Piękne drzewo z Podczerwonego

42

W Chicago w stanie Illinois w dniach 17-19 maja odbył się III Światowy Zjazd Górali z Podczerwonego. Górale z tej niedużej wsi na Podhalu zjechali na to szczególne spotkanie z Kanady i USA. Mieli też dojechać z Polski, ale... z różnych powodów nie dojechali.


Pierwszy zjazd odbył się cztery lata temu, w dniach 23-25 maja 2009 roku, w Toronto w Kanadzie, a drugi 27-29 maja 2011 roku w Passaic, NJ. To właśnie wtedy, w kościele św. Józefa w Passaic, główna organizatorka zjazdu Janina Łapczyńska (z domu Podczerwińska) na zakończenie mszy świętej powiedziała: „W 1997 roku w Ludźmierzu papież Jan Paweł II powiedzioł do góroli z Ameryki: stawszy się Amerykanami nie przestańcie być góralami, ani wy, ani wasze dzieci, ani wasze wnuki… Myślę, że te słowa powinny być myślą przewodnią naszego zjazdu”.
I były – tego w Passaic, i tego w Chicago, i na pewno będą też następnych…

W większości rodzin góralskich kultywuje się tradycje i mowę; dzieci już urodzone w USA dobrze się uczą, kończą studia na uniwersytetach, ale przy tym mówią świetnie po polsku i gwarą góralską. Wspaniałym przykładem jest tutaj rodzina Stopków mieszkająca w Clifton: głowa rodziny Józef Stopka pracuje zawodowo, ale też prowadzi zespół taneczny „Podhalanie” i jest zawsze gotowy do pomocy swojej żonie Małgorzacie; ich 13-letnia córka Olivia tańczy i śpiewa w „Podhalanach”, a syn Sebastian w chwilach wolnych od studiów gra na skrzypcach i śpiewa.


POWITANIE W CHICAGO
Autokar z podczerwienianami mieszkającymi w New Jersey, w Pensylwanii i w stanie Nowy Jork wyjechał z Clifton, NJ, o czwartej nad ranem, w nocy z 16 na 17 maja. W autokarze było 47 osób, w tym 6 dzieci z zespołu „Podhalanie” oraz jeszcze dwójka małych dzieci. Była z nami Maria Leja („Garaj”) licząca sobie 82 lata, która okazała się być najstarszą uczestniczką zjazdu.
Małgorzata Stopka, główna organizatorka wyjazdu, zadbała o wszystko. Wspierała ją w tych przygotowaniach dzielnie rodzina, a także Janina Podczerwińska-Łapczyńska, przez przyjaciół nazywana po prostu „Jańcią”. Kiedy wszyscy zrzucili z siebie resztki snu, podała gotowe kanapki oraz wodę i soki. Z głośników płynęła chwytająca za serce muzyka, można też było obejrzeć na monitorach film. Było wspólne śpiewanie i opowiadanie dowcipów, wzmacniane góralską naleweczką… I nie wiadomo kiedy minęło 13 godzin.

Kiedy zajechaliśmy przed hotel Days Inn w Bridgeview na przedmieściach Chicago, powitał nas sam prezes Koła nr 83 Podczerwone Bolesław Jarończyk oraz wiceprezesi Katarzyna Chlebek i Jan Tatar. Witali wszystkich jak dobrych przyjaciół, serdecznie… Życzyli miłego pobytu i samych dobrych wrażeń. Po godzinie przyjechał drugi autokar, który przywiózł podczerwienianów z Kanady – głównie z Toronto i Mississaugi. Prezes Jarończyk też ich powitał.
Okazało się, że z Kanady przyjechali znajomi, przyjaciele, a często rodziny tych, którzy mieszkają w New Jersey czy w stanie Nowy Jork. Siostra po pięciu latach spotkała się wreszcie z bratem. Janina Kowalczyk (żona Stanisława Kowalczyka, długoletniego prezesa Koła Podhale – Stowarzyszenia Podhalan w Passaic, NJ) po 40 latach spotkała się z koleżanką, z którą kiedyś w szkole podstawowej w Podczerwonym siedziała w jednej ławce. A takich spotkań było więcej. To pokazuje sens organizowania tych zjazdów.
Po krótkim wypoczynku, kąpielach i zmianie strojów wszyscy udali się do sali parafialnej przy kościele św. Józefa w Summit, IL. Tam czekali już krewni i znajomi z Chicago oraz kolacja (oczywiście z bryndzą i innymi góralskimi przysmakami). Ale najpierw prezes Jarończyk wszystkich powitał. „Witam was gorąco w Chicago – powiedział. – Zaczęliśmy te nasze zjazdy 4 lata temu w Kanadzie. Dziękuję wam, że jesteście. Dzięki wam – daj Boże – będziemy te spotkania kontynuować”.
Po kolacji wjechał na salę ogromny tort na powitanie podczerwienian z Passaic i Toronto. Pokroili go wspólnie, specjalną piłką, Małgorzata Stopka i Bolesław Jarończyk. Kawałki tortu w pewnym momencie wylądowały im na twarzach, co wywołało gromki śmiech na sali. Niezrażeni, dzielili tort – a wystarczyło go dla wszystkich.
Z krótkim pokazem góralskich tańców wystąpił zespół „Podczerwieniany” z Chicago. Zespół „Folk Nova” dał świetny koncert muzyki góralskiej, a potem grał do tańca. Mimo zmęczenia, nikt nie chciał wracać do hotelu. No bo przecież po to wszyscy się zjechali, aby pogadać, nacieszyć się sobą.
Dobrze po północy przyjechał jednak autokar… Trzeba było szybko spać, bo w sobotę czekały nas spore emocje.

PRZYWITANIE Z MIASTEM
Po śniadaniu część osób udała się do rodzin w Chicago i okolicy, ale większość pojechała zwiedzać miasto, a konkretnie – downtown. A niebo było pogodne i słońce się uśmiechało, jakby chciało, abyśmy to miasto zapamiętali jeszcze piękniejszym.
Zaczęliśmy od wjechaniu windą na 103. piętro Willis Tower (jeszcze do niedawna budynek ten nazywał się Sears Tower). Z platformy widokowej tego najwyższego budynku w mieście, najwyższego w Ameryce Północnej i ósmego pod względem wysokości w świecie (liczy sobie 1450 stóp, a jeśli doliczyć dwie anteny – to 1730 stóp) podziwialiśmy panoramę Chicago. Każdy otrzymał potem pamiątkowe zdjęcie.
Podziwialiśmy pomnik Tadeusza Kościuszki, a nad brzegiem jeziora Michigan, w pobliżu planetarium, zrobiliśmy serię pamiątkowych zdjęć. Potem na kilka godzin zanurzyliśmy się we wspaniałym The Field Museum. Muzeum to jest ogromne i ma tak bogate zbiory, że trzeba by w nim spędzić kilka dni, aby wszystko tylko obejrzeć. A warto, bo można w nim zobaczyć, jak zmieniała się nasza Ziemia i… my, ludzie.


JEDYNY TAKI WIECZÓR POCYRWIYNIANÓW…
Pełni wrażeń udaliśmy się wieczorem do Domu Podhalan przy South Archer Avenue na południu Chicago. Piękny to obiekt, ważny dla chicagowskich górali.
Zjechali się podczerwienianie z Toronto, New Jersey, Indiany, Pensylwanii, stanu Nowy Jork i Chicago. Byli też górale z Chochołowa, Cichego Dolnego i Czarnego Dunajca oraz reprezentacje chicagowskich kół. Wszyscy w pięknych, góralskich strojach, nawet dzieci. Po podaniu prawdziwie polskiego obiadu zaczęło się…
Zatańczyły trzy dziecięce pary z zespołu „Podhalanie” z Clifton, NJ. Potem pokaz góralskiego tańca i śpiewu dał zespół młodzieżowy „Harnasie” z Toronto. Oczy trudno było od nich oderwać – tacy byli piękni, tak pięknie śpiewali i tańczyli… Pokazał się też zespół taneczny „Wanta” z Chicago prowadzony przez Agnieszkę Bobak. A tancerzom towarzyszyła kapela złożona z muzyków z New Jersey, Chicago i Toronto.
Był też czas na przemówienia. Nie było ich za wiele, ale wszystkie płynęły z duszy, były serdeczne…

