Polonia a wybory korespondencyjne 2020

281

Rozmowa z Agnieszką Gąsiorowską, polskim radcą prawnym, od 16 lat mieszkającą i pracującą we Włoszech, oraz Hanną Karczewską, polskim radcą prawnym na stałe zamieszkałą w Luksemburgu, aktywną uczestniczką życia tamtejszej Polonii

Jak mają wyglądać tegoroczne wybory prezydenckie poza granicami kraju wedle wizji polskiego rządu? 

Agnieszka Gąsiorowska

Agnieszka Gąsiorowska: Ciekawie. Rząd obstaje uparcie przy wyznaczonej kilka miesięcy temu dacie 10 maja br. jako dniu pierwszej tury wyborów, pomimo że na skutek ogłoszonej oficjalnie przez WHO 11 marca br. pandemii Covid-19 świat stanął na głowie. 

Władze RP nie zdecydowały się na ogłoszenie jednego z przewidzianych art. 228 Konstytucji RP stanów nadzwyczajnych (stanu wyjątkowego lub stanu klęski żywiołowej), bo to nakładałoby na nie szereg niewygodnych ograniczeń. Artykuł ten przewiduje np., że w czasie trwania stanu nadzwyczajnego nie może być zmieniona konstytucja ani ustawa o wyborze prezydenta RP. W czasie jego trwania oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie mogą też być przeprowadzane wybory prezydenckie. Wiele przepisów wprowadzonych przez rządzących w ostatnich tygodniach nie mogłoby więc zostać uchwalonych w przypadku wcześniejszego ogłoszenia stanu nadzwyczajnego. 

Polski rząd nie zdecydował się na wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, wprowadził jednak szereg ograniczeń wolności obywatelskich typowych dla takiego stanu. Wymienię tu choćby zamknięcie granic, zamknięcie szkół i fabryk, ograniczenia w przemieszczaniu się i zakaz zgromadzeń. Trudno nie snuć przypuszczeń na temat powodów, dla których rząd zdecydował się na takie hybrydowe i dyskusyjne, z prawnego punktu widzenia, rozwiązanie. Niezaprzeczalnym faktem jest zbieżność w czasie tej decyzji z optymistycznymi prognozami wyborczymi, jakimi startujący do walki o kolejną kadencję urzędujący prezydent, popierany przez partię rządzącą, cieszył się w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch epidemii. 

Mamy więc decyzję o podtrzymaniu daty wyborów, pomimo szalejącej pandemii i związanego z nią przymusowego lockdown na terenie większości krajów na świecie. Nie mamy natomiast zgodnej z zasadami prawa i fair play kampanii wyborczej, pozwalającej kandydatom innym niż Andrzej Duda, promowany przez media publiczne, spotykać się z wyborcami i prezentować w normalnych warunkach własne poglądy i programy wyborcze. 

Polacy to naród, z przyczyn historycznych, od wieków rozsiany po całym świecie. Szacuje się, że naród nasz liczy ok. 60 milionów obywateli, z czego ponad jedna trzecia mieszka na stałe poza granicami Polski. Około 10 mln liczy sobie sama Polonia w USA. Jesteśmy więc w dużej mierze narodem emigrantów, z których ogromna część pozostaje polskimi patriotami, szczerze zainteresowanymi losami Polski i udziałem w jej życiu politycznym. Niezależnie od poglądów i sympatii politycznych, na skutek łamania lub naginania prawa przez władze polskie, grupa ta pozbawiona zostaje właśnie de facto fundamentalnego prawa obywatelskiego, jakim jest prawo do udziału w powszechnych, równych i przeprowadzanych w głosowaniu tajnym wyborach prezydenckich gwarantowane przez art. 62 ust. 1 i art. 127 Konstytucji RP.

Dużo mówi się na temat niejasnych podstaw prawnych, na jakich organizowane są te wybory, a w szczególności promowana przez rząd formuła głosowania korespondencyjnego. Czy możecie wyjaśnić, o co w tej kwestii chodzi? 

