Przytulisko z Rafałem Pisarczykiem

367
Rafał Pisarczyk stoi przy muralu Ernesta Malinowskiego w Limie, stolicy Peru FOTO: ARCHIWUM R. PISARCZYKA

Bohaterem 20. Przytuliska Literackiego był artysta plastyk Rafał Pisarczyk. Spotkanie odbyło się 22 lipca 2021 roku w MM Art’s Studio w Wallington, NJ. Artysta opowiadał o sztuce malowania, o swoich obrazach i muralach.

Rafał Pisarczyk jest znaną postacią wśród Polonii dzięki swym dokonaniom artystycznym, ale też i dzięki aktywności społecznej. Zapewne dlatego na spotkanie z nim przyszło ponad 50 osób. Uczestników spotkania powitała Elżbieta Kieszczyńska. Podkreśliła, że twórczość Rafała  Pisarczyka charkteryzuje się klasycznym malarstwem figuratywnym z elementami surrealizmu. W swoich pracach nawiązuje do korzeni, do miejsca, z którego się wywodzi, czyli ze Spisza. W jego twórczości można dostrzec elementy prastarych tradycji, legend ludowych, a także tematyki historycznej. Często też porusza aspekt duchowości. W 2010 roku poszerzył spektrum technik swojej twórczości i rozpoczął malowanie murali.

Duchowość i sztuka

Rafał Pisarczyk dużo opowiadał o sobie, ale i o rodakach, podkreślając naszą szlachetność i patriotyzm, z czego powinniśmy być dumni. Odpowiadał też na pytania słuchaczy. Pokreślił, że polskie serce potrafi współczuć i dbać o sprawiedliwość.

Artysta tak interesująco opowiadał o swojej twórczości, że spotkanie trwało
o wiele dłużej aniżeli zazwyczaj

Na wstępie zadał pytanie sobie i słuchaczom: co to jest sztuka?

– Tak naprawdę nikt do tej pory na to pytanie nie odpowiedział, ponieważ sztuka może być wszystkim i wszystko może być sztuką. Ja mogę powiedzieć, co sztuka znaczy dla mnie. Obrazy, które tworzę, to jest poszukiwanie mojej tożsamości, duszy i kultury. Każdy obraz jest opowieścią, która przedstawia jakiś aspekt mojego życia – stwierdził. – Ktoś kiedyś powiedział, że życie to jest długi sen, a sen to krótka śmierć. Staram się to oddawać w mojej twórczości – dodał.

Stanął obok obrazu „Roots“ (korzenie), który namalował jako jeden z pierwszych podczas studiów  plastycznych na Montclair State University w Montclaire w stanie New Jersey. Obraz przedstawia autora, który opiera głowę na ciupadze i ma zamknięte oczy.

– W ten sposób chciałem pokazać, skąd się wywodzę – stwierdził. – Ciupaga to jest symbol kultury góralskiej. Region, z którego pochodzę, nazywa się Spisz. W naszej góralskiej gwarze Spisz wypowiada się Śpis; śpis po góralsku i po polsku oznacza, że śpisz, a śpisz czyli śnisz… Spisz zawsze mi się kojarzył ze snem. Życie jest snem, ponieważ w pewnym sensie jest iluzją, momentem, chwilą. Sen jest śmiercią nie dlatego, że umieramy, tylko że nasze ciało zasypia, jest bezwładne, prawie martwe, jednak nasz umysł cały czas pracuje. We śnie nie jesteśmy ograniczeni naszą fizycznością, naszym ciałem. Dlatego jeśli ktoś wierzy, że jest coś takiego jak dusza, a dusza ma być wieczna, to sen jest tym, co nam to przypomina. Kiedy dusza opuszcza ciało – staje się wolna, przestaje być ograniczona naszym bytem cielesnym. Jeżeli dusza kontynuuje swoją egzystencję po naszej śmierci to nie jest już ograniczona. To jest to, co niektórzy nazywają niebem. Każdy jest szczęśliwy. To jest moja symbolika życia. Pojawia się ona w obrazach, które odzwierciedlają moje wspomnienia z dzieciństwa spędzonego na Spiszu.

Obrazy, czyli nostalgia i chwila

– Obraz „Wspomnienia z przyszłości“ to jest moje przedstawienie nostalgii – opowiadał. – Frydman – miejscowość, z której pochodzę, jest położona w dolinie i otoczna malowniczym krajobrazem. Wzgórza są pokryte lasami. A ten budynek, który lata w powietrzu i się rozpada, nawiązuje do przemijania tej chwili, która jest życiem. Wszystko bowiem przemija, nic nie istnieje na wieki. Kiedy byłem dzieckiem często jeździłem na rowerze. Wjeżdżałem na pagórek i z zachwytem patrzyłem na piękny krajobraz. Czułem się szczęśliwy, że tutaj mieszkam. Myślę, że większość z nas ma najlepsze wspomnienia właśnie z okresu dzieciństwa.

Kolejny obraz to „Spiski sen“. Góral ze Spisza siedzi na szczycie i obserwuje chatkę, która się rozpada. Wypadają z niej różne rzeczy, które kiedyś były rzeczami codziennego użytku: pług, którym ludzie orali pole, aby móc potem uprawiać zboże, grabie do siana, skrzypce… To jest symbolika przemijania. Bo tak naprawdę wszystko w życiu jest chwilą. Nie ma czegoś takiego, jak przeszłość i przyszłość. Przeszłość to jest to, co było i już nie istnieje, a przyszłość jest córką teraźniejszości. To, co w życiu naprawdę się liczy, to jest ta chwila teraz i tutaj. Doceniajmy tę chwilę i cieszmy się z niej.

Rafał Pisarczyk na tle swoich obrazów „Slavia“, „Autoportret“ i „Babcia Helena“
ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

„Autoportret“ namalowałem na podstawie autoportretu Stanisława Wyspiańskiego. W ten sposób chciałem oddać hołd Wyspiańskiemu, którego uważam za mistrza. Miał na mnie duży wpływ od samego początku. Młoda Polska była i jest dla mnie inspiracją. Moje malarstwo tak naprawdę zaczęło się od tego. Dzisiaj mamy nową erę, ale ja próbuję to kontynuować.

„Babcia Helena“ – to jest rysunek wykonany tuszem na papierze. Babcia Helena miała szczególne znaczenie w moim życiu. Osobiście poznałem ją dopiero w wieku 12 lat, kiedy przyjechałem z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Znałem ją tylko z telefonów, z listów i paczek, które przysyłała nam do Polski z magicznego kraju zwanego Ameryką i pięknie pachniały. Kiedy już byłem przy niej, zacząłem ją dopytywać o przeszłość. Pewnego dnia babcia powiedziała mi, że jej prababcia była Indianką. Jej pradziadek wyemigrował do Stanów w XIX wieku (nie wiem dokładnie, w którym roku) i ożenił się z kobietą, która była Indianką. Wrócili do Polski, mieli dzieci. Babcia powiedziała mi, że jej kuzynka, która urodziła się w USA,  ma portret tej Indianki. Kiedy uzyskałem prawo jazdy, powiedziałem babci, że pojedziemy do tej kuzynki. Pewnego dnia pojechaliśmy. Wtedy zobaczyłem rysunek przedstawiający pradziadka z żoną Indianką. To był pierwszy dowód pokazujący, że jest to opowieść prawdziwa.

Obraz zatytułowany „Slavia“ przedstawia Słowiankę, która jest odzwierciedleniem naszej prastarej kultury lechickiej, o której zupełnie zapomnieliśmy. Często mówimy, że Polska nie może być Polską bez katolicyzymu. Ja natomiast mówię, że Polska nie może być Polską bez pamięci o kulturze lechickiej. Mamy bardzo bogatą historię, o której dzisiaj się nie mówi, więc ja staram się ją przypominać.

Murale patriotyczne

Rafał Pisarczyk pokazał kilkadziesiąt slajdów, na których prezentował swoje murale. Jako pierwszy pokazał mural rotmistrza Witolda Pileckiego. Po wybuchu II wojny światowej brał on czynny udział w obronie Ojczyzny.

Od listopada 1939 r. współtworzył Tajną Armię Polską. W latach 1940-1943 był dobrowolnym więźniem w KL Auschwitz, gdzie założył organizację podziemną oraz dokumentował dramat więzionych i bestialstwo niemieckich oprawców. Walczył w Powstaniu  Warszawskim. Potem był jeńcem niemieckich obozów w Lamsdorf i Murnau. 25 maja 1948 roku został brutalnie zamordowany przez komunistów za „zdradę narodu“. Przez niektórych historyków jest dzisiaj uważany za największego bohatera w dziejach ludzkości.

– Kiedy zetknąłem się z historią o Witoldzie Pileckim poczułem potrzebę, że muszę jakoś wyrazić swoje emocje. I tak właśnie powstał murał jemu poświęcony – powiedział Rafał Pisarczyk. – Był to mój pierwszy mural, który namalowałem w 2013 roku na Brooklynie. Niestety, już nie istnieje, został zamalowany po dwóch latach. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się go ponownie namalować, aby przypomnieć światu o tym wspaniałym człowieku. Pilecki jest postacią, która najlepiej odzwierciedla historię naszego narodu.

Potem zrealizował kilka innych projektów. Największym był mural poświęcony powstańcom warszawskim.

Mural opowiadający o Powstaniu Warszawskim

W 2014 roku, w 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, został odsłonięty na ścianie Polskiego Domu Narodowego „Warsaw“ przy Driggs Avenue na Greenpoincie.

– Kilka miesięcy później, tuż przed 17 września, a więc rocznicą sowieckiej napaści na Polskę w 1939 roku, mural został zdewastowany. Po śledztwie policji okazało się, że trzech młodzieńców zniszczyło go farbami i sprejami. Po pewnym czasie namalowałem mural jeszcze raz i do dziś można go oglądać. Pierwszą wersję malowałem trzy tygodnie, a drugą trochę krócej. Maluję pędzlem. Używam normalnych farb do malowania ścian zewnętrznych, które są odporne na deszcz czy śnieg.

Pierwszy z prawej strony na muralu jest Julian Kulski, architekt, który mieszkał w Waszyngtonie. Obok niego jest widoczna postać 12-letniego chłopca Witolda Modelskiego, którego rodzice zginęli podczas bombardowania Warszawy przez samoloty niemieckie. Został sam – opowiadał Rafał Pisarczyk. – Znalazł broń i dołączył  do powstańców. Niestety, wkrótce chłopiec zginął. Opowieść ta bardzo mnie wzruszyła, dlatego postanowiłem zachować chłopca na muralu. Trzeci od prawej to jest powstaniec Ryszard Kossobudzki, ojciec dziennikarki telewizyjnej Rity Cosby.  Z lewej strony widoczne są trzy postaci na czołgu. Pierwszy mężczyzna, z biało-czerwoną opaską na ramieniu, to jest Jerzy Odon Woś. Przeżył powstanie, w 1960 roku wyemigrował z Polski do USA. Był dobrze znany i bardzo zaangażowany w życie Polonii w New Jersey. Znałem go osobiście, do dziś przyjaźnię się z jego rodziną.

Po odnowieniu mural wzbogacono o cytaty z wypowiedzi powstańców. Powiewają nad nim też flagi: biało-czerwona, amerykańska – podarowana przez 82. Dywizję Powietrznodesantową Armii USA oraz Polski Walczącej.

Murale w Peru

Rafał Pisarczyk stworzył dwa murale w Ameryce Południowej, a konkretnie w Peru. Jeden znajduje się na dnie najgłębszego kanionu świata Colca, a drugi w Limie i jest dedykowany polskiemu geniuszowi inżynierii Ernestowi Malinowskiemu.

