Pomniki są kamertonem uczuć

0
13

Jak pan zareagował na wiadomość, że radni Jersey City, po wielomiesięcznej walce obrońców pomnika Katyńskiego postanowili, że monument ten jednak pozostanie na dotychczasowym miejscu, a nawet nadali mu wieczyste prawo do tej lokalizacji?

To, że ostatecznie tak się stało, było dla mnie pewnego rodzaju psychiczną ulgą. Jestem pełen uznania dla radnych za to, że zdecydowali tak, jak powinni postąpić kilka miesięcy wcześniej. Byłem zbudowany tym, że Polonia i polski rząd stanęli „murem” w obronie pomnika. Dziękuję panu prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej Andrzejowi Dudzie i panu marszałkowi Senatu Stanisławowi Karczewskiemu, jak również panu konsulowi generalnemu w Nowym Jorku Maciejowi Golubiewskiemu za zajęcie odpowiedniego stanowiska w obronie pomnika Katyńskiego w Jersey City. Jestem wdzięczny całej Polonii i organizacjom polonijnym, a w szczególności Okręgowi 2. Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, jak również Kongresowi Polonii Amerykańskiej. Jednak na największe moje podziękowanie i pochwałę zasłużyli nieugięci obrońcy pomnika pod komendą mistrza Janusza Sporka, a zwłaszcza pana mecenasa Sławomira Platty, który poświęcił swój czas, talent i pieniądze na skuteczną obronę pomnika w Jersey City. Jestem mu bardzo wdzięczny i dlatego wręczyłem mu Medal Wolności, który wykonałem jeszcze w 1980 roku, a który otrzymali także prezydent Ronald Reagan i papież św. Jan Paweł II. Chwała wam za to, że dzięki wam pomnik Katyń 1940 stoi i stać będzie w Jersey City.

Podczas walki o ten pomnik nastąpił pewien podział wśród Polonii. Czy nie można było tego uniknąć?
Faktem jest, że dzięki pomnikowi Polonia zdała „egzamin czasu”. Wszyscy stanęli do walki o niego. To było najważniejsze i budujące. Były różne kierunki działania, ale wszyscy mieli tylko jeden cel: pomnik Katyń 1940 musi stać w Jersey City, NJ. Ten cel został osiągnięty. Reakcja Polonii zaskoczyła wszystkich, a nawet powiem więcej – przestraszyła. Jestem dumny, że jestem Polakiem, bo być Polakiem to wielka rzecz!

Obecnie mac. Sławomir Platta, który był głównym inicjatorem walki o pozostawienie pomnika Katyńskiego na Exchange Place, chce na nowo zjednoczyć Polonię wokół tego monumentu. Czy pańskim zdaniem jest to możliwe?
Pomnik jest własnością całej Polonii. Im więcej inicjatyw jednoczących się wokół niego, tym lepiej dla pomnika i Polonii, która staje się silna i zorganizowana oraz ma siłę przebicia. Po to stawia się pomniki, by istniały jako symbole pamięci, by spotykali się pod nimi starsi, młodzi, dzieci i wszyscy razem obchodzili rocznice. W ten sposób przekazujemy następnym pokoleniom wartości, jakie ten pomnik niesie i reprezentuje. Pojawianie się pod pomnikiem to manifestacja patriotyzmu i związku z narodem polskim. Naszym obowiązkiem jest żyć z nimi i bronić ich, gdy zajdzie taka potrzeba. Dopóki one istnieją, istniejemy i my wokół nich zjednoczeni, silni i niepokonani.

Kto według pana powinien teraz sprawować pieczę nad pomnikiem Katyń 1940? Czy powinna to być jedna organizacja, jak twierdzą niektórzy, czy może powinien powstać jakiś nowy komitet lub koalicja, jak uważają inni?
Komitet Pomnika Katyńskiego istniał i ciągle istnieje. Uważam, że powinien działać nadal. Jednak powinni być do niego dokooptowani przedstawiciele ważnych organizacji polonijnych, młodzi ludzie, którzy wybiorą nowe władze komitetu. Mecenas Krzysztof Nowak powinien być honorowym prezesem w stanie spoczynku. Odnowiony zarząd na pewno wniesie nowe wartości, idee i energię do Komitetu Pomnika Katyńskiego w Jersey City. Z oryginalnego komitetu pozostały jeszcze tylko trzy żyjące osoby: mecenas Krzysztof Nowak, pani Zofia Rutkowska, i ja, twórca pomnika.

W ostatnim czasie było wiele zawirowań wokół pańskich pomników, jednak w większości zakończonych pozytywie. Prócz szczęśliwego finału związanego z monumentem w Jersey City okazało się także, że pomnik Partyzanci znalazł zaszczytne miejsce w Bostonie. O ile doskonale znany historię związaną z problemami wokół pomnika Katyń 1940, to nie do końca kojarzymy losy monumentu upamiętniającego Żołnierzy Wyklętych. Proszę wyjaśnić, na czym polegało zamieszanie wokół niego.
To chyba wina mojego długiego życia – a mam już 72 lata – i kilkudziesięciu pomników, jakie zrealizowałem. Każdy z nich ma swoją historię. Pomnik Partyzanci w Bostonie został po raz trzeci odsłonięty 17 listopada 2018 roku i znajduje się na skrzyżowaniu D Street z Congress Street, w bardzo prestiżowej, historycznej lokalizacji. W proklamacji napisano, że dzień ten jest „Dniem Polskich Partyzantów”. Pierwsze odsłonięcie pomnika Partyzanci w Bostonie odbyło się 10 listopada 1983 roku, czyli 35 lat temu, a dzień ten został ustanowiony przez władze miasta „Dniem Partyzantów”. Pomnik został wówczas postawiony w parku Boston Common i miał tam stać sześć miesięcy, a w rzeczywistości stał 23 lata. Gdy do władzy w mieście doszła „lewica laicka”, pomnik, pod osłoną nocy, usunięto z Boston Common. Na skutek reakcji Polonii ponownie postawiono go przy stacji Silver Line i odsłonięto po raz drugi 6 września 2006 roku. Stał on wysoko na wiadukcie, który z czasem zaczął się sypać, a rzeźba Partyzantów wylądowała w magazynie. Po kilku miesiącach pomnik został po raz trzeci odsłonięty w Bostonie. Mam nadzieję, że tym razem na zawsze. Rzeźbę Partyzantów realizowałem, gdy w Polsce był stan wojenny, a mój ojciec był internowany w Załężu. Był to pierwszy na świecie pomnik poświęcony Żołnierzom Wyklętym z antykomunistycznego podziemia. Tworzyłem go z myślą o tych najdzielniejszych synach narodu polskiego, samotnie walczących, bez szans na zwycięstwo, zapomnianych przez świat i Boga, o walczących do końca, w zasadzie już tylko o honor bycia Polakiem. Do nich należeli moi rodzice i mój wujek Michał Krupa, partyzanci NOW-AK, oddziału „Ojca Jana”, a po 1945 roku – żołnierzy NZW, oddziału „Wołyniaka”. Mój wujek Michał Krupa ps. „Wierzba” został złapany w obławie zorganizowanej przez NKWD, UB i KBW, 11 lutego 1959 roku w Kulnie koło Leżajska. Pomnik ten został sfinansowany przez Johnson Atelier w Princeton, NJ, i zrealizowany jako kompozycja monumentalna, mająca stanąć przed siedzibą Johnson Atelier. Po odlaniu rzeźby w aluminium władze Johnson Atelier zorientowały się, że ta kompozycja ma historyczny podtekst. Po raz pierwszy poznali jej nazwę – Partyzanci, słowo, które mało kto rozumiał. Wtedy zadecydowali się pokazać pomnik światu, a wybór padł na Boston. I tak potoczyła się burzliwa historia tego pomnika.

Problemy pojawiły się także wokół pomnika upamiętniającego rzeź wołyńską. Na jakiego rodzaju utrudnienia z jego ulokowaniem napotkał pan w Polsce oraz jakie było ich źródło?
Przykro jest mi o tym mówić, ale wydaje mi się, że w Polsce, wśród polityków, następuje transfuzja krwi z polskiej na ukraińską. Panuje jakaś dziwna znieczulica, otępienie i tchórzostwo na temat rzezi wołyńskiej i paraliżujący strach przed Ukraińcami, a także fałsz, obłuda, zakłamanie, chęć tuszowania i ukrywania najohydniejszej zbrodni ukraińskich bandytów z UPA na bezbronnych polskich dzieciach, kobietach i starcach, na 200 tys. Polaków wymordowanych w latach 1940-1947. To jest jakaś wredna, polityczna, fałszywa ukraińska solidarność, kosztem prawdy historycznej, jaką była rzeź wołyńska. Tej zbrodni Polacy nigdy nie zapomną i nie wybaczą Ukraińcom. Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej Okręg 2. w Nowym Jorku ufundowało pomnik poświęcony rzezi wołyńskiej, który został odlany w brązie i od roku czeka na lokalizację. Jest on darem dla narodu polskiego. Zainteresowanie pomnikiem było i jest duże, ale władze lokalne blokują jego ustawienie pod polskim niebem. Wielkie zainteresowanie wyrażał ojciec Tadeusz Rydzyk, ale został zablokowany przez biskupa z Torunia, który dogadał się z ukraińskimi biskupami ze Lwowa. Przykre jest to, że kler ukrywa zbrodnię, bo „kto ukrywa zbrodnię, jest także zbrodniarzem”. Tak więc bój o pomnik Rzezi Wołyńskiej w Polsce trwa nadal.

