Ostatnia piłka Henryka

1125
Marszałek Garfield Henryk Rybak na Paradzie Pułaskiego 2011 ZDJĘCIA: ARCHIWUM MARCINA RYBAKA

Henryk Rybak odszedł tak nagle... Nikt się tego nie spodziewał. Jeszcze w niedzielę i świąteczny poniedziałek – Memorial Day – był w jednym i drugim Piaście, pracował z załogą. We wtorek rano też zajrzał do obu sklepów w Garfield, wypił nawet kawę w biurze.

A potem pojechał ze swoim instruktorem zagrać w tenisa, bo od pewnego czasu zaczął bardziej dbać o swoje zdrowie. Po 20 minutach gry, kiedy serwował, przewrócił się na korcie i… już nie wstał. To była jego ostatnia piłka w życiu.
„Karetka bardzo szybko przyjechała i zawiozła tatę do Valley Hospital w Ridgewood, NJ. Kiedy dojechali do szpitala, tata już nie żył. Wtorek, 26 maja 2020, godzina 12:47 – to jest oficjalna data jego śmierci – powiedział Marcin Rybak, syn. – Czasami mówił, że jest zmęczony, ale nie było widać, że cokolwiek mu dolega. Kiedy znalazł się na korcie, było gorąco, do tego mogło dojść właśnie zmęczenie, no i serce nie wytrzymało. Natychmiast pojechałem do szpitala. Potem dojechała mama. Siostra doleciała samolotem z Florydy. Tata leżał martwy na łóżku. A my byliśmy z nim”.
„Synowa zadzwoniła do mnie, że coś się stało z tatą. Kiedy jechałam do szpitala, byłam tak zdenerwowana, że pomyliły mi się drogi i dojechałam do Washington Bridge – mówi Maria Rybak. – Jakoś udało mi się dojechać do szpitala. Był tam już Marcin. Mąż już nie dawał znaków życia. Nie udało się go uratować”.

NIE POGADALIŚMY…
W kwietniu chciałem przeprowadzić wywiad z Henrykiem Rybakiem dla „Nowego Dziennika”. Tyle dobrego uczynił dla wielu ludzi, dla polonijnych organizacji, szkół, kościołów… ale nigdy o tym nie chciał głośno mówić, unikał mediów, więc bardzo się starałem, aby w końcu o tym opowiedział, aby to się utrwaliło w pamięci ludzi. Przeczucie? Nie, nie chcę w ten sposób myśleć.
Henryk Rybak odsuwał wciąż nasze spotkanie, zawsze coś mu stawało na drodze. W końcu… zrezygnował. „Drogi Januszu, ja jestem wyjątkowo prywatną osobą i nie mam zamiaru publikować historii mojego życia” – powiedział. Uważał, że to, co robi, to robi dlatego, że tak trzeba, że serce mu każe… więc o czym tu pisać. „Ale pamiętaj, tobie nigdy niczego nie odmówię” – dodał.
O tym dobrze wiedziałem. Kiedy cztery lata temu straciłem pracę w mediach i znalazłem się pod ścianą, Henryk przyjął mnie do pracy w Piaście przy River Drive. Wszystkiego uczyła mnie od początku menedżer Janina Kowal. No bo co innego przyjść do sklepu na zakupy, a co innego przyjść do sklepu i sprawić, by półki były pełne i uśmiechały się do klienta. Przeszedłem długą drogę. Nauczyłem się odbierać towar od dostawców, potem segregować go i układać na półkach. Kiedy po siedmiu miesiącach powiedziałem Henrykowi, że jest szansa i chcę wrócić do gazety, stwierdził krótko: „Chcesz robić to, co lubisz, czyli pisać. Rozumiem”. Z żalem żegnałem się z Piastem, z załogą i z Henrykiem. Do końca życia będę pamiętał to jego ogromne serce. Bo nie ma wątpliwości, że serce miał ogromne i nikomu nie odmówił pomocy, jeśli była taka potrzeba.