– Pierwszy mural, który namalowałem w Peru, przedstawia zamek w Niedzicy, który nazywa się „Dunajec“ i znajduje się na prawym brzegu Zbiornika Czorsztyńskiego na Spiszu – opowiadał artysta. – Namalowalem go na niewielkiej chatce w wiosce Canco na dnie Kanionu Colca, który jest najgłębszym kanionem na świecie i został odkryty przez grupę polskich kajakarzy w 1981 roku. Kiedy płynęli tym kanionem, byli już zmęczeni, wyczerpani, nie mieli co jeść, wyszli na brzeg w tej właśnie wiosce. Mieszkały tam wówczas cztery rodziny. Wszyscy wierzyli, że w kanionie mieszka diabeł. Przestraszyli się ogromnie na widok zarośniętych, zmęczonych polskich kajakarzy i schowali się w domach. Ale jedna rodzina im pomogła, nakarmiła. Jurek Majcherczyk, który był w tej grupie, któregoś dnia poprosił mnie, abym pojechał z nim do Peru.

Mural jest wyrazem wdzięczności dla tych dobrych ludzi.

Upamiętnia też tajemnicze wydarzenia na zamku Niedzickim, związane ze skarbem Inków. Na terenie zamku inkascy zbiegowie mieli podobno ukryć część skarbu przeznaczonego – prawdopodobnie – na sfinansowanie powstania przeciwko Hiszpanii.

Do wykonania drugiego muralu, poświęconego Ernestowi Malinowskiemu, też go namówił Jurek Majcherczyk. W 2018 roku obchodziliśmy 200. rocznicę urodzin Ernesta Malinowskiego i z tej okazji powstał ten mural. Rafał Pisarczyk namalował go w sercu Universidad Nacional de Ingenieria, czyli politechniki, w stolicy kraju Limie. Ernest Malinowski był współzałożycielem tej uczelni.

Uczestnicy spotkania oglądają slajdy, na których pokazane są murale namalowane
przez Rafała Pisarczyka

– Ernest Malinowski uznawany jest za jednego z największych geniuszy inżynierii w historii – wyjaśniał Rafał Pisarczyk. – Był bohaterem obrony miasta Callao  przed Hiszpanami w 1866. Kiedyś powiedział, że już został pozbawiony jednej ojczyzny, więc nie pozwoli na to, aby został pozbawiony drugiej. Słynie z tego również, że w drugiej połowie XIX wieku zaprojektował i skonstruował najwyżej na świecie biegnącą Centralną Kolej Transandyjską (Central Transandino), która połączyła wybrzeże z centrum Peru. Sprowadził do Peru liczną grupę polskich inżynierów. Nie bez powodu Peruwiańczy mówią o wielkich zasługach Polaków dla tego kraju. Za swoje zasługi otrzymał honorowe obywatelstwo Peru.

Kiedy przyjechałem do Limy okazało się, że ściana, na której miałem malować mural, jeszcze nie jest gotowa. Pracowali przy niej robotnicy, idealnie ją wygładzili. Kiedy wreszcie zrobiłem pierwszy podkład, na drugi dzień się okazało, że farba odpada od tej gładkiej ściany. Powód był taki, że ściana jeszcze nie wyschła. Na szczęście wiele osób mi pomogło, między innymi studenci pomagali mi zrywać farbę ze ściany. Ostatecznie wszystko się udało. Malowanie zajęło mi prawie trzy tygodnie. Mural ma 4 metry wysokości i 10 metrów długości. Uroczyste jego otwarcie nastąpiło w rocznicę istnienia uczelni. Na uroczyste otwarcie muralu przyjechał do Peru mój brat Marcin. Któregoś dnia prezydent Peru przejechał się limuzyną po uniwersyteckim kampusie i obejrzał ten mural.

***

Organizatorzy serdecznie dziękują Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej za finansowe wsparcie Przytuliska Literackiego oraz Magdalenie Majerowicz-Lupiński za udostępnienie Studia Artystycznego, którego jest szefową. Kolejne spotkanie jest planowane pod koniec sierpnia.