Przyprowadź ciało, a dusza sama przyjdzie

1
Hanna Bielawski od dawna stara się pomagać osobom uzależnionym ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

"Pijak to jest taki człowiek, który lubi się często i dużo napić, ale w towarzystwie, a potem trzeźwieje i wraca do normalności. Natomiast alkoholik to jest człowiek chory, który bez alkoholu nie wyobraża sobie życia" – mówi Hanna Bielawski z Linden, NJ, pomagająca osobom uzależnionym wyrwać się ze szponów nałogu.

Ludzie często potrzebują wsparcia, ale nie wiedzą w jaki sposób i skąd mogą je uzyskać. Nie jest żadną tajemnicą, że w wielu przypadkach Ty jesteś taką deską ratunkową. Z jakimi problemami ludzie do Ciebie się zwracają? W jaki sposób starasz się pomagać potrzebującym?

– Co niedzielę, o godzinie 7.30 rano, uczestniczę w mszy świętej w kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Linden, NJ. Zawsze czytam teksty liturgiczne. Często po mszy zatrzymują mnie znajomi, którzy mają problemy ze swoimi dziećmi, żonami, mężami i proszą o pomoc. Są to najczęściej problemy związane z różnymi nałogami. Dlatego zachęcam do uczestniczenia w mitingach grup, które pomagają wyjść z tych nałogów.

Nad tymi wszelkimi uzależnieniami pracujemy podczas warsztatów terapeutycznych „Wreszcie żyć – 12 kroków ku pełni życia“. Najważniejszy jest pierwszy krok. Anonimowi alkoholicy stosują go we wszystkich swoich poczynaniach. Tych „12 kroków“ stosują również ludzie, którzy uzależnieni są od jedzenia i dużo ważą, od papierosów, hazardu, a także od seksu. Są to naprawdę poważne uzależnienia. Ich ofiarą stają się osoby, które mają kłopot z własnymi uczuciami i nie umieją sobie z nimi radzić, bądź mają problem z rozwiązywaniem konfliktów w rodzinie czy z innymi ludźmi.

Nie mamy w USA polskich grup, które pomagają w uwolnieniu się od tych wszystkich uzależnień, na przykład od seksoholizmu, między innymi dlatego, że ludzie się tego wstydzą. Bardzo popularne są amerykańskie grupy na Florydzie czy w Nowym Jorku, które pomagają wyjść z tego nałogu. Grupy pomagające wyjść z alkoholizmu  można łatwo znaleźć na stronie General Service Office (G.S.O) w internecie.

W moim przekonaniu to nie jest wstyd być alkoholikiem czy hazardzistą, natomiast wstyd jest nic ze sobą nie robić, nie podejmować żadnego wysiłku, aby sobie pomóc. Dlatego zachęcam do uczestnictwa w mitingach grup anonimowych alkoholików (AA). W naszym środowisku obowiązuje bardzo sensowne powiedzenie: „Przyprowadź ciało, a dusza sama przyjdzie“. Problem w tym, że ludzie mają szanse zmienić swoje życie, ale nie korzystają z istniejących możliwości.

Alkoholizm to bardzo ciężka choroba. Więcej ofiar tej choroby jest wśród kobiet czy mężczyzn?

– Nie mam konkretnych danych, ale z moich obserwacji wynika, że alkoholizm częściej dotyka mężczyzn. Kobiety, które żyją z mężem alkoholikiem, często nie mogą sobie z tym poradzić. Przychodzą do mnie i mówią: „Pani Hanko, gdzie ja mogę uzyskać pomoc dla mojego męża?“ Odpowiedź jest prosta: trzeba takiemu facetowi pomóc. Nie krytykować, nie oceniać i nie robić inwentaryzacji jego postępowania. Należy zapoznać się z literaturą, pójść na miting Al-Anon i nie wylewać mu alkoholu. Kobieta musi sama zapoznać się z problemem alkoholizmu. Uzależniony musi uderzyć w tak zwane dno, aby mógł się od niego odbić. Jest proste rozwiązanie: nie wypić pierwszego i przyjść na miting. W innym przypadku czeka go śmierć, kalectwo lub dom wariatów. Życie pokazuje, że spośród 33 osób przychodzacych na spotkania AA zostaje tylo jedna! To jest prosty program dla skomplikowanych ludzi, takich jak ja.

