Pomagam ludziom żyć normalnie

543
Dorota Huculak w swoim gabinecie ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

„Jest to metoda dla ludzi, którzy naprawdę chcą sobie pomóc i zmienić swoje życie. To, co robię, jest bardzo intensywne zarówno dla nich, jak i dla mnie" – mówi terapeutka Dorota Huculak.

Od wielu lat pomagasz ludziom, którzy mają problemy ze zdrowiem, a w ich załagodzeniu czy też usunięciu nie pomagają tabletki czy zabiegi medyczne. Jest to niewątpliwie duża umiejętność, ale też i pasja. Kiedy ta pasja w tobie się narodziła i jaki był powód, że postanowiłaś ułatwiać innym codzienne życie?

Od zawsze interesowałam się metafizyką i medycyną naturalną. Zdobyta wiedza pozwalała mi tak dbać o własne zdrowie, abym czuła się dobrze psychicznie i fizycznie i nie musiała składać wizyt u lekarzy. Droga była prosta: należy się dobrze odżywiać i utrzymywać swoje ciało w jak najlepszej kondycji. Uczyłam się różnych metod samorozwoju, medytowałam oraz praktykowałam metodę reiki. Co to jest reiki? Najkrócej rzecz ujmując, jest to japońska metoda wykorzystywana do przekazywania energii poprzez dotyk rąk. Bioterapeuta przekazuje własną energię, a w reiki terapeuta staje się kanałem, którym przekazuje boską energię osobie, która ją odbiera. Ta metoda niesie ze sobą dobro, światło i miłość. Jest to bardzo subtelna technika. Energia płynie tam, gdzie jest potrzebna.

Starałam się przede wszystkim pomóc sobie, abym mogła żyć w jak najlepszym zdrowiu fizycznym i psychicznym, ale też od dawna interesowało mnie to, jak mogę pomóc innym. Fascynował mnie też masaż. Znajomi mi jednak odradzali, że nie jest to najlepsza metoda.

Przede wszystkim wymaga wysiłku, trzeba mieć dobrą kondycję i siłę, aby być dobrym masażystą.

To prawda, ale mnie to nie zniechęcało. Przed laty pracowałam u pewnego malarza i znalazłam u niego książkę, w której autor opisał rolfing, czyli integrację strukturalną. Jest to metoda manualnej pracy z ciałem, skoncentrowana na tkance powięziowej. Polepsza ona strukturę ciała, koryguje sylwetkę, zwiększa zakres ruchu w stawach i optymalizuje koordynację ruchową. Znacząco redukuje lub eliminuje powstałe w ciele napięcia, sztywność i ból. W książce były zamieszczone zdjęcia, jak integracja strukturalna może zmienić sylwetkę człowieka.

Zafascynowało mnie to bardzo. Zapragnęłam doświadczyć tej metody na własnej skórze. Miałam to szczęście, że znalazłam na Brooklynie studio, w którym pomagano pacjentom, wykorzystując właśnie rolfing. Poprosiłam o jedną sesję. Zabieg wykonała młoda, sympatyczna dziewczyna. W pewnym momencie wyznałam jej, że chciałabym odmienić swoje życie w Stanach Zjednoczonych i że intryguje mnie to, co ona robi. Wtedy zaczęła mnie zachęcać, abym poszła w jej ślady, ale muszę skończyć odpowiednie studia w szkole Guild for Structural Integration w Boulder w stanie Kolorado. Przekonała mnie.

To był lipiec 2008 roku. Nie miałam wiele czasu. Musiałam odbyć 10 sesji w tym studiu, aby móc podjąć naukę w szkole. Taki był wymóg formalny. Poza tym musiałam spakować wszystkie swoje rzeczy i opuścić mieszkanie. W ciągu półtora miesiąca wszystko załatwiłam, po czym wyjechałam do Kolorado i zaczęłam swoją przygodę z integracją strukturalną.

W Guild for Structural Integration w Boulder uczyłam się pół roku. Potem władze szkoły zaoferowały mi… powtórzenie semestru za darmo. A to dlatego, że w klasie musi być parzysta liczba studentów, gdyż studenci ćwiczenia praktyczne wykonują najpierw na sobie, więc każdy musi mieć partnera do ćwiczeń. Bardzo mi się ta oferta spodobała i skorzystałam z niej. Kolejne pół roku spędziłam w pięknie położonym mieście Boulder. Dzięki temu pogłębiłam swoją wiedzę. Bardzo dużo nauczyłam się w tej szkole. Dzięki temu mogłam potem podjąć pracę z ludźmi.

Moja praca polega na konkretnej pomocy osobom, które mają przede wszystkim bóle chroniczne. Mogę pomóc w uzyskaniu lepszej sylwetki, ustawieniu segmentów ciała tak, aby było jak najbardziej w pionie. Im lepiej ciało jest ustawione wokół pionowej linii, tym lepiej i ekonomiczniej funkcjonujemy.

Często widujemy młodych ludzi, którzy chodzą pochyleni, wręcz zgarbieni. Jest to efekt określonych zachowań, ale też nierzadko zaniedbań. A zatem twoim celem jest pomóc tym ludziom wyprostować się?

Tak. Problemy w ciele powstają w wyniku złych nawyków ruchowych, wypadków, urazów, długich godzin spędzonych w jednej pozycji, a także traumy psychicznej. Nawet fajne hobby może źle wpłynąć na sylwetkę. Siły grawitacji stale na nas oddziałują i ciągną nas do dołu. Właściwa sylwetka pozwala funkcjonować w harmonii z tymi siłami. Jeśli w pozycji stojącej nasza głowa wysunięta jest do przodu, to musimy użyć siły naszych mięśni, aby utrzymać sylwetkę w pionie.

Sama głowa dużo waży i musimy użyć dużo energii, żeby stać prosto. Jeśli głowa i barki będą utrzymywane i unoszone w pionie głównie przez kręgosłup, wtedy sylwetka staje się dużo bardziej ekonomiczna i oczywiście ładniejsza. Energię, którą wykorzystywaliśmy na utrzymanie zgarbionej sylwetki, możemy teraz wykorzystać w innym celu. Ida Rolf, twórczyni integracji strukturalnej, zwanej też rolfingiem od jej nazwiska, twierdziła, że wtedy następuje samoistne uleczanie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Jeśli widzimy człowieka zgarbionego, to możemy domniemać, że jest przybity życiem, zmęczony, nic mu się nie chce. Jeśli ten sam człowiek wyprostuje się, wtedy wygląda zupełnie inaczej, wydaje się być gotowy na stawienie czoła wszelkim przeciwnościom, które napotyka na swojej drodze życia.

Najważniejsze jest to, jak człowiek się czuje. Jeśli uda się poprzestawiać ciało, wtedy ludzie lepiej się czują we własnej skórze, a co za tym idzie – są inaczej postrzegani przez otoczenie.

Jeśli przechylimy miskę pełną wody, wtedy cała jej zawartość może się wylać. Trzeba więc mocno pracować nad tym, aby ta miska nie przechyliła się i aby nic się z niej nie wylało. To samo jest z ludzkim ciałem. Jeśli nasza miednica jest zbyt mocno przechylona do przodu, wtedy musimy walczyć o to, aby cały brzuch i wszystkie narządy utrzymać we właściwym miejscu. Zużywamy na to bardzo dużo energii. Jeśli uda nam się ustawić miednicę prawidłowo, wtedy zyskujemy mnóstwo energii, którą wcześniej niepotrzebnie traciliśmy.

Ida Rolf porównuje ludzką sylwetkę do wieży z klocków. Każdy segment ciała to jest jeden klocek. Głowa, klatka piersiowa, nogi, stopy, ręce… to są oddzielne klocki. Im bliżej osi pionowej ustawione są te klocki, tym bardziej stabilna jest cała struktura. Jeśli jeden klocek zostanie wysunięty, to cała struktura, która jest nad nim, staje się chwiejna. Żeby to wszystko utrzymać w pionie, trzeba zużyć dużo energii. Wykorzystując tę metodę pracuję więc razem z pacjentem nad tym, aby te „klocki” ustawić w lepszej pozycji, zintegrować i zapewnić ciału harmonię.

