Podróżowanie dzisiaj wymaga odwagi

3
37 lat po odkryciu kanionu Colca, Jerzy Majcherczyk zjechał na rowerze z wioski Huambo na dno kanionu, do oazy Canco FOTO: PAUL NAVARRO

– Jako że na co dzień zajmuję się turystyką, mogę jednoznacznie powiedzieć, że zostaliśmy najbardziej Covidem-19 dotknięci – mówi Jerzy Majcherczyk, współwłaściciel biura Classic Travel w Wallington, NJ, założyciel i prezes Polonijnego Klubu Podróżnika w USA

Podróżowanie po świecie jest Twoją pasją. Niedawno świętowałeś związane z podróżowaniem piękne jubileusze…

– W 2020 roku minęła 35. rocznica działalności biura Classic Travel, które prowadzę wspólnie z żoną Małgosią w mieście Wallington, w stanie New Jersey oraz 25. rocznica powstania Polonijnego Klubu Podróżnika. Mieliśmy piękne plany uczczenia tych jubileuszy, ale… nic nie udało się zrealizować ze względu na pandemię.

Pamiętam też o innym jubileuszu – 27 lutego 2021 roku minęła 50. rocznica ukazania się pierwszego numeru „Nowego Dziennika“. Z tej okazji pragnę złożyć serdeczne gratulacje i życzenia dla wszystkich osób i dziennikarzy, którzy kiedyś pracowali oraz dla tych, którzy wciąż pracują w redakcji „Nowego Dziennika“.

Stali Czytelnicy na pewno pamiętają, że od dawna pojawiałeś się na łamach “Nowego Dziennika“ jako bohater różnych wydarzeń, które organizowałeś – jak chociażby Bale Podróżnika, których zorganizowałeś już 23 –  oraz jako autor tekstów dotyczących szeroko rozumianej turystyki.

– Nieskromnie powiem, że faktycznie dołożyłem 5 swoich groszy (czy też centów) do historii gazety. Moje pierwsze artykuły ukazały się na jej łamach już w 1985 roku. Początkowo pisałem o moich podróżach do kanionu Colca w Peru, a potem o wyprawach do różnych zakątków świata.  Kiedy powstał Polonijny Klub Podróżnika, w „Nowym Dzienniku“ zaczęły się pojawiać moje artykuły o tymże klubie i o Balach Podróżnika organizowanych raz w roku. Na przestrzeni minionych 36 lat ukazało się w tej gazecie ze sto, a może nawet więcej, moich artykułów. Nie mówię tego po to, aby się chwalić, ale aby przypomnieć o moich długoletnich i naprawdę dobrych relacjach z redakcją.

„Nowy Dziennik“ był obecny w życiu Polonii nie tylko dlatego, iż miał świetny zespół dziennikarzy, ale także dlatego, że miał takich korespondentów jak Wojtek Mleczko, Zdzisława Moskwińska, ja czy Wojtek Ziębowicz. Staraliśmy się wesprzeć gazetę swoim talentem i wiedzą, dać jak najwięcej z siebie, aby była na dobrym poziomie, bogata w atrakcyjne tematy i blisko Polonii.

Miałem szczęście, bo poznałem współzałożyciela i wieloletniego redaktora naczelnego „Nowego Dziennika“, pana Bolesława Wierzbiańskiego. Czułem to, że darzył mnie sympatią. Po kilku latach znajomości udało mi się go przekonać, aby na łamach „Nowego Dziennika“ raz w tygodniu pojawiała się sekcja „Turystyka“. No i tak się stało.

Covid-19 spadł na nas jak grom z jasnego nieba. W efekcie prawie wszystko w naszym życiu się zawaliło. Turystyka również. Jak działają w tym czasie takie biura jak Twoje? Czy ludzie jeszcze podróżują?

– Jako że na co dzień zajmuję się turystyką mogę jednoznacznie powiedzieć, że zostaliśmy najbardziej tym Covidem dotknięci. Firmy, które produkują żywność, trzymają się dobrze, bo ludzie muszą coś jeść. Kupują też ubrania czy buty. Istniejemy wprawdzie, nie poddajemy się, ale jest bardzo trudno zarobić na utrzymanie. W naszym biurze pracują dwie dziewczyny na part time. Starają się spełniać oczekiwania klientów i… nie zarabiają centa dla agencji. To pokazuje, jak trudno w dzisiejszych czasach prowadzić biznes turystyczny.

