Spotkanie z lekarzem stomatologiem

0
10


W gabinecie na Greenponcie przy 896 Manhattan Avenue, spotkałam przemiłego, polskiego dentystę doktora Bronisława Lemaitre, który z uśmiechem, bez wymuszonej kurtuazji, zapytał w czym może mi pomoc. Wszyscy wiemy co znaczy ból zębów, oczekiwanie na ekstrakcję czy leczenie kanałowe. Taka uśmiechnieta twarz lekarza dentysty na początku wizyty to najlepsza sposób na zestrestresowanego, cierpiącego pacjenta.


Panie doktorze, czy wyrywa pan zęby mądrości? Przepraszam, że na dzień dobry zadaję takie pytanie, ale dwóch dentystów wcześniej mi odmówiło.
– Tak, wyrywam, leczę kanałowo i robię wszelkiego rodzaju rekonstrukcje. Ale nie dziwię sie wcale takiej postawie niektórych moich kolegów. W USA, szczególnie w medycynie, istnieją bardzo duże prawne obciążenia. Jest grupa prawników, która specjalizuje się w tzw. błędach medycznych, popełnianych przez lekarzy. Wystarczy czasem jedno zdanie, w którym pacjent wyraża swoje niezadowolenie z obsługi lekarskiej… i natychmiast znajduje prawnika. Ponadto nie wszystkie ubezpieczenia pokrywają koszty leczenia zębów. Cała ta administracyjna machina nie jest łatwa do obsługi – ani dla lekarza, ani dla pacjenta. Zdarza się również, że lekarze nie usuwają zębów ze względow finansowych – bardziej opłacalne są bowiem inne zabiegi, a mogą być mniej czasochłonne.

Czy studia medyczne ukończył pan w USA?
(Znieczulenie potrwa chwilę, możemy więc jeszcze porozmawiać)
– Ukończyłem Akademię Medyczną w Warszawie. Już na studiach zacząłem interesować się chirurgią szczękową.


Rozumiem, że pana przyjazd do Stanów nie był przypadkowy…
– Zupełnie przypadkowy. Nie zamierzałem tak naprawdę tutaj przyjeżdżać. Jeżeli jako studenci rozmawialiśmy o wyjazdach i podróżach, o nowych doświadczeniach to raczej myślałem o Australii. Do USA przyjechałem 1 sierpnia 1980 roku – dwa tygodnie przed rozpoczęciem strajku w Stoczni Gdańskiej, czyli początkiem „Solidarności” – na ślub córki moich przyjaciół, to znaczy  taki byl pierwotny zamysł. Jednakże przylecialem już po ślubie, gdyż musiałem „walczyć” o paszport, jak to bywało w komunie. A jak już dostałem w końcu paszport, to doszedłem do wniosku, że mam tego dość, tego „kraju ogólnej i powszechnej szczęśliwosci” i zostałem w USA.
Początkowo zamieszkałem u przyjaciół na Long Island, poźniej mieszkałem na Queensie. Na Greenpoint dojeżdzałem tylko na zakupy do „Kiszki” oraz do gabinetu mojej koleżanki jako chirurg, czyli specjalista od wyrywania zębów właśnie. To nie był łatwy czas dla mnie: nostryfikacja dyplomu, wciąż miałem duchowe rozterki czy aby nie wrócić do Polski i włączyć się… Moja mama nie była zadowolona, że zostałem w USA, ale po ogłoszeniu stanu wojennego nie miała już żadnych zastrzeżeń.

Rodzina pana pozostała w Polsce?
– Siostra odwiedzila mnie dopiero w czerwcu 1989 roku, bo wczesniej nie mogła dostać paszportu. Mieszka w Warszawie, jest lekarzem psychiatrą.
W międzyczasie ja odwiedziłem Polskę, ale też dopiero po kolejnej „wojnie paszportowej” – tym razem w polskim kosulacie w Nowym Jorku, o tzw. paszport konsularny, czyli dla obywateli polskich na stale zamieszkałych za granicą. Miałem wtedy amerykańska żonę, która nie zamierzała mieszkać w Polsce. Rodziców pożegnałem na zawsze w latach 90., w zasadzie tuż po przyjeździe do kraju. Ojciec, jako jedyny członek z całej bardzo licznej rodziny, przeżył obóz koncentracyjny w Gross-Rossen. Mama przeżyła wojnę w Warszawie, koniec wojny spędziła na Pawiaku, przeżyła ten koszmar. Powiem szczerze – na temat wojny w naszej rodzinie się nie rozmawiało. Ojciec był z wykształcenia ekonomistą, a mama pediatrą kardiologiem.


