Nowe oblicze lotniska Rzeszów-Jasionka

0
2

Panie prezesie, co dla lotniska, którym pan kieruje, oznacza powrót do bezpośredniego połączenia lotniczego pomiędzy Rzeszowem a metropolią nowojorską?
Dla nas, dla lotniska Rzeszów-Jasionka, na pewno jest to taki kamień milowy w rozwoju. Teoretycznie to także powrót do sytuacji, która już była, bo przecież loty pomiędzy Rzeszowem a Nowym Jorkiem funkcjonowały prawie 10 lat temu. Jednak wówczas to był inny Rzeszów i inne loty, dlatego też uważam, że to jest powrót do przeszłości, ale w wydaniu 2018. Przewoźnik ma zupełnie inną flotę, oferuje o wiele większy komfort w samolotach, w dreamlinerach, które będą na tej trasie operować od 29 kwietnia, jak i inna też będzie jakość obsługi pasażera po naszej stronie, na lotnisku w Rzeszowie-Jasionce, bo oczywiście o stronie amerykańskiej, o Newarku, nie mogę się wypowiadać. My zapewniamy naprawdę europejski standard, jeśli chodzi o terminale lotnicze, ale także o usługi dodatkowe, czyli bazę hotelową i gastronomiczną, transport, transfery oraz jakość dróg i szybkość dostania się na lotnisko. W związku z tym, że port lotniczy Rzeszów-Jasionka jest zlokalizowany przy skrzyżowaniu A4, czyli autostrady wschód-zachód, i S19, czyli autostrady północ-południe, to mamy dobrą komunikację w każdą stronę. Dojazd trasą A4 z Krakowa i jego okolic trwa nie więcej niż 90 minut bez łamania przepisów, a do granicy ukraińskiej niecałą godzinę. Z kolei z Lubelszczyzny również mamy szybki transport drogą S19, a niebawem będziemy mieli podobną sytuację, jeżeli chodzi o podróż z południa, czyli z okolic Sanoka, Krosna i Brzozowa, ponieważ teraz w tym kierunku rozbudowuje się autostrada S19. Jak widać, dojazd na lotnisko Rzeszów-Jasionka jest naprawdę wygodny dla wszystkich, co świadczy o tym, że warto wybrać to, a nie na inne lotniska w Polsce.

Czyli obecnie stanowicie poważną konkurencję dla krakowskich Balic czy też katowickich Pyrzowic?
My się trochę uzupełniamy. Jako port lotniczy jesteśmy liderem drugiej połowy tabeli, czyli tej do jednego miliona pasażerów, i nie konkurujemy bezpośrednio ani z Katowicami, ani a Krakowem. Oczywiście ludzie, których wozimy, mieszkają w pobliżu, dlatego też nasze zasięgi oddziaływania na siebie zachodzą. Ciekawostką jest natomiast to, że Polonia z Podkarpacia, mniej więcej od wschodu do Tarnowa, lata głównie do Nowego Jorku, a od Tarnowa aż po zachód Małopolski podróżuje przede wszystkim do Chicago. W związku z tym z Krakowa jest bezpośrednie połączenie z Chicago, a z Rzeszowa będzie bezpośrednie połączenie z Nowym Jorkiem i w tej kwestii nie ma jakoś konfliktu interesów dla LOT-u. Natomiast nasza pozycja, jako lotniska regionalnego, które ma transatlantycki kierunek, jest zdecydowanie wyższa, i to nie tylko w skali Polski, ale myślę, że także w skali Europy. Nie ma na Starym Kontynencie zbyt wielu lotnisk regionalnych, które mają połączenia transatlantyckie, poza Islandią i Irlandią, które codziennie latają na takich trasach, ponieważ mają najbliżej do Ameryki Północnej.

