Śmiech przez łzy i przesłanie

73
Scena ze sztuki „The Trial of Dali” (od lewej): James Domeyko (Dali) oraz Sharira Lambell (Maya) FOTO: ARCHIWUM AUTORA SZTUKI

Sztuka „The Trial of Dali” (Proces Salvadora Dalego) polsko-amerykańskiego dramaturga Andy'ego Kolo, w wykonaniu teatru dramatycznego Fantazja z Sydney w Australii zdecydowanie wyróżniała się w tym roku na Festiwalu Fringle w Hollywood, który trwał od 13 do 28 czerwca.

Autor świetnie uchwycił paranoidalny surrealizm absurdów świata, wszechobecny w naszej na pozór uporządkowanej i poważnej rzeczywistości, zaś reżyserka Joanna Borkowska-Surucic doskonale oddała to na scenie.

Sięgając do postaci Salvadora Dalego, genialnego katalońskiego malarza, znanego ze swej inteligentnie przemyślanej ekscentryczności, pod którą skrzętnie skrywał się przerażony i zagubiony w otaczającej go rzeczywistości człowiek, Andy Kolo pokazał tak naprawdę przeciętnego współczesnego człowieka. To może być każdy z nas. Każdy z nas to w jakiś sposób Dali. Bo wszystko jest na sprzedaż w tym świecie „umysłowych stringów”, jak to trafnie określił znany polski antropolog kultury, prof. Wojciech Burszta. Przerażony, zagubiony człowiek sprzedaje swoje sny, we śnie żyje i o śnie marzy. Niepewność prawdziwości wszystkiego, co go otacza i komiczna gra pozorów istnienia. Nieprzypadkowo też autor umiejscowił akcję sztuki w totalitarnej wówczas Hiszpanii, gdzie, jak w każdym totalitaryzmie, absurd goni absurd, a pozorny porządek wzmaga chaos. Teatr absurdu w realnym świecie i teatr absurdu na scenie. Dwa przenikające się światy, gdzie każdy śni swój sen, każdy zakłada maskę i każdy bezbłędnie wciela się w odgrywaną przez siebie rolę. Świat śniących na jawie marzycieli i świat szpiegów.

Doskonale podkreśliła to reżyserka Joanna Borkowska-Surucic, wplatając wspaniałe, taneczno-muzyczne sceny poszczególnych bohaterów. Uderzający jest kontrast pomiędzy poważnym, ubranym w czarny, tradycyjny hiszpański strój dzieckiem a podstarzałym błazeńskim torreadorem w jaskrawozielonych barwach. Rozpoczynający scenę początkową, pięknie grający na skrzypcach 11-letni chłopiec – w tej roli Sebastian Banasiak Adaji – mówi: „Hej, dorośli! Zapraszam was do waszego świata, który sami stworzyliście. Chociaż kiedy my, dzieci, bawimy się w ten sposób, mówicie nam, że jesteśmy głupi i niczego nie rozumiemy”. W kolejnej scenie widzimy rozkrzyczanego błazna, sprzedającego bilety na corridę – wspaniała rola Wiesława Rogolińskiego – który mimo ogromnego potoku słów i siejącego wokół siebie wielkiego zamieszania, nie mówi nic. Bo te jego słowa to pustosłowie. Słowa nikomu niepotrzebne.

Na szczególną uwagę zasługuje wspaniała rola odtwórcy głównej postaci Salvadora Dalego, zaledwie 31-letniego australijskiego aktora o polskich korzeniach Jamesa Domeyko. W rozmowie aktor przyznał, że chociaż postać malarza jest mu bardzo bliska, to sama rola była dla niego wyzwaniem. Przygotowując się do niej, sięgnął po wszystko, co było dostępne na temat Dalego i wysłuchał każdego jego wywiadu. Na scenie widać, że ciężka praca się opłacała. James Domeyko nie gra Salvadora Dalego. On jest Salvadorem Dalim.

Oczy widzów przykuwała również polska aktorka mieszkająca w Australii Marta Kiec-Gubala, wcielająca się w postać oskarżyciela, Isabel Canto. Aktorka doskonale wyczuła klimat oraz przesłanie tej sztuki i sięgnęła po środki wyrazu charakterystyczne dla Jerzego Grotowskiego, twórcy współczesnego teatru eksperymentalnego. Postać grana przez Martę Kiec-Gubala, komiczno-dramatyczno-absurdalna, oskarżająca i stawiająca zarzuty niczym w „Procesie” Franza Kafki, została przez aktorkę celowo przerysowana. Dzięki temu zabiegowi podkreśliła absurd sytuacji, absurd świata i pokazała, że śmiejąc się, tak naprawdę śmiejemy się z samych siebie. To nasz śmiech przez łzy gorzkiej prawdy.

Współpraca tandemu Andy Kolo i Joanna Borkowska-Surucic wywoływała wśród widowni i śmiech, i zadumę. Sztuka nie tylko w sposób satyryczno-komiczny ukazuje absurdalną rzeczywistość świata, ale niesie także przesłanie, jak się przed tymi absurdami bronić. „Udzielanie dobrych rad młodym ludziom może mieć wpływ na jedną drogę lub rozproszenie uwagi. Moja rada brzmi: jeść kawior, pić szampana, dobrze się bawić, po prostu rób to, czego potrzebujesz, nie przysysaj się do jednej pracy, która cię przykuwa i pochłania 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, aż po grób” – mówi Andy Kolo, używając postaci Salvadora Dalego. Wszak życie to nic innego jak właśnie teatr.