MARCIN: BĘDZIEMY KONTYNUOWAĆ TO, CO TATA ZACZĄŁ
Bardzo chciałem spotkać się z najbliższą rodziną Henryka Rybaka. W końcu udało się. Usiedliśmy na werandzie przed pięknym domem, z widokiem na zielony ogród i kwiaty. Pani Maria – żona Henryka, córka Kelly-Ann oraz synowie Marcin i Mateusz. Dzielili się swoim bólem po śmierci męża i ojca. Minęły dopiero dwa dni od chwili, kiedy odszedł.
„Ludzie nie zdają sobie sprawy, ile to wymaga pracy, aby stworzyć i prowadzić taki duży biznes – stwierdził Marcin. – Ale tata robił to – z naszą pomocą – dla Polaków. Będziemy kontynuować to, co tata zaczął. Ja zmieniam swoją karierę, wracam do Piasta i będę robił wraz z mamą to, co robił tata. Znam ten biznes, znam klientów, pracowników, więc nie będzie to dla mnie trudne. A zacząłem pomagać tacie, gdy miałem 13 lat. Czasami wolałem iść do sklepu niż do polskiej szkoły”.
„Heniu miał niesamowite podejście do swojej pracy. Potrafił tak dużo i tyle różnych rzeczy zrobić w krótkim czasie” – dodaje pani Maria.

Henryk Rybak z żoną Marią


Teraz, w czasach pandemii koronawirusa, sklepy spożywcze są niezbędne, a nawet ważniejsze, niż były dotychczas.
„Wszystkie osoby, które pracują w naszych sklepach, pokazują swoje oddanie, ale i odwagę. Pracownicy są blisko różnych ludzi i ryzykują, że mogą się zarazić wirusem. Należy im się ogromne podziękowanie za to, że są, że pracują. Ci pracownicy, którzy czuli się zagrożeni przez wirusa, zostali w domu. Jak wszystko wróci do normy, wrócą do pracy. Większość pracowników zdecydowała się jednak codziennie przychodzić do pracy – podkreśla Marcin Rybak. – Ja bardzo prosiłem tatę, aby przez pewien czas jednak został w domu, i to się udało. Kilka tygodni siedział w domu, ale nie był z tego powodu szczęśliwy, bo praca to była jego pasja. W tym czasie ja go zastępowałem”.
„Bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu. Dlatego Heniu zamontował w jednym i drugim sklepie plastikowe płyty, które chronią pracowników i ograniczają kontakt z klientami, ale nie utrudniają pracy. Zrobił to w ciągu jednego dnia. Sklepy Piast były pierwszymi w naszym regionie, w których zamontowane zostały te plastikowe blokady. Kiedy wrócił do domu, był taki szczęśliwy, że udało mu się je tak szybko wstawić. Dopiero dwa tygodnie później instalowano takie płyty w innych sklepach spożywczych w New Jersey” – wspomina Maria Rybak.

MIAŁ SZCZĘŚCIE DO LUDZI, A LUDZIE… DO NIEGO
„Tata miał też szczęście do ludzi. Zawsze miał takich współpracowników – myślę tu między innymi o menedżerach – na których mógł liczyć. Miał bardzo dobry wpływ na ludzi. Jego filozofia była taka, że człowiekowi należy zaufać. Każdemu więc dawał szansę, nigdy nie krytykował, zawsze potrafił doradzić, dlatego ludzie chcieli z nim pracować” – uważa syn Mateusz.
„Heniu był taki sam dla rodziny. Był wspaniałym mężem i ojcem. Nie potrafił niczego odmówić swoim dzieciom. Nie pamiętam, aby dzieci – które już są dorosłe – powiedziały o nim cokolwiek złego – twierdzi pani Maria. – Teraz, kiedy go już nie ma, z jeszcze większą mocą dociera do mnie to, jak dobrym był człowiekiem. Większość życia spędziliśmy w Stanach Zjednoczonych. Przyjechaliśmy tutaj z Polski z jedną walizką. Heniu miał jeszcze plecak. To było wszystko, co posiadaliśmy. Przyjechaliśmy tu pod koniec lat 70. ubiegłego wieku, na chwilę. Ciężko pracowaliśmy, budowaliśmy tu z wysiłkiem nasze gniazdo. Potem, kiedy mieliśmy już sklep i kontakt z wieloma rodakami, Heniu nigdy nie odmówił pomocy, jeśli ktokolwiek jej potrzebował”.

