Pomału, ale Wisła wciąż płynie

160
Siedziba klubu Wisła i korporacji w Garfield, NJ ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/ NOWY DZIENNIK

"Chcemy utrzymać naszą Wisłę jak najdłużej. I będziemy robić wszystko, aby te pragnienia się spełniły" – mówi Zbigniew Krawczyk, prezes Wisła Club Incorporation w Garfield w stanie New Jersey.

W tym roku świętujecie jubileusz 50-lecia powstania i nieprzerwanej działalności Wisła Club Incorporation. Czy w jakiś specjalny sposób będziecie obchodzić tę piękną i ważną rocznicę?
– Oczywiście, że tak. Przede wszystkim swoją codzienną pracą. Staramy się, aby zarówno korporacja, jak i klub Wisła miały się dobrze, były wolne od problemów. Zwieńczeniem tych obchodów będzie specjalny bal. W sobotę, 28 września, odbędzie się w naszej siedzibie w Garfield wielki bal, podczas którego wszyscy razem – osoby związane z naszą organizacją, nasi przyjaciele i sympatycy – będziemy się cieszyć z pięknego jubileuszu.
Zaprosiliśmy na bal burmistrza miasta Garfield Richarda T. Rigoglioso, menedżera władz miejskich Toma Ducha, który w 2018 roku był Wielkim Marszałkiem Parady Pułaskiego, szefa policji, szefa straży pożarnej. Zaprosiliśmy też przedstawicieli organizacji polonijnych.
Do tańca grać będzie zespół Zodiak. Gościem specjalnym będzie słynny artysta pochodzenia cygańskiego Dziani Schmidt, który przyleci do nas z Polski ze swoimi dwoma synami. Czeka nas wspaniały koncert w ich wykonaniu. Będzie wiele innych atrakcji, ale przede wszystkim będzie to okazja do spotkania się, bycia razem, podzielenia się doświadczeniem i wrażeniami.
Chciałbym dodać, że Klub Sportowy Vistula powstał 3 czerwca 1952 roku, z inicjatywy grupy młodych Polaków, którzy po zawierusze wojennej przybyli na ziemię amerykańską z różnych zakątków świata. Zebranie założycielskie odbyło się w Polskim Domu Ludowym w Passaic przy Monroe Street. Siedzibą klubu stał się początkowo właśnie ten dom. Od początku jest to organizacja niedochodowa. Korporacja natomiast powstała w roku 1969.

Panie prezesie, wiele osób ma problem ze zrozumieniem, jaka jest różnica między Klubem Sportowym Wisła a Wisła Club Incorporation. Do tego macie tę samą siedzibę przy 73 Main Street w Garfield. Mógłby pan to wyjaśnić.
– Młodzi założyciele Klubu Sportowego Wisła uzbierali trochę pieniędzy i chcieli odkupić akcje od właścicieli Polskiego Domu w Passaic, ale… nic z tego nie wyszło. Działacze klubu w grudniu 1969 roku założyli korporację Wisła Inc. Został zakupiony budynek przy 73 Main Street w Garfield NJ, który stał się siedzibą korporacji, ale też klubu sportowego. Aby pokazać władzom miasta, że kupiliśmy ten budynek i jesteśmy jako Wisła jego właścicielem, musieliśmy stworzyć korporację. I tak powstała Wisła Incorporation. Musimy płacić podatki, musimy też mieć zezwolenia na prowadzenie określonych działań, w tym na przykład na sprzedaż alkoholu. Korporacja jest więc matką, która utrzymuje córkę, czyli Klub Sportowy Wisła, z tym, że… córka urodziła się wcześniej. SC Vistula jest de facto właścicielem tego miejsca, gdyż jego członkowie mają najwięcej akcji korporacji.

Zbigniew Krawczyk, prezes Wisła Club Incorporation w Garfield, NJ

Wiem, że był pan przed laty bardzo dobrym piłkarzem, a później trenerem pierwszej drużyny Wisły. Od jak dawna jest pan związany z Wisłą w Garfield?
– Do Stanów Zjednoczonych przyjechałem jako młody chłopak w roku 1958. Zacząłem grać w piłkę nożną w Wiśle w 1959 roku. Jako zawodnik grałem 16 lat. Później byłem trenerem, a potem pełniłem wszystkie możliwe funkcje w klubie, począwszy od sekretarza, a na prezesie skończywszy.
Kiedy objąłem funkcję prezesa korporacji, pojawiło się trochę problemów, które trzeba było jak najszybciej załatwić, rozwiązać. Mocno mnie wspiera na co dzień wiceprezes Józef Sudoł. Przed laty jego ojciec Roman Sudoł był gospodarzem w klubie, czyli menedżerem.

Klub prowadzi działalność sportową, ale aby mógł działać, korporacja musi zapewnić do tego odpowiednie warunki, czyli musi zarabiać. Co zatem robicie, aby przyciągnąć ludzi i zarobić na utrzymanie?
– W każdą sobotę odbywają się w siedzibie Wisły dancingi, na których bawi się sporo osób. Od kilku lat w piątki odbywają się muzyczne spotkania karaoke, które też przyciągają sporo młodych ludzi. Mamy salę do wynajęcia na wszelkie imprezy, jak wesela, chrzciny, komunie czy urodziny. Mamy kucharza, który bardzo dobrze gotuje, więc można u nas zjeść naprawdę pyszny obiad. To działa i pozwala nam trwać i myśleć o przyszłości.

W Wiśle występowało wielu znanych polskich artystów, koncertowały też zespoły. Które koncerty pan zapamiętał, które zespoły – według pana – pozostawiły najlepsze wrażenie?
– Przed wielu laty występował u nas Jerzy Połomski. Wiele koncertów dał były lider Trubadurów Krzysztof Krawczyk. Przyciągał do Wisły wielu słuchaczy lubiących jego śpiewanie i utwory. Muszę dodać, że przez pewien czas Krzysztof mieszkał w naszej siedzibie na piętrze. Wspaniały koncert dała Violetta Villas. Klub nie był w stanie pomieścić wszystkich chętnych, którzy chcieli ją obejrzeć i słuchać. Śpiewał Waldemar Kocoń. Przez 10 lat grał u nas na sobotnich imprezach bardzo znany polonijny zespół Bez Atu. Grały też inne bardzo dobre polonijne zespoły: Sukces, Efekt, Zodiak i Bez Szefa.

Jako wieloletni działacz był pan świadkiem, ale także organizatorem, wielu wydarzeń w Wiśle. Które z nich pan zapamiętał, bo były ważne, fajne, wywarły na panu dobre wrażenie?
– W naszych zespołach grało wielu polskich piłkarzy, którzy walczyli w Polsce w pierwszej czy drugiej lidze. Dzięki nim osiągaliśmy liczne sukcesy sportowe, co nas bardzo cieszyło i podbudowywało. Nasz zespół dwukrotnie zdobył pierwsze miejsce w Shaper League w New Jersey. Co ciekawe, ligę tę sponsorował wówczas producent znanego amerykańskiego piwa Shaper Brewing Company.
W 1977 roku nasza drużyna wzięła udział w ogólnoamerykańskim turnieju zespołów over 30. Zdobyliśmy wówczas trzecie miejsce, co było ogromnym sukcesem. W półfinale przegraliśmy 1:2 z drużyną Dorie Dozen z Kalifornii.
Po ważnych dla nas meczach spotykaliśmy się w klubie w małej sali i odbywała się celebracja. Jak mecz był zakończony zwycięstwem, to było radośnie, wesoło, a jak przegrany, no to celebracja była smutna. To były fajne i ważne spotkania, bo jednoczyły zawodników, działaczy i naszych przyjaciół. Nasze żony bawiły bądź smuciły się z nami.

Bez oddanych ludzi nie byłoby możliwe trwanie tego miejsca i tej organizacji, jaką jest klub Wisła. Czy mógłby pan wymienić przynajmniej kilka nazwisk osób, które pan zapamiętał, które zasłużyły się dla Wisły – klubu i korporacji?

– Takich osób było naprawdę wiele. Proszę wybaczyć, ale nie chcę wymieniać nazwisk, bo kogoś pominę i ktoś może się poczuć urażony. Osoby te można znaleźć w specjalnych biuletynach i księgach pamiątkowych, które wydawaliśmy przy okazji ważnych rocznic. Pomagali nam i czynią to do dziś kibice i fani Wisły.
A mamy obecnie trudny czas, bo ceny różnych artykułów idą do góry, no a przede wszystkim rosną podatki. Kiedyś dużo rodaków przyjeżdżało z Polski, więc zaglądali do Wisły, bo to było i jest polskie miejsce. Wielu młodych ludzi grało w piłkę, a po meczu czy treningu przychodzili do klubu. Drzwi się nie zamykały, było wciąż gwarno. Na zabawach było 200, a nawet 300 osób, i to w każdą sobotę. W obecnych czasach też mamy fajne zabawy, ale już nie tak liczne i spontaniczne jak niegdyś. Ludzi jest coraz mniej, robi się pustawo. Jednak mimo różnych problemów Wisła pomału, pomału, ale płynie.

Czyli twierdzi pan, że dzisiaj najważniejszym dla was problemem jest przyciągnięcie ludzi do klubu, którzy korzystają z waszej oferty, a dzięki temu zdobywacie środki na utrzymanie.
– No tak. Zapraszamy znanych artystów, aby przyciągnąć więcej publiczności. W piątek, 30 sierpnia, dała u nas świetny koncert doskonała grupa bluesowa NIE-BO z Krakowa. W ostatniej chwili grupę, udającą się do Chicago, zachęcił do występu nasz muzyk Zbyszek Dera. Staramy się, aby takich fajnych przypadków było więcej.

Trzeba myśleć do przodu, a zatem jakie plany ma pan i cały zarząd korporacji na przyszłość?
– Chcemy utrzymać naszą Wisłę jak najdłużej. I będziemy robić wszystko, aby te nasze pragnienia się spełniły. Tym bardziej że jest to już jedyny polski klub w tej okolicy. Bo niezwykle ważne jest, aby Polacy mieli się gdzie spotykać, organizować imprezy, uczestniczyć w fajnych koncertach.
Chcemy też przyciągnąć młodych ludzi, którzy za jakiś czas mogliby nas zastąpić i dalej Wisłę prowadzić. Wymagać to będzie nowych pomysłów, a młodzi to potrafią. Bo tu jest praca od rana do wieczora. Trzeba być codziennie, dbać o funkcjonowanie baru, stołówki. A w razie potrzeby trzeba zadbać o usunięcie ewentualnych szkód i naprawić je. Jest to praca bardziej społeczna, bo wynagrodzenie, jakie otrzymujemy, jest symboliczne. Zapewne dlatego nie ma chętnych do pracy tutaj. Muszę dodać, że są takie osoby, które rozumieją naszą sytuację, i od czasu do czasu przychodzą, aby nam pomóc. Jest kilku fajnych chłopaków, którzy dokonują różnych napraw i nie chcą za to pieniędzy.
Zapraszam rodaków, przychodźcie do Wisły, bądźcie z nami podczas ważnych wydarzeń, ale i na co dzień, bo bez was to miejsce nie ma prawa bytu.

ROZMAWIAŁ JANUSZ M. SZLECHTA

WISŁA Inc.
73 Main Street, Garfield, NJ 07026
tel. (973) 772-2664
www.wislaclub.com