Piąty Jarmark Podhalański

233
Tańczą członkowie Koła Jana Sabały i zespołu Turlicki. ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

Piąty Jarmark Podhalański odbył się w niedzielę, 30 czerwca, w parafii św. Jana Kantego w Clifton, NJ. Zorganizowali go członkowie góralskiego Koła imienia Jana Sabały w New Jersey. Jarmark rozpoczął się o godz. 1:00 po południu, a zakończył przed północą.

Parking przy kościele został przygotowany jak trzeba. Korale, spódnice, bluzki, paski skórzane i torebki oraz wiele innych detali góralskiego stroju można było kupić na kilku stoiskach. No i oczywiście było stoisko z biało-czerwonymi koszulkami, szalikami, czapkami, z polską muzyką i biżuterią, które prowadził Janusz Sikora. Były też stoiska z piwem (tego dnia miało ogromne wzięcie), no i z jedzeniem, głównie góralskim. Rozstawione zostały liczne stoły, przy których można było usiąść, zjeść góralskie pyszności: oscypki, bryndzę, kwaśnicę, moskole, zyntycę i smalec ze skwarkami. Stąd też spokojnie można było popatrzeć na występy góralskich zespołów.

Występy zespołu ZOR oraz Koła Jana Sabały i Turlicków przyciągnęły bardzo dużo widzów

Przed słońcem i deszczem miały chronić duże parasole. W pewnym momencie niebo się zachmurzyło, pociemniało, zaczął wiać ostry wiatr, który przewracał parasole i krzesła, i pokropił deszcz. Uczestnicy jarmarku byli niemal pewni, że to… koniec imprezy. Na szczęście trwało to krótko. Po kilkunastu minutach niebo pojaśniało, uśmiechnęło się słońce i wiatr ucichł.

NAJPIERW BYŁ ZOR

Oficjalne otwarcie jarmarku nastąpiło o godzinie 2 po południu, kiedy to do przygotowanego ołtarza podeszło czterech księży i odprawili mszę świętą. Towarzyszyło im dwóch młodziutkich ministrantów i góral Szymon Sołtys, który studiuje w Wyższym Seminarium Duchownym w Orchard Lake w stanie Michigan.

Organizatorzy zadbali o ciekawy program artystyczny. Konferansjerem, który o wszystkim informował i zapraszał do udziału, był członek Koła Jana Sabały – Karol Sochacki. Najpierw wystąpił zespół ZOR, który zaprezentował tańce ze Spisza. Jego założycielem jest pochodzący z Frydmana Rafał Pisarczyk. Choreografią zajmuje się Celina Bigos.

„Zespół powstał w lutym 2016 roku – powiedział „Nowemu Dziennikowi“ Rafał Pisarczyk. – Dzisiaj wystąpiło pięć par, ale zespół powoli się rozrasta i mamy już 10 par. Większość tancerzy urodziła się w Stanach Zjednoczonych, ale korzenie mają z Frydmana i garną się do tańca. Mamy też chłopaka z Orawy i z Jabłonki, czyli z innego regionu. Gdy założyłem ten zespół też tańczyłem, ale teraz zajmuję się tylko sprawami organizacyjnymi i czuwam, aby wszystko dobrze działało.

WIELE ATRAKCJI DLA DZIECI

Dzieciaki mogły pojeździć na byku, wykąpać się w specjalnym kąpielisku, potańczyć przy góralskiej muzyce albo zrealizować się artystycznie. W namiocie Rystic Square miłośniczka fotografii, nauczycielka rysunku i malarstwa Aneta Pieróg-Sudoł wręczała wszystkim chętnym kredki i pędzle i pozwalała szaleć na papierze. Korzystały z tego głównie dzieci. No i powstało z tego wiele fajnych obrazków.

Aneta Pieróg-Sudoł, właścicielka Rystic Square, zapraszała pod swój namiot, gdzie udostępniała materiały i udzielała lekcji (charytatywnie), a każdy mógł namalować to, co chciał

Było też kilka konkursów, które przyciągnęły zarówno dzieci, jak i dorosłych. Sporo emocji wywołał konkurs obracania dużego kółka biodrami, czyli hula-hop. Uczestniczyły w nim pary: kilka matek z córkami i jeden ojciec z córką. Rywalizacja długo trwała, bo wszystkie mamy i córki po kolei poddawały się, ale dwie dziewczynki kręciły i kręciły… I to właśnie one – Samanta i Emily – zostały ogłoszone zwyciężczyniami.

Paulina Nowak ugniata nogami kapustę, a Piotr Olejnik wybiera wodę

Wiele emocji wywołał konkurs, który polegał na tym, aby maksymalnie ugnieść kiszoną kapustę w specjalnym pojemniku. Kto lepiej wygniecie, czyli można będzie wybrać więcej wody – ten wygrywa. Zgłosiły się dwie pary. Bezkonkurencyjna okazała się para Paulina Nowak – Piotr Olejnik.

Postacie ze świata Disneya bardzo się podobały dzieciom, które chętnie robiły sobie z nimi zdjęcia. Stały się wielką atrakcją jarmarku. FOTO: JACEK NOWAK

W pewnym momencie pojawiły się barwne postaci przybyłe wprost ze świata Walta Disneya. Przyciągnęła je świetna artystka malarka i wolontariuszka Maria “Majka” Nowak. W rolę Mini wcieliła się Danuta Fudali, w postać Pikachu – Agnieszka Jabłoński, psa Pluto – Ania Kida, Stitcha – Krzysztof Fudali, Skya – Alex Jabłoński, Squirtle’a – Daniel Jabłoński, Elmo – Damian Orłowski, Marshalla – Konrad Nowak. W postać Miki wcieliła się sama Maria „Majka” Nowak. „Pragnę serdecznie podziękować moim wolontariuszom, którzy, jak co roku, zrezygnowali ze swoich zajęć i włożyli ciepłe kostiumy, aby bawić dzieciaki na pikniku, a tym samym wspomóc dzieci w Polsce” – powiedziała.

CZAS NA KOŁO JANA SABAŁY…

Jego członkowie, w pięknych, góralskich strojach wyszli na scenę i ruszyli żwawo, w rytm góralskiej muzyki. Ze starszymi tańczyły dzieci i młodzież z zespołu Turlicki.

Odbyła się też loteria, w której było do wygrania wiele atrakcyjnych nagród. Dochód z imprezy przeznaczony będzie na pomoc dzieciom specjalnej troski z okolic Orawy oraz Spisza.

A wieczorem można było potańczyć przy fajnej, nie tylko góralskiej, muzyce.

W tym dniu prezes Koła Jana Sabały Anna Szperlak (w środku) i Piotr Błazoń (z wiolonczelą) obchodzili urodziny, więc po ich występie dzieciaki wniosły na scenę torty z płonącymi świecami. A potem wszyscy zaśpiewali jubilatom „Sto lat”

„Jarmark zorganizowaliśmy wspólnie, to znaczy każdy członek naszego koła miał przydzieloną działkę, za którą był odpowiedzialny. Robimy to społecznie, bo to kochamy, a naszym celem jest dawanie sobie i innym radości – powiedziała „Nowemu Dziennikowi” Gabriela Błazoń, była prezes Koła im. Jana Sabały, a obecnie dyrektor wykonawcza zarządu. Pani Gabriela prowadzi również zespół Turlicki. – Część dochodu z tego jarmarku przekażemy do trzech ośrodków w Polsce zajmujących się opieką nad dziećmi z upośledzeniem umysłowym: jeden jest w Białce Tatrzańskiej – prowadzą go siostry zakonne serafitki, drugi w Nowym Targu, a trzeci w Jabłonce. Nasza organizacja istnieje już 20 lat i dwa razy w roku wysyłamy do tych trzech ośrodków po tysiąc dolarów. Jeśli jest taka potrzeba, to pomagamy też potrzebującym rodakom w USA, przede wszystkim tym związanym z naszą organizacją” – podkreśliła.

W listopadzie 2019 roku Koło im. Jana Sabały będzie świętować 20-lecie powstania i działalności.