Rodzina Rybaków w Krakowie. Na zdjęciu od prawej: Henryk Rybak, synowa Joanna z córką Alanką, syn Marcin z synkiem Krzysiem, syn Mateusz z Łukaszem, synem Marcina


Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych Henryk Rybak (magister inżynier po Akademii Rolniczej w Krakowie) najpierw pracował w myjni samochodowej, potem był malarzem, a następnie stolarzem – założył wtedy własną firmę. W pewnym momencie zaczął się rozglądać za innymi możliwościami. Nadarzyła się okazja i kupił sklep w Maplewood, NJ. Dzięki temu, że był tam odpowiedni sprzęt, mogli otworzyć masarnię. W 1993 roku otworzył sklep w Garfield przy River Drive. W 2009 roku zaczął „panowanie“ w drugim Piaście, czyli Zamku.

BYŁ ANIOŁEM STRÓŻEM…
„Tata był wielkim patriotą. Kochał Stany Zjednoczone. Kiedyś powiedział mi, że w żadnym innym kraju nie ma takich możliwości i szans na to, aby swoją ciężką pracą osiągnąć pewien sukces. Ale też nigdy nie zapominał o Polsce i Polakach. Nawet jeśli czasami nie potrzebował tylu pracowników, to i tak nie chciał nikogo zwolnić, bo uważał, że ci ludzie muszą zarabiać, aby móc normalnie żyć” – podkreśliła Kelly-Ann.
Pani Maria przy okazji opowiedziała, że jej mąż nie tylko myślał o biznesie. Biznes był ważny, ale był tylko częścią jego życia.
„Ufundowaliśmy ołtarz w kościele w Toruniu. W kościele pod wezwaniem Dobrego Pasterza w Tarnowie z kolei dzięki Heniowi zawisł piękny dzwon – mówiła. – W kościele pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego przy ulicy Klikowskiej w Tarnowie ufundowaliśmy dwa witraże. Witraż w kościele w Koszycach Wielkich też został przez nas ufundowany. Heniu był człowiekiem wierzącym i dlatego starał się wspierać polskie kościoły zarówno w Polsce, jak i w USA. Dostarczał żywność dla uczestników corocznej pielgrzymki z Great Meadows w stanie New Jersey do Amerykańskiej Częstochowy. W 2009 roku został członkiem Rycerstwa Orderu Jasnogórskiej Bogurodzicy – katolickiej organizacji na Jasnej Górze w Częstochowie o zasięgu światowym, co było dla niego wielkim wyróżnieniem”.
„Tata był człowiekiem twórczym. Nie zależało mu na nagłaśnianiu tego, co dobrego zrobił dla innych. On po prostu to robił, pomagał, bo miał świadomość, że w ten sposób przyczynia się do tego, że świat staje się lepszy” – stwierdziła Kelly-Ann.
„Kilka osób, które znały tatę, napisały do mnie na Facebooku: ‚Twój tata był dla nas Aniołem Stróżem na ziemi’. Myślę, że te słowa najlepiej oddają, jakim człowiekiem był mój tata” – podkreślił Marcin.

TRUDNO ZAPOMNIEĆ O TAKIM BOSSIE
Na drugi dzień po śmierci bossa zajrzałem do Piasta przy River Drive, a potem do Piasta-Zamku. Kilka dni później też tutaj byłem. Wszyscy normalnie pracowali… Tak to wyglądało, ale kiedy przyjrzałem się bliżej, miałem wrażenie, że wszystko dzieje się w innym świecie i w zwolnionym tempie. Wszyscy pracownicy pracowali wolniej niż normalnie, z opuszczonymi głowami, a wielu co chwila ocierało łzy.
„O śmierci Henryka Rybaka dowiedziałem się we wtorek, po południu, parę godzin po tym, jak odszedł. Przeżyłem szok – powiedział Paweł Ptak, menedżer sklepu Piast (Zamek) przy River Drive i Passaic Street w Garfield, NJ. – W Piaście pracuje 14 lat, a od 4 lat jest menedżerem. – Pierwsza moja myśl była taka, że to nie jest możliwe, ktoś to wymyślił. Nikt z naszych pracowników nie chciał tego przyjąć do wiadomości. Przez cały weekend był z nami – bo pracowaliśmy w niedzielę i w poniedziałek, w Memorial Day. Był uśmiechnięty, zadowolony. A tu nagle taka tragedia! Ludzie nie mogą dojść do siebie. Jeden na drugiego patrzy i oczami zadaje pytanie: czy to prawda? Syn właściciela, Marcin, powiedział nam, żebyśmy się nie martwili, że on zostanie z nami. Pojawiła się więc iskierka nadziei, że sklep będzie istniał i nikt nie straci pracy”.
„Są pożegnania, na które nigdy nie będziemy gotowi. Są słowa, które zawsze wywoływać będą morze łez. Są takie osoby, na myśl o których zawsze zasypie nas lawina wspomnień. Takim właśnie człowiekiem był mój boss Henryk Rybak – mówi Beata Samojeden. – Poznałam go wiele lat temu, dzięki jego synowi Marcinowi, któremu jestem wdzięczna do dziś. W 2011 roku zaczęłam pracować sklepie Piast w Maplewood, NJ, jako… jego szefowa. Był to pierwszy sklep założony przez Henryka Rybaka. Natomiast od września 2019 roku pracuję w Piaście w Garfield. Bardzo dobrze wspominam ten czas. Henryk Rybak był znany ze swojej życzliwości i dobrego serca. Gdy ktoś potrzebował pomocy lub dobrej rady – nigdy nie odmówił. Potrafił zrozumieć każdą sytuację życiową swojego pracownika. Był przykładem dobrego człowieka. Dla mnie był przede wszystkim wspaniałym człowiekiem, od którego wiele się nauczyłam. Będzie nam go bardzo brakowało. Dziękujemy bossowej Marii Rybak i synowi bossa Marcinowi, którzy będą z nami i będą nas wspierać. A my ich” – podkreśla pani Beata.

Henryk Rybak i jego syn Marcin z załogą sklepu Piast


„W Piaście przy 800 River Drive w Garfield pracuję 26 lat. Od początku dbałam o zaplecze, rozwiązywałam różne problemy i starałam się, aby biznes rozwijał się coraz lepiej, no i tak w sposób naturalny stałam się też menedżerem – mówi Janina Kowal. – Trzeba było słuchać klientów, którzy mówili, czego oczekują, co chcieliby kupić, a potem to wszystko sprowadzać czy też wytwarzać na miejscu. Henryk Rybak był właścicielem, który wiedział, co robi. Świetnie się z nim pracowało. O śmierci Henryka dowiedziałam się we wtorek po południu. Zadzwonił do mnie Marcin i powiedział, że tata nie żyje. Byłam w szoku. Oczywiście załoga pracuje, ale… wszyscy płaczą, nie mogą w to uwierzyć. Każdy też sobie zdaje pytanie – co dalej? Marcin powiedział, że on z mamą poprowadzi dalej Piasta, tak jak jego tata. Dzięki Marcinowi… Henryk wciąż będzie z nami” – podkreśla pani Janina.

BĘDZIE NAM BRAKOWAĆ PANA HENRYKA
„Henryk Rybak był niestrudzonym i oddanym człowiekiem w otaczającym go polskim społeczeństwie – podkreśla Zofia Furman-Strzałka, sekretarz zarządu Stowarzyszenia Polsko-Amerykańskich Biur Podróży SPATA. – Aż trudno uwierzyć, że nie ma go już wśród nas. Odszedł tak niespodziewanie, co było ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich, także dla rodziny i najbliższych.
My, jako Polacy, tracimy wielkiego przyjaciela i darczyńcę, który nie odmówił nikomu pomocy. Pomimo obciążenia pracą zawodową, znajdował również czas na pracę społeczną. Pracował w komisjach wyborczych, umożliwiających Polakom w stanie New Jersey oddać głos na kandydatów do polskiego Sejmu i Senatu, które działały w Polsko-Amerykańskim Centrum Kulturalnym w Passaic, NJ. W październiku 2007 roku był aktywnym członkiem Obwodowej Komisji Wyborczej nr 146 do Senatu i Sejmu z powołania byłego konsula generalnego w Nowym Jorku Krzysztofa Kasprzyka. W maju 2014 pracował ponownie w Obwodowej Komisji Wyborczej w wyborach do Parlamentu Europejskiego w obwodzie nr 133 w Passaic, NJ – zatwierdzony przez ówczesną konsul generalną Ewę Junczyk-Ziomecką.
Ponadto wspierał różne organizacje polonijne, między innymi Stowarzyszenie Polsko-Amerykańskich Biur Podróży SPATA. W wydawanym co roku biuletynie widniała piękna reklama Piasta.
Nie sposób wyliczyć wszystkich jego zasług i kontaktów z różnymi organizacjami w tutejszej aglomeracji na przestrzeni blisko 30-letniej działalności”.
„Henryk Rybak był stałym reklamodawcą ‚Nowego Dziennika’. Otrzymywaliśmy od niego na każde święta i na Paradę Pułaskiego zawsze wersję najdroższą – całostronicową, kolorową – podkreśla Jolanta Wysocka, redaktor naczelna tygodnika, i dodaje: – Poznałam pana Rybaka w roku 1997, kilka miesięcy po rozpoczęciu pracy w gazecie. To wtedy, w lipcu, Polskę nawiedziła tzw. powódź tysiąclecia. ‚Nowy Dziennik’ czynnie włączył się w akcję pomocy powodzianom, także przez zbiórkę pieniędzy w weekendy przed polskimi sklepami. Wśród właścicieli, którzy wyrazili na to zgodę, był właściciel Piasta w Garfield. Wraz z koleżankami brałam udział w zbiórkach przed trzema sklepami w New Jersey, ale tylko pan Rybak wyszedł do nas, porozmawiał, a także zaprosił na firmowy obiad. Dyżurowałyśmy bowiem przez cały dzień, więc uznał, że jako gospodarz miejsca powinien o nas zadbać. Potem nazwisko właściciela Piasta pojawiało się wiele razy przy okazji różnych innych akcji gazety. Dobra pamięć o Henryku Rybaku wśród Polonii, i nie tylko, na pewno pozostanie”.


Henryk Rybak urodził się 13 grudnia 1954 roku w Koszycach Wielkich, miejscowości położonej w pobliżu Tarnowa. Zmarł 26 maja 2020 roku w Ridgewood w stanie New Jersey.
Ukończył studia magisterskie w Akademii Rolniczej w Krakowie. W 1980 r. przyjechał do Stanów Zjednoczonych i ostatecznie osiedlił się w północnym New Jersey. W 1991 r. Henryk Rybak i jego żona Maria zaczęli spełniać swój american dream – kupili sklep przy River Drive w Garfield, NJ. 31 października 2009 r. otworzyli drugi sklep w Garfield – Piast-Zamek i założyli Piast Meats and Provisions.
Przez całe lata, jako właściciel sklepów Piast, Henryk Rybak był dużym wsparciem dla społeczności w Garfield i okolicy. On i jego żona Maria sponsorowali szkoły, kościoły, organizacje społeczne, kluby sportowe i grupy młodzieżowe, a także Paradę Pułaskiego i inne wydarzenia kulturalne. Zorganizowali także wiele imprez charytatywnych w celu wsparcia potrzebujących osób i organizacji.
W 2005 r. Henryk Rybak otrzymał Złoty Medal na The President’s Dinner w Waszyngtonie, podczas którego zostali uhonorowani amerykańscy liderzy biznesu. W 2011 miał wielki przywilej reprezentować Polonię mieszkającą w Garfield jako marszałek podczas Parady Pułaskiego na 5 Alei na Manhattanie. W 2017 roku otrzymał specjalną nagrodę przyznaną dla wyróżniającego się polsko-amerykańskiego biznesu przez władze Bergen County. 1 listopada 2018 roku policja w Garfield uhonorowała go Silver Card Lifetime Membership – najwyższym cywilnym wyróżnieniem za wkład w życie społeczności lokalnej.
Henryk i Maria Rybak mają troje dzieci. Marcin jest absolwentem Boston College, Mateusz – University of Pennsylvania, a Kelly-Anne jest absolwentką Hobart & William Smith College.


Pożegnanie Henryka Rybaka odbyło się w niedzielę, 31 maja 2020 roku, w Vander Plaat-Caggiano Funeral Home w Fair Lawn, NJ. Żegnała go najbliższa rodzina, przyjaciele i znajomi.
Henryk Rybak zostanie pochowany w Koszykach Wielkich koło Tarnowa, a więc w swojej rodzinnej miejscowości. Jak twierdzi rodzina – takie było jego życzenie. Na razie nie wiadomo, kiedy uda się przetransportować jego ciało i kiedy odbędzie się pogrzeb. Cmentarz jest niedaleko rodzinnego domu. Na tym cmentarzu są pochowani rodzice Henryka Rybaka. On spocznie obok nich.