Polska tenisistka trenerką przyszłych amerykańskich gwiazd

56

Rozmowa z Anną Bieleń-Żarską, wielokrotną mistrzynią i reprezentantką Polski w tenisie ziemnym

Anna Bieleń-Żarska jest sklasyfikowana w pierwszej dziesiątce najlepszych zawodniczek historii polskiego tenisa. W wieku 14 lat zdobyła pierwsze mistrzostwo Polski seniorek. W 2000 roku osiągnęła swoją najwyższą, 146. pozycję w światowej klasyfikacji tenisistek WTA, a rok później 176. miejsce w klasyfikacji WTA w grze podwójnej (deblu). Uczestniczyła we wszystkich Wielkich Szlemach: US Open, Roland Garros, Wimbledon, Australian Open. Posiada wiele medali zdobytych z reprezentacją Polski w tenisowych Mistrzostwach Europy. Karierę czynnej tenisistki, biorącej udział w zawodach, zakończyła w 2005 roku. Wkrótce wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, gdzie od 2007 roku pracuje jako trenerka w Robbie Wagners Tournament Training Center na Long Island, jednej z najlepszych akademii tenisowych w Nowym Jorku i na Wschodnim Wybrzeżu. Obecnie wraz z mężem Robertem i czteroletnim synem Sebastianem mieszka w nowojorskiej dzielnicy Ridgewood.

Kiedy rozpoczęła się pani przygoda z tenisem i jak długo trwała kariera aktywnej zawodniczki?

Gdy miałam siedem lat, rodzice zaprowadzili mnie do szkółki tenisowej w rodzinnym mieście, w Kędzierzynie-Koźlu. Szybko okazało się, że mam smykałkę do tego sportu i już w wieku 11 lat byłam numerem 4. w Polsce, a rok później zostałam sklasyfikowana na pierwszej pozycji. W trakcie kariery reprezentowałam kluby TKS Kędzierzyn-Koźle, Górnik Bytom oraz SKT Sopot. W barwach dwóch ostatnich klubów wielokrotnie zdobywałam z koleżankami złoto w Drużynowych Mistrzostwach Polski. Moim ostatnim występem w karierze był profesjonalny turniej z cyklu ITF Pro Circuit Events w 2005 roku w Olecku.

Co skłoniło panią, aby po zakończeniu kariery przyjechać do Stanów Zjednoczonych i właśnie w Nowym Jorku rozwijać karierę trenerską? Tutaj przecież, bardziej niż w jakimkolwiek innym miejscu, jest w tym zawodzie bardzo duża konkurencja.

Nowy Jork to miasto, gdzie co roku odbywa się US Open, jeden z największych i najważniejszych turniejów tenisowych na świecie. Mimo że – tak jak pan podkreślił – istnieje tutaj bardzo duża konkurencja, to również jest wspaniała baza treningowa z licznymi akademiami i szkołami tenisowymi. W związku z tym są tutaj fantastyczne warunki do pracy trenerskiej. Również sam tenis jest w tym mieście od wielu lat bardzo popularnym i prestiżowym sportem. Miałam w Nowym Jorku kontakty jeszcze z czasów, kiedy grałam w US Open, więc od dawna otrzymywałam wiele propozycji dotyczących kariery trenerskiej. W pewnym momencie wraz z mężem zdecydowaliśmy się na przyjazd do Wielkiego Jabłka.

A kiedy i gdzie rozpoczęła się pani kariera trenerska?

Do pierwszych poważniejszych doświadczeń trenerskich zaliczam pracę jako grający kapitan-trener polskiej reprezentacji na Drużynowych Mistrzostwach Europy w Czechach w 2001 roku. Zdobyłyśmy wówczas srebrny medal. Po zakończeniu kariery zawodniczej rozpoczęłam współpracę z Justyną Jegiołką, która zajmowała wówczas drugie miejsce w Polsce w kategorii do 14 lat. Kilka miesięcy później Justyna zadebiutowała w rankingu WTA, a obecnie jest sklasyfikowana w okolicach 220. pozycji w deblu i 350. w singlu, w ogólnym rankingu światowym.

Gdzie obecnie trenuje pani zawodników?

Od 2007 roku cały czas pracuję w jednej z najlepszych akademii tenisowych na Wschodnim Wybrzeżu, jaką jest Robbie Wagners Tournament Training Center. Prowadzimy tam program zarówno dla zawodników, którzy pragną otrzymać stypendia na najlepszych uczelniach w Stanach Zjednoczonych, jak również dla tych, którzy uczestniczą w profesjonalnych turniejach z cyklu WTA i ATP. Najbardziej znanym zawodnikiem zawodowym, który trenował w naszej akademii, jest Scott Lipsky, sklasyfikowany obecnie w rankingu światowym w pierwszej „30” deblistów, wygrał również Roland Garros w mikście, czyli rywalizacji, w której uczestniczą dwuosobowe zespoły złożone z kobiety i mężczyzny.

Jakie są pani największe osiągnięcia trenerskie w Ameryce?

