Polska wigilia na amerykańskich stołach

95

W niektórych domach serwuje się zupę z suszonych śliwek z hałuskami, w innych kutię czy śląską moczkę. We wszystkich dzieli się opłatkiem i słucha kolęd. Podczas polskich Wigilii w USA bardzo ważna jest tradycja, bo dzięki niej wracają wspomnienia z rodzinnych domów, do których, jakoś szczególnie teraz, tęskni się mocniej.

Stany Zjednoczone to kraj z największą Polonią na świecie. Osoby polskiego pochodzenia, które liczone są w milionach, mieszkają przede wszystkim w Nowym Jorku, Chicago, Denver, w stanie New Jersey czy na Florydzie. Większość rodaków kultywuje polskie tradycje, na przykład związane z grudniowymi świętami.

CEBULA NA ZDROWIE, JABŁKO NA URODĘ
Wigilię, zgodnie z orawską tradycją w połączeniu z podkarpackimi zwyczajami, obchodzi, pochodząca z Małopolski Aneta Pieróg-Sudoł. Od 16 lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, a konkretnie w New Jersey. Swojego męża poznała w pierwszym dniu pobytu na emigracji, tu też urodził się ich syn Szymon. „W dniu wigilijnym w naszym domu obowiązuje post. Rano jemy tylko rybę marynowaną lub wędzoną z chlebem.

Kiedyś jeszcze nie oglądaliśmy telewizji, nie używaliśmy komputera czy telefonów, ale tej tradycji już nie jesteśmy w stanie podtrzymać. Kolację rozpoczynamy od modlitwy, czytamy fragment Pisma Świętego i śpiewamy kolędę – albo ‘Wśród nocnej ciszy’, albo ‘Dzisiaj w Betlejem’, którą syn potrafi zagrać na pianinie”. Potem dzielimy się opłatkiem” – opowiada Aneta. Pierwszym daniem serwowanym podczas Wigilii orawskiej jest kromka chleba z masłem, cebulą i czosnkiem posypana solą. Następnie serwowane jest jabłko z miodem. „Chleb, zazwyczaj domowy na ziemniakach, na znak, żebyśmy nie byli głodni.

Czosnek i cebula, żebyśmy byli zdrowi, sól – by nam niczego nie brakowało, a jabłko – jak babcia zawsze mawiała – na urodę” – tłumaczy Aneta. Na jej świątecznym stole w Polsce stawiana była też m.in. miska z ziarnami owsa, do której wkładało się łupiny cebuli i czosnku, skórkę z jabłka, kawałek chleba i trochę opłatka. “W Polsce tata zabierał to do stajni i stodoły, i dawał zwierzętom. Tutaj nie mamy gospodarstwa, ale co roku, symbolicznie, stawiam miskę z ziarnem pszenicy, które czasami daję ptakom – dzieli się swoją tradycją rozmówczyni „Nowego Dziennika”. – Orawskie potrawy na naszym stole to kapusta z grzybami z omastą maślaną podawana z ziemniakami, cebulką lub szczypiorkiem.

Oprócz tego karp pieczony z warzywami i pieczarkami, zupa z suszonych śliwek z hałuskami (ziemniaczane kluseczki) oraz zupa grzybowa lub sos grzybowy” – wymienia Aneta. Jej mąż pochodzi z Podkarpacia, więc ze względu na niego na wigilijnym stole znajdą się pierogi z kapustą i grzybami oraz ruskie. W tym roku po raz pierwszy będą tak zwane kresowe – z kaszą gryczaną i twarogiem. Do tego ryba smażona i kapusta z grochem. „Naszym wspólnym daniem jest barszcz czerwony z uszkami – specjalność męża na domowym zakwasie – oraz moje domowe uszka z farszem z naszych suszonych grzybów uzbieranych w New Jersey, a czasem otrzymanych listem z Polski od mamy.

Wszystkie dania popijamy kompotem z suszu. Sama przygotowuję jabłka i pomarańcze. Nasz stół nakryty jest białym obrusem z haftem góralskim – to nasz prezent ślubny. Podobnie jak odświętna zastawa, sztućce polskiej marki, których używamy tylko w Wigilię i podczas śniadania wielkanocnego. Mamy też sianko, figurę Świętej Rodziny, zapaloną świecę i znicz symbolizujący pamięć o naszych bliskich zmarłych. Po Wigilii siadamy przy choince i otwieramy prezenty od św. Mikołaja, a przed północą jedziemy na pasterkę” – opowiada Aneta Pieróg-Sudoł.

CENT W PIEROGU
Małgorzata Szabliński wychowywała się w Polsce niedaleko Mielca na Podkarpaciu. W Nowym Jorku dorastają jej córka Emma i syn Maksymilian. „W naszym rodzinnym domu, w Polsce, tradycje były pielęgnowane przez babcie i rodziców oczywiście. Nie było w tym nic wyjątkowego, że dopiero w Wigilię ubieraliśmy choinkę i zapalaliśmy na niej światełka, bo tak nakazywała tradycja. Tak jak pewnie w wielu polskich rodzinach, wieszaliśmy na świątecznym drzewku ciasteczka i czekoladowe cukierki, które później znikały w ‘tajemniczych’ okolicznościach. To jedne z najmilszych, no i najsłodszych wspomnień” – przyznaje Małgorzata.

Na emigracji razem z mężem, dziećmi i przyjaciółmi tworzy nową, polsko-amerykańską tradycję. Jej częścią jest spędzanie świąt Bożego Narodzenia w górach, w Pensylwanii. „Gdy już się wszyscy zjedziemy, stawiamy wspólną choinkę, razem kleimy pierogi, a do jednego z nich wkładamy monetę jednocentową. Wierzymy, że kto w wigilijny wieczór na nią natrafi, będzie miał szczęście w finansach przez następny rok. Pozostali goście dostają specjalne pakunki z gwiazdką anyżową i łuską karpia. To także ma zapewnić finansowe powodzenie” – mówi Małgorzata. Inne tradycje to talerz dla wędrowca i dobry humor. W końcu jaki dzień wigilijny, taki cały rok. „Lepiej też tego dnia nie wydawać za wiele pieniędzy, a na pewno nie mieć żadnych długów. Za to dobrze mieć tego dna jakiś przypływ gotówki” – radzi Małgorzata.

Życzenia składane są na głos przez wszystkich gości wigilijnej kolacji, zaczynając od najstarszej osoby. Jeśli chodzi o potrawy, to rządzi polska tradycja. Na stole są między innymi uszka z grzybami, barszcz czerwony i biały, ryby przyrządzane na różne sposoby, na przykład pieczone i w galarecie. Do tych bardziej oryginalnych dań należą pierogi z suszonymi śliwkami, miodem i orzechami oraz moczka, czyli typowo śląska potrawa przyrządzana właśnie na Boże Narodzenie ze specjalnego rodzaju piernika, a także m.in. migdałów, rodzynek, suszonych daktyli i dużej ilości ciemnego piwa lub rumu. „Muszę przyznać, że królem świąt w mojej rodzinie jest piernik staropolski, do którego ciasto przygotowuje się na kilka tygodni przed pieczeniem. To chyba ten zapach i smak najbardziej i najprzyjemniej kojarzę z grudniowymi świętami, oprócz zapachu suszonych grzybów, którymi nadziewane są uszka. Tak na marginesie, to jedna z moich ulubionych potraw” – przyznaje rozmówczyni „Nowego Dziennika”.

GRZYBY OD MAMY, Z POLSKI
Dodatkowy talerz dla niespodziewanego gościa ustawia na świątecznym stole Maria Majka Nowak z New Jersey, która do Stanów Zjednoczonych wyemigrowała 20 lat temu z Podkarpacia. Tę i inne polskie bożonarodzeniowe tradycje stara się, razem z mężem, przekazywać urodzonym już w USA dzieciom. „Mimo że w Stanach choinki i dekoracje pojawiają się tuż po Dniu Dziękczynienia, a w tym roku jeszcze wcześniej, to my z ozdabianiem naszego domu czekamy do ostatniego tygodnia przed Bożym Narodzeniem” – mówi Maria.

Jej synowie pomagają tacie udekorować dom na zewnątrz – ozdabiają światełkami drzewka i stawiają szopkę wykonaną przez męża Marii. Ona w tym czasie, razem z córką, zajmują się dekorowaniem wewnątrz domu. Już tradycyjnie kolację wigilijną spożywają u siebie. „Zapraszam siostrę z córką i czasem najbliższych przyjaciół. Na stole, nakrytym białym obrusem, królują typowo polskie potrawy – pierogi z serem, ryby, barszcz z uszkami, kutia, groch z kapustą i grzybami, co roku przysyłanymi przez moją mamę z Polski.

Przygotowuję też kompot z suszu i polskie ciasta: makowiec, sernik i mazurek. Nie może u nas zabraknąć pierniczków pieczonych przez moją teściową – babcię Marysię. Oprócz tego pojawią się też fizoły z wędzonymi śliwkami – zupa także gotowana przez mamę męża, góralkę” – wylicza Maria Majka Nowak. Przed kolacją wszyscy dzielą się opłatkiem, jest też wspólna modlitwa i czytanie fragmentu Pisma Świętego. Zdarza się, że na chwilę wpadną kolędnicy, znajomi górale. „W naszym domu, mimo że tysiące mil od Polski, wszystko jest po polsku. Ja pochodzę z Podkarpacia, mąż z Małopolski, a dokładnie z miejscowości Łapsze Niżne, niedaleko Bukowiny Tatrzańskiej. Bardzo lubię święta Bożego Narodzenia, choć nie ukrywam, że mocno tęsknimy za bliskimi mieszkającymi w Polsce.

Autor: ANNA ARCISZEWSKA