Pierwszy sukces Polonii od wejścia Polski do NATO

0
10

Po pierwszym czytaniu uchwały radni zagłosowali 6:2 za pozostawieniem pomnika na Exchange Place, gdzie stoi od prawie 30 lat. Uchwała 18-057, którą w czwartek, 8 listopada, zaaprobowali radni z Jersey City, potwierdza, że pomnik Katyń 1940 jest darem dla miasta od Komitetu Pamięci Zbrodni Katyńskiej. Odwołuje ona uchwały wcześniej zatwierdzone przez radę miasta, w tym tę, która wyznaczała miejsce dla pomnika na skwerku w okolicach 75 Montgomery Street, a także tę zatwierdzającą umowę zawartą 13 czerwca br. z Komitetem Pamięci Zbrodni Katyńskiej przy udziale konsula generalnego RP Macieja Golubiewskiego oraz Eryka Lubaczewskiego, dyrektora wykonawczego Polskiej Izby Handlowej w USA.

Nowa uchwała wejdzie w życie 20 dni po ostatecznym zatwierdzeniu, które ma nastąpić po drugim czytaniu na zebraniu Rady Miasta Jersey City, zaplanowanym na 20 listopada br.
W ten sposób Polonia ma nadzieję, że zakończyła się wielomiesięczna batalia o pozostawienie pomnika Katyń 1940 na Exchange Place, gdzie stoi od 1991 r., i gdzie kilka razy w roku odbywają się patriotyczne uroczystości upamiętniające polskich oficerów poległych w Katyniu i innych bohaterów walczących o wolność Polski w II wojnie światowej, a także ofiary katastrofy lotniczej w Smoleńsku.

BATALIA O POMNIK
Szum wokół pomnika powstał w kwietniu br., kiedy burmistrz Steven Fulop ogłosił swoje plany dotyczące usunięcia pomnika Katyń 1940 z Exchange Place, gdzie deweloperzy rozbudowujący nabrzeże Jersey City chcieli stworzyć park. Pomnik, który jeden z deweloperów określił jako „zbyt posępny” i „estetyką niepasujący do okolicy”, nie znalazł się w ich wizji zagospodarowania przestrzeni w tej części nabrzeża. Aby przeforsować swoje plany względem Exchange Place, deweloperzy mieli rzekomo przeznaczyć pokaźną sumę „w darze” dla burmistrza Stevena Fulopa, który mocno zaangażował się w plan usunięcia pomnika, a przy tym nie szczędził obraźliwych słów pod adresem Polonii i władz Polski.

Pomnik miał zniknąć z Exchange Place. Aby zapobiec umieszczeniu go w magazynie albo przesunięciu w mało prominentne miejsce, konsul generalny RP Maciej Golubiewski przy pomocy Eryka Lubaczewskiego podjęli się negocjacji z burmistrzem Fulopem. Efektem tych rozmów było porozumienie, na mocy którego pomnik Katyń 1940 miał pozostać na wybrzeżu, ale w miejscu oddalonym o 60 metrów od Exchange Place, u ujścia spokojnej York Street.

Porozumienie to zaakceptował twórca pomnika Andrzej Pityński oraz Komitet Pamięci Zbrodni Katyńskiej, z Krzysztofem Nowakiem na czele, bo zawierało zapewnienie, że monument zostanie na nabrzeżu rzeki Hudson, z widokiem na dolny Manhattan, przez następne 100 lat. Koszty przesunięcia i ubezpieczenia pomnika miały pokryć władze miasta. Porozumienie to zostało przypieczętowanie głosowaniem w radzie miasta 14 czerwca.

Układ ten jednak od początku nie podobał się trzem radnym oraz grupie Polonii, w której m.in. znaleźli się Janusz Sporek oraz mec. Sławomir Platta. Argumentowali, że nowe miejsce znajduje się u ujścia ścieków oraz jest niegodne pomnika Katyń 1940. Już 13 maja zorganizowali pierwszą pikietę obok monumentu upamiętniającego prawie 22 tys. polskich żołnierzy zamordowanych przez Sowietów i zaczęli walczyć o pozostawienie go na dotychczasowym miejscu.

„Nic o nas bez nas. Razem będziemy decydować o tym, co będzie się działo z pomnikiem” – mówił przed monumentem Sławomir Platta, który przejął prominentną rolę w grupie pozostającej w opozycji do usuwania pomnika z Exchange Place.

„Pomnik zostaje, Fulop musi odejść” – skandowała grupa Polonii przed pomnikiem oraz przed ratuszem w Jersey City. Po głosowaniu w radzie miejskiej w połowie czerwca, które – jak wydawało się wówczas – przypieczętowało przeniesienie monumentu na York Street, mec. Platta postanowił zorganizować akcję zbierania podpisów pod petycją przeciwko usuwaniu pomnika. Po kilku tygodniach zbierania podpisów, oraz ich weryfikacji, udało się doprowadzić do sytuacji, w której rada miejska musiała zdecydować, czy podjąć uchwałę o pozostawieniu monumentu na Exchange Place albo poddać tę kwestię pod referendum. Ustawodawcy wybrali drugą opcję.

Referendum w sprawie pomnika miało się odbyć 11 grudnia br. Nieoczekiwanie jednak 6 listopada burmistrz Fulop wycofał się z planowanego przesuwania monumentu i poprosił Radę Miasta Jersey City o zatwierdzenie pozostawienia go na Exchange Place. Referendum przeszkodziłoby mu we wprowadzaniu nowego podatku korporacyjnego od listy płac, który rada miejska ma uchwalić pod koniec roku i który ma zasilić budżet szkolny. Podatek ten spotyka się z dużą opozycją ze strony środowisk biznesowych. Bardzo możliwe, że pójdą one śladem polskiej społeczności i będą chciały walczyć z nim za pomocą petycji oraz referendum.

Problem w tym jednak, że prawo stanowe zabrania przeprowadzania więcej niż jednego referendum w ciągu pół roku. Jeżeli zatem doszłoby do referendum w sprawie pomnika katyńskiego, to drugie miałoby realną szansę odbyć się dopiero w listopadzie przyszłego roku. Do tego czasu pobieranie nowego podatku zostałoby zablokowane. Na to burmistrz Fulop stwierdził, że nie może sobie pozwolić, i postanowił pójść na ustępstwa w sprawie pomnika. Zwrócił się do rady miasta o głosowanie nad wycofaniem uchwały z 13 czerwca br. o przesunięciu pomnika.

Dzięki radnym, którzy sceptycznie odnoszą się do poczynań Stevena Fulopa, a do nich zalicza się m.in. Rich Boggiano, do nowej uchwały dodano klauzulę, zapewniającą, że pomnik Katyń 1940 może zostać na Exchange Place „in pepretuity”, czyli na zawsze. Decyzja ta była wynikiem dodatkowych negocjacji obrońców pomnika z radnymi i burmistrzem Jersey City tuż przed ostatnim posiedzeniem Rady Miasta jersey City.

„Były to zakulisowe rozmowy prowadzone przez nas ze wszystkimi radnymi oraz burmistrzem Stevenem Fulopem, które zaowocowały porozumieniem i kompromisem zatwierdzonym podczas głosowania” – zdradził mec. Sławomir Platta dodając, że ani on, ani Komitet Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych, ani też radni sprzyjający Polonii nie ugięli się w swoich żądaniach pozostawienia pomnika na dotychczasowym miejscu wraz z zapewnieniem, że ta lokalizacja zostanie mu nadana „na wieczność”.

„Stwierdziliśmy, że nie zgodzimy się na odwołanie uchwały decydującej o referendum, jeżeli nasze żądania nie zostaną spełnione” – powiedział mec. Platta i dodał, że mimo wygranej i tak dalej wszyscy będą się przyglądali poczynaniom władz Jersey City. „Jako prawnik wciąż będę szukał dodatkowych możliwości jeszcze większego zabezpieczenia pomnika niż mamy teraz, mimo że jest to maksymalna forma jego ochrony, jaką mogli wydać radni” – dodał polski adwokat.

REAKCJE POLONII
W czwartek, 8 listopada, około godziny 10:30 wiecz. wśród grupy Polonii obecnej na specjalnym posiedzeniu Rady Miasta Jersey City zapanowała euforia. Wówczas ogłoszono wyniki pierwszego – zakończonego sukcesem – głosowania w sprawie zatwierdzenia ustawy 18-057, zapewniającej pozostawienie „na wieczność” pomnika Katyń 1940 na Exchange Place.

„Dzięki temu, że Polonia walczyła bezustannie, dzień w dzień, osiągnęliśmy to, co jeszcze pół roku temu wydawało się niemożliwe – stwierdził z dumą w rozmowie z „Nowym Dziennikiem” mec. Sławomir Platta. – Nikt nie oczekiwał aż tak dobrego rezultatu podczas głosowania radnych, z których sześciu opowiedziało się za pozostawieniem pomnika na wieczność na Exchange Place, a tylko dwóch było przeciw” – podkreślił prawnik, który przy okazji wyraził wdzięczność wszystkim zaangażowanym w obronę monumentu.

„Dziękuję przede wszystkim Komitetowi Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych pod przewodnictwem Janusza Sporka, Komitetowi Referendalnemu, Kongresowi Polonii Amerykańskiej oraz Bogusławie Huang, dyrektorce polskiej szkoły z Jersey City, i wielu innym osobom, które były zaangażowane w akcję obrony tego monumentu” – podkreślił mec. Sławomir Platta. Również Janusz Sporek nie krył radości z pozytywnego finału ośmiomiesięcznej walki o pomnik Katyń 1940.

„Dziękujemy wszystkim, którzy wspierali nas jako Komitet Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych oraz radnych, którzy chcieli byli za nami od samego początku” – podkreślił Janusz Sporek.

Z kolei konsul generalny Maciej Golubiewski złożył podziękowania na Twitterze dla „całej Polonii, która walczyła o utrzymanie Pomnika Katyńskiego na nabrzeżu Jersey City z mocnym umocowaniem prawnym”. W rozmowie z „Nowym Dziennikiem” nie krył radości, ale i zaskoczenia, z osiągniętego sukcesu. Przedstawiciel polskiego rządu stwierdził, że chyba nikt nie spodziewał takiego obrotu wydarzeń, przysłowiowego łutu szczęścia.

„Nikt nie mógł przewidzieć pojawienia się nowego czynnika, czyli groźby referendum podatkowego, co w diametralny sposób zmieniło od samego początku bardzo ryzykowne działania komitetu obrony pomnika pod kierownictwem pana Janusza Sporka i Sławomira Platty na pozytywny katalizator zakończenia sporu. Ten czynnik, ale również stale jednoznaczna pozycja Komitetu Katyńskiego pana Krzysztofa Nowaka i wspierających go środowisk polonijnych, a także wcześniejsze wsparcie z Polski, uświadomiły burmistrzowi Jersey City, że pomnik musi zostać na nabrzeżu i powinien być dobrze umocowany prawnie oraz pozostać tam na zawsze. To były trzy postulaty, które łączyły wszystkich, natomiast pozostałe sprawy różniły się w szczegółach dotyczących konkretnego miejsca i zamocowania prawnego pomnika na Exchange Place. Cieszę się, że na samym końcu osoby, które były przeciw ugodzie z burmistrzem, zauważyły wagę odpowiedniego umocowania pomnika na Exchange Place drogą uchwały, a nie rezolucji, z odpowiednią klauzulą, że pomnik pozostanie tam na stale. Najważniejsze dla artysty mistrza Pityńskiego, kiedy z nim rozmawiałem w maju, było to, żeby pomnik stał w miejscu z widokiem na Manhattan, i to zostało osiągnięte w optymalnym stopniu. Plan A, który wydawał się nie do zrealizowania, został jednak osiągnięty” – podkreślił konsul generalny.

Zaznaczył przy okazji, że zostało pokazane pewne skuteczne narzędzie do wywierania presji na rządzących.

„Referendum okazało się efektywnym instrumentem do walki politycznej w mieście. Wcześniej nie było ono w ten sposób postrzegane. Jest to efekt działania grupy Polonii, która odkryła jego wagę” – stwierdził konsul Maciej Golubiewski. Podkreślił jednak, że w momencie trwania negocjacji z burmistrzem Fulopem nie można było przewidzieć, że zaistnieje dla niego bardzo krytyczna sytuacja związana z dużym politycznym kosztem i stratą poparcia z powodu nieuzyskania funduszy z podatków, które mają być przeznaczone na szkoły publiczne. „To bardzo pomogło w osiągnięciu celu komitetu obrony pomnika, ale z racji niemożności przewidzenia tej sytuacji wcześniej dążenie do referendum było obarczone olbrzymim ryzykiem, które mogło zaskutkować zniknięciem pomnika z nabrzeża, co często wraz z częścią Polonii podkreślałem. Z drugiej strony, gdyby nie było referendum (do którego doprowadzili), ta kwestia by się nie pojawiła” – stwierdził przedstawiciel polskich władz.

„Mam nadzieję, że to co się stało, że pomnik pozostaje na miejscu, na którym jest obecnie, połączy Polonię. Nie ma tutaj wygranych i przegranych. Dlatego też apeluję do wszystkich, żeby zapomnieli o dotychczasowych swarach, ponieważ każdy chciał jak najlepiej dla pomnika i aby pozostał on na nabrzeżu. Mam nadzieje, że w przyszłości jeśli kiedykolwiek doszłoby do różnic w podejściu do rozwiązania jakichkolwiek ważnych dla Polski i Polonii spraw, to nie stanie się to kosztem pogorszenia się jej wizerunku i nie będzie przyczyną rozgrywek partykularnych interesów stosujących przy tym narzędzia potocznie dziś nazywane 'hejtem' i 'trollowaniem'” – dodał na zakończenie konsul generalny Maciej Golubiewski.