A jak to potem było: wróciłaś z Kolorado do New Jersey, otworzyłaś własny gabinet i zajęłaś się pomaganiem ludziom?

Wróciłam do Nowego Jorku, na Queens. I tak się złożyło, że to studio na Brooklynie, w którym odbyłam pierwszych 10 sesji, zatrudniło mnie, bo potrzebowano osoby, która praktykuje integrację strukturalną. Pracuję tam od 2009 roku do dziś. Do Wood-Ridge w stanie New Jersey przeniosłam się z mężem w 2012 roku. W domu urządziłam gabinet i przyjmuję w nim osoby potrzebujące.

Dużo osób zgłasza się i korzysta z twojej pomocy?

Nigdzie się nie reklamuję, że prowadzę taką działalność. Jest to moja świadoma decyzja. Nie przyjmuję zbyt wielu klientów, bo jest to metoda dla ludzi, którzy naprawdę chcą sobie pomóc i zmienić swoje życie. To, co robię, jest bardzo intensywne zarówno dla klienta, jak i dla mnie. Metoda ta ma opinię dość bolesnej, stąd też decydują się na nią ci, którzy długo żyli w cierpieniu i są gotowi pocierpieć jeszcze trochę, aby potem poczuć ulgę.

Wydaje mi się, że większość ludzi woli jednak delikatny dotyk, a tym samym poddać się tradycyjnemu masażowi i poczuć relaks oraz chwilową ulgę. Nie są przygotowani na to, aby poddać się tej praktykowanej przeze mnie metodzie i rzeczywiście coś w swoim życiu zmienić.

Z jakimi problemami zgłaszają się do ciebie ludzie?

Przede wszystkim są to osoby, które mają bóle chroniczne i problemy z sylwetką. Ja pracuję tak, że niekoniecznie zajmuję się tylko tym miejscem, w którym dana osoba odczuwa ból. A to dlatego, że nie daje to zbyt dobrego efektu. Ida Rolf lubiła porównywać rolfing do ścielenia łóżka: kiedy chcesz wygładzić fałdę na prześcieradle, to „głaskanie” fałdy niewiele ci da. Aby tę zakładkę łatwo i szybko usunąć, chwytasz prześcieradło w przeciwległym rogu, delikatnie ciągniesz i zakładka znika.

Podobnie szukam w ciele pacjenta takich miejsc, na które mogę podziałać w taki sposób, aby ból zniknął. Jeśli boli cię kolano, będę pracować nad łydką, potem nad udem i w obrębie miednicy. Będę też dotykać kolana, ale to nie nad nim będę się skupiać. Wynik tego jest taki, że… ból łagodnieje albo znika.

W przypadku klasycznego masażu jest podobnie jak z samochodem. Przyjeżdżasz do mechanika i zostawiasz samochód, aby mechanik dokonał przeglądu i naprawy. Właściwie nie wiesz, co z autem się dzieje. Po jakimś czasie zabierasz samochód od mechanika i wracasz do domu.

W mojej metodzie pacjent aktywnie bierze udział w całym procesie. Często proszę o określony ruch albo o oddech. Cały czas kontaktuję się z klientem i pytam o odczucia. Pomagam ludziom wejść w kontakt z częściami ciała, o których zapomnieli, i być świadomym swego ciała.

Mimo że rolfing jest dosyć intensywny, zdarza mi się, że klient tak się relaksuje, iż zasypia w czasie sesji. Częściowo może też dlatego, że ruchy, które wykonuję, są bardzo wolne.

Kiedy podejmuję pracę z daną osobą, zaczynam od obserwacji sylwetki. Patrzę, jak ustawione są stopy, kolana, biodra i barki wobec wyobrażonej osi pionowej. Pozwala mi to dostrzec, który element ciała potrzebuje uwagi. Potem staram się tak manipulować, żeby wprowadzić w ciało jak najwięcej przestrzeni i umożliwić ciału powrót do jak największej symetrii i harmonii pomiędzy danymi segmentami. Cały czas komunikuję się z klientem. Kiedy pojawia się ból, to dostosowuję swoją taktykę do potrzeb klienta tak, żeby osiągnąć swój cel. Staram się nie przekraczać progu jego wytrzymałości.

Ile razy pacjent musi cię odwiedzić, czyli ile odbyć sesji, aby uzyskać pozytywne efekty i pozbyć się bólu?

Jeden zabieg to jest dopiero początek. Metoda integracji strukturalnej przynosi naprawdę dobre skutki, jeśli pacjent podda się dziesięciu zabiegom. Każda sesja ma swój cel i bazuje na poprzedniej.

W ciągu każdej sesji, która trwa co najmniej godzinę, zajmuję się kolejnymi częściami ciała, czyli mam określone terytorium działania. Plan działania modyfikuję do każdego klienta, według jego potrzeb.

Masażysta stara się nie ingerować w intymne części ciała klienta. Natomiast ja pracuję z tkanką łączną, która przyczepia się do kości i mięśni, zwłaszcza w miejscach położonych blisko newralgicznych, intymnych punktów. Na przykład do kości łonowej przyczepia się mięsień prosty brzucha, do kości kulszowej – mięsień dwugłowy uda, duży mięsień, z którym wiele osób miewa kłopoty. Zdarza się, że wchodzę pod pachę, żeby tam, od strony pleców, poodklejać tkankę, aby uwolnić łopatkę albo ramię.

Dorota Huculak podczas pracy z pacjentem

Niektórzy są bardzo świadomi swojego ciała i łatwo wyczuwają wszelkie zachodzące zmiany. Są jednak tacy, którzy tych zmian nie dostrzegają, bo nigdy dotąd nie skupiali się na swoim wewnętrznym odczuwaniu.

W ciągu 10 sesji zachodzące zmiany nakładają się na siebie, a nawet sumują się. Potrzeba też czasu, aby ciało zintegrowało wszystkie te zmiany i zaczęło inaczej, lepiej, czyli normalnie, funkcjonować.

Czy oferujesz coś poza rolfingiem?

Niedawno przeszłam szkolenie z drenażu limfatycznego. To także jest  metoda, która ma duży wpływ na zdrowie człowieka. W wyniku delikatnego dotyku mobilizuje się przepływ limfy, która zaczyna  płynąć w organizmie dziesięć razy szybciej przez następne 24 do 48 godzin. Dzięki temu z organizmu usuwane są toksyny, obrzęki, rozprowadzane są komórki układu odpornościowego, dużo szybszy jest proces gojenia się ran, a także wiele innych procesów w organizmie przebiega o wiele szybciej i sprawniej. Metoda ta jest odwrotnością rolfingu, gdyż jest bardzo subtelna i wprowadza w głęboki relaks.

Czy zdarza się, że osoby, które korzystają z twojej pomocy, dzwonią do ciebie po jakimś czasie, mówią, że dobrze się czują i dziękują ci za twoje dobre ręce?

Do niedawna pracowałam głównie z Amerykanami, stąd też było tak, że klienci kontaktowali się ze mną tylko wówczas, kiedy potrzebowali mojej pomocy. Potem tego kontaktu nie było. Są jednak tacy, którzy od czasu do czasu wracają do mnie i proszą o kolejne zabiegi. Oczywiście zdarza się i tak, że osoby, którym pomogłam, pamiętają o tym i od czasu do czasu dzwonią i dziękują. To jest bardzo miłe.

W okresie obecnej pandemii koronawirusa coraz częściej dzwonią do mnie Polacy i proszą o pomoc. Oprócz zabiegów, czasem proponuję moim pacjentom również wybrane ćwiczenia, aby sami mogli sobie pomóc, jeśli dopadnie ich jakiś ból. Mam kilka ulubionych ćwiczeń, które chętnie polecam do wykonywania w domu.

Na spotkanie z Dorotą Huculak można umówić się telefonicznie: (347) 267-0815 lub poprzez e-mail: [email protected]

ROZMAWIAŁ JANUSZ M. SZLECHTA