Poszukiwanie znaczenia

0
2

W czwartek, 6 października, w Klimacie na East Village swoje prace z ostatnich kilku lat zaprezentowała Gosha Karpowicz. Obrazy zachwyciły oglądających przede wszystkim inwazją kolorów.

„Dla mnie kolor jest najistotniejszy, jest odzwierciedleniem duszy. To kolor jest źródłem formy, podobnie jak projekt powstaje z myśli w wyobraźni, w nieuchwytnej przestrzeni, forma wyłania się z koloru – wyjaśniała artystka. – Moje malarstwo to romantyczne powiązanie ekspresjonizmu i geometrii abstrakcyjnej, to kontemplacja na temat przestrzeni, nieskończoności, ciągłego powstawania, pojawiania się, nastroju koloru. Pomiędzy polami koloru tworzą się relacje, gesty… Ta poezja kolorów odzwierciedla nasze ludzkie relacje. Te piękne, czyli rozświetlone, i te ukryte… czasem smutne” – poetycko opisała swoje malarstwo bohaterka wieczoru.

Gosha Karpowicz wychowała się w Milanówku, koło Warszawy. Rodzice jej byli nauczycielami – tata przedmiotów rolniczych w pobliskim technikum, mama wychowania plastycznego w liceum ogólnokształcącym. W dzieciństwie większość wolnego czasu przyszła malarka spędziła na podglądaniu natury i rozmowach z tatą o świecie przyrody, o wyjątkowo pięknych obszarach leśnych i przestworzach morskich. Już wtedy bardzo chciała zrozumieć, “jak powstaje życie, jak się zmienia, i jak się kończy”. W szkole średniej interesowała się filozofią i naukami biologiczno-chemicznymi. Nabrała wówczas pewności, że poznawanie świata rozpoczyna się od obserwacji przyrody, „tej jakby jej zewnętrznej strony, tego, co zauważamy”.

Ja wyjaśnia, „była to dla mnie jakaś poezja, pełna koloru, którą zaczęłam malować”. Gosha uważa, że “nauka i sztuka idą tą samą drogą poznania, a przyroda jest największym nauczycielem”. „W przyrodzie nie ma nieharmonijnych kolorów, wszystko, czego poszukujemy, znajduje swoją odpowiedź w przyrodzie – podkreśla artystka, która od zawsze pozostawała pod wpływem przemyśleń Geothego. – Z tej to filozofii dowiadujemy się, że kolor istnieje pomiędzy ciemnością i jasnością. Nic nie widać w zupełnej ciemności i nic nie widać przy kompletnym świetle.

Dopiero w przestrzeni pomiędzy jasnością i ciemnością zauważamy kolory. Jest on również uzależniony od materii – im więcej materii, tym więcej koloru” – wyjaśnia malarka odwołując się do słów Goethego, że „kolor jest wynikiem cierpienia światła”.

Po ukończeniu liceum Gosha Karpowicz studiowała jako wolny słuchacz w pracowni prof. Ziemskiego w ASP w Warszawie, jednocześnie biorąc prywatne lekcje malarstwa u Janusza Petrykowskiego, prekursora nowego nurtu w sztukach plastycznych, tzw. hiperimpresji. Jak stwierdziła Gosha, jego nauka miała ogromny wpływ na jej późniejszą twórczość malarską.

W roku 1981, z teczką pełną rysunków, przyleciała do Nowego Jorku. Jako emigrant polityczny z Polski szybko otrzymała status prawny w USA. Już tego samego roku otrzymała pełne stypendium w Parsons School of Design na Manhattanie. Jednym z jej nauczycieli był Sean Scully, światowej sławy twórca i malarz. „Był moim nauczycielem i mentorem” – stwierdziła Gosha.

Przez 13 lat po ukończeniu studiów pracowała jako nauczycielka malarstwa i historii sztuki w tzw. szkole waldowskiej. Do dziś tworzy, udziela prywatnych lekcji malarstwa, organizuje wernisaże. Jak podkreśliła, marzy o zorganizowaniu retrospektywnej wystawy w Europie – najchętniej w Polsce.
Lista wystaw, w których Gosha Karpowicz wzięła udział, jest ogromna, dlatego warto obejrzeć jej stronę internetową (goshakarpowiczart.com).

Autor: ELŻBIETA POPŁAWSKA