Hanna Karczewska

Hanna Karczewska: Oczywiście. Podstawą do głosowania korespondencyjnego ma być, uchwalona na razie tylko przez Sejm (zresztą w rekordowo krótkim czasie) ustawa z 6 kwietnia br. „o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r.” (nazwijmy ją Ustawą o wyborach korespondencyjnych). Projekt tej ustawy, przewidujący możliwość głosowania korespondencyjnego dla wszystkich Polaków, w tym również tych mieszkających za granicą, przeforsowany został na razie tylko w Sejmie, i to bez zachowania okresu tzw. ciszy legislacyjnej (przyjętej od lat zasady, że zmiany prawa wyborczego mogą następować nie później niż 6 miesięcy przed wyborami). Aby projekt stał się obowiązującym prawem, musi być przedtem zatwierdzony uchwałą Senatu a następnie podpisany przez prezydenta i opublikowany. 

AG: Prace nad projektem trwają. W Senacie odbyło się posiedzenie specjalne, na którym swoje krytyczne uwagi do dokumentu przedstawili przedstawiciele Polonii (dla zainteresowanych link do nagrania z transmisji dostępny jest pod https://protect-eu.mimecast.com/s/GZFlC2RVMUZPVrfnGOya?domain=facebook.com) – ale zważywszy na liczbę błędów, jakimi jest on obciążony, ma szansę być przyjęty przez Senat najwcześniej na kilka dni przed zaplanowanymi wyborami. Oznacza to w praktyce, że na dwa tygodnie przed datą wyborów nie wiadomo wciąż, czy i kiedy możliwość głosowania korespondencyjnego promowana przez rząd zostanie w ogóle wprowadzona. Można za to już dziś powiedzieć, że – wbrew zasadom dobrej legislacji – vacatio legis tej ustawy, czyli okres między publikacją aktu prawnego a jego wejściem w życie, pozwalający wszystkim zainteresowanym na zapoznanie się z nią i przygotowanie do wdrożenia licznych zmian, jakie wynikną z jej wejścia w życie, będzie kilkudniowy lub żaden. W konsekwencji brak więc będzie czasu na dotarcie do obywateli, zwłaszcza tych zamieszkałych za granicą, z należytą dokumentacją (pakietami wyborczymi) i wyjaśnieniem, jak ważnie oddać głos korespondencyjnie.

Nie mamy żadnych wątpliwości co do faktu, że minister spraw zagranicznych świetnie wie, że do czasu zakończenia procesu legislacyjnego, Ustawa o wyborach korespondencyjnych nie ma mocy prawnej. A mimo to 20 kwietnia MSZ opublikował rozporządzenie, a w nim listę obwodów wyborczych za granicą, bez podania informacji o tym, w jakiej formie ma się odbyć głosowanie. Zgodnie więc z aktualnym stanem prawnym (a jesteśmy na 10 dni przed wyborami), Polacy za granicą głosować mogą nadal wyłącznie osobiście.

W jaki sposób działania władz łamią prawo polskie i międzynarodowe?

AG: Wiele z rozwiązań przewidzianych Ustawą o wyborach korespondencyjnych, w tym również te bezpośrednio dotyczące głosowania za granicą, krytykowanych jest jako sprzeczne z Konstytucją RP. Do krytyków ustawy należą autorytety, takie jak rzecznik praw obywatelskich oraz liczni znawcy tematyki ustrojowej, w tym profesorowie Ewa Łętowska, Władysław Czapliński, Ryszard Piotrowski czy Marcin Matczak. Nie słychać natomiast głosów autorytetów broniących tych rozwiązań i odpierających zarzut ich niekonstytucyjności. 

Tymczasem polskie placówki dyplomatyczne w krajach, w których wprowadzone zostały rygorystyczne ograniczenia w przemieszczaniu się rezydentów, mają poważny problem. Z jednej strony, zmuszone są do wdrażania decyzji polskiego MSZ, któremu podlegają, z drugiej zaś strony, organizując wybory w wyznaczonych przez MSZ obwodach ryzykują naruszenie przepisów konwencji wiedeńskiej, zgodnie z którą placówki dyplomatyczne są zobowiązane do przestrzegania prawa kraju przyjmującego. 