Co było głównym powodem wznowienia połączenia pomiędzy Rzeszowem a Nowym Jorkiem z lądowaniem na lotnisku w Newarku?
Po pierwsze – pozytywna presja pasażerów, czyli oddolny lobbing klientów zarówno po stronie amerykańskiej, jak i polskiej, a po drugie – duża determinacja władz samorządowych, a zwłaszcza marszałka województwa podkarpackiego Władysława Ortyla. To jest człowiek, który od czasu, odkąd ja z nim współpracuję – a to będą już cztery lata – postawił sobie za cel, żeby te połączenia przywrócić. Duża jest w tym także rola Tadeusza Ferenca, prezydenta Rzeszowa, który tak samo zna i czuje taką potrzebę mieszkańców naszego regionu oraz Polaków za oceanem, i nie tylko ich, bowiem przedstawiciele biznesu również pytali nas o takie rozwiązanie. Jednym tchem mogę wymienić prezesów 10 dużych firm w Rzeszowie, którzy – widząc nasze sukcesy – pytali mnie, kiedy wznowimy loty do Stanów. I dzisiaj mam tę przyjemność, że mogę powiedzieć wszystkim, że od 29 kwietnia będziemy oferować loty pomiędzy Rzeszowem a Nowym Jorkiem. Na razie połączenie będzie tylko raz w tygodniu, ale jeśli okaże się, że dobrze się ono sprzedaje, a samoloty będą mocno wypełnione, to pozwoli nam to zwiększyć częstotliwość rejsów do dwóch lotów w tygodniu. Możliwości takie są, ponieważ LOT poszerzył swoją flotę, a jeszcze kilka lat temu nie miał czym latać. Tak więc wówczas takiego połączenia, nawet gdybyśmy bardzo chcieli, LOT nie był w stanie zrobić. Teraz pracujemy bardzo ciężko, żeby to połączenie naprawdę wszystkim się opłaciło.

A komu bardziej zależało na jego przywróceniu? Firmie, którą pan reprezentuje, czy raczej Polskim Liniom Lotniczym?
Na pewno nam bardziej na tym zależało, ponieważ LOT może równie dobrze zarabiać wysyłając swoje samoloty w inne miejsca. Natomiast zarząd LOT-u z prezesem Rafałem Milczarskim na czele od pierwszego dnia – kiedy ja zostałem prezesem lotniska w Rzeszowie – był otwarty na rozmowy. Nie były one łatwe, ale sytuacja zmieniła się na korzyść, gdy LOT dokonał ogromnego progresu finansowego i flotowego, dlatego też ta decyzja była łatwiejsza teraz, z końcem 2017 roku, niż półtora roku temu, kiedy pierwszy raz spotkałem się z prezesem Milczarskim i rozmawiałem na ten temat. Tu nie ma jednego takiego głównego faktora, który to sprawił, natomiast faktycznie jest to suma wszystkich starań z inicjatywy Podkarpacia, nie tylko lotniska, ale także naszego regionu.

