Pomocna dłoń na lotnisku

266

O pomocy na lotnisku JFK w Nowym Jorku dla przylatujących z Polski naszych rodaków rozmawiamy z Eugeniuszem Frankowiczem, pracownikiem firmy Swissport USA

Większość z nas nie wyobraża sobie Wigilii świąt Bożego Narodzenia bez rodziny zasiadającej przy wspólnym stole. Często jednak tysiące kilometrów dzielących nas od najbliższych stają na przeszkodzie i uniemożliwiają wspólne spędzenie tych ważnych dla nas chwil. Kiedy już jednak nadarzy się okazja do przylotu z Polski, zazwyczaj starsi członkowie naszych rodzin zmagają się ze stresem i obawami, jak poradzą sobie zaraz po przylocie, na lotnisku. Od 4 lat Eugeniusz Frankowicz, pracownik firmy Swissport USA, służy – wraz z innymi Polakami – pomocą dla przylatujących samolotami LOT gości z Polski na lotnisku JFK w Nowym Jorku.

Jak długo mieszka pan w USA?
W Stanach Zjednoczonych jestem już od 30 lat, w Nowym Jorku mieszkam 19 lat, poprzednio mieszkałem w stanie Maine.

Jak znalazł pan pracę na lotnisku?
To był przypadek, po prostu szukałem pracy przeglądając stronę lotniska JFK i natrafiłem na ogłoszenie firmy Swissport USA, która poszukiwała pracowników dwujęzycznych; w tym przypadku moja znajomość polskiego i rosyjskiego okazała się bardzo pomocna.

Jak długo pracuje pan na lotnisku JFK w Nowym Jorku?
Pracuję tu 4 lata. Obsługiwałem LOT na początku na terminalu nr 4, obecnie jest to terminal nr 1.

Jak dużo Polaków jest tu zatrudnionych oprócz pana?
Nasza firma zatrudnia około 10-11 Polaków, którzy zajmują się obsługą samolotów LOT na lotnisku JFK.

Na czym polega pana praca?
Zajmuję się przeważnie przylotami samolotów, czasem się zdarza, że jestem na odlotach i obsługuję pasażerów lecących do Warszawy, ale to już rzadziej. Mój dzień pracy zaczyna się od spotkania w biurze LOT na lotnisku JFK dwie godziny przez przylotem samolotu. Przygotowujemy dokumenty, które są potrzebne do przyjęcia samolotu i do przyjęcia pasażerów. Analizujemy, ilu mamy pasażerów, którzy wymagają wózków inwalidzkich bądź są niepełnosprawni w innym stopniu, np. są niewidomi. Sprawdzamy również dokładnie, jak wyglądają połączenia tranzytowe dla pasażerów samolotów LOT udających się w dalszą podróż. Przygotowujemy dla nich specjalne stanowisko na połączenia tranzytowe. Pasażerowie, którzy lecą z Warszawy przez Nowy Jork, np. do San Francisco bądź Los Angeles, przychodzą do nas na to specjalnie przygotowane stanowisko z bagażami, które od nich przyjmujemy, i dalej pasażerów informujemy, na jaki terminal powinni się udać i o której godzinie jest ich następny lot. Dostają też specjalną etykietkę, dzięki której, po okazaniu pracownikom lotniska, mają prawo pierwszeństwa do kontroli paszportowej, a później do kontroli celnej.

Jak wygląda obsługa przez pana i zespół, w którym pan pracuje, pasażerów docelowo lądujących w Nowym Jorku?
Przy obsłudze samolotu i pasażerów współpracuje z menedżerami w mojej firmie, panem Jackiem bądź panią Elą. Osób, które bezpośrednio obsługują pasażerów na hali przylotów, zazwyczaj jest ok. 3-4, wśród nich zawsze są dwie osoby posługujące się językiem polskim. Dlatego pasażerowie nie powinni mieć żadnej obawy w przypadku, gdy nie znają języka angielskiego. Naszym obowiązkiem jest pomoc pasażerom, którzy nie mówią w tym języku. Czasem bywa tak, że pasażerowie mówią nieco po angielsku, ale czują się pewniej mówiąc w języku ojczystym, w związku z czym jesteśmy do ich usług

Gdzie po przylocie na lotnisko JFK w Nowym Jorku Polacy mogą szukać pana i współpracowników mówiących po polsku?
Gdy wszyscy pasażerowie wychodzą z samolotu i przychodzą do sali przylotów, gdzie znajdują się stanowiska służby imigracyjnej i odbywa się kontrola paszportowa, zawsze jest tam jedna z osób pomagających, druga osoba jest przy stanowisku tranzytowym, a trzecia osoba – pomiędzy jednym a drugim stanowiskiem.
Gdy osoba przechodząca przez stanowisko imigracyjne nie zna języka angielskiego, oficer imigracyjny prosi nas o tłumaczenie. Ale ja ułatwiam życie pasażerom, czyli zawsze jestem wśród osób oczekujących na kontrolę i pytam: “Kto jest z Warszawy?” albo “Warszawa LOT!”. To pomaga mi się zorientować, gdzie w kolejce są polscy pasażerowie.

Jak Polacy reagują na pana widok na lotnisku JFK?
Na ogól starsze panie łapią mnie za rękaw i mówią: “Proszę pana, niech pan nie odchodzi ode mnie, bardzo proszę, bo ja nie mówię po angielsku”. Zawsze wtedy jestem przy tej osobie i podchodzimy do oficera imigracyjnego, gdzie tłumaczę rozmowę.

Czy oficerowie imigracyjni są wyrozumiali dla osób, które nie posługują się językiem angielskim?
Tak, oficerowie rozumieją, że nie każdy mówi w ich języku, w związku z tym wiedzą, jak się zachować i kogo poprosić o pomoc w tłumaczeniu.

Jakie zazwyczaj zadają pytania osobom przylatującym do USA?
Są to najczęściej pytania o długość pobytu w USA oraz miejsce zamieszkania w tym czasie, a także – na kiedy dana osoba posiada bilet powrotny.

Jakie problemy, oprócz językowych, mają najczęściej pasażerowie przylatujący z Polski?
Zdarzają się problemy w wypełnieniu deklaracji celnej oraz brak adresu pobytu w USA. Adres ten jest konieczny dla służby imigracyjnej. W takiej sytuacji, gdy pasażer nie zna dokładnie adresu bądź nie jest jego pewien, na ogół prosimy o kontakt telefoniczny do rodziny bądź znajomych, którzy czekają na pasażera. Dzwonimy wtedy do nich i prosimy o jego podanie. Są również sytuacje, kiedy pasażer nie posiada numeru telefonu, wtedy ja wychodzę do hali powitań i po prostu wołam, na przykład: “Halo, pani Zosiu, pani Kowalska przyleciała, poproszę do mnie!”. Wtedy pani Zosia się do mnie zgłasza, a ja proszę ją o adres i wracam do sali przylotów, by wypełnić razem z pasażerem formularz.

Czyli pana pomoc możemy śmiało nazwać kompleksową?
Pomoc jest kompleksowa, ponieważ sytuacje są bardzo różne, mamy około 200-250 pasażerów za każdym rejsem i w związku z tym zdarzają się różne potrzeby i różne wymagania pasażerów. Podkreślam, że nie należy się obawiać żadnych sytuacji, bo dla nas nie ma sytuacji bez wyjścia. Jesteśmy wyszkoleni i na ogół nie mamy żadnych problemów ze znalezieniem satysfakcjonującego rozwiązania.

Czy zdarzają się wciąż przykre sytuacje związane z niewpuszczeniem pasażerów na terytorium USA?
Sytuacje takie zdarzają się, ale nie są one częste i nie przytrafiają się nam każdego dnia. Zazwyczaj problem ten dotyczy osób, które były już w Stanach Zjednoczonych i przekroczyły termin pobytu, na który dostały zezwolenie. Przy kolejnym wjeździe do USA służby imigracyjne mają już dane tego pasażera i wiedzą, że kiedyś przedłużył on sobie nielegalnie pobyt. Jest to sytuacja przykra dla pasażera, dla nas również, ale zdarza się, że służby imigracyjne nie zezwalają na wjazd do Stanów Zjednoczonych.

