Pożegnanie przyjaciela

241
Jurek Porębski gra swoje ulubione utwory podczas koncertu w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie 5 kwietnia 2013 roku FOTO: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

Jurek Porębski nie żyje. To była wiadomość, jaką otrzymałam w czwartek rano, 19 sierpnia. Przecież parę dni temu rozmawiałam z Helenką, jego żoną i nic nie wskazywało...

Jurek, dlaczego odszedłeś?  Za szybko, zdecydowanie za szybko. Zostawiłeś ogromną pustkę i ból w naszych sercach. Byłeś moim Przyjacielem, wielkim Przyjacielem. Byłeś Przyjacielem nas wszystkich, którzy przychodzili na Twoje koncerty. Tylko Ty, w swój cudowny, tylko Tobie właściwy sposób nawiązywałeś wspaniały kontakt z publicznością! Tylko Ty to potrafiłeś.

Po raz pierwszy, jako wicekomandor Polskiego Klubu Żeglarskiego, pomagałam zorganizować koncert Jurka w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie w 2000 roku.  A potem były Festiwale Szant „New York Shanties” w Nowym Jorku, które organizowałam w imieniu PKŻ, oraz mnóstwo innych koncertów. Byłeś moim mentorem, dyrektorem artystycznym tych festiwali. Pamiętam te gorączkowe narady w moim domu w trakcie festiwali, te rozważania, nerwowe przewidywania czy widownia dopisze. I dopisywała. To dzięki Tobie, „Stary Porębuniu”.

„Stary Poręba” z wyspy Wolin – tak siebie często określałeś.

I ten pierwszy Festiwal „New York Shanties – 2003”. Niezapomniany. Sala w Centrum Polsko-Słowiańskim przy Java Street pękała w szwach.

Przywiozłeś tu do nas „zarazę szantową” już w 1993 roku.

Byłeś obecny w życiu Polskiego Klubu Żeglarskiego przez wszystkie te lata. Wielokrotnie koncertowałeś na Barce, byłej siedzibie klubu. Kilka razy, z przyjaciółmi żeglarzami, organizowałam Twoje koncerty w polskim konsulacie. A potem Twoje recitale w moim domu dla Twoich i  moich przyjaciół. I to już jest przeszłość, i to już nigdy się nie wydarzy. Ciężko, bardzo ciężko w to uwierzyć, że „wypłynąłeś w długi rejs, ostatni rejs do Hilo”.

Twoje mądre, cudowne pieśni o życiu i pracy na morzu chwytają za serce. Będzie nam Ciebie brakowało, bardzo brakowało. Byłeś cudownym człowiekiem, autorem, wykonawcą swoich pięknych ballad rybackich, szant. Napisałeś wspaniałą książkę „Z rybakami w świat”.  Jesteś legendą Jureczku, byłeś legendą za życia i my wszyscy Twoi przyjaciele z tej strony wielkiej kałuży chylimy przed Tobą czoła i nigdy Cię nie zapomnimy. Zostawiłeś dla nas bardzo, bardzo dużo, więcej niż zabrałeś ze sobą.

Jurek Porębski gra na trąbce na Barce, siedzibie PKŻ na Brooklynie. Towarzyszy mu
Ryszard Czerski FOTO: ELŻBIETA SAWICKA

Kochaliśmy Ciebie i teraz jest nam przerażająco smutno.  Popłynąłeś w swoj ostatni rejs, który tak pięknie opisałeś w pieśni „Gdzieś tam”:

Gdzieś tam, gdzie nieśmiertelne żyje,

Gdzieś tam, gdzie źródło prawdy bije,

Gdzie zło i dobro traci sens,

w ostatni popłynę rejs.

Gdzieś tam, na drugą stronę cienia,

Gdzieś tam, gdzie duch materię zmienia

Przejmę ostatnią z wacht,

Do kei przytulę jacht.

Przytul ten jacht, Jureczku.