HS: Ponadto władze lokalne, z którymi przedstawicielstwa dyplomatyczne kontaktują się w sprawie organizacji wyborów, często nie są dokładnie zorientowane w powyższych niuansach prawnych. MSZ nie powinien informować władz innego państwa o tym, że głosowanie za granicą odbędzie się w drodze korespondencyjnej, bo nie ma do tego jak dotąd podstawy prawnej. Tymczasem dysponujemy informacją, że polski MSZ poinformował np. władze lokalne w Luksemburgu o tym, że władze polskie zdecydowały o przeprowadzeniu wyborów wyłącznie w formie korespondencyjnej. Informowanie państw goszczących polskie placówki dyplomatyczne o organizacji wyborów w formie korespondencyjnej, z pominięciem faktu braku podstawy prawnej, jest na chwilę obecną – delikatnie rzecz ujmując – niepełne, by nie rzec, mylące i może być interpretowane jako świadome wprowadzenie władz krajów goszczących w błąd.

AG: W świetle aktualnego stanu prawnego za bulwersujący należy uznać fakt, że w krajach, takich jak USA, Kanada, Wielka Brytania, Holandia, Luksemburg czy Niemcy, które nie wyraziły zgody na organizację na ich terenie wyborów w drodze głosowania osobistego, polski MSZ ustanowił, pomimo wszystko, obwody wyborcze. Notabene, nawet gdyby założyć, że obwody te wyznaczone zostały wyłącznie dla celów głosowania korespondencyjnego, uwarunkowanego ewentualnym wejściem w życie Ustawy o wyborach korespondencyjnych, to i tak organizacja takich wyborów wymaga ogromnego wysiłku i ścisłej współpracy władz kraju goszczącego (konieczność zapewnienia bezpieczeństwa organizatorom, członkom komisji i pracownikom poczty czy firm kurierskich, konieczność zapewnienia terminowej dostawy pakietów wyborczych, kwestie poufności i ochrony danych osobowych wyborców, etc.).

HK: Można więc twierdzić, że rząd wprowadza w błąd nie tylko władze krajów goszczących, ale i wyborców polskich zamieszkałych w tych krajach, zapraszając ich już co najmniej od 21 kwietnia br. do elektronicznej rejestracji w obwodach wymienionych w Rozporządzeniu z 20 kwietnia i nie informując ich jednocześnie, że państwa goszczące nie wyraziły zgody na przeprowadzenie wyborów osobiście. 

W wypowiedzi radiowej dla stacji TOK.fm (z 16 kwietnia br.) sekretarz stanu w MSZ Piotr Wawrzyk stwierdził wyraźnie, że konsulaty „nie mogą się przygotowywać wprost do wyborów korespondencyjnych, bo tego nie ma w stanie prawnym”, ale zasugerował również, że MSZ traktuje rozporządzenie z 20 kwietnia jako sposób na to, by „konsulowie (…) mogli zacząć tworzyć spisy wyborców, przyjmować deklarację od osób, które chcą głosować, identyfikować ich na podstawie numeru PESEL. Te spisy będą mogły być wykorzystane do wyborów korespondencyjnych, jeśli zostaną uchwalone”.

Tym samym wysoki urzędnik MSZ zadeklarował, że zgłoszenie wyborcy rejestrującego się w obecnie obowiązującym porządku prawnym i podającego swoje dane osobowe w celu uczestnictwa w wyborach osobistych, może być wykorzystane przez polskie władze – bez dodatkowej zgody tego wyborcy – do przeprowadzenia wyborów w formie korespondencyjnej, czyli w celu innym, niż ten w jakim dane osobowe zostały przekazane.

