Pożegnanie z mistrzem tańca

748
Józef Pałka w tym roku miał świętować jubileusz 29-lecia działalności swojej szkoły tańca ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

"Kiedyś podczas festiwalu w parafii św. Kazimierza w Newarku, po pokazie tancerzy, podeszła do mnie starsza pani i powiedziała: 'Niech żyje polska młodzież'. Wręczyła mi swoją wizytówkę. Była to legendarna działaczka 'Solidarności' Anna Walentynowicz" – opowiada Józef Pałka, założyciel Joseph’s Dance Studio w Wallington, NJ.

Opuszczasz Clifton i wyjeżdżasz z żoną na stałe na Florydę. Kiedy podjęliście taką decyzję i dlaczego? Czy to oznacza, że żegnasz się z tańcem, który przez tyle lat tak pięknie promowałeś w stanie New Jersey i metropolii nowojorskiej?

– Do podjęcia decyzji o sprzedaży naszego domu dojrzewaliśmy kilka lat. Decyzję tę przyspieszyła informacja, że nasz syn dostał świetną ofertę pracy w miejscowości Largo koło Clearwater na Florydzie. Będzie mógł się tam zawodowo rozwijać. Pod koniec listopada przeprowadził się z żoną na Florydę. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia jego żona urodziła synka Markusa.

Nasza córka Marta też mieszka na Florydzie z dziećmi, w miejscowości Astatula niedaleko Orlando. Stwierdziliśmy, że fajnie byłoby mieszkać blisko naszych dzieci i wnuków.

A kolejnym argumentem przemawiającym za przeprowadzką na Florydę jest fakt, że w wyniku pandemii Covid-19 cała działalność artystyczna uległa zahamowaniu, by nie powiedzieć upadkowi. Odbudowanie tej działalności z pewnością zajęłoby mi więcej czasu i wysiłku, aniżeli budowa mojego studia, która rozpoczęła się ponad 28 lat temu. Nie wiemy, jakie będą następstwa pandemii. Dlatego te wszystkie czynniki sprawiły, iż chcemy być blisko naszych dzieci i wnuków, aby – w razie potrzeby – pomagać sobie i czuć się lepiej. Niestety, żegnam się z moim studiem tanecznym, ale nie wyobrażam sobie definitywnego pożegnania z tańcem.

Józef Pałka tańczy z córką Martą – obraz namalowała LIA SHIUKASHVILI

Tańcem zafascynowałeś się, co często podkreślałeś, w czasach młodości w Polsce. Jak przebiegało to zafascynowanie?

– W 1974 roku kolega ze szkolnej ławy Janusz Okrajek namówił mnie, abym spróbował nauczyć się tańczyć. Nie musiał mnie specjalnie namawiać, bo taniec we mnie tkwił, drzemał i czekał tylko na przebudzenie. Kilka dni później udałem się do Klubu Tańca Towarzyskiego „Kwadrat”, który  w Jeleniej Górze prowadził Konrad Małek, wychowanek legendy polskiego tańca profesora Mariana Wieczystego. Był to znany i ceniony klub, do którego garnęły się dzieci i młodzież. Powiedziałem sobie wówczas, że już na zawsze zostanę w przyjaźni z tańcem i… tak się stało. W klubie tym tańczyłem 7 lat.

Skończyłem Technikum Mechaniczne, zdałem maturę, ale już wiedziałem, że w tej branży pracował nie będę. Rozpocząłem studia zaoczne dla pracujących na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Wybrałem kierunek trenerski w dziedzinie lekkiej atletyki. W ciągu czterech lat studiów poznałem inny świat. Studia potraktowałem jako sposób na przedłużenie młodości. W gronie studentów byli medaliści olimpijscy, między innymi: Ryszard Podlas, Zofia Bielczyk, Edward Kubiak, na trzecim roku był z nami Władysław Kozakiewicz (mieszkaliśmy w akademiku obok siebie) i Witold Baran. Musiałem włożyć wiele czasu i wysiłku, aby skończyć to, co zacząłem. Skończyłem studia, zostałem magistrem sportu – trenerem lekkiej atletyki II klasy. Moja żona Teresa była lekkoatletką i też studiowała na AWF w Poznaniu.

Po studiach podjąłem pracę w Wojewódzkim Zrzeszeniu Ludowe Zespoły Sportowe w Jeleniej Górze, ale przede wszystkim skupiłem się na tańcu. Założyłem pierwszy w Polsce Wiejski Klub Tańca Towarzyskiego „Czertan” w Czernicy, mojej rodzinnej miejscowości w gminie Jeżów Sudecki, w pobliżu stolicy Karkonoszy – Jeleniej Góry.

Kiedy przyjechałeś do Stanów Zjednoczonych musiałeś podjąć pracę, bo trzeba było zarobić na życie. Jak to wyglądało?

– Przyleciałem do USA z Polski w 1992 roku. Dopóki nie otrzymałem zielonej karty, a trzeba było mocno o nią powalczyć, kontakt z rodziną miałem przez telefon albo listowny. Z Polski do Stanów nie można było wtedy dzwonić bezpośrednio, trzeba było zamawiać rozmowę i czekać na połączenie godzinami. Dopiero po 9 latach  dołączyła do mnie żona z córką Martą i synem Marcinem. Oczywiście ta rozłąka była bardzo trudna. Nie znałem języka angielskiego, a musiałem walczyć o byt, zdobywać środki do życia. Pracę znalazłem bardzo szybko. Pracowałem na budowie, zajmowałem się malowaniem apartamentów, wykonywałem też inne prace fizyczne, a wieczorem prowadziłem zajęcia taneczne.

Ale to jednak taniec był twoim głównym celem i przeznaczeniem?

– Oczywiście. Szybko doszedłem do przekonania, że taniec wśród Polonii to ugór, który ktoś powinien zagospodarować. Dokładnie miesiąc po przylocie z Polski poprowadziłem pierwsze zajęcia w Polskim Domu Cracovia Manor w Wallington w stanie New Jersey. Zdarzyło się to 22 kwietnia 1992 roku. To wtedy narodziło się Joseph’s Dance Studio. Początkowo, przez pięć lat, uczyłem tańczyć tylko  dorosłych. W sumie zajęcia taneczne w Cracovii prowadziłem przez 28 lat.

Z czasem rozszerzyłem swoją działalność. Prowadziłem zajęcia w Nowym Jorku na Greenpoincie, na Maspeth i na Ridgewood, w Ozone Park, Borough Park i Floral Park, a także w Copiague na Long Island, w Polskim Domu w New Britain w stanie Connecticut oraz w Filadelfii w stanie Pensylwania. Miejsc, w których prowadziłem naukę tańca przez krótki czas, było znacznie więcej, na przykład w East Stroudsburg w Pensylwanii, w Harrison i w Linden w stanie New Jersey. W większości przypadków miejsca te należały do polskich parafii lub szkół.

W odnalezieniu się w amerykańskiej rzeczywistości bardzo mi pomogło kilka osób. Byli to: Jan Woźniak – współtwórca i wieloletni prezes Związku Młodzieży Polskiej w Passaic, NJ, a także prezes Centrali Polskich Szkół Dokształcających w Ameryce, Janina Igielska – dyrektorka Polskiej Szkoły Dokształcającej im. Adama Mickiewicza w Passaic i działacz polonijny w Clifton Walter Durda.

Zajęć w tylu miejscach nie byłbyś w stanie sam prowadzić – to oczywiste. No bo wszędzie trzeba dojechać, przygotować salę i program, a potem uczyć krok po kroku. Z kim współpracowałeś? Kto ci pomagał?

– Miałem wspaniałych współpracowników. Kiedy w danym miejscu pojawiła się grupa dzieci czy dorosłych chcących uczyć się tańczyć, ja tam bywałem oczywiście od czasu do czasu, ale na co dzień zajęcia prowadzili moi asystenci – osoby z doświadczeniem i talentem, które mają za sobą piękną historię na parkiecie i kochają taniec. W najlepszym okresie w tych wszystkich ośrodkach, które prowadziło moje studio, uczyło się tańczyć ponad 200 dzieci, a także kilkadziesiąt osób dorosłych, zaś instruktorzy pracowali po 8 i więcej godzin przez 7 dni w tygodniu.

Tancerzy szkolili między innymi: mistrzyni świata Katiusza Demidova, Rosjanie Anton Tregubov i Edward Izotov, Jonathan Wilkinson, Wiesława Wróż, Adrian Jakubowski, Jolanta Filip, Artur Rećko, Klaudia Kluziński i Alec Zhiwei Zhang. Przez parę lat bardzo mi pomagała moja córka Marta. Najwięcej pracy wykonali Andrej i Julia Klinchyk – wieloletni zawodowi tancerze i zwycięzcy światowej olimpiady w Blackpool w Anglii w 2013 roku. W sprawach organizacyjnych bardzo mi pomagała moja żona Teresa.

Jakich tańców można było się nauczyć w szkole Józefa Pałki?

– Uczyłem przede wszystkim tańców towarzyskich, standardowych: walca angielskiego i wiedeńskiego, tanga argentyńskiego, fokstrota i quickstepa. Uczyłem też tańców latynoamerykańskich: rumby, samby, cha-chy, jive’a, pasodoble oraz dyskotekowych: disco-bluesa, rock’n’rolla, marenge i salsy. Uczyłem też tańców narodowych: poloneza, polki i krakowiaka.

W pewnym momencie zacząłeś organizować polonijne turnieje taneczne, które były dodatkowym bodźcem przyciągającym rodaków na parkiet.

– Pierwszy turniej taneczny moje Joseph‘s Dance Studio zorganizowało w głównej sali Polskiego Domu Cracovia Manor w Wallington 22 października 2000 roku. Następny, niedługo potem, odbył się w audytorium parafii św. Stanisława Kostki na Greenpoincie. Zorganizowałem –  przy wsparciu rodziny, trenerów i rodziców – w sumie 22 takie turnieje.

Aby zarazić większą liczbę rodaków tańcem, w celach reklamowych, zorganizowaliśmy dwa wielkie pokazy taneczne. Efekty były zaskakujące. Do rodziców dotarła moja idea, której zresztą jestem wierny do dziś – najlepsze jest wychowanie poprzez taniec. Na parkiecie bowiem dzieci przede wszystkim uczą się wspaniałej sztuki, jaką jest taniec, ale również uczą się dobrych relacji, poznają się lepiej i zbliżają się do siebie. Pojawiło się wiele utalentowanych par, z ogromnymi predyspozycjami i ambicjami. Podczas 6. turnieju na Greenpoincie tańczyło aż 206 dzieci. Było to polonijne „taneczne pospolite ruszenie”. Teraz można tylko pomarzyć o tym, aby tylu tancerzy wzięło udział w turnieju organizowanym przez jedno studio.

Tych turniejów i pokazów było dla ciebie chyba za mało, bo… w końcu zorganizowałeś Polonijne Mistrzostwa Ameryki w Tańcu Towarzyskim. To miało sens, no bo skoro jest ostra rywalizacja o tytuł najlepszej pary w USA i na świecie, to dobrze by było wiedzieć, która z polonijnych par jest najlepsza. Czy o to właśnie ci chodziło?

– Po zorganizowaniu 22 wielkich turniejów Joseph’s Dance Studio i dwóch pokazów wpadłem na pomysł, aby podnieść rangę tańca towarzyskiego wśród Polonii. No i w 2010 roku zorganizowałem Pierwsze Polonijne Mistrzostwa Ameryki w Tańcu Towarzyskim. Parkiet i sala zawsze były pełne, bo mistrzostwa przyciągały miłośników tańca. Pragnę podkreślić, że mistrzostwa te odbywały się pod patronatem honorowym Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku. Na każde wydawałem kolorowy biuletyn, w którym były zawarte informacje o działalności Joseph’s Dance Studio, o sukcesach moich tancerzy, zdjęcia mistrzowskich par z poprzednich turniejów, a także informacje o tychże mistrzostwach. Sala była udekorowana kolorowymi zdjęciami oraz banerami sponsorów, bez których nie sposób byłoby zorganizować takie wydarzenie. Od strony technicznej mistrzostwa czy pokazy przygotowywał inżynier Andrzej Rutkowski.

15 marca 2020 roku mistrzostwa miały się odbyć po raz 11, ale z powodu pandemii Covid-19 okazało się to niemożliwe.

Świetna tancerka Sandra Spernacka i Józef Pałka otwierają 10. Polonijne Mistrzostwa w Tańcu Towarzyskim, które odbyły się 7 kwietnia 2019  roku w Cracovia Manor
w Wallingtonie, NJ

Taniec jest formą rywalizacji. Nie ma tak, aby tancerz był zawsze uśmiechnięty, czasem bowiem przegrywa, bo inni tańczą lepiej…

– Nie ma szans na udoskonalenie umiejętności bez rywalizacji. Jeśli para raz wygra, a innym razem przegra, nie zobaczy nawet brązowego medalu i poleją się łezki, to wie, że muszą pracować, więcej trenować. Wtedy zaczyna się szukanie drogi do sukcesu. W szkole tańca zajęcia są prowadzone w grupach. W pewnym momencie wielu rodziców zaczęło wykupywać prywatne lekcje dla swoich dzieci, bo okazało się, że wówczas szybciej się uczą, zaczynają szybciej iść do przodu, wyprzedzać umiejętnościami innych. Dojeżdżałem też do prywatnych domów, na prośbę rodziców. Uczyłem tańczyć na przykład całą rodzinę państwa Bączyków. Pan Janusz jest czterokrotnym polonijnym mistrzem świata w golfie. To sprawiło, że nasi polonijni tancerze zaczęli dorównywać umiejętnościami tancerzom ze studiów rosyjskich czy ukraińskich, które zdominowały rynek amerykański. Od dawna przecież wiadomo, że jeśli chodzi o taniec, w tym także balet, państwa zachodnie ustępują krajom byłego Związku Radzieckiego.

Chciałbym podkreślić, że te dzieci, które uczą się tańca, nie mają potem problemów z nawiązywaniem kontatów. Nie mają również kompleksów, bo dla nich nie jest obcy żaden parkiet ani mikrofon. Uczą się również pomagania innym od serca, bo przecież uczestniczą w różnych akcjach charytatywnych.

Organizowałeś także letnie obozy taneczne. Była to świetna okazja dla dzieci do przeżycia fajnych wakacji, ale także dla poprawy kondycji oraz techniki.

– W obozach uczestniczyło nawet sto dzieci. Musiało wówczas pracować wielu ludzi, aby zapewnić im dobry czas, ale także bezpieczeństwo. Obozy te były organizowane co roku najpierw w ukraińskim ośrodku Vierchovina w pobliżu Port Jervis, NY, a potem w ośrodku wypoczynkowym Soyuzivka w Kerhonkson w stanie Nowy Jork. Nie były to może luksusowe ośrodki, ale dzieciaki czuły się tam naprawdę świetnie. Były bezpieczne, zawsze dobrze nakarmione, a to, że któregoś dnia w Vierchovinie pojawiły się niedźwiedzie było niesamowitą atrakcją. Niedźwiedzie poczuły jedzenie koło kuchni, najadły się, a potem spokojnie wróciły do lasu. Nie spotkałem dzieciaka, który wyjechałby z obozu niezadowolony.

Postęp twoich wychowanów przełożył się na ich wielkie sukcesy w mistrzostwach Stanów Zjednoczonych oraz na arenie międzynarodowej. Nie sposób wymienić tutaj wszystkich par i ich sukcesów, ale przypomnij przynajmniej kilka, które szczególnie zapadły ci w pamięć.

– Jan Kulesza i Anita Mazur w roku 2000, podczas mistrzostw USA w Saint Paul, w stanie Minnesota, wywalczyli pierwszy tytuł mistrzowski dla Joseph’s Dance Studio. Drugi medal zdobyli Bartosz Agaś i Magdalena Mazur.

Pięknym przykładem jest znana para Ania Kaczmarska i Patryk Płoszaj. Jako kilkuletnie dzieci poznali się na parkiecie w moim studiu. Najpierw zaczęli zdobywać medale na mistrzostwach Stanów Zjednoczonych amatorów w Baltimore w stanie Maryland. Potem z każdych mistrzostw przywozili garść medali. Brali też z powodzeniem udział w turniejach Schwarzeneggera czy w Festival La Classique Du Québec w Montrealu w Kanadzie. W 2010 roku Ania Kaczmarska i Patryk Płoszaj znaleźli się w „Top Ten”, czyli w finałowej dziesiątce bardzo popularnego w USA programu telewizyjnego NBC „America’s Got Talent”. Do tej pory żadnej amerykańskiej parze tanecznej nie udało się zajść tak daleko! Potem przyszły kolejne, jeszcze większe sukcesy. Para ta 7-krotnie zdobyła tytuł mistrzów świata w tańcach standardowych w różnych kategoriach, a raz zdobyła medal brązowy. Niestety, przestali razem tańczyć. No cóż, każdy ma prawo wyboru.

No i koniecznie muszę wspomnieć parę Oskar Wojciechowski – Karolina Hołody, która w 2012 roku zdobyła mistrzostwo USA, mistrzostwo świata, ale także wygrali Blackpool Dance Festival w Anglii, czyli olimpiadę taneczną. Oskar i Karolina, jako jedyna para w historii tego najbardziej prestiżowego turnieju na świecie, wygrali wówczas w dwóch kategoriach: w kategorii Rising Star Ballroom oraz U21. Aktualnie prowadzą zajęcia w szkole tańca Peak Performance Dance Center w miejscowości Provo w stanie Utah.

Mój wychowanek Marek Klepadło, który tańczył z Anią Myzio, a potem Angeliką Dechnik, zdobywał z nimi medale na mistrzostwach Ameryki, prowadzi szkołę tańca w Los Angeles.

Ile medali i tytułów mistrzowskich zdobyły pary Joseph’s Dance Studio w mistrzostwach Ameryki czy w mistrzostwach świata?

– Moje pary zdobyły dokładnie 200 medali o różnych kolorach w USA Dance National Championships, czyli Mistrzostwach Tańca USA, które co roku odbywają się zazwyczaj w Baltimore, MD. Ostatni medal w tych mistrzostwach, trzy lata temu, zdobyli Julia Domagała i Dylan Stopa. Ponadto moi wychowankowie zdobyli kilkanaście tytułów mistrzowskich na mistrzostwach świata oraz odnosili sukcesy na wielu międzynarodowych turniejach. Życzę takich sukcesów każdemu, kto odważy się stworzyć własną szkołę tańca. Sporo z tych par z parkietu poszło przed ołtarz, żyją teraz w związkach małżeńskich, mają dzieci.

W twoim studiu było znanych i wciąż powtarzanych „10 przykazań tanecznych“. O co tu chodziło? Możesz przypomnieć przynajmniej te najistotniejsze?

– Są to podstawowe zasady obowiązujące w szkole tańca. Ich przestrzeganie uczy obowiązkowości i pokazuje drogę do sukcesów. Pierwsze przykazanie brzmi: „nieobecni nie mają racji“. Jeśli ktoś chce osiągnąć sukces, w pracy czy na parkiecie, musi być obecny. Ostatnie przykazanie mówi natomiast: „jeszcze się taki nie urodził, żeby komukolwiek dogodził“. Sami doświadczamy tego w naszym życiu. Podczas każdych zajęć przypominałem też moim uczniom, że „w tańcu nie ma taniej elegancji“. Zawsze to podkreślał twórca polskiej szkoły tańca profesor Marian Wieczysty.

W pewnym momencie pary z Joseph’s Dance Studio zaczęły się pojawiać wszędzie tam, gdzie były fajne polonijne wydarzenia. Niektóre nawet sam organizowałeś.

– Bodźcem do zorganizowania specjalnego turnieju była dla mnie Wielka Orkiestra Światecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Tu i ówdzie zaczęły być organizowane pierwsze zbiórki, więc ja, z grupą przyjaciół, postanowiłem dołączyć do tej inicjatywy i zorganizowałem w 2000 roku Taneczną Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Gdziekolwiek pojawili się tancerze, od razu pojawiały się tłumy rodaków. Podziwiali tancerzy i wspierali Oriestrę Owsiaka. Występowaliśmy na Greenpoincie, w Cracovia Manor w Wallingtonie, w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, nawet wystąpiliśmy na Polance Sokołów w Summerville, NJ. Przez pięć lat członkowie Orkiestry tańczyli w sali parafialnej św. Jana Kantego w Filadelfii, dopóki tam działał Stanisław Soja, człowiek niezwykle oddany Polonii. Proboszczem tej parafii był ksiądz Jan Kolano. Tam też co niedzielę, przez pół roku,  uczyłem dzieci tańczyć.

Moi tancerze imponowali talentem i umiejętnościami również podczas Polskiego Festiwalu w Union, NJ, Polish Heritage Festiwal w Holmdel, NJ (od kilku lat organizowany jest w East Brunswick, NJ), a także Festiwalu „Polish is Beautiful“ w Jersey City. Wymagało to ogromnej pracy, czasu i poświęcenia. Przy okazji niejedną noc zarwałem, aby wszystko należycie przygotować i rozliczyć.

Podczas festiwalu w parafii św. Kazimierza w Newarku, po pokazie tancerzy, podeszła do mnie starsza pani i powiedziała: „Niech żyje polska młodzież“. Wręczyła mi swoją wizytowkę. Była to legendarna działaczka „Solidarności“ Anna Walentynowicz.

Przypomnę też, że pary z mojego studia często ubogacały swoimi strojami i występami zabawy sylwestrowe. Wielokrotnie występowały podczas pikników parafialnych.

Tancerze Joseph‘s Dance Studio tańczą na 5. Alei podczas Parady Pułaskiego 2014

Super wydarzeniem było zawsze uczestnictwo tancerzy w Paradzie Pułaskiego na 5. Alei na Manhattanie. Ich pokazy oglądały dziesiątki tysięcy ludzi i nagradzały brawami. Niejednokrotnie podreślałeś, że takiej publiczności nie mieli na żadnym turnieju.

– W Paradzie Pułaskiego zawsze uczestniczyło kilka lub kilkanaście par z mojego studia. W najlepszych czasach było to nawet 15 par. Tancerze mieli ten przywilej, że specjalny pokaz tańca prezentowali przed główną trybuną. Występowali także tydzień przed paradą podczas wspaniałego bankietu w hotelu Marriot na Manhattanie.

Zamawiałem wówczas ruchomą platformę, czyli float, z banerami reklamującymi moje studio oraz sponsorów. Z przodu ustawiałem duży monitor, na którym publiczność mogła oglądać występy moich tancerzy podczas mistrzostw USA. Przygotowywał to zawsze Henryk Jaubowski, człowiek wielkiego serca mieszkający na Maspeth. Wiele razy mi pomagał, jeśli zachodziła taka potrzeba.

Chcę dodać, że udział tancerzy w Paradzie Pułaskiego, jak i organizowanie mistrzostw czy pokazów tanecznych nie byłoby możliwe bez finansowego wsparcia życzliwych sponsorów. Zawsze pomagali mi biznesmeni z Garfield, NJ: ś.p. Henryk Rybak – właściciel sklepów Piast, a także Alfred Lemański – właściciel sklepu „Orzełek“. Brak mi słów, aby podziękować Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, która zawsze wspierała wszelką moją działalność. Dziękuję też Centrali Polskich Szkół Doształcających w Ameryce z panią prezes dr Dorotą Andraką na czele. Współpraca z Centralą była bardzo pomocna w funkcjonowaniu mojego studia, gdyż dzięki niej pozyskiwałem nowych uczniów. Wystarczyło, że moi tancerze pojawili się na studniówce czy na balu szkolnym. 

Nadszedł jednak taki czas, że coraz mniej dzieci zaczęło przychodzić na zajęcia, a więc zaczęło ubywać młodych tancerzy, ale także i tych dorosłych, którzy przecież też chętnie tańczyli. Musiałeś zamykać działalność w różnych miejscach. Dlaczego tak się zaczęło dziać? Co było przyczyną? Czyżby nagle rodacy przestali lubić tańczyć?

– Popatrzmy na to, co dzieje się od kilkunastu lat z polskimi  organizacjami, z polskimi restauracjami, klubami i domami, z polskimi szkołami, a nawet z polskimi kościołami w Stanach Zjednoczonych… Od chwili dołączenia Polski do Unii Europejskiej Polacy przestali przyjeżdżać do USA za pracą, za budowaniem w tym kraju swojego życia. W krajach UE Polacy mieszkają i pracują legalnie, a kiedy chcą zajrzeć do domu, wsiadają do samochodu i są w nim za kilka godzin. W USA trudno zalegalizować pobyt, ponadto wyprawa za ocean naprawdę dużo kosztuje. Trzeba też pamiętać o tym, że te wyjazdy często skutkują rodzinnymi dramatami, bo ludzie nie wytrzymują presji rozłąki.

No i teraz, z powodu Covidu-19, żyjemy w naprawdę dziwnych i trudnych czasach. Dzieci boją się przychodzić na zajęcia, dorośli również, międzyludzie kontakty zostały ograniczone do absolutnego minimum. Nauczanie dzieci w szkołach on line ma sens, przynosi jakieś rezultaty, ale dzieci i młodzież tracą osobiste relacje. On line jednak nikogo nie nauczy się tańczyć. W moim przekonaniu nie ma lepszego miejsca do nawiązania bezpośrednich, pięknych relacji niż parkiet. On i ona są blisko siebie, wymieniają między sobą uprzejmości i uczą się dobrych relacji, które obowiązują w tańcu towarzyskim, a także w codziennym życiu.

Nie było i nie ma tak znanego oraz rozpoznawalnego  polonijnego studia tanecznego w USA jak Joseph’s Dance Studio. Udało ci się zarazić tańcem ogromną liczbę rodaków. Otrzymałeś za to wiele nagród i wyróżnień. Przypomnij przynajmniej te, które były dla ciebie najcenniejsze.

– 8 maja 2018 roku w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku otrzymałem statuetkę Wybitny Polak w USA w kategorii „Kultura“. Wyróżnienie to przyznaje Fundacja Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” oraz Stowarzyszenie Pangea Network USA. 14 grudnia 2014 roku, podczas uroczystości w Konsulacie Generalnym Rzeczypospolitej Polskiej na Manhattanie, za zasługi dla oświaty polonijnej, otrzymałem Medal Edukacji Narodowej. Natomiast 26 marca 2002 roku, w Teatrze Buffo w Warszawie, Jurek Owsiak wręczył mi pamiątkowy medal Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy za stworzenie i granie w Tanecznej Orkiestrze Świątecznej Pomocy w USA. Bardzo sobie cenię wyróżnienie Człowiek Miesiąca Radia Rytm (dyplom otrzymalem w siedzibie radia na Manhattanie) oraz dyplom „Człowiek z poczuciem humoru“, który otrzymałem od organizatorów kabaretonów polonijnych na Grennpoincie.

Podczas jubileuszu 40-lecia artystycznej działalności Józefa Pałki, w Cracovii zatańczyli dla mistrza 7-krotni mistrzowie świata Ania Kaczmarska i Patryk Płoszaj

Kilka lat temu odbyły się dwie wspaniałe uroczystości, podczas których świętowałeś 25-lecie działalności Joseph’s Dance Studio oraz 40-lecie swojej pracy artystycznej. Twoi wychowankowie i przyjaciele doskonale pamiętaję te wydarzenia. Ty też je wspominasz?

– Oczywiście. Takie wydarzenia zostają w sercu i w pamięci tym bardziej, że już nic takiego się nie powtórzy. 18 października 2014 roku, w Polskim Domu „Cracovia Manor“ w Wallington, świętowałem 40-lecie mojej bardzo bliskiej przyjaźni z parkietem. Przybyło wielu wspaniałych gości, a wśród nich przedstawiciele Rady Dyrektorów Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej oraz dyrektor wykonawczy Bogdan Chmielewski. Konsul Alicja Tunk przeczytała list z gratulacjami i wyrazami wdzięczności za moją pracę od ambasadora Polski w Waszyngtonie Ryszarda Schnepfa. Specjalnie dla mnie zaśpiewała śpiewaczka operowa Marika Szczepek i zatańczyło wiele par, a wśród nich Ania Kaczmarski i Patryk Płoszaj,  którzy rok wcześniej w Paryżu zostali  dwukrotnymi mistrzami świata w młodzieżowych kategoriach Junior II i Youth. Specjalny pokaz tańca nowoczenego zaprezentowały dwie świetne tancerki Samanta Filip i Anna Matlewska. Każdy z gości otrzymał książkę „Benefis 40-lecia działalności artystycznej Józefa Pałki”.

Wszyscy tancerze, którzy 18 października 2014 roku i uczestniczyli w rubinowym benefisie Józefa Pałki, otrzymali od swojego mistrza okolicznościowe dyplomy

Z okazji srebrnego jubileuszu mojego studia 21 października 2017 roku zaprosiłem do „Cracovii Manor” byłych uczniów, spośród których wielu zdobyło tytuły mistrzów Stanów Zjednoczonych i mistrzów świata, ich rodziców oraz swoich przyjaciół. Przybyło ponad 200 osób. Otrzymałem mnóstwo życzeń, uścisków i upominków. Otrzymałem także list z gratulacjami od konsula z Nowego Joru Macieja Golubiewskiego. Niektórzy z moich wychowanków specjalnie dla mnie zatańczyli. To było wspaniałe wydarzenie. Nie raz ocierałem łzy z oczu.

Podczas balu z okazji 25-lecia działalności Joseph‘s Dance Studio Józef Pałka pokroił tort wspólnie z Anią Kaczmarską, 7-krotną mistrzynią świata w tańcach standardowych

Czy twój wyjazd na Florydę oznacza, że definitywnie kończy się działalność Joseph‘s Dance Studio, które 28 lat promowało taniec wśród Polonii?

– Mam nadzieję, że po moim wyjeździe szkoły tańca będą funkcjonować – przynajmniej ta na Staten Island przy kościele św. Stanisława Kostki, którą mocno wspiera proboszcz Jacek Woźny i w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ. Być może uda się znowu otworzyć sekcję taneczną w Wallingtonie. Swietłana i Włodzimierz Dziuba – świetni instruktorzy, którzy od wielu lat ze mną współpracowali, obiecali mi, że jeśli tylko znajdą się chętni, będą ich uczyć tańczyć. Oczywiście wszystko zależy od tego, jak dalej będzie rozwijać się pandemia koronawirusa. Ja wierzę w to, że może już nie w takim wymiarze jak dotychczas, ale jednak nasza polska szoła tańca będzie działać. To będzie mały spadek po Joseph’s Dance Studio.

Mam też nadzieję, że mieszkając w Winter Garden, niedaleko Orlando i Clearwater, gdzie jest polska szkoła oraz Centrum Jana Pawła II, uda mi się z czasem zorganizować lekcje tańca i przyciągnąć trochę dzieci i młodzieży. Chciałbym bowiem wciąż realizować swoje hasło życia „wychowanie poprzez taniec“. A poza tym trudno mi wyobrazić sobie dzień bez… tańca.

Dziękuję za rozmowę i życzę serdecznie, abyś żegnając się z tańcem w New Jersey i metropolii nowojorskiej, mógł wciąż do niego zachęcać Polonię na Florydzie.

ROZMAWIAŁ: JANUSZ M. SZLECHTA

Więcej informacji o Joseph’s Dance Studio i jego twórcy można znaleźć na stronie internetowej www.josephsdancestudio.com