Nadzieja na nowe Polskie Radio

50

W nocy z 30 na 31 maja została zamknięta – przez człowieka, który potajemnie przyjechał z Chicago – stacja Polskiego Radia New York 910 AM w Pomonie. Zamilkła ostatnia polskojęzyczna rozgłośnia w metropolii nowojorskiej. Wielu ludziom jej brakuje – i to bardzo!

W nocy z 30 na 31 maja została zamknięta – przez człowieka, który potajemnie przyjechał z Chicago – stacja Polskiego Radia New York 910 AM w Pomonie. Zamilkła ostatnia polskojęzyczna rozgłośnia w metropolii nowojorskiej. Wielu ludziom jej brakuje – i to bardzo!

W tym budynku w Pomonie mieściła się polska stacja radiowa

Inżynier Bolesław Berka z Chicago wymienił w nocy zamki. Dziennikarze, którzy przyjechali rano do rozgłośni, mogli wejść do stacji jedynie po to, aby zabrać swoje rzeczy. Od 1 czerwca stacja zaczęła nadawać po hiszpańsku. Właścicielem stacji WRKL 910 AM w Pomonie oraz całego konsorcjum medialnego Polnet Communications, w skład którego stacja ta wchodziła, był Walter Kotaba. Pracę straciło osiem osób.

BOLESNA CISZA…
W środę wieczorem, 1 czerwca, chicagowski biznesmen zatelefonował do "Nowego Dziennika". "Stację sprzedałem tylko i wyłącznie z powodów finansowych – powiedział. – Bardzo starałem się utrzymać program radiowy w języku polskim, ale wobec aktualnej sytuacji na rynku, kiedy między innymi znacząco zmalały obroty w mojej firmie Polamer, trudno mi było dalej dokładać do stacji, więc zdecydowałem się ją sprzedać. Tym bardziej, że trafił się dobry kupiec. Pracownicy radia nie zarabiali nawet na swoje pensje. W ciągu 10 lat włożyłem 2 miliony 247 tysięcy dol., aby stacja w Pomonie mogła funkcjonować – podkreślił Walter Kotaba. – Nie jestem w stanie więcej dokładać" – dodał.

Do dziś otrzymujemy w redakcji telefony i e-maile od słuchaczy tego radia. Do dziś wielu z nich nie może się pogodzić z faktem, że radia nie ma. Radia, które na bieżąco przekazywało informacje z Ameryki i ze świata, w tym także z Polski. Które powadziło promocję lokalnych biznesów i szkół polonijnych. Informowało na bieżąco o polonijnych imprezach i wydarzeniach. "Od czasu do czasu, kiedy jestem w drodze do pracy, odruchowo jeszcze włączam radio, aby posłuchać wiadomości, a tu… cisza" – powiedział mi znajomy z Garfield, NJ.

Jest też i druga strona pustki w eterze. Grupa osób, która z oddaniem, przez lata pracowała – dodajmy: za marne pieniądze – nagle straciła możliwość samorealizacji, pracy dla Polonii i zarabiania na życie. Jak wyglądała ich droga do tego właśnie radia, jak toczą się ich losy, co robią bądź zamierzają robić? Czy jest szansa na powstanie nowego polskiego radia, w którym ci dziennikarze będą mogli dalej realizować swoje pasje? Pytań jest wiele… Usiłowałem uzyskać na nie odpowiedzi. Dotarłem do wszystkich kolegów i koleżanek po fachu, rozmawiałem z nimi, starałem się ich nakłonić do zwierzeń, pokazania tej drugiej twarzy, której radiosłuchacze na ogół nie znali.