Warto również zwrócić uwagę na fakt, że ze względu na treść art. 82 par. 4. Ustawy – kodeks wyborczy, protest przeciwko wyborowi prezydenta Rzeczypospolitej może wnieść jedynie wyborca, którego nazwisko w dniu wyborów było umieszczone w spisie wyborców w jednym z obwodów głosowania. Jest to aktualnie jeden z głównych dylematów wyborców polskich mieszkających za granicą i rozumiejących na czym polega bezprawność działań władz: dopisać się do spisu wyborców (również po to, by nie utracić prawa do złożenia protestu wyborczego), czy też nie robić tego z uwagi na fakt, że wpis taki mógłby zostać potraktowany jako legitymujący działanie władz. Demokratyczne państwo polskie nie powinno stawiać swoich obywateli przed takimi dylematami.

Co więc czeka Polaków za granicą w związku ze zbliżającymi się wyborami, które mają się, mimo wszystko, odbyć?

AG: Mamy przed sobą (w uproszczeniu) dwa możliwe scenariusze.

SCENARIUSZ PIERWSZY: Projekt Ustawy o wyborach korespondencyjnych nie zostaje ostatecznie przyjęty i wybory przeprowadzone zostaną za granicą w formie głosowania osobistego. W krajach, w których uprawniona do głosowania Polonia jest najliczniejsza, czyli w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii czy Niemczech, państwa goszczące nie wyraziły zgody na przeprowadzenie tam wyborów osobistych. W wielu innych krajach, w których państwa goszczące nie zajęły stanowiska, lub nie miały takiego obowiązku, większość uprawnionych do głosu postawiona natomiast zostanie przed faktyczną niemożnością wzięcia udziału w głosowaniu: bądź to z uzasadnionej obawy o własne zdrowie i życie, bądź z powodu braku możliwości dotarcia do najbliższego punktu wyborczego na skutek wprowadzonych przez władze lokalne tych krajów ograniczeń w przemieszczaniu się.

Obywatele, którzy jednak zdecydują się na wyprawę do najbliższego punktu wyborczego, zrobią to z narażeniem własnej kartoteki i portfela (odpowiedzialność karna i mandaty), ale również z narażeniem życia i zdrowia innych rezydentów napotkanych w lokalu wyborczym i w drodze do niego. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że organizując wybory w czasie epidemii, państwo polskie naraża zdrowie i życie obywateli na szwank, łamiąc tym samym dwa kolejne przepisy Konstytucji RP: art. 38 – gwarantujący obywatelom prawo do ochrony życia, i art. 68 – gwarantujący prawo do ochrony zdrowia.

SCENARIUSZ DRUGI: Ustawa o wyborach korespondencyjnych zostaje przyjęta przez parlament, podpisana przez prezydenta i wchodzi w życie z minimalnym vacatio legis. W niesłychanie krótkim terminie (kilku dni) konsulowie będą musieli wywiązać się z następujących trzech trudnych zadań: Po pierwsze będą musieli przyjąć zgłoszenia wyborców zagranicznych i przeprowadzić ich rejestrację, przy czym efekty chaosu prawego, w którym wyborcy zmuszeni są wpisywać się na listy, widać już dzisiaj biorąc pod uwagę minimalną, w porównaniu do poprzednich wyborów, liczbę dokonanych zgłoszeń. Po drugie będą musieli przesłać pakiety wyborcze (drukowane przecież w Polsce) do wszystkich uprawnionych za granicą, i to za potwierdzeniem osobistego odbioru, co nie będzie możliwe zważywszy, iż pakiety wyborcze przesłane mają być za granicę pocztą zwykłą a nie pocztą kurierską lub pocztą poleconą, za potwierdzeniem odbioru, i wreszcie, po trzecie będą musieli odebrać (najpóźniej w dniu głosowania) korespondencyjny głos przesłany przez wyborcę zagranicznego w dniu wyborów, który jak wiadomo, jest ustawowo wolny od pracy. 

W tym miejscu proszę, by uzmysłowili sobie państwo, że projekt Ustawy o wyborach korespondencyjnych zakłada, że wyborca będzie w stanie oddać swój głos w dniu wyborów, rygorystycznie w godzinach od 6:00 do 20:00 czasu polskiego… 

Zaraz, zaraz. Czy mówią panie, że mamy do czynienia z sytuacją, w której autorzy projektu ustawy nie wzięli pod uwagę faktu, iż obywatele polscy mieszkający poza jej granicami będą głosować, jak zawsze zresztą, w różnych strefach czasowych?

HK: Tak, dokładnie o tym mówimy. Jak rozumiem (i podeprę się tutaj opinią Rządowego Biura Legislacji), intencją ustawodawcy było, by w odniesieniu do wyborców głosujących za granicą, „godziny głosowania” rozumiane były nie jako godziny, w których można wejść do siedziby obwodowej komisji wyborczej i wrzucić kartę wyborczą do urny, lecz godziny, w których można skorzystać z usługi pocztowej u operatora. W przypadku wyborcy głosującego za granicą określenie ram czasowych oddawania głosów jako godzin od 6:00 do 20:00 jest mylące i niemożliwe do wyegzekwowania. W tej sytuacji prawdopodobnie żaden głos wrzucony do skrzynki w tym czasie, tj. w godzinach od 6:00 do 20:00, 10 maja (w niedzielę, w większości krajów – dzień wolny od pracy również dla poczty) nie będzie uznany za ważny, nie zostanie on bowiem dostarczony przed godziną 20:00 do konsula, przy czym kwestia ta pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą samego wyborcy. Dodajmy tu też, że nie wiemy w ogóle dzisiaj, jak w praktyce przebiegać ma proces przesyłania pakietów wyborczych do wyborców za granicą i zwrot tych pakietów przez wyborców do konsulów. Nie wiemy, bo Ustawa o wyborach korespondencyjnych jedynie lakonicznie wspomina, że tego typu szczegóły określi dopiero, w dalszej kolejności, minister spraw zagranicznych w jakimś rozporządzeniu. Pytanie tylko kiedy?

AG: W praktyce więc wyborcy za granicą nie będą mieć możliwości zagłosowania w dniu wyborów, co gwarantuje im Konstytucja RP. Mowa tu o milionach osób, często mieszkających w miejscach bardzo oddalonych od większych miast, gdzie znajdują się konsulaty RP. Wszystko to w warunkach, w których poczty krajów dotkniętych epidemią są przeciążone ze względu na zmniejszoną liczbę pracowników, powszechne zakupy internetowe, zwiększoną kontrolę i środki ostrożności. Ten scenariusz z góry pozbawiony jest więc szans na realizację, a środki budżetowe poświęcone na jego wdrożenie, zdecydowanie można w chwili obecnej wykorzystać dużo lepiej – choćby na zakup sprzętu medycznego lub podniesienie pensji pracownikom służby zdrowia. Dodajmy do tego narażanie życia i zdrowia listonoszy oraz osób wchodzących w skład komisji wyborczych oraz fakt, że zwrot wykorzystanego pakietu wyborczego (czyli głosu) drogą poczty zwykłej lub kurierskiej, odbywać się ma na koszt wyborcy, co w praktyce oznacza naruszenie kolejnej zasady konstytucyjnej wyrażonej w art. 32 ustawy zasadniczej jako „równość i zakaz dyskryminacji”. Wszyscy obywatele, również ci mieszkający za granicą, mają prawo do równego traktowania przez władze i nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Rodzi się więc pytanie – czy rząd polski zamierza zwracać obywatelom zamieszkałym w miejscach oddalonych od konsulatu koszty ekspresowych przesyłek, jakie nadać będą musieli by oddać ważnie swój głos?

HK: Przypomnijmy wreszcie, że wykreślone w roku 2016 r. przez polski parlament przepisy dotyczące głosowania korespondencyjnego wskazywały, że wyborca głosujący za granicą otrzymuje pakiety wyborcze najpóźniej na 13 dni przed dniem wyborów (a nie jak wyborca w kraju, na 7 dni przed dniem wyborów). Terminy czynności wyborczych związanych z głosowaniem za granicą były więc w przeszłości znacznie dłuższe i zostały skrócone ze szkodą dla Polaków uprawnionych do głosowania za granicą.

Jakie działanie podejmowane są, i przez kogo, by powstrzymać ten niebezpieczny plan?

AG: Organizacja wyborów w trakcie trwania pandemii, niepodjęcie przez władze decyzji o ogłoszeniu stanu nadzwyczajnego oraz treść kontrowersyjnego projektu Ustawy o wyborach korespondencyjnych są przedmiotem krytyki nie tylko opozycji, autorytetów prawnych i medycznych w kraju i za granicą, ale też władz wielu krajów goszczących. Niestety, władze polskie zdają się na tę krytykę pozostawać obojętne.

Nic więc dziwnego, że coraz liczniejsza liczba organizacji pozarządowych, stowarzyszeń i grup społecznych podejmuje działania mające na celu wymuszenie na władzach przesunięcia terminu wyborów na okres po zakończeniu pandemii. Działania mają charakter różnorodny: od zbierania podpisów pod petycjami i listami protestacyjnymi, przez akcje informacyjne (artykuły i wywiady, takie jak ten), po akcje masowego bombardowania władz w kraju i za granicą indywidualnymi pytaniami i żądaniami wyjaśnień odnośnie problemów prawnych i logistycznych związanych z organizacją wyborów za granicą. 

Jak grzyby po deszczu rosną na portalach społecznościowych grupy zrzeszające Polaków zamieszkałych poza krajem zainteresowanych tematyką wyborów. To nowe zjawisko w świecie Polonii – ludzie w różnym wieku, rozsiani po całym świecie, reprezentujący różne frakcje i sympatie polityczne, dobrze poinformowani i pełni chęci do działania. Na stronach portali społecznościowych znaleźć można fachowo przygotowane petycje, ankiety, porady i wzory listów i pism do władz wraz z adresami, na które można je przesyłać. To, co ciekawe, i co cieszy mnie osobiście, to fakt, że po raz pierwszy od dawna obserwuję, jak Polacy w kraju i za granicą jednoczą się wokół kwestii wyborów, niezależnie od reprezentowanych przez nich opcji czy sympatii politycznych. Przykładem, jednym z wielu, jest np. grupa „Polonia ma Prawo Głosu”, utworzona na Facebooku i skupiająca Polaków zamieszkałych w prawie 40 krajach. To ogromny potencjał społeczny i polityczny.

Pamiętajmy także, że działania protestacyjne stanowią same w sobie element, który wykorzystany może zostać do zmiany sytuacji w przyszłości. Z jednej strony władze, chcąc nie chcąc, muszą jednak ustosunkować się do listów i pism składanych przez obywateli na tak wielką skalę. Z drugiej strony pisma i zapytania do władz oraz odpowiedzi na nie (również odpowiedzi negatywne i pisma pozostałe bez odpowiedzi) stanowią materiał dowodowy do wykorzystania w przyszłych protestach wyborczych, których po tak problematycznie organizowanych wyborach na pewno nie zabraknie.

Co jeszcze możemy zrobić jako obywatele polscy mieszkający za granicą w związku z tą sytuacją? 

AG: Jedną z form działania, oprócz tych wymienionych powyżej, jaką mogą podjąć obywatele polscy mieszkający za granicą, jest nawiązanie kontaktu z władzami kraju, w którym mieszkają, a na którego terenie zorganizowano obwody wyborcze za granicą. Tak jak mówiłam, polskie placówki dyplomatyczne mają często związane ręce i zmuszane są do organizacji komisji wyborczych w warunkach, w których prowadzi to do naruszenia przepisów państwa goszczącego. Przekazywanie lokalnym władzom czy dziennikarzom informacji o tym, jak naprawdę w świetle aktualnego prawa polskiego przedstawia się kwestia możliwości (czy raczej niemożliwości) głosowania korespondencyjnego ma sens i może spowodować reakcję tych władz, a na pewno pozwoli im na podjęcie decyzji w sprawie autoryzowania organizacji wyborów na ich terenie w sposób bardziej świadomy.