Połączenie to na pewno jest bardzo atrakcyjne dla osób pochodzących z Podkarpacia i mieszkających w Stanach, ale także dla biznesmenów i turystów amerykańskich. Czy Rzeszów i jego okolica jest przygotowana jest na ich przyjęcie? Co ten region może zaoferować Amerykanom?
Nie bez powodu przyjechaliśmy na spotkanie do Nowego Jorku z przedstawicielem hotelu Arłamów, bo to jest oczywiście w tej chwili nasza perła, jeśli chodzi o ofertę i standardy, które są nie tylko na europejskim, lecz światowym poziomie. Jest to obiekt, który możemy pokazać każdemu gościowi z zagranicy, w tym ze Stanów Zjednoczonych. I mówię tu o wymagających osobach, ponieważ amerykański turysta taki jest i my o tym wiemy. On ma pieniądze i chętnie podróżuje, ale także szuka jakości i dobrej ceny. Podkarpacie ma tę przewagę, choćby nad Krakowem i jej okolicami, że może zaoferować lepszą cenę, a jakość jest bardzo podobna albo nawet taka sama. Kraków jest już przeludniony, tam obecnie istnieje problem z wyborem miejsc noclegowych, ponieważ jest ich już za mało. To samo dotyczy lotniska w Krakowie. Balice mogą przewieźć więcej pasażerów, ale port ten już się bardziej nie rozwinie. My jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że mamy przestrzeń, umiejętności i możliwości, a także pieniądze z Unii Europejskiej na rozwój infrastruktury turystycznej. Obecnie jest u nas wiele mniejszych hoteli i zajazdów, które może nie mają pięciu gwiazdek, ale są świetnym miejscem, żeby na przykład podczas objazdowej, tygodniowej podróży po regionie w nich się zatrzymać na chwilę. W dodatku oferują one bardzo dobre, regionalne potrawy o jakości, której będąc tutaj, parę dni w Stanach Zjednoczonych, usilnie szukam i niestety nie udało mi się znaleźć. Wiem, że ten fakt dla kogoś, kto jest świadomy tego, co je, będzie stanowił wielki przeskok w jakości. To nie jest amerykański organic, który jest cztery razy droższy od zwykłych produktów tylko dlatego, że nie jest nafaszerowany jakąś chemią, tylko po prostu u nas tak się cały czas produkuje i wiele firm wróciło do tradycyjnych receptur. Oczywiście spełniają wszystkie standardy unijne, ale potrafią i mają wiedzę, jak to zrobić, żeby to dalej smakowało tak jak za czasów ich babć i dziadków. Jeżeli to się połączy ze świetnym serwisem i dobrą obsługą klienta, z szybkim dojazdem, dobrą drogą i dolotem bezpośrednio do lotniska – na przykład mającego połączenie pomiędzy Rzeszowem i Newarkiem – to jest to naprawdę bardzo dobry pakiet turystyczny. Dlatego też spotkaliśmy się dzisiaj z wieloma biurami podróży nie tylko z Nowego Jorku, ale także z innych okolic, by powiedzieć im o tym oraz uświadomić im, że mają już zupełnie inny, nowy produkt do zaoferowania, a niestety wiemy, że nie jest to wśród nich zbyt powszechna informacja. Dowodem tego jest moja wizyta w pewnej agencji, będącej jednym z liderów tutejszego rynku. Widziałem folder z jej ofertą na 2018 rok, w którym było sześć pakietów do Polski i w żadnym z nich nie znalazłem propozycji spędzenia ani pół dnia w Rzeszowie. To dlatego, że oni nie wiedzieli, że sytuacja u nas tak bardzo się zmieniła i można przygotować świetną ofertę, w dodatku taką, z której klient będzie bardzo zadowolony. My teraz będziemy namawiać wszystkich przedstawicieli agencji turystycznych, żeby to zmienili oraz by do tych pakietów dołączyli także Lwów, który dla niektórych – jak słyszałem na sali podczas spotkania – cały czas jest polskim miastem. Nam nie chodzi o politykę, tylko o niezwykłą ofertę, jaką ma Lwów, a to mogę powiedzieć z autopsji, bo czasem tam zaglądam. W mieście tym również panuje europejski standard obsługi, a ceny są jeszcze niższe niż w Polsce, i to sporo. W związku z tym współczynnik oszczędności jest tu nie do pobicia, a do tego dochodzą jeszcze historyczne wspomnienia i skojarzenia dla wielu ludzi, przynajmniej z naszego kręgu geograficznego. Dlatego też to może być fantastyczny produkt powstały na zasadzie połączenia wizyty na Podkarpaciu z wycieczką na drugą stronię polsko-ukraińskiej granicy, do której z lotniska w Rzeszowie-Jasionce jedzie się krócej niż godzinę, a po przejściu granicy od Lwowa dzieli nas już tylko jedna godzina. To w sumie jest niewielki czas, który musimy poświęcić na podróż do tego miasta.

Prócz turystów z połączeń Rzeszów – Newark na pewno będą korzystali biznesmeni, wybierający się chociażby na różne spotkana organizowane w nowoczesnych centrach konferencyjnych i szkoleniowych w Rzeszowie i jego okolicy.
To jest klient, który uzupełni listę naszych pasażerów. My zdajemy sobie sprawę z tego, że samolot na trasie Rzeszów – Newark nie będzie w większości biznesowy, ponieważ to połączenie mamy tylko raz w tygodniu. Jednak jest szansa uzupełnić kursujący samolot w klasie premium czy też w klasie biznes o prezesów amerykańskich firm, które lokują się u nas jedna za drugą. Część z nich jest już w naszym regionie od 10, a nawet 15 lat. Pratt & Whitney, Sikorsky, czyli obecnie Lockheed Martin, BorgWarner i wiele innych oraz ich dostawcy, których jest coraz więcej na naszym terenie, to firmy, których szefowie też chcą latać szybko i bezpośrednio. Tak więc jeśli komuś będzie pasowało połączenie Newark – Rzeszów, to skorzysta z niego przynajmniej w jedną stronę, a w drugą zawsze może wrócić przez Warszawę. Tutaj oczywiście mowa o kliencie zagranicznym, ale pamiętajmy również o biznesie, który zaczął się w Polsce, a który też może korzystać z tych połączeń lotniczych. Przykładowo Inglot, podkreślam to, ponieważ jest to rodzinna marka z Podkarpacia, z Przemyśla, która nie dostała ani jednego dolara od żadnego inwestora. Oni rozwinęli się sami, ponieważ mieli świetny pomysł, wiedzę na temat produkcji i wysoką jakość swojej oferty, dlatego dotarli na rynki światowe i dzisiaj są naszą biznesową globalną wizytówką. Ale oni nie są już jedyni, bo mamy również firmę Fibrain, o której pewnie w Nowym Jorku jeszcze mało kto słyszał, a która od paru lat produkuje światłowody na skalę europejską. Jest to produkt deficytowy, to znaczy taki, o który wszyscy zabiegają, ponieważ ciągle jest go za mało w stosunku do potrzeb. Po prostu cały świat się informatyzuje, a światłowód się sam nie zrobi, a oni go produkują profesjonalnie i docierają również na rynki amerykańskie. Szefowie i pracownicy obu firm, lecąc do swoich klientów, również na pewno chętnie skorzystają z bezpośrednich połączeń z Rzeszowa do Newarku. Tak więc mamy teraz nowy Rzeszów, nowe oblicze regionu, który jeszcze nie tak dawno temu budził zupełnie inne skojarzenia.

Na zakończenie proszę jeszcze powiedzieć parę słów na temat waszych planów rozwojowych. Co dalej? Jakie nowe pomysły zamierzacie wprowadzić w życie w najbliższym czasie?
Na pewno mogę się pochwalić tym, że za rok w okresie letnim otworzymy pierwszy przylotniskowy hotel. Taki obiekt, którego naprawdę nam brakowało. Wiele osób wskazywało, że nie mamy dobrego, światowo-rozpoznawalnego hotelu. Teraz będziemy mieli markę Holiday Inn, która na pewno pociągnie następne. To początek takiego Airport City, które chcielibyśmy, żeby powstało przy porcie lotniczym Rzeszów-Jasionka. Mamy także branżę MRO (Maintenance Repair Overhaul), czyli tzw. aftermarket, oznaczający to wszystko, co się robi po sprzedaży produktu. Jest to bardzo dochodowa branża, a my w dodatku mamy największe hangary w Polsce, w których można serwisować dreamlinery i różne duże samoloty, albo kilka mniejszych, takich jak Boeing 737 czy Airbus A320. To nie jest już biznes lotniska, bo prowadzą go nasi partnerzy, którzy dzierżawią od nas te hangary, a my mamy miejsce, żeby budować kolejne. Jeżeli mówimy o rozwoju, to udało nam się tak zaplanować rozbudowę naszego lotniska, że zostawiliśmy dużo przestrzeni na usługi okołolotnicze, czyli na to, na czym jeszcze można zarobić mając pas startowy. Lotnisko zarabia nie tylko wtedy, gdy ląduje na nim samolot z pasażerami, ale także wówczas, gdy na pasie startowym wyląduje transportowe cargo lub samolot do remontu. To wszystko przynosi interes nam i naszym partnerom.

Autor: ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA