Redakcja pełna uśmiechu, czyli jak to z ogłoszeniami bywa

1

Dział reklam i ogłoszeń "Nowego Dziennika", ale także dziennikarze, od początku istnienia gazety mieli ożywiony kontat osobisty, telefoniczny, emailowy oraz listowny z dużym gronem ogłoszeniodawców. Byli to zarówno Polacy, Amerykanie polskiego pochodzenia, jak i osoby z innych grup etnicznych. Często musieliśmy się zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi naszym ogłoszeniodawcom i jak zmienić treść ogłoszenia, aby miało sens.

W ciągu 50 lat istnienia „Nowego Dziennika“ takich „fajnych“ ogłoszeń nazbierało się wiele. Udało mi się zebrać kilkanaście takich – no bo pamięć już czasami zawodzi, niestety  – i przypomnieć je naszym Czytelnikom…

* To było w roku 1998. Dwaj panowie, niezależni finansowo, obywatele USA (jak wynikało z ich listu), przysłali do naszej siedziby przy 333 West 38th Street na Manhattanie list z prośbą o zamieszczenie ogłoszenia zawartego w tymże liście. Ogłoszenie brzmiało: „Dwaj młodzi,  wyształceni, przystojni panowie poszukują młodej, ładnej dziewczyny w celu matrymonialnym“. I podali numer telefonu.

No to ja zadzwoniłem jako pierwszy. Zapytałem nieśmiało, dlaczego poszukują tylko jednej dziewczyny. Bardzo miły pan odpowiedział, że wyjechał z Polski w wieku 11 lat i pomyliła mu się liczba pojedyncza z liczbą mnogą. Podreślił, że poszukują dwóch dziewczyn, bo każdy z nich chce ułożyć sobie życie, najlepiej z Polką.

* Starsza pani zadzwoniła z prośbą o zamieszczenie ogłoszenia, że pilnie wynajmie dwupokojowy apartament na Long Island, najlepiej dla małżeństwa, blisko stacji kolejowej i… PKS-u! Widać nie zapomniała, że w Polsce autobusy startowały z takich stacji do wielu miast.

* Pewien pan chciał zamieścić ogłoszenie, że „pilnie poszukuje młodej dziewczyny na grilla“. Kiedy mu wyjaśniłem, że w redakcji nie popieramy kanibalizmu, a na grilla najlepsza jest dobra kiełbaska lub kurczak, onieśmielony sprostował, że „potrzebuje dziewczyny do pracy w restauracji, a jej obowiązkiem będzie między innymi obsługa grilla“.

* Przedstawiciel firmy kontraktorskiej z Brooklynu poprosił przez telefon o zamieszczenie ogłoszenia, że firma ta poszukuje pulmanów. Kiedy pracownik działu ogłoszeń zapytał, czy szykuje jakąś zbiorową wycieczkę, po chwili zastanowienia odrzekł, że… oni budują i naprawiają baseny, więc potrzebni są odpowiedni pracownicy.

* Bardzo miła pani zadzwoniła z prośbą o pilne zamieszczenie w gazecie ogłoszenia, że poszukuje na stałe opiekunki swojej starszej matki. Dodała, że matka jest osobą starszą, ale zdrową. Następnego dnia zadzwoniła i poprosiła, aby w ogłoszeniu usunąć  informację, że matka jest zdrowa, bo nagle źle się poczuła i musiała pilnie udać się z nią do lekarza. Po dwóch dniach znowu zadzwoniła i poprosiła o zmianę treści ogłoszenia. Wyjaśniła, że kiedy wracała z matką od lekarza, ta potknęła się na schodach i… złamała nogę. Poinformowała więc, że teraz potrzebuje silnej kobiety do opieki nad jej starszą matką, która posadzi ją na wózku, pomoże wstać, doprowadzi ją do łazienki itp.

* Dział ogłoszeń otrzymał ogłoszenie następującej treści: „Sprzedam dom w Wayne, w stanie New Jersey, wykonany na specjalne zamówienie i wykończony w duchu polskim“. Tydzień po ukazaniu się ogłoszenia zleceniodawca zadzwonił i poprosił, aby skreślić słowa „w duchu polskim“, bo potencjalni kupcy dzwonią do niego i pytają, kto w tym domu umarł.

* Czytelnik przysłał emailem prośbę, aby zamieścić jego ogłoszenie, iż „poszukuje doświadczonej kucarki“. Szybko się zorientował, że osoba redagująca może mieć problem ze zrozumieniem o co chodzi i następnego dnia to wyjaśnił w drugim emailu: „Potrzebna jest doświadczona kucharka do pracy w restauracji na dolnym Manhattanie“.

* Do działu ogłoszeń zadzwoniła pani (blondynka?), aby sprawdzić, czy redakcja zamieściła właściwy numer telefonu w ogłoszeniu, który podała. Uzasadniła to tym, iż po zamieszczeniu poprzedniego ogłoszenia zadzwoniło do niej 16 zainteresowanych osób, a teraz tylko jedna. Okazało się, że numer był prawidłowy.

* W poniedziałek przed południem przyszedł do redakcji przy 38 Street na Manhattanie pan w średnim wieku i poprosił o zamieszczenie ogłoszenia: „W eleganckim apartamencie na Brooklynie (tu podał adres i telefon) pilnie wynajmę na stałe umeblowany pokój dla jednej pani lub na weekendy dla dwóch pań“. We wtorek i środę zadzwonił, aby się upewnić, czy ogłoszenie ukaże się w wydaniu sobotnio-niedzielnym. W piątek zadzwonił już o godzinie 9 rano i poprosił o wycofanie ogłoszenia. Na pytanie pracownika działu ogłoszeń, czy już wynajął pokój, odparł: „Nie, ale wie pan, żona nie wyleciała do Polski“.

* Pewien przedsiębiorca budowlany z New Jersey szukał pilnie pracowników. Podał treść ogłoszenia i poprosił o jego zamieszczenie w języku polskim i angielskim. Na koniec zapytał, czy numer telefonu też będzie podany po polsku i po angielsku.

* Kilka minut po godzinie 8 rano Piotr, szef działu ogłoszeń,  włączył komputer. W tym momencie zadzwonił telefon. Podniósł słuchawkę. Zdesperowana kobieta prosiła o wydrukowanie jej ogłoszenia, które podała dwa dni temu, w dzisiejszej gazecie. Piotr wyjaśnił, że gazeta, która dzisiaj jest w sklepach, była drukowana wczoraj wieczorem i w nocy. Dodał, że ogłoszenie najwcześniej może się ukazać jutro. Młoda mama poszukiwała natychmiast pomocy do opieki nad dziećmi: 3-letnim chłopcem i 9-miesięcznymi bliźniaczkami. W trakcie rozmowy usłyszał w słuchawce donośny krzyk. To dawały o sobie znać bliźniaczki. Mama wyjaśniła, że bliźniaczki od wczoraj raczkują, a ona ma tylko jedną parę oczu oraz dwie ręce i nie jest w stanie dopilnować jednocześnie trojga małych dzieci. Stwierdziła, że jakby miała rozbieżnego zeza, to widziałaby całą trójkę.

Ogłoszenie ukazało się następnego dnia, w piątek. Po tygodniu matka zadzwoniła do działu ogłoszeń, aby podziękować – szybko znalazła opiekunkę do dzieci.

* Starszy pan (sądząc po głosie) zadzwonił, bo chciał sprzedać kociołek i formy do odlewania czekolady. Gdy po uzgodnieniu treści ogłoszenia pracownik działu ogłoszeń zapytał o formę płatności, zainteresowany pan powiedział, że najchętniej zapłaci gotówką. Jednakże trudno jest zapłacić gotówką przez telefon, więc ostatecznie stwierdził, że zapłaci kartą kredytową. Podał jej numer, więc pracownik działu ogłoszeń poprosił o datę ważności. Miły pan odpowiedział, że karta jest ważna… do końca życia. Potem dodał, że dokładnie do stycznia 2002 roku.

* Mechanik samochodowy poprosił o zamieszczenie ogłoszenia, w którym informował o różnych usługach świadczonych dla właścicieli samochodów. Podał niską cenę za wymianę oleju w silniku. Chochlik drukarski sprawił, że była to niska cena za „wymianę oleju w śliniku“. Następnego dnia, po usunięciu błędu, ukazało się już właściwe ogłoszenie.

* Do redakcji przyszedł list, w którym zawarta była prośba o zamieszczenie ogłoszenia. A oto treść tegoż ogłoszenia: „Panowie i Panie! Praca na Florydzie – hotele i restauracje. Wszystkie pozycje“. Aby ogłoszenie nie brzmiało dwuznacznie, koleżanka  z działu ogłoszeń zaproponowała, aby „pozycje“ zastąpić słowem „stanowiska“.

* Do działu ogłoszeń zadzwonił miły pan z prośbą o zamieszczenie w każdym wydaniu „Nowego Dziennika“ w następnym tygodniu ogłoszenia następującej treści: „Potrzebna młoda dziewczyna do biura w firmie kontraktorskiej w Forest Hills na Queensie. Wymagane…“ W tym momencie w słuchawce dało się słyszeć podniesiony głos kobiecy: „Co ty tam dyktujesz panu?!“ Po chwili pan poprosił o zmianę treści ogłoszenia: „Potrzebna osoba do pracy w biurze w firmie kontraktorskiej“. Jak z powyższego wynika, żona wykazała czujność w odpowiednim momencie. * Miła pani zadzwoniła do redakcji, bo chciała dać ogłoszenie o wynajęciu mieszkania. Poprosiła, aby podkreślić, że mieszkanie jest na Greenpoincie, blisko linii metra LL. Zapytałem, czy w ogłoszeniu ma być jedno czy dwa L, odpowiedziała, że oczywiście iż dwa L, ponieważ metro jeździ w obie strony.