Pracowałam tutaj z wieloma juniorkami i juniorami z pierwszej „50” w kraju. Trenowałam między innymi Kristinę Norton (numer 16. w kraju w kategorii juniorek), Shelby Talcott oraz Katherinę Yau (obie były sklasyfikowane w czołowej „30” w Stanach Zjednoczonych w kategorii do 18 lat). Obecnie moją najlepszą zawodniczką jest Alexa Graham, która jest numerem 1. w kategorii do 14 lat na Wschodnim Wybrzeżu oraz zajmuje 37. miejsce w kraju. Alexa Graham jest również zgłoszona do 4 profesjonalnych turniejów z cyklu ITF PRO Circuit Events, które odbędą się w maju i czerwcu. Naszym celem jest start w US Open w 2014 roku.

Pani sukcesy trenerskie to nie tylko wyniki sportowe zawodników, ale także podnoszenie swoich kwalifikacji poprzez szkolenia i zdobywanie kolejnych, najwyższych stopniem certyfikatów w tym kraju, dyplomów dających nowe możliwości trenerskie.

Tak, to prawda. Zdobyłam najwyższy stopień trenerski, tzw. USPTA Professional 1, który wymaga co najmniej trzyletniego doświadczenia w pracy trenerskiej oraz zdania 6 egzaminów z wynikiem nie mniejszym niż 90 ze 100 punktów. Wybrano mnie również do udziału w USTA High Performance Coaching Program. Jest to program tylko dla trenerów, którzy posiadają stopień USPTA 1 oraz mają kilkuletnie doświadczenie z wysoko sklasyfikowanymi zawodnikami w Stanach Zjednoczonych. Program jest prowadzony tylko 4 razy w roku i za każdym razem do udziału w nim zostaje wybranych jedynie 25 najlepszych trenerów z całej Ameryki. Ja dostałam się na szkolenie w Carson w Kalifornii w sierpniu 2012 roku. Pięciodniowe zajęcia, zakończone egzaminem, były prowadzone przez samego Jose Higuerasa, osobistego trenera Rogera Federera. Po zdobyciu tego certyfikatu otrzymałam tytuł USTA High Performance Coach & Specialist in Competitive Player Development.

Czyli, w wolnym tłumaczeniu, będzie pani specjalistką w pracy z zawodnikami wyczynowymi?

Dokładnie tak, nie ukrywam, że w tym czuję się najlepiej. Będąc czołową zawodniczką w kraju i na świecie uważam, że jestem w stanie i potrafię naprawdę dużo przekazać młodym gwiazdom tenisa.

Czym różni się tenis amerykański od europejskiego ? Nie da się ukryć, że w pierwszej setce WTA i ATP dominują Europejczycy…

Składa się na to wiele czynników, między innymi organizowanych jest tutaj zbyt mało turniejów profesjonalnych, gdzie młodzi zawodnicy mogliby zbierać punkty do światowych rankingów. W Europie, w promieniu kilku godzin jazdy samochodem, można wziąć udział w 15 do 20 turniejach rocznie. W Stanach Zjednoczonych tylko dwóch, może trzech. Poza tym bardzo widoczna jest różnica w pracy trenerskiej. W Europie jest więcej zawodowych graczy niż tutaj i większość z nich zostaje później trenerami. W Ameryce profesjonalnych zawodników jest znacznie mniej, wystarczy popatrzeć na pierwszą setkę WTA i ATP, a to przekłada się później na kadrę trenerską. Nie jest to oczywiście reguła, ale bardzo często udana kariera zawodnicza, w połączeniu z wykształceniem trenerskim, daje optymalne warunki do osiągnięcia sukcesów jako trener i kształcenia wybitnych zawodników. Tym bardziej w dzisiejszych czasach, kiedy kariera zawodnika wymaga wyczerpujących treningów, trwających około 7-8 godzin dziennie przez 6-7 dni w tygodniu. Myślę, że ciężko nauczyć młodych zawodników czegoś, czego samemu się nie doświadczyło.

A wracając pamięcią i wspomnieniami wstecz, który moment swojej kariery jako zawodniczki uważa pani za najważniejszy oraz wspomina najmilej?

Zdecydowanie najmilej wspominam wygranie dwóch profesjonalnych turniejów jeden po drugim – turnieju z pulą nagród 10 000 dolarów Poznaniu oraz 25 000 dolarów w Sopocie w czerwcu 1999 roku. Były to zwycięstwa, które pozwoliły mi na awans do czołowej „200” światowego rankingu, a w konsekwencji do udziału w największych turniejach WTA, w tym oczywiście w Wielkich Szlemach.

Czy to prawda, że pani syn również gra w tenisa?

Tak, to prawda. Sebastian ma dopiero 4 latka, ale zaczął grać już dwa lata temu. Wraz z mężem bardzo chcielibyśmy, aby poszedł w moje ślady i grał kiedyś profesjonalnie, ale to oczywiście pokaże i zweryfikuje czas. Na razie trenuje w mojej akademii dwa razy w tygodniu i całkiem nieźle sobie radzi.

W takim razie życzę powodzenia i trzymam kciuki za sukcesy trenerskie. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również serdecznie dziękuję, a przy okazji pozdrawiam czytelników „Nowego Dziennika”, zaś fanów tenisa zapraszam na moją oficjalną stronę internetową www.annazarska.com, gdzie można na bieżąco śledzić moje poczynania.

Autor: ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA