiłam nieco inaczej zorganizować ten dzień, niż będzie to miało miejsce na Wschodnim Wybrzeżu. Nasz program na tle pozostałych ofert jest najbardziej „dwujęzyczny”. Wszystkie wystawy, atrakcje, gry, zabawy opracowane zostały i będą prowadzone w obu językach – to gest, który, jako organizatorka imprezy, czułam, że absolutnie muszę wykonać w kierunku niepolskojęzycznych rodziców, by ich zaprosić do polonijnego kręgu, a przy okazji wyciągnąć dłoń również i do tych Amerykanów, którzy chcieliby bliżej zainteresować się swoją polską genealogią, lecz ze względu na zanik języka polskiego w rodzinie, czują się wykluczeni z imprez polonijnych prowadzonych wyłącznie po polsku. Marzy mi się, że Polonijny Dzień Dwujęzyczności będzie zachęcał lokalną społeczność do integracji z Polonią, a Polonię utwierdzał w przeświadczeniu, że warto czuć się Polakiem. „Mówię po polsku and it’s cool” – brzmi motto Dnia Dwujęzyczności. Oby polonijne dzieci wypowiadały je ze szczerą dumą.

Autor: ROZMAWIAŁ WOJTEK MAŚLANKA