Czyli wyrastał pan w środowisku medycznym, a dlaczego akurat wybrał pan stomatologię?
– Odpowiem troszkę żartem, ale to się wszystko wydarzyło naprawdę. Twierdzę, że zostałem dentystą za karę. Kiedy byłem uczniem 3 klasy szkoly podstawowej, mieliśmy „Dzienniczek ucznia”, w którym nauczycielka wpisywala uwagi o naszym zachowaniu dla rodziców. Któregoś dnia jedna z uwag brzmiała: „Bronek pobił się z kolegą, któremu wybił cztery przednie zęby”. Dzisiaj wiem, że to były stałe zęby.
Po skończeniu Akademi Medycznej chciałem specjalizować się w ortopedii twarzowo-szczękowej – jest to dziedzina zajmująca się korektą wad m.in. rozwojowych twarzoczaszki metodami chirurgicznymi, takie trochę połączenie ortodoncji z chirurgią szczękową. Wymyśliłem, że najpierw pójdę na Studium Doktoranckie w Zakładzie Ortodoncji warszawskiej Akademii Medycznej, ale matka kolegi z klasy, która tam pracowała, wytłumaczyła mi dość szybko, że nie mam szans. Szukałem dalej, byłem bardzo zainteresowany leczeniem tzw. zajęczej wargi, rozszczepieniem wargi i podniebienia, bo dość często na takie przypadki natrafiałem, ale nikt się wtedy w Polsce tym zagadnieniem na serio nie zajmował. Te rozszczepy po leczeniu w Polsce wygladały okropnie.
Był rok 1978 albo 1979, kiedy powstawał Szpital – Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka (w skrócie CZD) – kompleksowy szpital dziecięcy w Międzylesiu pod Warszawą. Pomyślałem, że w takim miejscu będzie świetna okazja stworzenia ośrodka zajmującego się tym problemem. Grupa specjalistów, między innymi chirurg, pediatra, plastyk, protetyk, ortodonta i logopeda mogliby zająć się przypadkami zajęczej wargi. Nie da sie ukryć, zawsze byłem taki trochę pro publico bono. Z taką twórczą energią zgłosiłem się do ówczesnej pani dyrektor CZD. Po godzinach oczekiwania na rozmowe dowiedziałem się, że póki co, to „Panie, mnie się nie opłaca inwestować w stomatologię”.
Kolejne marzenia spełzły na niczym. Chciałem jednak zajmować się chirurgią szczękową. Na dolnym Mokotowie otrzymałem swoją pierwszą posadę – pół etatu jako chirurg stomatolog plus pół etatu w przedszkolu. Trudno było zaraz po studiach o cały etat w jednym miejscu i w Warszawie na dodatek. W moim przypadku – po znajomości oczywiście, bo kolega z roku mojej mamy był tam sekretarzem POP – udało się. Po różnego rodzaju poszukiwaniach dowiedziałem się też, że chirurgia szczękowa owszem, ale być może w Koninie. W tym samym czasie otrzymałem wizę do USA, więc… I tak, dwa lata po studiach w Polsce, rozpocząłem amerykańskie życie w Nowym Jorku.
Nostryfikację dyplomu zrobiłem na New York University. Po nostryfikacji w większym zakresie, oprócz całej stomatologicznej pracy, zająłem się kosmetyką dentystyczną, na przykład licówkami porcelanowymi. Mówiąc najprościej – są to takie sztuczne paznokcie z porcelany, które nakłada -nakleja się na zęby. Można w ten sposob zmienić kształt i kolor zębów. Uroda potrzebuje ładnego usmiechu. W latach 90., gdy na parę lat wróciłem do Polski, jeździłem nawet po kraju z wykładami na ten temat dla kolegów stomatologów. Prowadziłem też  w Warszawie, z sukcesem, swój gabinet.
Obecnie prowadzę dwa gabinety dentystyczne: jeden tutaj, na Greenpoincie, gdzie teraz rozmawiamy, a drugi na Long Island, w East Islip. Ale przede wszystkim jestem szczęśliwym mężem Anny – dziennikarki i projektantki wnętrz oraz ojcem wspaniałych dwóch córek – 8-letniej Zosi i dwuletniej Niny.

Bardzo panu dziękuję za rozmowę i zmianę wizerunku lekarza dentysty, do którego trafiamy dopiero w sytuacji wymagającej już konkretnego działania, zapominając w tak zwanym międzyczasie o profilaktyce.


No i potem usunęliśmy bolącego zęba. Doktor Bronisław Lemaitre zrobil to szybko i fachowo. Rana zagoiła się po kilku dniach bezproblemowo. Umówilismy się na następną rozmowę. Z całą odpowiedzialnością polecam czytelnikom Nowego Dziennika usługi dra Bronisława Lemaitre.

Rozmawiała: Elżbieta Popławska

Autor: ELŻBIETA POPŁAWSKA