Różnymi znakami Bóg potwierdzał moje pragnienie…

1
Jasna Góra, 28 lipca 2016 roku. Spotkanie papieża Franciszka (w środku) z ojcami i braćmi paulinami posługującymi w różnych zakątkach świata Zdjęcia: Archiwum o. Michała Czyżewskiego

2 lutego, w Święto Ofiarowania Pańskiego, w Kościele katolickim obchodzony jest Światowy Dzień Życia Konsekrowanego, ustanowiony przez papieża Jana Pawła II w 1997 roku. Właśnie tego dnia jest czas na szczególną refleksję nad darem życia poświęconego Bogu, dziękczynienie i modlitwę za konsekrowanych. I o tym mówi ojciec Michał Czyżewski – paulin, proboszcz parafii Bożego Ciała (Corpus Christi) w Buffalo w stanie Nowy Jork.

Już 16 lat pracuje Ojciec w polskich parafiach w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej 6 lat spędził Ojciec w seminarium duchownym w Krakowie. Należy przypuszczać, ba, jestem pewien, że to w domu rodzinnym Ojciec dojrzewał do tego, aby pójść do seminarium, a potem służyć Bogu i ludziom?

– Jak sięgam pamięcią rodzice zawsze dbali o życie religijne moje i moich braci. Codzienny wspólny pacierz, modlitwa różańcowa w miesiącu październiku, nabożeństwo Drogi Krzyżowej w Wielkim Poście, poranne Msze Święte Roratnie, spowiedź w pierwsze piątki miesiąca – to tylko niektóre z praktyk, które zapisały się w mojej pamięci. Podczas rodzinnych wyjazdów zawsze zatrzymywaliśmy się w lokalnych, mniejszych i większych, sanktuariach naszego kraju, poznając ich tajniki i historię.

Jednym z takich świętych miejsc, gdzie jako kilkuletniego chłopca zabrali mnie rodzice, jest miasto Częstochowa i wzniesione tam na wzgórzu Sanktuarium Matki Bożej Jasnogórskiej. Prowadzony za rękę przez mojego tatę, idąc z parkingu, już z daleka spoglądałem na jasnogórską wieżę, która góruje nad budynkami klasztornymi. Pokonywałam kilkakrotnie stopnie prowadzące na taras widokowy wieży, aby spojrzeć z góry na panoramę miasta i dziedziniec klasztorny. Wchodząc do pięknej barokowej bazyliki jasnogórskiej, obowiązkowo zatrzymywaliśmy się w przedsionku, przy ołtarzu świętego Antoniego Padewskiego. Mój tata do dzisiaj modli się i zapala tam świecę. W naszej rodzinie święty ten ma szczególne nabożeństwo. Przechodząc wśród tłumu pielgrzymów, trafialiśmy do kaplicy Matki Bożej. Chcieliśmy choć na chwilę dostać się jak najbliżej ozdobnych krat, oddzielających prezbiterium od części kościoła.

A czy nauka Ojca w szkole podstawowej też była naznaczona poznawaniem Boga?

– Oczywiście. W roku 1987, jako uczeń drugiej klasy szkoły podstawowej, wraz z moimi kolegami i koleżankami z klasy wziąłem udział w pielgrzymce autokarowej do Sanktuarium Matki Bożej Jasnogórskiej. Wyjazd na Jasną Górę  zorganizowała siostra zakonna przygotowująca nas do Pierwszej Komunii Świętej. Siostra Teresa, ze Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, zaprowadziła naszą grupę przed cudowny obraz Matki Bożej. Ubrani w stroje komunijne, staliśmy blisko ołtarza w kaplicy cudownego obrazu. Widziałem z bliska Maryję wskazującą dłonią na swojego syna Jezusa. Dostrzegłem blizny na jej prawym policzku. Już jako ministrant, wraz z braćmi Marcinem i Pawłem, wielokrotnie wyruszałem z Drzewicy, mojego rodzinnego miasta, na pątniczy szlak, kierując się na południe Polski. Była to pielgrzymka piesza. Po przejściu 150 kilometrów w ciągu sześciu dni mogliśmy, pełni wdzięczności i radości,  uklęknąć u celu naszego wędrowania – przed obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej. W modlitwie dziękowaliśmy za otrzymane łaski oraz prosiliśmy o zdrowie dla rodziny, będąc przez krótką chwilę w cudownej kaplicy na audiencji u Królowej Polski i Naszej Matki, wpatrując się w jej piękne oczy. W tym wyjątkowym miejscu widziałem zakonników w białych habitach. Nie miałem odwagi, aby zapytać i dowiedzieć się więcej o ich życiu. Patrzyłem z daleka jak rozdają komunię świętą pielgrzymom w Wieczerniku, słuchają spowiedzi w konfesjonałach i przebiegają przez dziedziniec klasztorny. Nie przypuszczałem nawet, że kiedyś sam, ubrany w paulińskie szaty, będę posługiwał pielgrzymom z różnych stron świata.

Kiedy miał miejsce ten moment decydujący i zadecydował Ojciec, że też ubierze te białe paulińskie szaty?

– Zaczęło się to pamiętnego dnia 13 sierpnia 1996 roku,  podczas ostatniego etapu pielgrzymki. Spotkałem przypadkiem Adriana, jednego z tysięcy pielgrzymów, który przywędrował do Częstochowy ze Słowacji. Mój napotkany nowy kolega, w rozmowie na dziedzińcu klasztornym wyjaśnił mi, że wybiera się za kilka tygodni do paulińskiego nowicjatu. Pod koniec naszego spotkania wręczyłem mu na skrawku papieru zapisany adres zamieszkania i rozeszliśmy się każdy w swoja stronę.

Kilka miesięcy później, przed Świętami Bożego Narodzenia, listonosz dostarczył mi kartkę pocztową wysłaną z Leśniowa, na której znajdowały się życzenia świąteczne od Adriana dla mnie i całej mojej rodziny. Ta pocztówka zapoczątkowała między nami korespondencje. Przez poł roku Adrian listownie wyjaśniał i odpowiadał na moje pytania dotyczące klasztoru nowicjackiego. Moja ciekawość została zaspokojona, czego konsekwencją była decyzja o wstąpieniu do zakonu, aby zostać białym mnichem. Rożnymi znakami Pan Bóg potwierdzał moje pragnienie zostania zakonnikiem i wybór tego właśnie zakonu.

Jaki był kolejny krok?

– Po przekazaniu mojej decyzji rodzicom, postanowiłem zawieźć maturalne świadectwo i wymagane badania lekarskie na Jana Górę. W tę wyjątkową drogę, już nie pieszo ale autostopem, wybrałem się z Marcinem, moim starszym bratem. Po modlitwie w kaplicy oraz rozmowie na furcie klasztornej z referentem powołań i wręczaniu wymaganych dokumentów, wróciłem pełen euforii do domu. Tam czekałem cierpliwie na wiadomość. Zostałem powiadomiony listownie (długo oczekiwany list kilkakrotnie przeczytałem), abym stawił się i rozpoczął proces formacyjny w zakonie. W wyznaczonym dniu, tym razem samochodem i z całą rodziną, udałem się ponownie do Częstochowy. Według wskazania, zabrałem ze sobą Pismo Święte, dowód osobisty, pościel, piżamy, ubrania i entuzjazm, który mnie nie opuszczał. Po spotkani z Generałem Zakonu o. Stanisławem Turkiem i rozmową z radą definitoriów, zostałem wraz z szesnastoma kandydatami przewieziony do nowicjatu, który znajduje się 35 kilometrów od Częstochowy. Ten wyjątkowy Pauliński Dom Formacyjny znajduje się w Żarkach, przy Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej – patronki rodzin. To z tego miejsca wysyłane były listowne odpowiedzi na nurtujące mnie pytania o życiu zakonnym. Miejscowość ta położona jest w malowniczym zakątku Polski, w północnej części Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Minął rok, kiedy zobaczyłem się ponownie z Adrianem. Tym razem spotkaliśmy się za klauzurą klasztorną.

Czy jest nowicjat w zakonie paulinów? Jak długo trwa ten czas formacji wstępnej?

– Nowicjat w zakonie trwa 365 dni i w tym czasie kandydaci, którzy usłyszeli zaproszenie od Pana Boga, przygotowują się do życia zakonnego oraz wyłącznej służby w kościele. Młodzieńcy z różnych stron Polski, Europy i świata, posłuszni temu głosowi,  zamieszkują w jednym klasztorze. Po tygodniowych rekolekcjach rozpoczęliśmy nowicjat w Zakonie Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika – był to wrzesień 1997 roku. Każdy dzień w nowicjacie jest zorganizowany według planu. Jest czas wyznaczony na wspólną modlitwę, posiłek, rekreację, naukę, czytanie duchowne, pracę w ogrodzie, w gospodarstwie. Pamiętam, że podczas wykładów przełożonego o. Piotra  Polka, odpowiedzialnego za naszą formację, wsłuchiwaliśmy się w historię powstania zakonu paulińskiego. Wykładowca i wychowawca wspominał o licznych klasztorach i parafiach rozsianych w różnych zakątkach świata, gdzie posługują zakonnicy zakochani w Matce Bożej. Podczas wspólnego przygotowywania się do złożenia pierwszych ślubów zakonnych (czystości, ubóstwa i posłuszeństwa), poznałem moich nowych współbraci, którzy podobnie jak ja rozpoczęli upragnione życie w klasztorze.

Ojciec Michał Czyżewski, paulin

Czy często wraca Ojciec pamięcią do tych pierwszych dni powołania?

 – Raczej tak. Wracam do tych wyjątkowych i ważnych dla mnie wydarzeń, ponieważ to był czas, kiedy poznałem życie zakonne od kuchni (w przenośni i dosłownie), miałem możliwość poznawać wspaniałych ludzi, których Pan Bóg stawiał na mojej. Poznaję takich ludzi również teraz, posługując w różnych placówkach (obecnie w Buffalo). Był to również moment, kiedy dowiedziałem się o istnieniu świętych i błogosławionych z różnych stron świata. Niektórzy, jak na przykład  błogosławiony Euzebiusz, założyciel zakonu paulińskiego i patron święty Paweł Pierwszy Pustelnik współtowarzyszą mi każdego dnia.

Czego należałoby życzyć Ojcu i innym osobą zakonnym w dniu, kiedy w Kościele katolickim obchodzony jest Dzień Życia Konsekrowanego?

– Jest to długa lista. Życie zakonne, podobnie jak życie małżeńskie, stawia przed nami różne wyzwania, często trudne, wymagające i po ludzku niezrozumiałe. Potrzeba mi siły i wytrwałości, aby w każdym dniu żyć według naszych paulińskich zakonnych konstytucji, z ufnością oraz radością wypełniać złożone śluby. Jestem przekonany, że słowa świętego ojca Pio bardzo trafnie ujmują pragnienia serca osoby zakonnej: „Tylko Bogu oddawaj chwałę, a nie ludziom; czcij swego Stwórcę, a nie marne stworzenie. Przez cały czas twego ziemskiego bytowania ucz się znosić gorycz, aby móc uczestniczyć w cierpieniach Chrystusa”.

Dziękuję Ojcu za rozmowę i życzę właśnie tej siły i wytrwałości.

Rozmawiał: Janusz M. Szlechta