Nieco innego zdania, w kwestii ryzyka, są obrońcy pomnika Katyńskiego, którzy od samego początku walki twierdzili, że każda kontrowersyjna decyzja związana z obroną wyższych wartości, począwszy od powstania listopadowego, poprzez powstanie wielkopolskie, aż po powstanie warszawskie czy nawet strajki robotników podczas komunizmu w Polsce, obarczone były ryzykiem niepowodzenia. Tak też było z działaniami prowadzonymi przez Michała Drzymałę w obronie wozu, służącego mu za dom podczas zaboru pruskiego, czy też obroną Westerplatte i Poczty Polskiej w Gdańsku. Nie wszystkie powstania i akcje kończyły się wygraną, jak powstanie wielkopolskie czy działalność Solidarności, ale zostały podjęte w imię obrony godności i honoru. Dlatego zdaniem obrońców pomnika Katyń 1940 nie można było dopuścić do jego usunięcia z Exchange Place, nie wykorzystując wszystkich prawnych możliwości dających szanse na zwycięstwo. W związku z tym nie poddali się i walczyli do skutku, aż osiągnęli zamierzony cel.

ZGODA CZY DALSZY PODZIAŁ?
Czy ta wygrana może doprowadzić do zjednoczenia się Polonii, która spolaryzowała się przy okazji walki o monument? Z wypowiedzi osób reprezentujących obrońców pomnika wynika, że tak, jednak wielu z nich podkreśla, że musi być spełnionych kilka warunków.

„Ufam, że osoby, które wątpiły w to, że można o ten pomnik walczyć i wygrać ten bój, przyłączą się teraz do nas, włącznie z panem Nowakiem i każdą osobą, która miała wątpliwości, że tego się nie da zrobić, i wspólnie będziemy mogli tam obchodzić różne rocznice. Udało się nam osiągnąć bardzo dużo, pokazaliśmy, że można i warto walczyć, a dzięki temu Polonia po raz pierwszy od wejścia Polski do NATO osiągnęła coś naprawdę dużego” – stwierdził mec. Sławomir Platta.

„Możemy i chcemy wybaczyć wszystkim ludziom, którzy nam przeszkadzali, ale nie wszystko możemy im zapomnieć. Oddawanie polskiej własności bez walki jest jednocześnie brakiem honoru” – powiedział Janusz Sporek przy okazji obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę, które odbyły się przy pomniku Katyń 1940. Prezes Komitetu Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych dodał, że trzeba jasno określić, kto jest ojcem tego zwycięstwa.

„Narodziło się ich już bardzo dużo, ale to nie są nawet ojczymowie” – podkreślił Janusz Sporek.

Obrońcy pomnika już po ogłoszeniu wyniku ostatniego głosowania przez radnych Jersey City mówili, że mogą wyciągnąć dłoń do swoich adwersarzy pod warunkiem, że wcześniej usłyszą słowo „przepraszam” za wszystkie obelgi, jakie od nich słyszeli, oraz za wypowiedzi typu: „Myśmy uratowali pomnik, żeby nie był usunięty do magazynu. A co wyście zrobili oprócz darcia mordy i wykładów z historii? You should be quiet now, you are just a total big mouth looser”, czy też „Polonia jest nieudolna i drepcze w przysłowiowym miejscu. Let is move on. Sprawa z pomnikiem jest zakończona i święty boże nie pomoże. Nie łudźmy się jakimiś sądami, bo ich nie ma. Za kilka dni ruszą roboty konstrukcyjne i po herbacie”.

Aby załagodzić spór, który od kilku miesięcy istnieje wśród Polonii, potrzebne jest zaniechanie wzajemnego obrażania się na Facebooku i Twitterze oraz obopólne wybaczenie wszelkich waśni, poprzedzone konstruktywnymi rozmowami w dużym gronie przedstawicieli obu stron konfliktu, a nie w mediach społecznościowych. Jeżeli to nastąpi w miarę szybko, to być może już 20 listopada, po drugim głosowaniu ustawy 18-057 – które ma być tylko formalnością – wszyscy będą mogli razem świętować zwycięstwo związane z wieczystym pozostawieniem pomnika Katyń 1940 na dotychczasowym miejscu. Jeżeli jednak dyskusja dalej będzie prowadzona w ten sposób jak do tej pory, to wszystko wskazuje na to, że podział wśród Polonii powiększy się jeszcze bardziej.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA