Polonijne zmiany na Greenpoincie

49

Od kilku lat na Greenpoincie zachodzą poważne procesy gentryfikacyjne. Mimo to w tej do niedawna najpopularniejszej wśród Polaków dzielnicy nadal mieszka wielu naszych rodaków, a także działają firmy i sklepy przez nich prowadzone. Coraz częściej jednak są one dostosowywane do zmieniających się klientów.

Mimo że na głównych greenpoinckich arteriach handlowych coraz rzadziej można zobaczyć szyldy z polskimi napisami, to jednak wciąż działają tam polskie biznesy. Pośród sprawdzonych i cieszących się renomą sklepów, restauracji i kafejek, często także dużych amerykańskich sieci handlowo-usługowych, ciągle pojawiają się szyldy z nazwami nowych biznesów, także tych prowadzonych przez Polaków. Często jednak ich nazwy niewiele mają wspólnego z językiem polskim i są bardzo uniwersalne, tak by trafiały do wszystkich mieszkańców Greenpointu, a nie tylko do naszych rodaków. Zakładane się również firmy oferujące zupełnie nowe i niespotykane wcześniej w tej dzielnicy usługi oraz produkty, w tym także organiczne, a nawet wegańskie, które zyskują coraz większą popularność. Są też takie biznesy, które cieszą się tak dużą renomą, że nie tylko ich właściciele, ale także klienci nie chcą dopuścić, by z różnych powodów – najczęściej związanych z wygórowanym czynszem – zniknęły z mapy Greenpointu.

HAPPY ZOE VEGAN BAKERY
Zupełnie nowe podejście do biznesu na Greenpoincie prezentują właścicielki działającej od niedawna cukierni przy 102 B Nassau Avenue. Happy Zoe Vegan Bakery, jak sama nazwa wskazuje, oferuje wyroby wegańskie produkowane na bazie składników roślinnych i całkowicie pozbawionych elementów zwierzęcopochodnych. Nawiązuje również do ogólnego szczęścia, dobrego samopoczucia i zdrowego trybu życia, bowiem jak wszystkim wiadomo słowo „happy” w języku angielskim wiąże się ze „szczęściem” i „radością”, natomiast „zoe” w łacinie oznacza „życie”.

Właścicielki cukierni swoją działalność traktują jako swego rodzaju misję oraz pewną formę edukowania ludzi i uświadamiania im, że zarówno mleko i jajka oraz inne produkty zwierzęce używane do produkcji ciast i wypieków można zastąpić składnikami roślinnymi, które są zdrowsze i łatwiej strawne.

„Świat się zmienia i naszą działalnością staramy się zrobić coś dla niego oraz dla zwierząt, które dzięki temu mniej cierpią, a także dla ludzi, którzy dzięki diecie roślinnej są zdrowsi i lepiej się czują” – wyjaśnia Paulina, która z siostrą Agatą oraz mamą Aleksandrą prowadzi wegańską cukiernię.

Happy Zoe Vegan Bakery działa od 22 grudnia ub.r., i z każdym dniem zyskuje sobie coraz więcej klientów. Jej powstanie w pewnym stopniu jest wynikiem zapotrzebowania na produkty cukiernicze oparte na diecie roślinnej, którą właścicielki stosują od ponad 20 lat.

„Od dawna weganizowałyśmy nasze jedzenie i potrawy, które robiłyśmy. Częstowałyśmy nimi także naszych przyjaciół oraz znajomych. Po pewnym czasie wiele osób zaczęło do nas pisać z prośbą o zrobienie wegańskich ciast oraz z sugestiami, że powinnyśmy otworzyć taką cukiernię – wyjaśnia Paulina. – W końcu się zdecydowałyśmy i zaczęłyśmy szukać lokalu, co nie było łatwym zadaniem, ponieważ trudno jest znaleźć dobre miejsce w przystępnej cenie. Ostatecznie wybrałyśmy Greenpoint, ponieważ mieszka tutaj bardzo dużo młodych ludzi i jeszcze nie jest tak drogo jak na Manhattanie. Poza tym mamy trochę sentymentu do polskiej dzielnicy, a ta pomimo zmian ciągle ma w sobie coś, co nas do niej przyciąga. Bardzo lubimy Greenpoint i dobrze się tutaj czujemy” – dodaje rozmówczyni „Nowego Dziennika”.

Właścicielki Happy Zoe Vegan Bakery wkładają w cukiernię całe swoje serce, ponieważ przygotowywanie wegańskich potraw oraz ciast jest ich pasją.

„Weganizowanie jedzenia to jest nasze życie, cały czas wymyślamy coś nowego i rozszerzamy asortyment” – mówią. Wśród najbardziej popularnych wyrobów oferowanych przez wegańską cukiernię są: donutsy, szarlotka, sernik, babeczki typu cupcake, torty, brownie, muffinki i różne ciasteczka. W ofercie ma również produkty bezglutenowe, naleśniki, kanapki oraz smoothie. W przyszłości to menu na pewno zostanie jeszcze bardziej rozszerzone.

„Nasze wyroby wyglądają bardzo podobnie jak te przygotowywane tradycyjnymi metodami, z tym, że są w pełni wykonane ze składników roślinnych. Nie zawierają żelatyny, jajek, mleka, śmietany, masła ani jakichkolwiek elementów pochodzenia zwierzęcego, i jesteśmy pod tym względem bardzo restrykcyjne. Nie używamy także żadnych sztucznych smaków, zapachów, stabilizatorów, spulchniaczy i ulepszaczy przedłużających świeżość” – zapewnia Paulina.

Happy Zoe Vegan Bakery oferuje również organiczną kawę, produkowaną przez Brewing Good Coffee Company, której przyświeca hasło „Drink coffee, save animals”. Każdego miesiąca firma ta przekazuje 10 procent swojego dochodu na sanktuaria dla zwierząt.

„Poza tym dba, by przy zbiorze kawy nie były ranione żadne ptaki” – wyjaśnia nasza rozmówczyni, której cierpienie zwierząt nie jest obojętne. Podobnie dużą uwagę przykłada do zdrowia zarówno swojego, jak i innych ludzi. Dlatego też propaguje odpowiedni sposób podejścia do żywienia i podkreśla, że obecnie bardzo dużo osób cierpi na cukrzycę oraz różne choroby, które są wynikiem złej diety.

„Można się o tym dużo dowiedzieć m.in. z książki pt. 'Nowoczesne zasady odżywiania', napisanej przez dr. Colina Campbella, który przez 40 lat prowadził badania i udowodnił, że proteiny zwierzęce powodują raka i cukrzycę – podkreśla Paulina i dodaje, że przekonuje się o tym coraz więcej ludzi. – Przychodzą do nas klienci pochodzący z różnych stron Stanów Zjednoczonych i z rozmów z nimi wynika, że zdecydowali się przejść na dietę roślinną ze względu na stan zdrowia i wiele lekarstw, które musieli zażywać. Wielu z nich twierdzi, że już po trzech miesiącach odstawili połowę tabletek, czują się lepiej, a nawet wyzdrowieli” – opowiada nasza rozmówczyni. Zapewnia także, że doświadczył tego nawet jeden z jej bliskich znajomych, który w zeszłym roku dowiedział się, że jest chory na białaczkę, w dodatku był w bardzo poważnym, czwartym stadium, więc lekarze dawali mu najwyżej pół roku życia.

„Po odstawieniu mięsa i wszelkich produktów zwierzęcych całkowicie wyszedł z choroby i obecne jest przykładem tego, że dietą roślinną można zmienić swoje życie i można się poczuć lepiej” – twierdzi współwłaścicielka Happy Zoe Vegan Bakery.

Klientami cukierni są głównie Amerykanie, którzy przychodzą do niej całymi rodzinami.

„Mamy bardzo dużo stałych klientów, którzy odwiedzają nas codziennie – mówi z dumą Paulina i dodaje, że Polacy również się pojawiają, lecz nie wszyscy są w pełni przekonani do pełnej diety roślinnej. – Różne są ich reakcje, zwłaszcza gdy niektórzy dowiadują się, że nie dodajemy zwykłego mleka do kawy. Jednak jest również wielu Polaków, zwłaszcza młodych, bardzo pozytywnie nastawionych do weganizmu. Mamy nawet takich klientów, którzy próbując naszych wyrobów, np. na urodzinach u znajomych, sami do nas przychodzą i je zamawiają” – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

PARK DELI
To, że dobre jedzenie broni się samo, wiadomo od dawna. Nie tylko Polacy uwielbiają naszą rodzimą kuchnię, ale również Amerykanie chętnie jedzą nasze potrawy, zwłaszcza gdy są dobrze i smacznie przyrządzone. Przekonała się o tym Krystyna Godawa, właścicielka sklepu Park Deli, znajdującego się przy 209 Nassau Avenue, vis a vis parku McGolricka na Greenpoincie. Przez wiele miesięcy walczyła – również sądownie – z właścicielką budynku o możliwość przedłużenia wynajmu oraz kontynuowania działalności w miejscu, które zajmuje od 2007 roku. Niestety po wygaśnięciu dziesięcioletniej umowy najmu lokalu początkowo otrzymała zaporową cenę, na którą nie było jej stać, a przy próbie negocjacji wysokości nowego czynszu usłyszała, że ma miesiąc na opuszczenie budynku, którego pomieszczenia miały być – jak twierdziła Hildegarda Daempfle, jego właścicielka – przeznaczone na zupełnie inną działalność. Nie pomagały żadne rozmowy, protesty klientów i okolicznych mieszkańców. W końcu sprawa (na wniosek właścicielki budynku) trafiła do sądu, który w listopadzie 2017 roku stwierdził, że Krystyna Godawa może dalej prowadzić swój sklep i ma prawo pozostać przy 209 Nassau Avenue na dotychczasowych warunkach, aż do czasu znalezienia nowego lokum; sędzia wyznaczył przy tym ostateczny termin na czerwiec 2018 roku. Opisywaliśmy ten problem w artykułach: „Z Greenpointu znika kolejny polski sklep – ostatnie dni Park Deli” oraz „Warto walczyć o swoje„.

Ostatecznie okazało się jednak, że sprawa Park Deli zakończyła się pozytywnie dla Krystyny Godawy, a jej sklep nadal działa w starej lokalizacji. W dodatku Hildegarda Daempfle nie tylko zaniechała próby usunięcia polskiego biznesu, ale nawet zamierza podpisać z panią Krystyną nową, dziesięcioletnią umowę wynajmu pomieszczeń na jej lokal. Dużą rolę odegrali tutaj stali klienci, a zwłaszcza Amerykanie kochający polskie jedzenie i stołujący się w Park Deli.

„W związku z tym, że nie udało mi się znaleźć odpowiedniego lokalu przystosowanego również do działalności restauracyjnej groziło mi całkowite zamknięcie sklepu – wspomina Krystyna Godawa, której z pomocą przyszli właściciele pobliskiego studia filmowego. – Podczas decydującej rozprawy sądowej w lipcu ub.r. właściciel Broadway Stages, którego adwokat również prowadził moją sprawę, stwierdził, że nie chce, abym kończyła działalność, i postanowił pokryć koszty mojego czynszu do wysokości 5 tys. dolarów za każdy miesiąc, począwszy od chwili wygaśnięcia starej umowy wynajmu lokalu” – wyjaśnia właścicielka Park Deli, która zgodnie z wcześniejszą decyzją sądu płaciła starą stawkę.

W sumie Hildegarda Daempfle otrzymała 30 tys. dolarów od Broadway Stages, studia, którego pracownicy i aktorzy są stałymi klientami polskiego sklepu z pysznym jedzeniem.

„Właścicielka budynku, otrzymawszy czek na taką kwotę, od razu zgodziła się, żebym pozostała dalej, ale jednocześnie podniosła czynsz na 5350 dol. miesięcznie” – podkreśla pani Krystyna dodając, że niebawem – zgodnie z ustaleniami – podpisze z nią nową umowę wynajmu lokalu na 10 lat. Tak więc dzięki wsparciu stałych klientów zakochanych w dobrym, polskim jedzeniu ocalał sklep połączony z działalnością restauracją i funkcjonujący na Greenpoincie już 12. rok. „Warto walczyć o swoje” – twierdzi Krystyna Godawa, dziękując wszystkim za wsparcie i zapewniając, że nadal będzie prowadziła swój biznes i serwowała dobre potrawy zarówno na miejscu w swoim sklepie, jak i działając cateringowo.

GREEN FARMS SUPERMARKET
Niestety nie wszyscy klienci polskich biznesów cieszących się dużą popularnością mogli mieć wpływ na ich dalsze losy. Z mapy Greenpointu, mimo bardzo dobrej opinii i renomy, zniknął Green Farms Supermarket, sklep znany także pod drugą nazwą – „U Chłopaków”, co wiązało się z prawie stuprocentową męską obsługą. Sklep przy 918 Manhattan Avenue na Greenpoincie zamknął swoje podwoje w październiku ub.r., a jego nagłe zniknięcie było wielkim zaskoczeniem dla klientów, zwłaszcza stałych, którzy na zakupy przyjeżdżali do niego nawet z innych dzielnic.

„Działaliśmy prawie 42 lata w tym samym miejscu” – mówi „Nowemu Dziennikowi” Antoni Mikołajczyk, który wraz z bratem Marianem założył sklep w 1977 roku. Po śmierci brata, który zmarł prawie osiem lat temu, pan Antoni, znany także jako Staś lub Stanley, dalej prowadził go z rodziną. Ta jednak w roku ubiegłym postanowiła zakończyć działalność handlową.

„W związku z tym zamknęliśmy sklep i sprzedaliśmy budynek” – wyjaśnia były współwłaściciel Green Farms Supermarket. Sklep „U Chłopaków” oferował swoim klientom bardzo szeroki asortyment polskich produktów, począwszy od chleba i wędlin, poprzez różne przetwory i konserwy, a na słodyczach i piwie kończąc.

MAZUR MEAT MARKET
Również pod koniec ubiegłego roku swoją działalność wstrzymał sklep Mazur Meat Market, znajdujący się przy 922 Manhattan Avenue i bezpośrednio sąsiadujący z Green Farms Supermarket. Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez „Nowy Dziennik” wynika, że ten działający od lat 80. biznes (początkowo w innej lokalizacji) nie zamknął się „na zawsze”, lecz przechodzi małą restrukturyzację oraz remont i niebawem powinien znów otworzyć się dla klientów.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA