Orientalny świat profesora Piotra Chełkowskiego

93

Naukowiec, wybitny specjalista ds. Bliskiego Wschodu, islamu, literatury i kultury perskiej, miłośnik opery, niedoszły aktor, mąż, ojciec, dziadek, nowojorczyk, Polak, Amerykanin, czyli profesor Piotr Chełkowski. 43 lata temu wybrał Amerykę. A może to ona wybrała jego?

Zainteresowanie niezwykłą kulturą Persji i tamtego rejonu świata zaczęło się u niego jeszcze w dzieciństwie. Sprawił to perski dywan wiszący nad jego łóżkiem.

“W tamtych czasach wieszano dywany na ścianach, żeby było cieplej – wspomina Piotr Chełkowski. – Jako małe dziecko przed zaśnięciem patrzyłem na ten dywan i wyobrażałem sobie różne niestworzone historie. I tak to się zaczęło”.
Rozpoczął studia z filologii orientalnej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Tam poznał język arabski, turecki i perski. Ten ostatni przez wiele lat był dla niego drugim językiem, tuż po polskim.

“To były fenomenalne studia – wspomina profesor. – Dzięki nim mogłem oderwać się od szarej PRL-owskiej rzeczywistości”.
Gdy miał dwadzieścia sześć lat, uzyskał stypendium w londyńskiej Szkole Studiów Orientalnych i Afrykańskich (SOAS), gdzie uczył się historii i kultury Bliskiego Wschodu. Po trzech latach wyjechał do Iranu, by na Uniwersytecie Teherańskim studiować literaturę perską. W Londynie poznał swoją przyszłą żonę Gogę (Stefanię).

“Ślub wzięliśmy w Teheranie we włoskim kościele – opowiada Chełkowski. – Ksiądz był Niemcem, tekst przysięgi był w staroangielskim, my byliśmy Polakami, a naszych 25 gości pochodziło z 17 krajów. Po ceremonii wsiadłem do samochodu i okazało się, że moja żona pojechała już innym autem. Niezły początek małżeństwa” – śmieje się profesor.

W tym roku, w listopadzie minie 50 lat od ich ślubu. Zapytany o sekret długotrwałego i udanego małżeństwa profesor uśmiecha się.

“Sekret? Nie ma sekretu. Trzeba się kochać. Reszta to detale” – dodaje.

Rewolucja seksualna w telewizji

Profesor Chełkowski, który w Iranie zdobył stopień doktora, pierwszy raz przyjechał do Stanów w roku 1967. Była to konferencja orientalistów na University of Michigan w Ann Arbor. Gdy skończył swój odczyt, podszedł do niego pewien człowiek, na oko 50-letni, lekko siwiejący i zapytał, czy mogą porozmawiać.

“Przedstawił się jako Bayly Winder z New York University i powiedział, że dużo o mnie słyszał i że przyjechał tu, żeby mnie zatrudnić – wspomina z uśmiechem profesor. – Ja pierwszy raz byłem w USA i zupełnie nie wiedziałem, jak z nim rozmawiać i co mu odpowiedzieć. On wiedział, że jadę też do Nowego Jorku i powiedział, żebym poszedł na NYU, zobaczył, jak mi się tam podoba i dał mu odpowiedź. Po spędzeniu 24 godzin w Nowym Jorku zrozumiałem, że to miasto jest właśnie dla takiego wariata jak ja. Stanowisko objąłem we wrześniu 1968 roku i pracuję na NYU do dziś”.

Oprócz wykładów, prowadzenia badań naukowych, pisania artykułów i książek profesor podczas swej akademickiej kariery miał epizod telewizyjny. Uczelnia bowiem miała kontrakt z telewizją CBS na półgodzinne programy prowadzone przez swoich wykładowców przez cały semestr. Profesor Chełkowski brał w tym udział przez dwa semestry – w roku 1970 i 1978. Jego dzieci do dziś twierdzą, że w jednym z programów z pierwszego cyklu zapoczątkował rewolucję seksualną w USA.

“Kiedyś źle się czułem i nie chciałem nagrywać, ale producentka mnie zmusiła – opowiada. – Postanowiłem się zemścić. Podczas programu miałem opowiadać o perskich dywanach i nagle diabeł we mnie wstąpił. Zacząłem mówić, że tyle jest książek o dywanach, ale nikt nigdy nie napisał o tym, że na tych dywanach także uprawia się seks. Operatorzy kamer stali i patrzyli na mnie z otwartymi ustami. A ja przez pół godziny opowiadałem o seksie. Producentka była wściekła, ale program wyemitowano. Potem dostawałem wiele listów od widzów, w których pytali, jaki dokładnie dywan mają kupić”.

Jego domem jest Nowy Jork

W Londynie profesor mieszkał trzy lata, w Teheranie – pięć, w Polsce – dwadzieścia sześć. Najwięcej jednak czasu spędził w Nowym Jorku i właśnie to miasto uważa za swój dom.

“Za każdym razem, gdy ląduję na lotnisku im. Kennedy’ego, to mój mechanizm ludzki przestawia się na inny tryb, czuję przypływ energii – wyznaje profesor. – Przez te lata wygląd miasta zmienił się, ale energia pozostała ta sama”.

Piotr Chełkowski mieszka na 29. piętrze jednego z wieżowców na Manhattanie. 11 września 2001 roku widział ze swojego okna moment, gdy pierwszy samolot uderzył w wieżę WTC.

“Na początku myślałem, że to wypadek, ale potem zobaczyłem drugi samolot – wspomina profesor – To było jak uderzenie w moje serce”.

Profesor lubi Nowy Jork także za to, że ma tu dostęp do wspaniałych muzeów, galerii, opery, teatrów. Jego miłość do teatru zaczęła się jeszcze w dzieciństwie. Niedługo po wojnie mama zabrała jego i braci do Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie na przedstawienie “Grube ryby” Michała Bałuckiego. Występował tam legendarny Ludwik Solski.

“Siedzieliśmy na wysokim balkonie i gdy kurtyna podnosiła się w górę, to serce mi stanęło, byłem tak podekscytowany – śmieje się Chełkowski. – Po wyjściu z teatru przez 24 godziny nie mogłem mówić”.

Z tej miłości do teatru jeszcze podczas studiów filologicznych postanowił zdawać do szkoły teatralnej. Do dziś pamięta zadanie, które musiał wykonać na egzaminie.

“Dziekan kazał mi komentować mecz Polska – Hiszpania słowami inwokacji z “Pana Tadeusza” – opowiada profesor. – Nie było to łatwe, ale udało się i zdałem. Jednak byłem tam tylko rok, bo nie dałem rady studiować jednocześnie dwóch kierunków”.

“Pan Tadeusz” to dla niego szczególna książka także z innego powodu. W Śmiełowie, w domu należącym do jego rodziny, mieszkał przez jakiś czas Adam Mickiewicz.

“Opisy dworku w Soplicowie i jego okolic to opisy Śmiełowa” – mówi profesor.

Pracując jako naukowiec Piotr Chełkowski czerpie z wielu dziedzin, którymi się interesuje. W badaniu naukowym, nad którym obecnie pracuje, łączy swoje dwie pasje – operę i literaturę perską. Profesor zamierza udowodnić, że libretto opery “Turandot” jest oparte na poemacie perskim z XII wieku.

“Przeprowadziłem badania w Wenecji i już niedługo będę gotowy to wydać – cieszy się Chełkowski. – Moje myśli obecnie ciągle krążą wokół perskiego poety Nezamiego i włoskiego kompozytora Pucciniego”.

Śródziemnomorski klimat i polskie korzenie

Choć Nowy Jork jest jego domem, Piotr Chełkowski mówi, że mógłby też mieszkać w którymś z krajów basenu Morza Śródziemnego. Według niego to tam jest najlepszy klimat, roślinność, ludzie. Lato zwykle spędza na południu Francji. W listopadzie na 50. rocznicę ślubu zabierze żonę do jedynego kraju europejskiego, w którym nie był, czyli do Portugalii. Do Polski jeździ raz w roku.

“Bardzo podoba mi się dzisiejsza Polska – wyznaje. – Szczególnie młodzi ludzie są cudowni. Bardzo łatwo adaptują się do zmieniających się warunków, mają kolosalną wiedzę technologiczną, są równie dobrzy, a może nawet lepsi niż ich rówieśnicy w Stanach”.

Polskie korzenie są dla Piotra Chełkowskiego bardzo ważne. Jak sam mówi, czuje się zarówno Polakiem, jak i Amerykaninem. We wrześniu otrzymał od prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyż Komandorski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

“Bardzo jestem z tego dumny. Szkoda, że mój ojciec nie żyje, bo byłby zachwycony – mówi profesor. – To odznaczenie ma dla mnie wielką wartość. To moje polskie korzenie”.

Autor: KATARZYNA SZCZEŚNIAK