NASZA DROGA DO RADIA
Ewa Strzałkowska: "Pierwsze było Radio BiS, czyli IV Program PR, potem Jedynka… Do USA przyjechałam na kilka miesięcy, żeby poznać tajniki produkcji telewizyjnej w Los Angeles. Na Święta Bożego Narodzenia zostałam zaproszona do mojej rodziny w Stamford, CT. Pierwszy raz zobaczyłam wówczas Manhattan i… zdecydowałam, że to jest moje miejsce. Akurat Polskie Radio New York 910 AM w Pomonie poszukiwało profesjonalnych dziennikarzy, więc rozpoczęłam nowy rozdział w życiu. Prowadziłam codziennie własny kilkugodzinny program. W audycjach zatytułowanych ‚Nie tylko dla orłów’ starałam się przekazywać informacje z różnych dziedzin, rozmawiać z mądrymi i ciekawymi osobami. Niektóre tematy podejmowane w moim programie budziły gorące emocje, więc chętnie zapraszałam do dyskusji słuchaczy. Wiem też, że dużą sympatią cieszyły się prowadzone przeze mnie piątkowe konkursy. Czasem było wesoło! Muszę dodać, że przez 5 lat pełniłam funkcję dyrektora programowego stacji. Od dwóch lat, wraz z Marcinem Filipowskim, byliśmy jedynymi pracownikami radia zatrudnionymi na pełnym etacie".

Ewa Strzałkowska (z lewej) i Jola Naklicka na żywo przekazują relację z Parady Pułaskiego na 5 Alei na Manhattanie

Wojtek Maślanka: "W Polskim Radiu New York pojawiłem się dwukrotnie. Przez dwa pierwsze lata jego działalności byłem korespondentem z Polski, z Krakowa. Była to, jak w większości przypadków korespondentów tej stacji, praca bezpłatna. Współpraca ta zakończyła się wraz z wyrzuceniem z pracy dziennikarki Agnieszki Barszczak. Wkrótce, również dzięki niej, powstało Radio Rytm, dla którego nadawałem korespondencje z Polski. Później byłem pracownikiem antenowym tego radia i osobą odpowiedzialną za muzyczny wizerunek stacji.

Druga ‚przygoda’ z 910 AM rozpoczęła się mniej więcej 3,5 roku temu, kiedy to Walter Kotaba próbował przeciągnąć mnie z Radia Rytm do 910 AM. Zafundowano mi ‚wycieczkę’ do Chicago i bardzo długie spotkanie w rezydencji właściciela Polnet Communications. Przeanalizowaliśmy wtedy wiele wizji rozwoju radia w Pomonie, a zwłaszcza zmiany jego wizerunku programowo-muzycznego. Jednak do współpracy nie doszło z wielu powodów. Do tematu powrócono, gdy zrezygnowałem z pracy w pogrążającym się w lokalne wojenki i spory Radiu Rytm, tym bardziej, że szef tego radia zalegał z płacami – do tej pory nie zapłacił mi prawie 5 tysięcy dolarów. Po odejściu z Radia Rytm byłem w bardzo trudnej sytuacji. Do tego siostrzeniec Paweł, dla którego byłem jedyną bliską osobą w Nowym Jorku, miał poważny wypadek w metrze nowojorskim i trafił do szpitala w stanie śpiączki. Natomiast u mnie za kilka miesięcy na świat miała przyjść córeczka. Załatwiając w Polamerze bilet lotniczy dla mojej siostry (mamy Pawła), spotkałem panią Grażynę Bułkę. Była ona wówczas szefową Polameru i równocześnie managerem Polskiego Radia 910 AM. Powróciliśmy do rozmowy na temat mojego przejścia do radia.
Pracę w 910 AM rozpocząłem od zastępstw za Ewę Strzałkowską oraz Izę Laskowską, które były na urlopach. Następnie przez kilka miesięcy prowadziłem program przedpołudniowy ‚Muzyczna śmietanka’. Poza tym, po śmierci Marioli Durzyńskiej, prowadziłem na zmianę z Ewą Jaczyński programy poranne. Przez cały czas zajmowałem się sprawami technicznymi, renowacją, a często również reaktywacją starego, mocno już wyeksploatowanego sprzętu. Po niecałym roku, po wygaśnięciu kontraktu Grażyny Bułki, zostałem mianowany menedżerem stacji oraz dyrektorem programowym. Przejąłem zatem te obowiązki, o których dyskutowałem z Kamillą Dworską i prezesem Walterem Kotabą ponad 3 lata temu. Później okazało się, że również powierzono mi obowiązki osoby odpowiedzialnej za sprzęt nadawczy, dokumentację techniczną i raporty dla FCC (Federal Communications Commision). Dodatkowo prowadziłem (jednoosobwo) oddział Polameru, działający przy Polskim Radiu w Pomonie".

