Polski lekarz pionierem nowatorskich metod leczenia – Elektryk od spraw sercowych

267

Ma zaledwie 42 lata i już należy do grona najlepszych lekarzy w Ameryce. Ratuje życie setek pacjentów, szkoli swoich kolegów po fachu zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na całym świecie, uczy studentów i stażystów, prowadzi badania oraz forsuje nowatorskie metody leczenia. Jest dyrektorem Oddziału Elektrofizjologii w Staten Island University Hospital, który stworzył od podstaw. Na specjalistyczne zabiegi, które tam wykonuje, trzeba czekać dwa miesiące. "Jestem elektrykiem, który leczy serca" – mówi o sobie krótko dr Marcin Kowalski, polski elektrofizjolog, czyli kardiolog specjalizujący się w elektryczności serca.

Dr Marcin Kowalski słynie przede wszystkim z leczenia arytmii serca nowatorską metodą zwaną krioablacją, czyli ablacją wykorzystującą zamrażanie komórek serca w celu zablokowania przepływu szkodliwych prądów przedostających się z żył płucnych do głównej komory i wywołujących tzw. migotanie serca. Był pierwszym lekarzem na Wschodnim Wybrzeżu i jednym z nielicznych w Stanach Zjednoczonych, którzy wykonywali ten zabieg jeszcze przed zaakceptowaniem go przez FDA (Food and Drug Administration), jednocześnie prowadził w tym kierunku specjalistyczne badania. Obecnie, prócz wykonywania ablacji, szkoli innych kardiochirurgów, bowiem metoda ta nie tylko staje się bardzo popularna w całej Ameryce, ale także jest najskuteczniejsza w leczeniu zaburzeń rytmu serca.

Zalety krioablacji:
– metoda ta jest ponaddwukrotnie szybsza od wypalania dzięki czemu skraca się czas jakiegokolwiek działania wewnątrz serca
– występuje przy niej mniej różnych komplikacji typu: udar, krwotok czy jakaś infekcja, a prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest mniejsze niż 1 procent
– pacjenci czują się lepiej i po zabiegu mogą nawet wrócić tego samego dnia do domu
– używa się o wiele mniej promieni rentgenowskich – maks. 5 minut, by zrobić zdjęcia (przy ablacji przez wypalanie promieniowanie trwa od 45-50 minut)
– w niektórych przypadkach całkowicie wyeliminowane jest naświetlanie rentgenowskie
– podobna lub większa skuteczność niż w przypadku wypalania (wynosi 80-85 procent).

ARYTMIA
Jest to schorzenie opierające się na dysfunkcji elektrycznego systemu serca. To stan, w którym skurcze mięśnia sercowego (tzw. bicie serca) są nieregularne, a ich częstotliwość wychodzi poza bezpieczny zakres 60-100 uderzeń na minutę. Problem ten może skutkować poważnymi komplikacjami zdrowotnymi, a nawet stanowić może zagrożenie dla życia. Jest bardzo wiele przyczyn wywołujących to schorzenie.

„Istnieje prawie 30 różnych rodzajów arytmii w sercu – wyjaśnia dr Marcin Kowalski. – Ja się zajmuję zapobieganiem tym problemom oraz leczeniem, gdy już wystąpią”.

Jest kilka metod leczenia i zapobiegania arytmii. Można jej przeciwdziałać farmakologiczne, poprzez stosowanie odpowiednich lekarstw, poprzez zastosowanie tzw. rozruszników serca oraz poprzez zabiegi ablacji. Niestety, ta pierwsza i zarazem najpopularniejsza metoda, czyli zażywanie tabletek, ma skuteczność na poziomie 40 procent. O wiele lepsze wyniki leczenia przynoszą ablacje, zarówno związane z wypalaniem, jak i zamrażaniem komórek, przy czym ten drugi sposób jest bezpieczniejszy i co najmniej dwukrotnie szybszy.

ROZRUSZNIKI SERCA
Zastosowanie rozruszników zwanych także stymulatorami serca ma na celu przerwanie groźnej dla życia arytmii i przywrócenie prawidłowego rytmu serca. W przypadku osób mających zbyt niskie tętno wykorzystuje się tzw. pacemaker, z kolei do przeciwdziałania szybkiemu biciu serca, mogącemu nawet wywołać nagłą śmierć, wykorzystuje się tzw. kardiowerter-defibrylator. Oba urządzenia wywołują podobny efekt, jak masaż serca robiony podczas reanimacji, z tą różnicą, że działanie to następuje automatycznie w przypadku zaistnienia takiej konieczności i osoba chora nie musi czekać aż przyjedzie do niej karetka pogotowia z fachową pomocą.

Rozruszniki wszczepia się do ciała pacjenta i łączy się je z sercem specjalnymi elektrodami. Obecnie stosowany jest także stymulator najnowszej generacji tzw. micra pacemaker, który nie wymaga żadnych elektrod, a w związku z tym, że jego wymiary są niewielkie, wprowadzany jest przez żyły bezpośrednio do komory serca. „W związku z tym, że cały czas prowadzę prace badawcze i naukowe, mam dostęp do najnowszych technologii, często nawet przed zaakceptowaniem ich przez FDA – zdradza dr Marcin Kowalski. – Zabieg wprowadzenia najnowszego rozrusznika do komory serca przez żyłę trwa około 15 minut” – wyjaśnia specjalista.

ABLACJE
Są dwa sposoby przeprowadzania ablacji, czyli tworzenia strefy blokującej szkodliwe impulsy prądowe powodujące powstawanie arytmii w sercu. Izolację likwidującą migotanie przedsionków serca robi się poprzez wypalanie albo zamrażanie obszaru odpowiadającego za zaburzenia jego rytmu. Najczęściej źródło szkodliwych impulsów elektrycznych powodujących migotanie znajduje się w żyłach płucnych prowadzących krew z płuc do lewego przedsionka serca.

„Migotanie przedsionków serca jest bardzo częstym problemem wśród Amerykanów, cierpi na niego około 20 mln mieszkańców Stanów Zjednoczonych” – wyjaśnia doktor Kowalski. Ablacja poprzez wypalanie do niedawna była jedyną tego typu formą zapobiegania arytmii. Zabieg ten wykonywany jest poprzez wprowadzenie odpowiednich sond przez żyły do przedsionka serca i wypalenie komórek promieniami rentgenowskimi. Czas jego wykonania wynosi około 4 godzin. O wiele szybsza i mniej szkodliwa, m.in. ze względu na zminimalizowanie lub całkowite wyeliminowanie naświetlania rentgenowskiego, jest najnowocześniejsza metoda ablacji, wykorzystująca zamrażanie w celu stworzenia warstwy izolacyjnej.

KRIOABLACJA – ZAMRAŻANIE SERCA
Zabieg ten zwany jest także ablacją balonową, ponieważ podczas jego przeprowadzania wykorzystywany jest balonik wypełniany tlenkiem azotu. Powoduje on jednoczesne zamrożenie całego odwodu żyły wchodzącej do lewej komory serca. Do wprowadzenia balonika wykorzystywana jest żyła znajdująca się w pachwinie.

„Wchodzimy za pomocą specjalnej igły wprowadzanej przez żyłę do prawego przedsionka serca, robimy małą dziurkę i dostajemy się do lewej komory oraz żył płucnych – wyjaśnia szczegóły zabiegu dr Marcin Kowalski. – Później specjalny balon, który po napełnieniu gazem szczelnie przylega do żyły, a nawet w związku z bardzo niską temperaturą (minus 50-60 stopni Celsjusza) ‚przykleja’ się do jej wewnętrznej części i poprzez zamrożenie w tym samym czasie uśmierca komórki na całym jej obwodzie, tworząc specjalną izolację, powodującą zablokowanie szkodliwych prądów przenoszących arytmię do serca”. Taka operacja trwa od 75-90 minut i jest ponaddwukrotnie szybsza oraz o wiele skuteczniejsza i bezpieczniejsza niż zabieg polegający na wypalaniu komórek tworzących ochronną warstwę izolacyjną.

Początki krioablacji sięgają 2000 roku, kiedy to w Kanadzie rozpoczęto eksperymenty z zamrażaniem komórek w sercu przy leczeniu arytmii.

„Zaczęto się wtedy zastanawiać, czy zamiast wypalania nie można czasem zastosować zamrażania, tak jak np. przy leczeniu raka skóry, żołądka itd. Najpierw doświadczalnie rozpoczęto stosowanie tej metody przy leczeniu mniejszych i słabszych arytmii, i okazało się, że świetnie się ona sprawdza. Szybko zaczęto ją usprawniać, zastosowano balon i wprowadzono tę metodę do leczenia pacjentów” – opowiada dr Kowalski. W Kanadzie i Europie krioablację wykorzystuje się od około 8 lat, w Stanach Zjednoczonych FDA zatwierdziło ją 5 lat temu.

POLSKI ELEKTRYK SERC
Dr Marcin Kowalski jest pierwszym lekarzem, który metodę ablacji poprzez zamrażanie serca zastosował na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Jest wręcz pionierem krioablacji, bowiem stosował ją, zanim jeszcze została zatwierdzona przez FDA.

„Robiłem wiele badań na temat tej metody, stworzyłem na Staten Island specjalną salę do przeprowadzania tych zabiegów, a szpita, w którym pracowałem, na moją prośbę zakupił odpowiedni sprzęt i zanim FDA wydała zgodę na stosowanie krioablacji w leczeniu arytmii, przeprowadziłem już około 50 takich zabiegów – zdradza polski lekarz. – Oczywiście wtedy wszyscy pacjenci musieli wyrazić pisemną zgodę na takie leczenie”. Dzięki temu już na drugi dzień po zatwierdzeniu ablacji poprzez zamrażanie rozpoczęto w Staten Island University Hospital regularne leczenie pacjentów, dzięki czemu szpital bardzo szybko zyskał popularność oraz uznanie i jest jednym z najlepszych wśród podobnych placówek przeprowadzających tego typu leczenie. Obecnie przez trzy dni w tygodniu (poniedziałki, wtorki i środy) przeprowadzane się w nim operacje, natomiast czwartki i piątki przeznaczone są na specjalistyczne konsultacje. Od chwili zaakceptowania krioablacji przez FDA polski lekarz wykonał tam ponad 600 takich zabiegów, a poza tym cały czas prowadzi badania i doświadczenia, mające na celu jeszcze większe ulepszenie tej metody. Niedawno testował balony trzeciej generacji.

„Dzięki moim badaniom okazało się, że sam proces zamrażania komórek można skrócić. Kiedyś robiliśmy to dwa razy po 4 minuty na każdej żyle. Obecnie wiemy, że wystarczy, gdy zrobi się to tylko raz, i w dodatku wystarczy, jak zamrożenie trwa od 120 do 150 sekund” – wyjaśnia dr Kowalski. – Robimy to krócej i używamy niższych temperatur, by przez przypadek nie uszkodzić innych narządów wokół serca”.

Dr Marcin Kowalski po raz pierwszy spotkał się z ablacją poprzez zamrażanie na uczelni w Wirginii, gdzie studiował elektrofizjologię. Obecnie, jako jeden z największych specjalistów w tej dziedzinie, przeprowadza szkolenia innych lekarzy w swoim laboratorium, a także w różnych szpitalach specjalizujących się w elektrofizjologii oraz na uczelniach. „Dwa tygodnie spędziłem w różnych miastach Japonii, tydzień w Chinach, a także odwiedziłem kilka szpitali w Europie, by pokazać innym lekarzom, jak przeprowadzać te zabiegi” – wspomina dr Kowalski, dodając jednocześnie, że w Staten Island University Hospital budują właśnie nowy, drugi oddział przeznaczony na tego typu operacje, by dzięki temu przeprowadzać jeszcze więcej zabiegów ablacji. Obecnie na zabieg u polskiego specjalisty trzeba czekać dwa miesiące.

„Zatrudniłem już dwóch nowych elektrofizjologów oraz osiem dodatkowych osób i wszyscy razem będą tam pracować. Nazwałem to laboratorium Electrophysiology Center of Excellence” – podkreśla Polak.

To jednak niejedyne jego plany. Również w New Jersey mają w przyszłym roku powstać oddziały szpitalne specjalizujące się w ablacji i leczeniu arytmii serca.

„Chcemy je uruchomić w Linden, miejscowości, która jest położona bardzo blisko Staten Island. Myślimy także o kolejnym, trzecim laboratorium przy naszym szpitalu na Staten Island, ponieważ będzie bardzo potrzebne, być może rozpoczniemy jego budowę już w przyszłym roku. Będziemy mieli trzech specjalistów od ablacji i trzy oddziały elektrofizjologii” – zdradza Marcin Kowalski, dodając, że Staten Island University Hospital jest częścią systemu Northwell Health.

Poza tym polski specjalista zamierza także otworzyć swoją prywatną praktykę na Greenpoincie, gdzie kiedyś już działał, korzystając z uprzejmości dr. Marka Stawiarskiego, mającego swój gabinet przy Nassau Avenue.

Dr Marcin Kowalski przeprowadza także ablacje w dolnej komorze serca, które są o wiele bardziej skomplikowane i wykonywane są przy zawałach. „Wtedy wewnątrz serca robi się taka blizna, w efekcie czego prądy zaczynają krążyć wokół niej, powodując tzw. spięcie i wywołując tzw. nagły zgon sercowy. Żeby temu zapobiec, stosujemy ablację poprzez wypalanie promieniami rentgenowskimi” – wyjaśnia dr Kowalski.

Okazuje się, że jest on ekspertem również w innej, nowatorskiej metodzie zapobiegania udarom mózgu wywoływanym przez skrzepy krwi. W Stanach Zjednoczonych została ona zaaprobowana przez FDA w roku ubiegłym. Jest to zabieg, który stanowi alternatywę do stosowania leków rozrzedzających krew, by przez to zapobiec przyczynom udarów.

„Są miniskrzepy powstające w sercu, które później przedostają się do głowy – podkreśla specjalista. – Są jednak ludzie, którzy z różnych powodów nie mogą brać lekarstw rozrzedzających krew. Dlatego wymyślono specjalną wkładkę (tzw. watchman), przypominającą swoim kształtem meduzę, którą blokuje się przedsionek serca (tzw. appendage). Właśnie w tym miejscu powstaje około 90 procent skrzepów” – wyjaśnia dr Kowalski. Skuteczność tej metody jest podobna do stosowania tabletek rozrzedzających krew, ale zyskuje ona coraz większą popularność, m.in. z tego powodu, że mogą z niej korzystać wszyscy pacjenci.

„Zabieg założenia takiego watchmana trwa około godziny i robi się go poprzez żyłę, podobnie jak ablację. Pacjent ma jedno nakłucie i po zabiegu zostaje w szpitalu na noc na obserwację, a rano wraca do domu” – zapewnia elektrofizjolog dodając, że niebawem w podobny sposób będą także zakładali i wymieniali zastawki serca.

„Mamy jeszcze dwie minuty…” – mówi do mnie polski lekarz, po tym jak naszą rozmowę w jego gabinecie przerywa jedna z pielęgniarek informując go, że „pacjent jest już przygotowany do operacji”.

SALA OPERACYJNA
Ubieram się w kombinezon, a na głowę zakładam czepek medyczny i wchodzę na salę wypełnioną nowoczesnym sprzętem, a zwłaszcza monitorami, na których kreślone są różne wykresy lub wyświetlane dziesiątki danych. Rozglądam się naokoło i zaczynam się czuć jak w jakimś centrum kosmicznym. Po chwili dowiaduję się, że pacjentem, na którym będzie przeprowadzany zabieg krioablacji, jest starsza kobieta. W trakcie operacji jest uśpiona.

„Nie lubię narkozy, ponieważ wtedy pacjent, mimo że nic nie czuje, to może się kręcić i wiercić, a to przeszkadza w sprawnym przeprowadzaniu zabiegu” – wyjaśnia mi szybko dr Kowalski. W jego zespole pracuje około 10 osób i każda doskonale wie, jakie są jej obowiązki, a nawet co w danym momencie musi zrobić. Wystarczy jedno słowo lub gest specjalisty i potrzebne przyrządy są w zasięgu jego ręki lub załączane są odpowiednie urządzenia. Cały zabieg przebiega bardzo płynnie, a na sali operacyjnej panuje spokojna atmosfera.

„Mój zespół doskonale wie, co i jak należy zrobić, każdy ma swoje obowiązki, z których doskonale się wywiązuje, dlatego wszystko przebiega spokojnie, a ja wręcz się przy tym relaksuję” – mówi Polak. Sprzyja temu także cicha muzyka, którą słyszymy z głośnika. Stare przeboje rockowych zespołów od Dire Straits, R.E.M. aż po Led Zeppelin doskonale wpływają na wszystkich.

„Łatwiej się wtedy pracuje, szybciej upływa czas, a poza tym bardzo lubię muzykę” – wyjaśnia „elektryk od serc”, jak o sobie dowcipnie mówi polski lekarz.

Kobieta, której usuwano arytmię serca poprzez zamrażanie, miała 82 lata i w związku z jej wiekiem dr Kowalski przed właściwym zabiegiem musiał zrobić wiele innych dodatkowych badań, by później nie wystąpiły żadne komplikacje. Cała operacja trwała około 120 minut, natomiast sama krioablacja przebiegała bardzo szybko. Niesamowite wrażenie robiły jej efekty widoczne na ośmiu wykresach głównego monitora (tyle jest sond wprowadzanych wraz z balonem do komory serca). Przed zamrażaniem były one bardzo poszarpane i przedstawiały zaburzenia związane z migotaniem przedsionków serca. Wraz z obniżaniem temperatury – również widocznym na monitorze – impulsy arytmii coraz bardziej zanikały, by ostatecznie zamienić się w prostą linię, oznaczającą zlikwidowanie problemu.

„To oznacza, że izolacja już działa i prądy zakłócające bicie serca nie dostają się już do niego” – wyjaśnia mi dr Kowalski, który zaraz po zakończeniu zabiegu skontaktował się z krewnymi  pacjentki, by poinformować ich, że wszystko przebiegło sprawnie i przyniosło pozytywny efekt.

„Gdyby ta pani była młodsza, to już wieczorem zostałaby wypisana ze szpitala. W związku z tym, że ma 82 lata, zostawię ją jeszcze na obserwację i jutro rano o godz. 8 będzie mogła wrócić do domu” – powiedział mi później w swoim gabinecie. Generalnie zabieg ablacji przeprowadzony został bez jakiegokolwiek cięcia, a wszelkie sondy i urządzenia wykorzystywane w jego trakcie wymagały tylko dwóch nakłuć w okolicach pachwin, gdzie wprowadzano je do żył biegnących w kierunku serca.

Żeby poddać się takiemu zabiegowi, należy mieć skierowanie od kardiologa lub samemu zgłosić się do dr. Marcina Kowalskiego. Każdy pacjent musi wcześniej przejść konsultacje i dopiero wtedy podejmowana jest decyzja o przeprowadzeniu krioablacji. Koszty tego zabiegu pokrywane są przez ubezpieczenie. Osoby chcące dowiedzieć się więcej na ten temat lub podyskutowć o swoich problemach z jednym z najlepszych ekspertów w dziedzinie elektrofizjologii mogą zadzwonić bezpośrednio do biura dr. Marcina Kowalskiego w Staten Island University Hospital korzystając z numerów: (718) 226-9600 lub (718) 663-6400.

„Dr Marcin jest niesamowitym specjalistą oraz bardzo przyjazną i koleżeńską osobą” – usłyszałem po zakończeniu operacji od jednego z towarzyszących mu asystentów.

DR MARCIN KOWALSKI
Urodził się w Warszawie, a do Nowego Jorku przyjechał wraz z rodzicami w 1986 roku, mając wtedy 11 lat. Ukończył katolicką szkołę podstawową, działającą przy parafii św. Krzyża na Maspeth, oraz szkołę średnią Benjamin Cardozo High School na Bayside, gdzie miał bardzo dobre wyniki, dzięki czemu od razu dostał się do Sophie Davis School of Biomedical Education, a później do New York Medical College w Valhalli. Następnie zrobił staż internistyczny w St. Luke’s-Roosevelt Hospital Center na Manhattanie, a także specjalizację kardiologii w Henry Ford Hospital w Detroit oraz ukończył studia związane z elektrofizjologią w Medical College of Virginia w Richmond. Jego profesorem był dr Kenneth Ellenbogen, znany na całym świecie ekspert ds. rozruszników serca i ablacji.

„To właśnie dzięki niemu poznałem różne metody leczenia arytmii serca oraz prowadziłem badania dotyczące ablacji i nauczyłem się pisać sprawozdania dokumentujące ich wyniki” – podkreśla dr Kowalski.

Kiedy był nastolatkiem, nie myślał o studiowaniu medycyny – bardziej interesowały go komputery oraz informatyka. O tym, że ostatecznie został lekarzem, zadecydował przypadek.

„W roku, w którym miałem rozpocząć naukę w szkole średniej, moja mama bardzo poważnie złamała nogę. Musiała przejść skomplikowaną operację i trzy tygodnie leżała w szpitalu. Spędziłem z nią dużo czasu i zobaczyłem, jak bardzo lekarze jej pomagają. Wtedy też zdecydowałem, że ja również chcę w przyszłości ratować innych, dlatego też później poszedłem studiować medycynę” – wspomina polski lekarz, będący obecnie dyrektorem oddziału elektrofizjologii, który właściwie sam zbudował od podstaw w Staten Island University Hospital. Dr Marcin Kowalski jest także jednym z najlepszych ekspertów ds. ablacji i rozruszników serca w Stanach Zjednoczonych. Prywatnie jest szczęśliwym ojcem sześcioletnich bliźniaków – Seana i Owena – oraz mężem Erin, która również jest lekarzem.

„Chłopcy mają irlandzkie imiona, ale za to polskie nazwisko – wyjaśnia. – Taką miałem umowę z żoną, która pochodzi z Irlandii. Owen jest podobny do mnie, a Sean do żony i w dodatku urodzili się w tym samym dniu co ja” – dodaje z uśmiechem wskazując na rodzinne zdjęcie wiszące w jego gabinecie pośród wielu dyplomów i certyfikatów, które zdobył na różnych uczelniach.

****

Kontakt:
Dr Marcin Kowalski
Dyrektor Oddziału Elektrofizjologicznego
Staten Island University Hospital
501 Seaview Ave.
Staten Island, NY 10305
tel.: (718) 226-9600 lub (718) 663-6400