Czy niewpuszczony pasażer jest zdany już tylko na pracowników imigracyjnych?
Nie, naszym zadaniem jest pozostanie do końca, kiedy pasażer będzie rozmawiał ze służbą imigracyjną, tłumaczymy tę rozmowę w sytuacji, gdy pasażer nie posługuje się językiem angielskim, a nawet jeśli go zna, to jesteśmy zobowiązani do pozostania do końca. Czyli władze imigracyjne wyjaśniają taką sytuację i dają nam decyzję ostateczną dotyczącą pasażera: albo zostaje on zatrzymany i będzie odesłany do Polski najbliższym samolotem, na ogół następnego dnia, albo są wyjątki, że osoby takie dostają zezwolenie na krótki pobyt, np. 2 tygodnie zamiast 6 miesięcy. Nigdy nie zostawiamy pasażerów ani ich bagaży bez opieki.

Czy ma pan jakieś rady, które Polacy mieszkający w USA mogą przekazać rodzinom i znajomym przylatującym w odwiedziny pierwszy raz?
Pierwsze formalności, czyli wypełnienie formularza celnego, polecam wykonać jeszcze w trakcie lotu, kiedy to załoga samolotu rozdaje je pasażerom, oferując przy tym swoją pomoc. Mam też rady, jeśli chodzi o bagaż – proszę nie przewozić kiełbasy ani innego rodzaju mięsa, również żadnych kwiatów ani nasion, ponieważ to na ogół wyłapuje służba celna i może również zastosować w konsekwencji kary.

Czyli polska kiełbasa wciąż jest produktem, który Polacy chcą przywieźć dla swoich rodzin w USA?
Tak, to wciąż się zdarza, Polacy przywożą nie tylko kiełbasę, zdarzają się również góralskie oscypki. My jednak w sytuacji wyłapania takich produktów przez służby celne staramy się przekonać urzędników, że pasażer był niezorientowany i zazwyczaj kary udaje się uniknąć, ale towary są odbierane i po prostu wyrzucane. W ostatnim czasie zalegalizowano natomiast możliwość przewożenia grzybów suszonych.

Jakie jeszcze sytuacje mogą przydarzyć się podróżującym pierwszy raz?
Sytuacje związane z zabieraniem przez pasażerów nie swoich bagaży. Zdarza się to dość często ze względu na to, że walizki są prawie jednakowe i są najczęściej w kolorze czarnym. Jeżeli pasażer zorientuje się, że zabrał nie swój bagaż, i wraca na lotnisko, gdy pasażer, który szuka swojego bagażu, jeszcze tu jest, to wymiana walizek odbywa się natychmiast. Jeśli z jakichś przyczyn bagaż nie doleci, czasami się to zdarza w przypadku lotów z przesiadkami, pasażer musi wypełnić krótki formularz – w tym również jesteśmy w stanie pomóc, i w momencie gdy bagaż wyląduje na docelowym lotnisku, jest dostarczany pod adres wskazany przez pasażera.
Czasami zdarza się również, choć bardzo rzadko, że pasażer zasłabnie lub źle poczuje się w samolocie podczas lądowania. Wtedy jesteśmy wyszkoleni w zakresie zorganizowania jak najszybszej pomocy medycznej, sami jej nie udzielamy, aczkolwiek kontaktujemy się ze służbą imigracyjną, która jest odpowiedzialna za kompleksowe sprowadzenie pomocy medycznej. Jesteśmy wtedy z pasażerem do momentu, aż służba medyczna jest na miejscu, jeśli pasażer zostaje zabrany do szpitala, dowiadujemy się, gdzie konkretnie będzie się znajdował, wtedy kontaktujemy się z rodziną i przekazujemy informacje. Bagaż również jest bezpieczny, przechowywany jest w biurze LOT-u, gdzie pasażer bądź rodzina może go odebrać.
W przypadku osób starszych czy osób przylatujących pierwszy raz czasem też zdarza się, że z różnych względów nie czeka na nich nikt w hali powitań i nie wiedzą, jak sobie poradzić. Pomagamy i w takich przypadkach, dzwoniąc do rodzin bądź osób, które miały odebrać pasażera. Najczęściej powód jest bardzo błahy i charakterystyczny dla Nowego Jorku… korki na drogach. Ale po takich wiadomościach pasażer już spokojniej oczekuje na swoich bliskich na lotnisku.

A jak zachowują się najmłodsi pasażerowie?
To są radosne i zabawne sytuacje, najczęściej zdarzają się w okresie letnim, kiedy dzieci podróżują same pod opieką załogi do Polski na wakacje. Gdy nastaje czas powrotów i witamy je na JFK – zazwyczaj jest to maksymalnie około dwadzieściorga dzieci w każdym samolocie – czujemy się wtedy, jakbyśmy byli wychowawcami przedszkola. Dzieci są małe, w wieku od 5 do 12 lat, często nie poznają swoich bagaży, ale i z tym sobie radzimy. Na takie przyloty mamy zazwyczaj dodatkowego pracownika, który zajmuje się tylko dziećmi. Przeprowadzamy je wtedy przez kontrolę paszportową i celną, a później odprowadzamy je do rodziców bądź opiekunów oczekujących na lotnisku. Trudno je wtedy upilnować, bo widok mamy czy taty po długiej rozłące powoduje, że rzucają wszystko i biegną w ramiona rodziny. My musimy jednak dojść do opiekunów i przekazać dokumenty dzieci. Sytuacje zawsze są pod kontrolą, a uśmiech nie schodzi nam z twarzy.
Ostatnio zdarzyło się, że 6-letni chłopiec wracał z Polski od babci i nie chciał wysiąść z samolotu w Nowym Jorku. Nie wiedziałem, o co chodzi, gdy w płaczu wreszcie powiedział, że “on chce do babci”. Staraliśmy się go uspokoić, przekonaliśmy go, że czekają na niego rodzicie. Gdy ich zobaczył, przestał płakać i zapomniał o całej sytuacji.

Czyli można powiedzieć, że w letnie wakacje jest więcej sytuacji związanych z lotem dzieci pod opieką załogi, a w zimie, w okresie świątecznym, obserwuje się więcej przylotów osób starszych – rodziców, babć i dziadków do USA?
Tak, to słuszne spostrzeżenie. Pod koniec roku dużo osób chce rodzinnie spędzić święta i Nowy Rok w Stanach. Na ogół są to dziadkowie, wujkowie, ciocie itd.

Czy zdarzają się sytuacje bez wyjścia?
Nie, dla nas każda sytuacja ma wyjście i chcę zapewnić osoby, do których pasażerowie przylatują pierwszy raz bądź są starsi – dla wiedzy i spokoju duszy i serca – nie należy się obawiać żadnych procedur i kontroli na lotnisku. Jesteśmy do usług i jesteśmy do momentu, gdy ostatni pasażer wyjdzie razem z nami z holu przylotów. Dla starszych pań i starszych panów rada – prosimy się uśmiechać do nas, i to wszystko!

Z naszej rozmowy wyciągam wniosek, że bardzo lubi pan swoją pracę.
Bardzo lubię kontakt z ludźmi, a już w szczególności, gdy są to Polacy, ponieważ będąc tutaj 30 lat, jednak serce mam w Polsce. Tutaj chleb, tu ojczyzna, tutaj praca, tutaj dom, tutaj przyjaciele, ale serce jednak w Polsce. Jak widzę starsze osoby przylatujące do swoich rodzin, to trochę za serce ściska, że mama, babcia, dziadek przylecieli sobie do rodziny. A ja ciągnę w drugą stronę, żeby odwiedzić Polskę na święta.

ROZMAWIAŁ: PRZEMEK CEBULA

 

Autor: PC