Ewa Jaczyński: "W Radiu Rytm poznałam Wojtka Maślankę, który po zaprzestaniu działalności tej stacji podjął współpracę z 910 WRKL AM. I to właśnie on zarekomendował moją osobę do pracy w radiu w Pomonie. Byłam autorką porannych audycji, które realizowałam od godziny 6:00 do 10:00, od poniedziałku do środy".

Jola Naklicka: "Do radia trafiłam przypadkiem. Przez kilka miesięcy byłam zatrudniona w dziale ‚Wiadomości’ jako reporter, ale szybko stwierdzono, że powinnam prowadzić swój własny program, tak jak w Polsce. Otrzymałam propozycję realizacji pierwszego porannego programu od 6:00 do 10:00. Do tej pory retransmitowano audycje z Chicago i ‚Jedynki’ z Polski. Tak więc przecierałam szlaki, tworzyłam klimat i wytyczałam kierunek porannej audycji. Presja i odpowiedzialność była spora, nie miałam bowiem nikogo do pomocy. Zajmowałam się produkcją, realizacją i prowadzeniem programu przez półtora roku. Później, kiedy zaistniała taka możliwość, poprosiłam o przeniesienie moich audycji od 2:00 do 6:00 po południu. Po prostu zmęczyłam się codziennym wstawaniem o godz. 3:30 rano. Program popołudniowy też starałam się realizować na własną modłę, nadając mu moje indywidualne piętno. Przez ostanie dwa lata prowadziłam program od godz. 10:00 rano do 2:00 po południu, na podobnych zasadach".

Iza Laskowska: "W radiu pojawiłam się ponad 5 lat temu. Początkowo prowadziłam własny pogram codziennie a potem przesunięto mnie na sobotę. Właśnie co sobotę realizowałam własny, ośmio godzinny program. Starałam się zajmować głównie sprawami polonijnymi. Mamy wielu wspaniałych twórców i działaczy kultury, których warto i należy pokazywać i promować".

ZDARZYŁO SIĘ NAM W STUDIO I POZA ANTENĄ…
Podczas pracy w radiu, zarówno na antenie, jak i poza nią, działo się wiele. Były to wydarzenia niekiedy smutne i przykre, a niekiedy radosne i piękne. I o tym opowiają radiowcy reporterowi "Nowego Dziennika".

Elżbieta Gruszfeld w swoim żywiole

"Często zastanawiałam się dlaczego PR 910 jest ‚gorszym dzieckiem’ prezesa Kotaby – mówi Ewa Strzałkowska. – Zespół był mały w porównaniu z Chicago, redakcja położona daleko od świata – nie było nam łatwo. W Polskim Radiu S.A. w Warszawie pracowałam z doświadczonymi profesjonalistami, od których zawsze mogłam się uczyć. Tutaj moim zadaniem była ‚praca od podstaw’, bez żadnej pomocy. Po kilku latach radio bardzo korzystnie zmieniło się. Szkoda, że potem różni pseudoeksperci zaczęli wszystko burzyć. Smutne wydarzenie? Różnie bywało, ale na pewno nie tylko dla mnie tragiczna była wiadomość o śmierci Marioli Durzyńskiej.

Dla każdego dziennikarza prowadzącego codziennie program na żywo najprzyjemniejsza jest sympatia słuchaczy. Nie miałam okazji, żeby pożegnać się i podziękować wszystkim słuchaczom za 8,5 wspólnie spędzonych lat. Bardzo dziękuję. Czasem coś poza pracą w radiu denerwowało mnie, wprawiało w zły nastrój. Wystarczyło, że zadzwoniło kilka osób i od razu energia wracała. Wiele osób dzieliło się ze mną nie tylko opiniami, ale także opowiadało o ważnych dla siebie sprawach, życiowych decyzjach… Dziękuję za zaufanie, a także świąteczne życzenia, kwiaty…  Z przyjemnością prowadziłam nasze radiowe imprezy, podczas których nasi słuchacze wspierali wiele akcji charytatywnych. I jeszcze zabawna historia. Kiedyś, podczas prowadzenia programu kulinarnego, wyznałam swoją miłość do… faworków. Następnego dnia jedna ze słuchaczek przywiozła mi duże pudełko własnoręcznie upieczonych faworków. Pani Danielo, były fantastyczne!"

"Kiedy zamknięto Radio Rytm, w którym pracowałam, ciężko mi było żyć bez kontaktu z mikrofonem i polonijnymi wydarzeniami, które nagłaśniałam z ogromną przyjemnością – podkreśla Elżbieta Gruszfeld. – Dziennikarz zawsze szuka pracy w swoim zawodzie. Dlatego jak pojawiła się szansa pracy w Polskim Radio 910 AM, bez wahania podjęłam wyzwanie. W Pomonie potrzebny był reporter i właśnie tę funkcję pełniłam. Wszystko co związane jest z pracą reportera sprawia mi radość i daje satysfakcję. Przeżyłam wiele wspaniałych chwil będąc blisko radiosłuchaczy. Szczególnie miło wspominam spotkania w Galerii Kuriera Plus, a także z seniorami z Klubu Telimena".

Jola Naklicka rozmawia z gubernatorem New Jersey Jimem McGreeveyem podczas Parady Pułaskiego na Manhattanie

"W każdym środowisku czasami dochodzi do sytuacji konfliktowych. Nawet jeśli takowe miały miejsce już dawno zostały przeze mnie puszczone w niepamięć – podkreśla Ewa Jaczyński. – Cenię sobie wszystkie chwile spędzone w tym magicznym miejscu, te typowo zawodowe, ale nie tylko. Z pracy w 910 AM w mojej pamięci pozostaną szczególnie kontakty ze słuchaczami na antenie i poza nią, na przykład codzienne rozmowy z kierowcami zmierzającymi do pracy i dzielącymi się ze mną na bieżąco informacjami na temat sytuacji na drogach, czy dowody sympatii w postaci dostarczania smacznego śniadania oraz telefony świadczące o trosce słuchaczy, już po zniknięciu radia z eteru. To niesamowite, ale ludzie, których niejednokrotnie nawet nie miałam okazji poznać osobiście, pytali w jaki sposób mogą mi pomóc".

"Jako pierwsza w rozgłośni otrzymałam telefon od słuchacza, który był świadkiem ataku terrorystycznego na World Trade Center. Zaraz po uderzeniu samolotów zadzwonił do mnie z ulicy. W tym czasie na żywo prowadziłam program. Myślałam, że to absurdalny żart. Włączyliśmy telewizor i na żywo oglądaliśmy relację z miejsca tragedii. Było to dla mniej najsmutniejsze wydarzenie w całym okresie pracy w radiu – podkreśla Jola Naklicka. – Dyżury radiowe trwały wówczas po 16 godzin. Brałam udział w poszukiwaniu zaginionych osób, prowadziłam rozmowy z ocalałymi, z biurem burmistrza Nowego Jorku, z lekarzami z centrum pomocy, strażakami, służbami oczyszczającymi miasto. Na żywo robiłam też korespondencje do rozgłośni radiowych i telewizyjnych w Polsce. Te dni na zawsze pozostaną mi w pamięci. Ale było też wiele wspaniałych wydarzeń i chwil, jak chociażby różne akcje charytatywne, które organizowaliśmy, a które przyczyniły się do ocalenia zdrowia i życia wielu ludzi, szczególnie dzieci. Moje cykliczne programy o tematyce medycznej także pomogły wielu chorym osobom, które później ze łzami w oczach dziękowały mi za pomoc. Wielkim przeżyciem było dla mnie ocalenie osoby, która była przez kilka lat w więzieniu. Po wyjściu na wolność napisała do mnie wzruszający, niesamowity list wyznając, iż dzięki mojej obecności na antenie nie popełniła samobójstwa, ponieważ dodawałam jej pozytywnej energii i wiary, że warto jednak żyć. Takie momenty są cenniejsze niż gratyfikacje finansowe. Były także bardzo słodkie i przemiłe chwile, kiedy słuchacze pisali specjalnie dla mnie wiersze, piosenki, bądź też przywozili mi do stacji słodycze, kwiaty, maskotki czy kawę".

Jola przez skromność nie dodała, że to dlatego, iż wielu panów w niej się po prostu podkochiwało. Nic dziwnego, Jola jest nie tylko świetną dziennikarką, ale i piękną kobietą.