„Nasz zjazd jest unikalny w środowisku polonijnym Ameryki Północnej – powiedział Bolesław Jarończyk, główny organizator zjazdu i jego gospodarz. – Ludzie z różnych krańców tego kontynentu spotykają się co dwa lata, żeby wspólnie świętować, wspominać, a co najciekawsze – poznać się na nowo. W prawie 90-letniej historii Związku Podhalan w Ameryce Północnej żadna grupa górali pochodzących z tej samej miejscowości nie potrafiła zorganizować tego typu spotkania. Dlatego cieszymy się bardzo, że nie tylko pocyrwiyniany, ale także wiele osób z innych miejscowości jest uczestnikami naszych zjazdów” – podkreślił.
Nie krył swej wielkiej radości ze spotkania Andrzej Gędłek, aktualny prezes Związku Podhalan w Ameryce Północnej. A Helena Babiarz, szefowa Związku Podhalan w Kanadzie, powiedziała: „Jestem dumna z tego, że jestem z Podczerwonego. Dzięki tym zjazdom Podczerwone odrodziło się. Dziękujemy za to Bolkowi, prezesowi Gędłkowi i wszystkim tym, dzięki którym te nasze zjazdy odbywają się”.

Miało być bez dyplomów i prezentów, ale się nie udało. Wójt gminy Czarny Dunajec, w której jest wioska Podczerwone, przyznał dwa specjalne dyplomy, wyeksponowane na drewnianych tablicach: dla Stanisława Kowalczyka – długoletniego prezesa Koła Podhale w New Jersey – i dla Koła Podczerwienian w Chicago.
Podczerwienianie z Kanady obsypali upominkami prezesów Jarończyka i Gędłka oraz przyjaciół z New Jersey. Bolesław Jarończyk otrzymał między innymi olbrzymi szklany puchar napełniony góralską naleweczką – musiał więc wznieść toast „za wszystkich” i wypić go duszkiem. Z kolei grupa z New Jersey przekazała prezesowi Jarończykowi piękną drewnianą kapliczkę, z figurką Matki Boskiej Ludźmierskiej. Wykonali ją Józef Stopka i jego siostrzeniec Wojciech Bafia, a pobłogosławił ksiądz Robert Stuglik, proboszcz w parafii św. Józefa, jednocześnie kapelan podczerwienian.

Ksiądz Jan Kubiś z Podczerwonego został zaproszony na zjazd do Chicago, ale nie mógł przyjechać, przysłał więc list, w którym napisał: Dziękuję za zaproszenie na III Światowy Zjazd Pocyrwiynianów. Nie mogłem przyjechać, bo w tych dniach wypada u nas spowiedź i komunia dzieci. Ale przede wszystkim dziękuję Wam za to, że zachowujecie wiarę, tradycje ojczystej ziemi i pamięć o przodkach. Mam nadzieję, że dzięki takim jak Wy, tu, na miejscu w Polsce i tam, za granicą, nie grozi nam to, przed czym ostrzegał sługa boży, prymas Stefan Wyszyński mówiąc: „Naród bez dziejów, bez historii, bez przeszłości staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości. Naród, który nie wierzy w wielkość, i nie chce ludzi wielkich, kończy się”. Wy troskę o ojczystą ziemię macie głęboko zapisaną w sercach i wszędzie, gdzie zawędrujecie, zabieracie ze sobą cząstkę Polski i Podhala.
A potem zagrały „Bandziory” i zapełnił się parkiet. Tańczono ostro, po góralsku. Ale też robiono sobie wspólne zdjęcia, rozmawiano przy kawie i naleweczce o różnych sprawach.

PIKNIK W KLASZTORZE
W niedzielę trochę dłużej wszyscy pospali, a potem udaliśmy się do klasztoru Karmelitów Bosych w Munster w stanie Indiana. Dojazd z hotelu zabrał nam niewiele ponad pół godziny.
To piękne miejsce, pełne niezwykłych okazów przyrody, przywiezionych z całego świata. Są tu kryształy minerałów, formacje kamienne oraz bardzo rzadkie, fascynujące kamienie fluoryzujące. Jest tu też około stu rzeźb wykonanych przez świetnych artystów, którzy w marmurze zaczarowali niejedną polską myśl i religijne uczucia. Jest pomnik św. Teresy, św. Maksymiliana Kolbego, Grota Matki Bożej, Kaplica Częstochowska i Kaplica Podhalańska… Samo zetknięcie się z tym miejscem jest wielkim przeżyciem. Nic dziwnego, że wszystkie przewodniki po USA dla turystów wymieniają Carmelite Shrine w Munster.
W klasztornym kościele w samo południe uczestniczyliśmy w mszy świętej. A potem, na powietrzu, usiedliśmy przy stołach, aby odsapnąć i popatrzeć na piękny świat dookoła, nacieszyć się wzajemnie sobą. Na grillu miejscowi górale smażyli kiełbaski, które smakowały wszystkim. A kwaśnica była wyborna.
Nie mogło być inaczej: znowu zagrała kapela, zatańczyli  i zaśpiewali „Podhalanie” i „Harnasie”…

„Przygotowania do tego zjazdu były długie i niełatwe, ale od początku istnienia naszego koła nie widziałem takiego zaangażowania, jak teraz. Nie tylko wśród członków zarządu, ale także wśród wielu podczerwienian, za co wszystkim dziękuję – powiedział Bolesław Jarończyk „Nowemu Dziennikowi” tuż przed zakończeniem pikniku. – Ale też dla takiej sprawy i dla takich ludzi warto to robić. Czwarty zjazd podczerwienian odbędzie się już za dwa lata – prawdopodobnie na Florydzie albo… w Polsce. Już zapraszam” – dodał.
A Małgorzata Stopka podkreśliła: „Dzięki ogromnemu zaangażowaniu podcyrwienianów i przyjaciół koła, a nade wszystko superczłowieka, jakim jest Bolesław Jarończyk, mogym z dumom i radościom podkreślić, ze Koło Pocyrwieniańskie to mocno zakorzenione drzewo, wydające piękne, soczyste owoce”.
I nagle zrobił się wieczór i trzeba było wracać. I znowu tych 13 godzin w autobusie. I szybkie pożegnanie w Clifton. Niejeden ocierał łzy…


DUŻA HISTORIA MAŁEJ WSI
Bracia Kazimierz i Bolesław Jarończykowie (Źmichla) przygotowali na zjazd niewielką książeczkę, w której została przedstawiona historia Podczerwonego oraz historia zjazdów pocyrwiynianów. Na okładce znalazło się symboliczne drzewo oraz nazwiska występujące we wsi: Figusy, Polwodzionki, Jędrasy, Takuścy, Miescanki, Buły, Zmaźloki, Pośmiki, Scypty, Tatary…. jest tych nazwisk około stu.
„Przygotowujemy obszerne wydanie historii naszej wspaniałej wioski i rodzin, które wyjechały do Kanady i USA, dlatego już dzisiaj zwracamy się do wszystkich o udostępnienie nam wszelkich możliwych materiałów i opisów” – napisali autorzy. Ilu podczerwieniaków wyjechało w świat – nikt nie wie. Ale nie ulega wątpliwości, że w świecie mieszka ich więcej niż w samym Podczerwonym.

Podczerwone to mała wieś w gminie Czarny Dunajec, w powiecie nowotarskim, licząca obecnie około 700 mieszkańców. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa nowosądeckiego, a dziś jest w małopolskim. Podczerwone zostało założone w 1605 roku przez Szymona Czerwińskiego. Sąsiaduje z miejscowościami: Czarny Dunajec, Koniówka, Ciche oraz graniczy ze Słowacją (Suchá Hora).
Niezaprzeczalnym walorem wsi są piękne widoki. Od strony wschodniej, czyli tzw. Brzegów, podziwiać można panoramę Tatr w całej okazałości. Od „Śtreki” (tj. na zachód) widoczny jest masyw Babiej Góry, a wzdłuż granicy polsko-słowackiej rozpościerają się bory. Brzegi rzeki Czarny Dunajec płynącej przez Podczerwone to miejsce licznych biwaków oraz obozowisk. n

Związek Podhalan w Północnej Ameryce
4808 S. Archer Avenue
Chicago, IL 60632
[email protected]
www.zppa.org
tel. (773) 523-7632

Autor: JANUSZ M. SZLECHTA