Na szczęście nie upadły do końca podróże lokalne, na Wyspy Karaibskie i do Meksyku, przede wszystkim do Cancun. Tam połowa pokojów w hotelach jest zamkniętych. Turystom wykonuje się testy w hotelu dzień przed wyjazdem na lotnisko. Jeśli test wyjdzie pozytywny, turysta otrzymuje ofertę, że może zostać i otrzymuje pokój z wyżywieniem za darmo, bo przecież i tak co drugi pokój musi być pusty. Obsługa hotelu pomaga wówczas zmienić bilet na samolot powrotny, a także transfer na lotnisko. Na Wyspy Karaibskie nie można teraz popłynąć statkiem, bo wszelkie rejsy są wstrzymane, można natomiast polecieć samolotem. Dzięki temu jakoś przetrwaliśmy ten trudny czas.

Kiedy rządził prezydent Trump, te wyjazdy były łatwiejsze. Teraz prezydent Biden wprowadził przepisy, że  turysta amerykański może wrócić do kraju, na przykład z Egiptu czy Ameryki Południowej – bo do Europy nie może pojechać – ale  musi mieć zrobiony test na koronawirusa dwa dni przed powrotem. Jeśli okaże się, że test jest pozytywny, to osoba ta nie może wrócić do swojego domu, lecz musi poddać się dwutygodniowej kwarantannie w kraju pobytu. To woła o pomstę do nieba. Ja rozumiem, że to wymaganie testu może dotyczyć innych narodowości, ale nie obywateli USA. To sprawiło, że aktualnie mało kto chce jeździć na takie wycieczki. Wyjatkiem są Cancun i Karaiby, o których  mówiłem.

A zatem to oznacza, że turystyka światowa – widziana ze strony amerykańskich biur podróży – po prostu leży?

– Niestety, tak! Restrykcje dotyczące powrotu do USA załatwiają wszystko. Obawa o to, że będę musiał zostać na przykład w Limie na dwa tygodnie, do tego za własne pieniądze, sprawia, że ludzie wolą zostać w domu. W Kanadzie te restrykcje są jeszcze ostrzejsze.

W Stanach Zjednoczonych w tym trudnym okresie małe biznesy otrzymują wsparcie finansowe, tak zwane PPP. W Peru i w innych krajach Ameryki Południowej nic takiego nie ma. Ricardo Kruszewski, Gość Honorowy 23. Balu Podróżnika, który odbył się 1 lutego 2020 roku w Royal Manor w Garfield, NJ, w Argentynie prowadzi firmę zajmującą się produkcją kajaków. Jak się pojawiła pandemia koronawirusa, przez trzy miesiące miał zakaz wstępu do swojej firmy znajdującej się na obrzeżach Buenos Aires.

Czy w tym trudnym czasie dużo osób kupuje u Was bilety lotnicze do Polski?

– Znacznie mniej niż w normalnym czasie, ale jednak sporo osób lata do Polski. Najchętniej LOT-em. Smutne jest to, że są to loty najczęściej spowodowane śmiercią lub chorobą kogoś bliskiego. Nie chcę zagłębiać się w szczegóły, ale trzeba wspomnieć o tym, że kilka tygodni temu Polskie Linie Lotnicze LOT przedstawiły plan lotów w okresie letnim. Zaczęli się zgłaszać ludzie, kupować i rezerwować bilety… Tymczasem kilkanaście dni temu LOT znowu ogłosił, że zmienia terminy lotów z USA do Polski i z powrotem. Sporo lotów zostało anulowanych. W ten sposób agenci biur podróży, w tym także i my, znaleźli się po ścianą. Osoby, które dokonały rezerwacji biletów, dzwonią do agenta, aby przełożyć terminy lotów. W systemie czasami tego nie da się zrobić, trzeba więc dzwonić do biura LOT-u. Nasze telefony nie zawsze są przyjmowane i zmiany też, bo pracownicy LOT-u też mają swoje ograniczenia.

Na co dzień spotykacie się z osobami, które dotknął koronawirus, a czy Was i Wasze biuro wirus omija?

