O jeden ląd za daleko

14

Do księgarń trafiła właśnie – opublikowana nakładem Domu Wydawniczego PWN – książka "O jeden ląd za daleko" podróżnika Jarosława Fischbacha, którego poprzednia książka "Polskim szlakiem przez Amerykę Południową" została wyróżniona na Festiwalu "Media-Travel".


W pierwszą podróż wyruszył w wieku kilku lat – wtedy mama zabrała go w Tatry. Było to tylko skromne preludium do jego intensywnych i fascynujących przygód. Podróż stała się bowiem jego sposobem na życie, a życie podróżą, której pozazdrościłby mu niejeden globtroter.
Autor przez 34 lata przemierzał szlaki Ameryki Południowej, Afryki, Azji i Europy – a wszystko to opisał w swojej najnowszej książce. Nierzadko odwiedzał miejsca nieznane, nieatrakcyjne dla innych podróżników albo takie, do których trudno dotrzeć. Myliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że to po prostu kolejna książka podróżnicza. Z zawartej w „O jeden ląd za daleko” opowieści wyłaniają się obrazy miejsc niezwykłych, a czasem również takich, których już nie ma. W tej książce autor opisuje między innymi swoje przygody w Andach, Himalajach, na Kilimandżaro, w Pantanalu, na Ziemi Ognistej, jeziorze Titicaca, a także na nieistniejących już rozlewiskach Tygrysu i Eufratu. Jedną z najbardziej fascynujących historii przeżył jednak tuż obok własnego domu, płynąc Skrwą Lewą – rzeką, która oddziela Mazowsze od Kujaw.
Jarosław Fischbach pokazuje, jak podróżować, żeby nie zgubić płynącej z tego przyjemności w tłumie turystów. Rozmawia z tubylcami, je przygotowane przez nich posiłki i zawiera przyjaźnie; planuje, ale i potrafi podążać za tokiem przygody; chodzi swoimi ścieżkami, ale zawsze w doborowym towarzystwie!
W jego opowieściach zwraca uwagę, nieblaknąca z biegiem lat i podróży, zdolność dziwienia się światem (zarówno ludzi, jak i zwierząt oraz roślin), dzięki czemu czytelnik ma możliwość poczuć się jakby sam był uczestnikiem wypraw, o których opowiada Fischbach. Ciekawym elementem jego podróży jest również co i rusz ujawniająca się fascynacja losami Polonii na świecie – wszędzie wypatruje jej śladów – nierzadko dokonuje naprawdę niesamowitych odkryć, które przytacza w barwnych anegdotach.
„O jeden ląd za daleko” to książka, która zaraża podróżami i chęcią do życia! Po jej zamknięciu po prostu zaczynasz planować kolejną albo i pierwszą wyprawę. Najlepiej w nieznane!
Książka jest dostępna w księgarni internetowej PWN: http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/287734/o-jeden-lad-za-daleko.html
Zapraszam również do obejrzenia wywiadu z autorem: https://www.youtube.com/watch?v=dSpkYVfytAU

Fragment książki
Po lewej stronie drogi ukazała się olbrzymia wyrwa w ziemi, a obok niej imponującej wielkości hałdy. Tym razem to nie miraż, mijaliśmy największą na świecie odkrywkową kopalnię miedzi w Chuquicamata. Ten metal jest jednym z wielu bogactw mineralnych występujących na pustyni Atacama. Nie brakuje tu również złóż rud żelaza, srebra, ołowiu, kobaltu, złota, saletry, gipsu i soli kamiennej oraz potasowo-magnezowej. Ta pozornie jałowa ziemia stanowi prawdziwy skarbiec kraju. Bogactw mineralnych jest tak dużo, że w latach 1879-1884 toczyła się tu między Boliwią, Peru i Chile tzw. wojna o saletrę. To bardzo cenny surowiec służący do produkcji nawozów sztucznych, środków konserwujących, a także materiałów pirotechnicznych i wybuchowych. Zwycięstwo odniosło Chile, a pokonana Boliwia utraciła dostęp do wybrzeża i do portów.
Miedź na tym terenie odkryli już w czasach prekolumbijskich Indianie Chuqui. Nazwa kopalni – Chuquicamata, w tłumaczeniu na język polski to Ziemia Indian Chuqui. Później tradycje górnicze kontynuowali kolonizatorzy. W 1536 roku, w czasie jednego z pierwszych podbojów, słynny hiszpański awanturnik, konkwistador, który dokonał podboju Chile, Diego de Almagro, kazał wykonać dla swojego konia miedziane podkowy.
Kopalnia, należąca do wielkiego koncernu miedziowego Codelco, dostarcza ponad połowę miedzi wydobywanej w Chile i przynosi olbrzymie zyski. Tu wypracowuje się jedną czwartą wpływów z chilijskiego eksportu. Wydobycie rudy tego metalu w Chuquicamata na skalę przemysłową trwa już od kilkudziesięciu lat. Olbrzymi lej w ziemi ciągle powiększa się, osiągając obecnie około dziewięćset metrów głębokości. Jego długość wynosi cztery kilometry, a szerokość dochodzi do dwóch i pół. Warto nadmienić, że w kopalni zatrudnionych było wielu naszych rodaków. Zresztą polskie tradycje w tej dziedzinie są tu dużo starsze. Za ojca górnictwa chilijskiego uważa się naszego rodaka Ignacego Domeykę, który większość życia spędził w Chile. Był założycielem Uniwersytetu w Santiago de Chile – pierwszej wyższej uczelni w tym kraju. Przez cztery kadencje piastował funkcję jej rektora. Na trwałe wpisał się w pamięć Chilijczyków. Wiele miast, wsi, gór, portów, stacji kolejowych nosi jego imię. Jedno z pasm górskich położonych na obrzeżu Atacamy nazwano Cordillera Domeyko. Rozglądaliśmy się dookoła i szukaliśmy tego niepozornego pasma górskiego, którego najwyższym szczytem jest Quimal o wysokości 4278 metrów n.p.m. Na mapie Chile znajdziemy także miasto Puerto Domeyko i szczyt Cerro Domeyko, a jeden z występujących tu minerałów to domejkit.

Kilka zdań o autorze
Jarosław Fischbach – geograf, podróżnik, prowadzi własną stronę podróżniczą: www.polskimszlakiem.pl. Organizator i uczestnik egzotycznych wyjazdów, między innymi do Nepalu, Tanzanii, Maroka, na Madagaskar, do Argentyny, Boliwii, Chile, Brazylii, Peru, Ekwadoru, a także wyprawy naukowo-poznawczej Uniwersytetu Łódzkiego „Azja '78”. Publikował swoje reportaże w „Dzienniku Łódzkim”, „Gazecie Wyborczej”, „Poznaj Świat”, „Rzeczpospolitej”, „Wierchach”, „Nowym Dzienniku” i innych. W latach 80. organizował „Tygodnie Gór”. Interesuje się podróżami, turystyką, fotografią i życiem Polonii. Wielki fan Skaldów, współautor przewodnika „Szlakiem Skaldów”.

Autor: ALEKSANDRA ŻDAN