"Najdziwniejszy dla mnie był fakt, że byłem jedynym menegerem tej stacji, który w sprawach finansowych miał ‚związane ręce’, tzn. nie mogłem zajmować się pozyskiwaniem sponsorów i reklamodawców, co – według mnie – z założenia było działaniem na szkodę firmy – mówi Wojtek Maślanka. –  Nigdy dokładnie nie wyjaśniono mi czemu to miało służyć. Na szczęście w zakresie swoich obowiązków nie miałem żadnej odpowiedzialności za sprawy finansowe, jedynie co mogłem robić to składać swój podpis z akceptacją kontraktów przyniesionych przez dział reklamy. Drugim paradoksem był fakt, że w dziale reklamy zatrudniona była tylko jedna osoba. Jeszcze dziwniejsze dla mnie było blokowanie w ostatnich kilku miesiącach, przez menedżment w Chicago, wszelkich inicjatyw mających na celu dotarcie z sygnałem radiowym do miejsc, gdzie radia nie było słychać, a gdzie mieszkało sporo Polaków, a więc na Brooklyn, Queens oraz Staten Island – podkreśla Wojtek. – Blokowano też pomysły mające służyć promocji naszej stacji. Ale było i wiele fajnych momentów. Najprzyjemniejsze były telefony od słuchaczy po moich programach, a zwłaszcza po ‚Alei gwiazd’ z podziękowaniami za ciekawy wywiad czy przybliżenie sylwetki i twórczości danego artysty. Bardzo miłym momentem było spotkanie z żyjącymi powstańcami warszawskimi, które udało mi się zorganizować w Pomonie i na którym pojawiła się konsul generalna w Nowym Jorku Ewa Juńczyk-Ziomecka oraz wiele innych znamienitych osobistości. Miłym akcentem był ubiegłoroczny Bal dla Powodzian w Polsce, który organizowaliśmy wspólnie z kilkoma firmami – m.in. z Józkiem Pałką z Joseph’s Dance Studio – i zebraliśmy prawie 18 tysięcy dolarów. Bardzo miły był fakt, gdy okazało się, że po raz pierwszy w 11-letniej historii tej stacji, tak przygotowaliśmy urodzinowy bal radiowy, że Chicago nie musiało do niego dopłacać ani centa. Firma zaś zarobiła (nie będę zdradzał spraw finansowych) tyle, że do końca istnienia 910 AM pieniądze te służyły na bieżące wydatki. Po likwidacji radia kilka tysięcy zostało zabrane do Chicago. Bardzo miłym akcentem okazały się premie po zakończeniu tego balu, o które wnioskowałem do zarządu w Chicago. Miłym tym bardziej, że były to jedyne premie jakie pracownicy otrzymali przez cały okres swojej pracy. Niezwykle miłe były słowa pani Kamilli Dworskiej, które usłyszałem pod koniec stycznia tego roku. Stwierdziła, że po podsumowaniu roku ubiegłego, w porównaniu do poprzednich lat, nie jest najgorzej i być może niebawem uda się zatrudnić jeszcze jedną osobę na pełny etat. W nagrodę, jak się okazało kilka miesięcy później, wszyscy straciliśmy pracę, a radio zostało sprzedane".

KOSZMAR, Z KTÓREGO TRUDNO BYŁO SIĘ WYBUDZIĆ
31 maja 2011 roku stacja w Pomonie była już zamknięta, a radio… milczało. Radiowcy opowiadają, gdzie zastała ich ta wiadomość, co wtedy robili, jaka była ich reakcja.

Wojtek Maślanka przeprowadza wywiad z kubańsko-amerykańskim aktorem Andym Garcią

"Wszyscy byliśmy w szoku, a ja dostałem gorzki prezent urodzinowy – mówi Marcin Filipowski. – Gdyby nam powiedziano wcześniej, że sytuacja jest trudna i właściciel chce zamknąć rozgłośnię, to może udałoby się nam skrzyknąć grupę polonijnych biznesmenów i uratować stację. Ale nie dano nam nawet szans".

"Byłam mocno zdziwiona sposobem, w jaki właściciel stacji pożegnał się ze swoimi pracownikami – wspomina Ewa Strzałkowska. – W poniedziałkowy wieczór, w Memorial Day, dwie godziny po zakończeniu popołudniowego programu, zadzwonił do mnie Bolesław Berka, szef do spraw technicznych stacji w Chicago i poinformował, że od następnego dnia nie ma Polskiego Radia 910 AM. Wypiłam lampkę ulubionego czerwonego wina Shiraz. Starałam się już o niczym nie myśleć. Szybko poszłam spać".
"We wtorek o 6 rano zadzwoniła do mnie słuchaczka i powiedziała, że nie ma już radia – opowiada Iza Laskowska. – Byłam właśnie nad oceanem i likwidowałam mieszkanie po mojej zmarłej niedawno matce. Mocno przeżyłam śmierć mamy, więc ta wiadomość nie dotknęła mnie aż tak boleśnie. Pomyślałam sobie, że przeżyłam kiedyś likwidację Naszego Radia, które nadawało 24 godziny na dobę, przeżyłam upadek mojej prywatnej galerii, więc i to przeżyję".

"Oficjalnie o likwidacji radia dowiedziałem się 31 maja o godz. 8:10 rano – mówi Wojtek Maślanka. – Zadzwonił do mnie Bolesław Berka i przekazał suchą wiadomość, że ‚radio zostało sprzedane i wszyscy pracownicy zostali zwolnieni’ oraz, że ‚w nocy załączyłem komunikat dla słuchaczy i wymieniłem zamki, a wy macie dwa dni na zabranie swoich rzeczy’. Nieoficjalnie wiedziałem nieco wcześniej od znajomych i przyjaciół, którzy dzwonili do mnie z pytaniem co się dzieje, bo słyszą jakąś dziwną informację na antenie, niektórzy myśleli nawet, że w nocy ktoś się włamał do stacji i ‚włożył’ jakiś komunikat, inni, że może jacyś ‚piraci’ weszli na naszą częstotliwość. Dla mnie to wszystko początkowo wyglądało jak jakiś spóźniony żart primaaprilisowy, jak jakiś koszmar, z którego nie mogę się wybudzić.

Po oficjalnym telefonie, tak szybko jak to było możliwe, pojechałem do Pomony. Była to dla mnie najdłuższa podróż z Brooklynu do Pomony, ponieważ byłem jak w jakimś amoku. Mimo wszystko odebrałem wiele telefonów, od zaskoczonych i oburzonych reklamodawców, znajomych oraz biznesmenów, niektórzy z nich pocieszali mnie i od razu deklarowali chęć spotkania i współpracy. Po dojechaniu do radia i krótkiej rozmowie z przedstawicielem zarządu Polnet Communications Bolesławem Berką, zabrałem się za rozliczenia zarówno spraw związanych z radiem, jak i Polameru, który prowadziłem. Zajęło mi to dwa dni".

"Informacja o zamknięciu radia dotarła do mnie w poniedziałek wieczorem – mówi Elżbieta Gruszfeld. – Przez kilka godzin towarzyszyło mi uczucie zaskoczenia. Będąc reporterem radia 910 AM, byłam też korespondentem radia 1030 AM w Chicago. Ponieważ w Wietrznym Mieście było zapotrzebowanie na informacje z metropolii nowojorskiej, otrzymałam propozycję kontynuacji mojej pracy korespondenta. Nie rozstałam się wiec z mikrofonem i dalej biegam na polonijne spotkania. Polacy mieszkający w Nowym Jorku powinni mieć codzienny kontakt z polskim słowem, bieżącymi informacjami z kraju i zagranicy, a także z tym, co dzieje się w naszym polonijnym środowisku".

Kongres Polonii Amerykańskiej – Wydział Północny New Jersey serdecznie zaprasza 15 lipca o godz. 7:30 pm., na zebranie kwartalne, które odbędzie się w Polskim Domu – Cracovia Manor w Wallington, NJ, 196 Main Ave. Gościem spotkania będzie była redaktor Polskiego Radia New York 910 AM, Ewa Strzałkowska, która będzie mówić o otwarciu nowej stacji radiowej. Wszystkich zainteresowanych prosimy o przybycie.

"31 maja byłam na wakacjach w Polsce – opowiada Ewa Jaczyński. – Z przyzwyczajenia codziennie sprawdzałam swoją firmowa pocztę. Zaniepokoił mnie e-mail od Eli Gruszfeld, w którym prosiła o natychmiastowy kontakt. Niezwłocznie zatelefonowałam do niej. W słuchawce usłyszałam słowa: ‚Radia 910 już nie ma… mamy dwa dni na wyprowadzkę". To mnie zmroziło. Potem nastąpił bałagan myśli, m.in. co z moimi osobistymi rzeczami. Zgodnie z umową z pracodawcą, od niedzieli wieczorem do środy korzystałam z części apartamentowej siedziby radia. Na szczęście zadbała o to Ela, która spakowała wszystko i przywiozła do mojego domu. Nie potrafię opisać mojego zdenerwowania, zażenowania i innych uczuć, jakie mi wtedy towarzyszyły. Pracodawca – Polnet Communications – nie wystosował do nikogo z nas żadnego oficjalnego dokumentu w tej sprawie, w związku z tym po powrocie z wakacji napisałam e-mail do Kamilli Dworskiej – generalnego menedżera Polnet Communications, Ltd. Otrzymałam enigmatyczną odpowiedź tylko na jedno z nurtujących mnie pytań: czy zostałam zwolniona z pracy? Odpowiedź brzmiała: ‚Stacja 910 WRKL nie nadaje już programu w języku polskim, dlatego pracownicy zatrudnieni w niepełnym wymiarze godzin (part time), tak jak pani, nie są dłużej pracownikami stacji’".

"Wiadomość o zakończeniu działalności radia otrzymałam jako jedna z pierwszych, w nocy – mówi Jola Naklicka. – Ponieważ miałam pełnić podwójny dyżur następnego dnia od 6 rano, więc poinformowano mnie telefonicznie, że nie muszę już wstawać tak wcześnie. I od jutra nie mam pracy, nie mam prawa wstępu do studia nadawczego, zamki zmieniono więc mam zabrać swoje rzeczy. Najpierw myślałam, że to żart, później że może awaria techniczna, a później doznałam szoku. Przez kilka dni czułam się tak, jakby mi umarł ktoś bliski. To było bardzo, bardzo dziwne. Uczucie pustki, żalu towarzyszyło mi długo. A później musiałam spojrzeć konstruktywnie na życie. Nie mogłam pozwolić na to, aby ta traumatyczna sytuacja doprowadziła mnie do załamania czy rozstroju nerwowego".

PONAD MIESIĄC BEZ RADIA… CO DALEJ?
Ewa Jaczyński: "Właśnie złożyłam aplikację na zasiłek dla bezrobotnych. Ponadto szukam nowego pomysłu na życie. Zamiast płakać i zgrzytać zębami mam zamiar szybko stanąć na nogi".

Wojtek Maślanka: "Po traumatycznych przeżyciach postanowiłem trochę odpocząć i poświęcić więcej czasu dla rodziny: mojej 21-miesięcznej córeczki Nicole oraz żony Basi. Tym bardziej, że przez dwa lata pracy dla Polnet Comunications nie byłem ani jednego dnia na urlopie. Basia nawet zauważyła, że to mi dobrze robi, bo odmłodniałem, zniknęły mi zmarszczki i ‚poduchy’ pod oczami. Niestety, siwe włosy nie chcą powrócić do pierwotnego koloru. Pracy jeszcze nie mam żadnej, ale zaczynam się rozglądać za jakąkolwiek, aby utrzymać rodzinę. Nie boję się żadnego wyzwania czy pracy fizycznej. W przeszłości, zanim poszedłem na studia, pracowałem w jednej ze śląskich kopalń jako elektryk. Jeżeli złe moce nie pozwolą nam zaistnieć z nowym projektem to zawsze mogę wrócić do Polski, do Krakowa i na nowo pojawić się w którejś z rozgłośni lub na portalu internetowym. Takie możliwości i propozycje są. Z takiego rozwiązania najbardziej byłaby zadowolona moja mama oraz teściowie".

Podczas ubiegłorocznego balu zorganizowanego przez rozgłośnię na rzecz powodzian w Polsce (od lewej): Bożena Urbankowska – prezes KPA wydział północne New Jersey, Wojtek Maślanka, konsul generalna RP w Nowym Jorku Ewa Junczyk-Ziomecka oraz Ewa Strzałkowska

Jola Naklicka: "Na szczęście radio nie było moją jedyna dziedziną zainteresowań, więc mam inne opcje. Przymierzam się do nagrania kolejnej płyty, chcę też skupić się na działalności mojej organizacji nonprofit CPR Awareness. org, której patronuje sam burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg. Może nawet zdecyduję się na kontynuację edukacji na Columbia University w szkole dziennikarstwa, aby udoskonalić kwalifikacje zawodowe. Poczyniłam już kroki w tym kierunku".

Marcin Filipowski nie był tak rozmowny, kiedy spotkałem go na ulicy w Garfield. "Właśnie idę do roboty na dachach, bo z czegoś żyć trzeba" – powiedział. Dodał, że upadek radia zaczął się wówczas, kiedy Grażyna Bułka zdjęła go z funkcji menadżera działu promocji radia, a na jego miejsce powołała Wojtka Maślankę.

PIERWSZE PRÓBY STWORZENIA NOWEJ POLSKIEJ STACJI
"Koniec radia 910 AM to na szczęście nie koniec świata – mówi Ewa Strzałkowska. – Czas na coś niezależnego, własnego, czemu znów chciałoby się poświęcić dużo energii. Polonia na Wschodnim Wybrzeżu powinna mieć swoje radio. Wraz z mężem założyliśmy małą korporację i znaleźliśmy stację amerykańską, która chce udostępnić nam swój czas antenowy. Ta stacja ma dwa razy mocniejszy sygnał niż 910AM. Udało nam się wynegocjować niezłą cenę. Mam dużo pomysłów na dobry program z udziałem naprawdę ciekawych ludzi. Przed nami najtrudniejsze zadanie – czyli zebranie funduszy. Ten projekt bardzo mocno wspiera Kongres Polonii Amerykańskiej w północnym New Jersey z prezes Bożeną Urbankowską, a także kilka innych polonijnych organizacji i biznesów. Zapraszam wszystkich do współpracy!"

Pojawił się też drugi pomysł, o którym mówi Wojtek Maślanka. "Jak to mówią – ‚nadzieja umiera ostatnia’. Nie chciałbym zdradzać zbyt wielu szczegółów, ale prawdą jest, że pracujemy w gronie kilku osób z Radia 910 AM oraz Radia Rytm nad uruchomieniem nowej stacji. W najbliższych dniach zostanie zarejestrowana firma, która oficjalnie będzie się tym zajmowała. W odpowiednim czasie podamy więcej informacji. Zachęcamy wszystkich biznesmenów, firmy i organizacje zainteresowane partycypowaniem w tym projekcie do współpracy, a czytelników i słuchaczy dwóch byłych rozgłośni – Polskiego Radia Nowy Jork 910 AM oraz Polskiego Radia Rytm – aby trzymali kciuki. Narzekamy, że Amerykanie mają nas ‚za nic’, nie szanują nas inne nacje, nie dziwmy się temu  – nie potrafimy szanować się sami. Polonia niszczy sama siebie i to jest najbardziej przykre. Jeżeli nie będzie polonijnych mediów to za 10-15 lat nikt nie będzie się identyfikował z Polonią, zresztą od lat skłóconą. Na koniec życzę wszystkim, zarówno Czytelnikom ‚Nowego Dziennika’, jak i kolegom i koleżankom po fachu w chicagowskiej rozgłośni WNVR 1030 AM, żeby nigdy nikt nie przychodził za was do pracy na ‚nocną zmianę’. W imieniu swoim oraz całego zespołu redakcyjnego, którym kierowałem, za pośrednictwem ‚Nowego Dziennika’, dziękuję wszystkim byłym słuchaczom, reklamodawcom, sponsorom i współpracownikom nie tylko za ostatnie dwa wspólne lata, ale również za cały okres jego istnienia, bo bez tych wszystkich osób radio – nawet gdyby istniało – nie spełniałoby swojej roli. W końcu radio to symbioza wszystkich tych organizmów" – podkreśla Wojtek Maślanka.

Bob Dylan zwykł mawiać: ‚Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie trać nigdy światła nadziei’. Ja wierzę, że w eterze zagości jeszcze polski język" – konkluduje Ewa Jaczyński.

Autor: Janusz M. Szlechta