Na pewno nikt nie chciałby zostać alkoholikiem na całe życie. Dlatego mamy mitingi grup AA, które po przerwie spowodowanej przez koronawirusa zostały wznowione w Linden, Garfield i innych miastach w stanie New Jersey. Wznowiły spotkania również grupy Al-Anon, czyli grupy dla rodzin alkoholików. Jeśli facet jest od jakiegoś czasu niepijącym alkoholikiem (czyli recovering alcoholic), to trzeba mu pomóc, aby nie wrócił do tego nałogu.

Alkoholizm to jest choroba duszy i ciała. Jeśli więc chcemy uzdrowić swą duszę, to musimy wykonać tych „12 kroków“…

– Tak naprawdę to przy okazji realizujemy 10 przykazań bożych. Niektórzy mówią, że nie chodzą do kościoła i nie wierzą w Boga, więc oni nie będą się do tych przykazań stosować. Ale przecież ta droga ku lepszej przyszłości, ku wydostaniu się z tej zapaści, to jest program duchowy nie tylko dla katolików, ale także dla ludzi wszystkich wyznań i narodowości. Każdy ma przecież swoją „siłę wyższą“, dlatego obowiązuje ta zasada: „Przyprowadź ciało, a dusza sama przyjdzie“. Ktoś musi tego alkoholika przyprowadzić, czyli przyjaciel, pracownik lub… sąd. Podczas tych spotkań wciąż się czegoś uczymy, pomagamy sobie nawzajem. Powstają grupy świetnych przyjaciół. I co najważniejsze – trzeźwych.

Trudno jest przyznać się do alkoholizmu, trudno też podjąć działania, które pozwolą się z niego wyrwać. Ale od czegoś trzeba zacząć…

– Najlepiej zacząć od programu na jeden dzień: nie wypij pierwszego i przyjdź na miting! Ludzie się tego wstydzą, zwłaszcza Polacy. Boją się, że ktoś zacznie jego czy ją pokazywać palcem i nazywać alkoholikiem.

Kiedyś pojechałam na spotkanie grupy AA w Pensylwanii. Okazało się, że na ten sam miting przyjechała moja sąsiadka z Linden, która nie chciała się ze mną spotkać. To pokazuje, że ludzie chcą być anonimowi, nie chcą ujawniać swoich słabości i problemów. Dlatego są to anonimowi alkoholicy, anonimowi hazardziści, anonimowi obżeracze czy seksoholicy. Oczywiście, nie ma się co chwalić swoim uzależnieniem, ale trzeba być tego świadomym i starać się sobie pomóc. Tymczasem często bywa tak, że ktoś wychodzi z nałogu, na przykład z aloholizmu, i zamienia go na inny nałóg – na przykład na uzależnienie od zakupów. Zaczyna jeździć po sklepach i namiętnie kupować piękne książki, których potem nigdy nie otworzy, ani nie przeczyta.

Program wychodzenia z alkoholizmu jest bardzo prosty, często nazywany jest programem atrakcji. Skąd ta nazwa?

– Dlaczego atrakcji? Bo uczymy się wielu nowych rzeczy i poznajemy bardzo ciekawych ludzi. Ci ludzie są rozsiani po całym świecie. Bywa tak, że ktoś z nas pojedzie do Polski i noc spędza w hotelu w Warszawie. Towarzystwo jest rozrywkowe, spożywa atrakcyjne trunki, ale to nie dla nas. Więc można wtedy zadzwonić do specjalnego serwisu  dla anonimowych alkoholików i umówić się z konkretną osobą. Osoba ta może nawet przyjechać do hotelu i zabrać nas na (informacja jest w każdym hotelu) miting i zwiedzanie stolicy.

Pojechałam kiedyś do Kanady z mężem i dwiema małymi córeczkami. Wokół mnie byli ludzie, którzy naprawdę dużo pili. Zadałam sobie wówczas pytanie, jak matka z dwójką małych dzieci może się uchronić przed napastliwością pijaków? Zadzwoniłam do członków grupy AA. Przyjechała do hotelu, super mercedesem, fajna kobieta. Zapytała, czy jestem zainteresowana pomocą dla rodziny uzależnionej. Mój mąż stwierdził wówczas, że ja nie jestem uzależniona, więc my niczego nie potrzebujemy. A ja mu pomachałam ręką, wsiadłam do samochodu i pojechałam na miting. Zapytali mnie na początek czy mówię po francusku, czy po angielsku. Wybrałam język angielski.  To był cudowny miting, w miejscowości niedaleko Montrealu, pełen atrakcji. Wyszłam z niego pełna nadziei.

Wyjaśnij, proszę, jaka jest różnica między pijakiem a alkoholikiem. W końcu obaj piją.

– Pijak to jest taki człowiek, który lubi się często i dużo napić, ale w towarzystwie, ale potem trzeźwieje i wraca do normalności. Natomiast alkoholik to jest człowiek chory, który bez alkoholu nie wyobraża sobie życia. Alkohol jest dla niego ważniejszy niż żona, mąż czy dzieci. Jak tylko ma okazję to sięga po butelkę czy kieliszek.

Po kilku miesiącach przerwy wznowione zostały spotkania grup AA. To dobra nowina, bo wraz ze spotkaniami pojawiła się nadzieja…

– Co pięć lat odbywają się światowe konwencje AA. W 2020 roku miała się odbyć w Detroit, w stanie Michigan. Na te konwencje przyjeżdżają z całego świata rodziny dotknięte chorobą alkoholową, a także uzależnione od środków zmieniających świadomość. Niestety, konwencja została odwołana z powodu pandemii koronawirusa.

W pewnym momencie również wszelkie spotkania grup AA zostały zawieszone, no bo ludzie boją się spotykać. Wprowadzono spotkania on line. Te mitingi on line nie spełniają jednak w pełni swojej roli. Bywało bowiem tak, że ktoś pokazał się na ekranie rozwalony na kanapie, leżący w piżamie w pościeli, rozczochrany, piłujący paznokcie lub siedzący na sedesie w łazience, a z tyłu postawił butelkę z wódką i jak miał tylko okazję, to po nią sięgał. Jednak można podzielić się doświadczeniem i nadzieją, zwłaszcza jak nie ma mitingów na żywo. Po kilku miesiącach przerwy niektóre grupy znów się spotykają, bo każdy z nas  potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem. Oczywiście,  podczas spotkań mamy maski na twarzach i zachowujemy wszelkie rygory.

Spotkania grupy AA, które odbywały się w Polskim Kościele Narodowym w Wallington, teraz odbywają się w Lodi. Spotkania odbywają się też w piątki, soboty i niedziele w kościele św. Stanisława Kostki w Garfield. Na te spotkania przychodzi coraz mniej kobiet, bo albo wyzdrowiały, albo się wstydzą. W Linden spotykamy się w kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Nasz kościół przejął nawet tę grupę, która spotykała się w Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ, która jest wciąż zamknięta. Spotkania odbywają się we wtorki, piątki i niedziele o godzinie 8 wieczorem. We wtorki i piątki mitingi są otwarte, a w niedziele zamknięte. Otwarte są też mitingi grupy „Orzeł“ na Manhatanie, które odbywają się w środy i niedziele w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika.

Czym siężnią te mitingi?

– Na miting otwarty może przyjść nie tylko alkoholik, ale także jego rodzina, znajomi i dzieci. Może przyjść również alkoholik, który nigdy nie był na mitingu, ale chce przestać pić lub zapoznać się z programem.

Natomiast w mitingach zamkniętych uczestniczą tylko te osoby, które są mocno uzależnione od alkoholu. Dzielą się swoimi przeżyciami, przerabiają poszczególne kroki. Na ogół jest tak, że w mitingach uczestniczą mężczyźni i kobiety, ale są także osobne mitingi dla kobiet i mężczyzn.

Dzisiaj, z perspektywy czasu, możesz śmiało powiedzieć, że dramat pod tytułem „alkoholizm“ jest już dla Ciebie historią. Jak Ci się to udało?

– Przyszłam do tego programu 25 lat temu. Chciałam zerwać z piciem alkoholu, bo piłam – i to dużo – razem z moim byłym mężem. Chciałam poprawić standard życia mojej rodziny, chciałam też schudnąć. Przede wszystkim chciałam udowodnić mojemu małżonkowi, że mogę nie pić. Bo codziennie było tak, że kiedy on wracał z pracy, ja przygotowywałam obiad, to na stole już stała butelka wina. On do dziś może się napić, a ja w pewnym momencie padłam jak mucha.

W 1995 roku pojechałam na rehabilitację do Basking Ridge w stanie New Jersey na 28 dni. Spotkałam tam wielu wspaniałych ludzi, między innymi znanych aktorów i sportowców. Były atrakcyjne kobiety, które zajmowały się biznesami. Ci ludzie grali w siatkówkę, piłkę nożną, bilarda, chodzili na spacery, rozmawiali ze sobą… Pomogła mi… teściowa, która przyleciała z Polski.

Po rehabilitacji poznałam dziewczynę, Amerykankę z polskimi korzeniami, która opowiedziała mi dramatycną historię rodzinną. Jej rodzice byli alkoholiami. Ojciec strzelił sobie z pistoletu w usta, a matka powiesiła się. Ona powiedziała, że nie chce być taka, jak matka. Zawsze była elegancko ubrana. Spodobała mi się jako kobieta i  spodobało mi się to, jak mówi i zachowuje się. To jest historia identyfikacji, a nie porównywania się. Potem stała się moim sponsorem. To ona mnie przekonywała, że należy iść do przodu krok po kroku. I tłumaczyła mi, że jeśli komuś pomagasz, dzielisz się z kimś dobrem, potem ty też dostaniesz dużo dobrego. To mnie bardzo zafascynowało, bo przecież wielu z tych uczestników rehabilitacji było na skraju przepaści. Przestałam pić. Udało mi się wyrwać z nałogu. Teraz to ja prowadzę spotkania i staram się pomagać ludziom. I to uważam za swój wielki sukces.

Wiele osob uzależnionych uczestniczy w spotkaniach, podczas których mogą uzyskać konkretną pomoc

Alkoholizm dotyka nie tylko Polaków. Znam pięć języków, więc uczestniczę w mitingach ludzi różnych narodowości. Kilka lat temu byłam w Niemczech i uczestniczyłam w Berlinie i Hamburgu w mitingach grup niemieckich, a potem polskich. W ubiegłym roku byłam w Paryżu i znajomi zaprowadzili mnie na spotkanie polskiej grupy AA. Teraz mam stały kontakt z grupą w Leeds w Anglii (on line). Największym plusem tych spotkań jest to, że utwierdzają nas w przekonaniu, iż z tą chorobą można sobie poradzić. Trzeba wywalić z siebie te brudy, a potem przychodzi natchnienie, które pozwala nam iść do przodu, do normalności. Dlatego warto przyjść na miting i posłuchać, co inni mają do powiedzenia.

Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę i życzę dalszej owocnej pracy dla ludzi potrzebujących pomocy.

Rozmawiał: Janusz M. Szlechta

Hanna Bielawski od lat pomaga osobom uzależnionym, nie tylko od alkoholu. Jest świetnym fotografem. Jej zdjęcia były prezentowane na licznych wystawach. Na co dzień pracuje na Union County College w Cranford, NJ.