– Niestety, nas też dotyka. Ponad miesiąc temu zaraziłem się wirusem Covid-19. Miałem oczywiście ból głowy, męczył mnie kaszel, ale chorobę tę przeszedłem w miarę łagodnie. Czuję się teraz dobrze i bezpiecznie. A to dlatego, że korzystałem z ziół legendarnego ojca Szeligi z Peru. Na przykład jem prawie codziennie łyżeczkę ziół „maca“. Piję też „koci pazur“, czyli vilcacorę. Maca, czyli burak andyjski, jest ewenementem, rośnie bowiem powyżej 4 tysięcy metrów. Daje człowiekowi niesamowitą energię i wspomaga pracę mózgu. Wykorzystywana jest w leczeniu raka, pomaga też kobietom, które mają problem z zajściem w ciążę.

W okresie pandemii odeszło na zawsze wielu naszych przyjaciół w Polsce i w USA. Najbardziej przeżyliśmy niedawną śmierć Elżbiety, siostry mojej żony Małgosi. Na szczęście są też i radosne wydarzenia. Zostaliśmy dziadkami. Mamy wnuka Aleksandra i wnuczkę Rozalię. Długo na to czekaliśmy. Jeśli syn czy synowa zadzwonią, że potrzebują pomocy, to dziadek czy babcia zostawiają wszystko i jadą do wnuczków. Te maleństwa potrafią dać nam tyle energii i radości, że życzę każdemu, aby coś takiego przeżył.

Szczęśliwi dziadkowie: Małgorzata Majcherczyk z wnuczkiem Aleksandrem
i Jerzy Majcherczyk z wnuczką Rozalią
FOTO: PIOTR MAJCHERCZYK

Czyli teraz z optymizmem patrzysz przed siebie? Ale chyba nie masz innego wyjścia, bo – jeśli zajrzymy do kalendarza  – przed Tobą jest wiele wyzwań.

– To prawda. Trudno uwierzyć, ale w maju 2021 roku minie 40. rocznica naszej wyprawy do kanionu Colca w Peru. Pomysł Polskiej Wyprawy Kajakowej Canoandes’79 zrodził się w gronie członków Akademickiego Klubu Turystyki Kajakowej „Bystrze”, działającego w Krakowie. Jeszcze o tym pamiętamy i chcemy to wydarzenie uczcić w specjalny sposób.

Ponad dwa lata temu obchodziliśmy 200. rocznicę śmierci Ernesta Malinowskiego. Wtedy pojechał do Peru znany polonijny artysta Rafał Pisarczyk i namalował mural w sercu Universidad Nacional de Ingenieria – czyli politechniki w stolicy kraju Limie. Mural został oficjalnie odsłonięty 20 sierpnia 2018 roku. Dzięki temu studenci codziennie mogą przypominać sobie o tym wielkim Polaku. Była to inicjatywa Polonijnego Klubu Podróżnika. Głównym założycielem tego uniwersytetu był Edward Habich, a Ernest Malinowski był jednym ze współzałożycieli. On też był konstruktorem kolei biegnącej przez góry Andy w Peru. Na Przełęczy Ticlio, 4818 metrów nad poziomem morza, stoi jego pomnik, przy którym – kiedy tylko jestem z grupą turystów – składamy kwiaty.

Mural poświęcony Ernestowi Malinowskiemu został odsłonięty w sercu Universidad Nacional de Ingenieria w Limie. W środku stoi ambasador Polski w Peru
prof. Antonina M. Śniadecka-Kotarska, obok (z medalem) rektor UNI prof. Jorge Alva
w towarzystwie profesorów z UNI i przedstawicieli peruwiańskiej Polonii.
Baner PKP trzymają Rafał Pisarczyk, autor muralu (z prawej) i Jerzy Majcherczyk
FOTO: PAUL NAVARRO

W związku z tym, że uroczystości ku czci Ernesta Malinowskiego były bardzo ładne i udane, postanowiliśmy w tym roku uczcić 40. rocznicę zdobycia kanionu Colca. Oczywiście można poczekać na okrągłą, 50. rocznicę, ale wówczas może nas już nie być.

W tym roku minie 15 lat od momentu, kiedy szkoła w małej wiosce Huambo, położonej na wysokości 3330 metrów, na krawędzi kanionu Colca, otrzymała imię Jana Pawła II. Chcielibyśmy ten fakt też upamiętnić. W Huambo jest ulica dedykowana Polakom – Avenida de los Polacos. Niedawno została zbudowana droga, którą z tej właśnie wioski można zjechać na dno kanionu. Ja zjechałem tą drogą dwa razy na rowerze. Jestem dumny z siebie, bo nie przypuszczałem, że coś takiego dam radę dokonać. Przejechałem 27 kilometrów krętą, szutrową drogą nad przepaściami, pokonując 2 kilometry w pionie. 

Mam nadzieję, że w tym roku świat nareszcie dowie się o zdobyciu kanionu Colca przez Polaków dzięki filmowi, który zrealizował Adam Nawrot wraz ze swą partnerką Sonią Szczęsną. Kiedy powstał ten film?

– Wszystko zaczęło się dzięki moim kontaktom z Piotrem Nawrotem, ojcem Adama, który od lat pomaga mi w prowadzeniu Polonijnego Klubu Podróżnika. Piotr opowiadał swojemu synowi o Jurku i polskich kajakarzach, aż wreszcie kilka lat temu Adam poprosił mnie o spotkanie – i tak sie zaczęło! Swoje archiwalne materiały przekazałem Adamowi, a ten dołączył do nich materiały od pozostałych uczestników wyprawy. Po ich obejrzeniu Adam postanowił zrobić film dokumentalny. Teraz film ten zdobywa uznanie podczas różnych festiwali filmowych zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i za granicą. Praktycznie nie ma festiwalu, podczas którego jest pokazywany, aby nie otrzymał nagrody głównej lub specjalnej. W czerwcu zostanie pokazany na słynnym Boulder International Film Festival w Kolorado.

Autorzy tego filmu podeszli do tematu zupełnie inaczej, aniżeli my, uczestnicy tamtego wydarzenia. Ja nie mam dystansu, na każde wspomnienie reaguję bardzo emocjonalnie. W tym filmie zostały pokazane takie rzeczy, że sam się dziwię, iż coś takiego zrobiliśmy. Jego fragmenty można zobaczyć na Facebooku po wpisaniu Polonijny Klub Poróżnika. Jego tytuł: „Godspeed, Los Polacos“, czyli „Szczęść Boże, Polacy“. Film trwa 82 minuty.

Pacha Yurek w Cuzco w Peru. Miasto zostało założone przez pierwszego władcę Inków Manco Capaca
w XII wieku, na wysokości 3326 metrów n.p.m.
FOTO: PAUL NAVARRO

Adam z Sonią prowadzą aktualnie negocjacje z wielkimi korporacjami  stojącymi za amerykańskimi stacjami telewizyjnymi w sprawie emisji tego filmu w sieci. Jeśli negocjacje się powiodą to jestem przekonany, że przez najbliższe dwa lata cała Ameryka i świat będzie film oglądać. Amerykanie, który już widzieli ten film, a z którymi udało mi się porozmawiać, są w szoku. Nie mogą sobie wyobrazić, że coś takiego się stało, że to Polacy odkryli kanion Colca w maju 1981 roku, a w Stanach nic o tym nie było wiadomo. Trzymajmy zatem kciuki za Sonię i Adama.

Czy masz jakieś przesłanie dla czytelników Nowego Dziennika?

– Tak. Wszystkich turystów i podróżników serdecznie pozdrawiam i mimo tych trudności związanych z wirusem, zapraszam do pokonania własnego strachu i wyruszenia w podróż dalszą czy bliższą. Wyruszmy już teraz, bo mamy piękną wiosnę, a przed nami lato – zanim przyjdzie jesień i  pojawi sie kolejna fala pandemii. Obecnie podróżowanie wymaga szczególnej odwagi, chociażby ze względu na restrykcje zwiazane z Covid-19. A jeżeli możecie to proszę,  wykażcie się solidarnością z nami, polonijnymi agentami podróży, i korzystajcie z naszych usług. Pomóżecie nam przetrwać ten trudny czas.

Dziękuję Ci za rozmowę i życzę spełnienia planów.

Rozmawiał: Janusz M. Szlechta