Pańskie pomniki są bardzo wymowne, z reguły mają monumentalną formę i zawierają wyraźne przesłanie. Jakie znaczenie mają one dla pana i jakie powinny mieć dla osób je oglądających oraz dla przyszłych pokoleń?
Pomnik monumentalny to najważniejszy cel każdego rzeźbiarza. Artysta, który nie stworzył pomnika monumentalnego, po prostu się nie sprawdził, ponieważ są to słupy milowe w historii narodów, nie pozwalają innym systemom oraz filozofiom zniszczyć waloru i rdzenia kultury narodowej. Pomniki milczą, lecz uczą przez wieki, są kamertonem uczuć przechowywanym dla przyszłych pokoleń. Pokazują, kim jesteśmy, skąd przyszliśmy i dokąd idziemy. Dobry pomnik oglądany przez chwilę pamięta się przez całe życie. Pomniki są drogowskazami dla przyszłych pokoleń Polaków, którzy po nas przyjdą. Naród bez pomników, bez swoich bohaterów, bez kultury, przestaje być narodem i staje się bezkształtnym międzynarodowym bagnem i śmieciem skazanym na zagładę.

Które swoje dzieła uważa pan za najważniejsze?
Na to pytanie nie mam odpowiedzi. Wszystkie moje pomniki są bardzo ważne, czy to pod względem merytorycznym, czy technologicznym, a najważniejsza jest prawda w nich zawarta. Wiele ludzi patrzy na pomnik, gapi się na niego i go nie widzi, inni patrzą i nie tylko go widzą, ale także czują, bo pomnik działa na ich uczucia i wyobraźnię. Widz wchodzi w pomnik i z nim obcuje, uczy się i poznaje wartości uczuciowe i historyczne, jakie on ze sobą niesie. Wtedy następuje „misterium” w czasie, magia zrozumienia psychicznego i uczuciowego odbiorcy oraz rzeźbiarza. Stworzyłem kilkadziesiąt pomników monumentalnych, kilkadziesiąt monumentalnych portretów, rzeźb kameralnych, które stanowią gotowe makiety w skali do ich powiększenia do  monumentalnych rozmiarów, setki medali, płaskorzeźb w brązie i setki rysunków. Te największe i najdroższe pomniki, jakie zrealizowałem to: Partyzanci w Bostonie, MA (aluminium, 1979), Partyzanci #2 w Hamilton, NJ (aluminium, 1999), Mściciel w Doylestown, PA (brąz na granicie, 1988), Katyń 1940 w Jersey City, NJ (brąz na granicie, 1988-1991), Płomień Wolności-Katyń w Baltimore, MA (brąz pozłacany na granitowej fontannie, 2000), Armia Błękitna w Warszawie (brąz na granicie, 1998), Patriota w Stalowej Woli (brąz na granicie, 2011), Światowid w Hamilton, NJ (brąz na granicie, 2014) oraz Rzeź Wołyńska (brąz, 2018) – rzeźba ta obecnie znajduje się w GZUT w Gliwicach i czeka na lokalizację w Polsce.

Na zakończenie proszę powiedzieć, jak pan – jako artysta – ocenia rok 2018. Czy może go pan zaliczyć do udanych?
Od strony artystycznej i twórczej to był rok klęski. Nic nie stworzyłem. Zmarnowałem czas na te wszystkie zawirowania pomnikowe, które dały mi tylko trochę dobrej i złej makulatury, a w sumie nie o to chodzi. Liczą się realizacje. Inaczej moje życie nie ma sensu.

W takim razie jakie są pańskie najbliższe plany?
Poza pracą zawodową i realizacjami dla firmy Johnson Atelier w Hamilton, NJ, w której ciągle jestem zatrudniony na pełnym etacie na stanowisku supervisor modeling and mold, realizuję także własne projekty. W moim studiu jestem w trakcie modelowania w gipsie mniejszych rozmiarów pomnika poświęconego Żołnierzom Wyklętym, który ma stanąć w Jaśle w Polsce. Mam też rozpoczętych kilka medali, które odleję w brązie w tym roku. Na skończenie czeka makieta pomnika dla Olsztyna, ale jest także pewien, najważniejszy projekt, o którym na razie nie wolno mi mówić. Powiem tak – to tajemnica zawodowa!

Autor: ROZMAWIAŁ: WOJTEK MAŚLANKA