Ted Ludwiczak i jego świat kamiennych głów

187
Ted Ludwiczak przy swoich rzeźbach przed domem, marzec 2016 roku FOTO: ANDRE BARANOWSKI

Był rok 1998. Alicja Barahona biegła trasą wzdłuż rzeki Hudson i w pewnym momencie zwróciła uwagę na niewielki dom, przed którym stoi mnóstwo kamiennych rzeźb. Zatrzymała się, aby przyjrzeć się tym rzeźbom z bliska. Zrobiły na niej niesamowite wrażenie.

Na krześle przed domem siedział dojrzały mężczyzna. Zaczęła z nim rozmawiać. Szybko okazało się, że oboje mówią po polsku. Mężczyzna przyznał się, że on jest autorem rzeźb rozsianych wokół domu. To był Teodor  Ludwiczak. Od tej pory za każdym razem, kiedy biegła wzdłuż rzeki Hudson, zawsze zatrzymywała się przed tym domem i rozmawiała z artystą.

Alicja Barahona jest jedną z najlepszych na świecie zawodniczek specjalizujących się w biegach długodystansowych. Uczestniczyła w ekstremalnych biegach na pustyniach, w Himalajach, w zimowych warunkach na Alasce oraz na zamarzniętym jeziorze Bajkał na Syberii.

Zafascynowana rzeźbami zadzwoniła do mnie z propozycją, abym zechciał coś napisać o nich i o ich autorze Tedzie Ludwiczaku. Tym bardziej, że 25 maja mija  5. rocznica jego śmierci, a Polacy mieszkający w USA i w Polsce tak naprawdę nic o nim nie wiedzą.

Umówiliśmy się w Nyack w Rockland County. Po wypiciu kawy w świetnej kafejce Patisserie Didier Dumas, zawiozła mnie do miasta Haverstraw. Powitał nas Chris, syn rzeźbiarza. Pokazał nam wszystkie prace, jakie pozostawił po sobie jego ojciec.

Zanim wejdzie się do domu Teda Ludwiczaka, a teraz jego syna Chrisa, trzeba koniecznie obejrzeć wszystkie rzeźby zgromadzone na werandzie
ZDJĘCIA: JANUSZ M. SZLECHTA/NOWY DZIENNIK

Długa droga do historii

Ted Ludwiczak to jedna z ukrytych supergwiazd świata sztuki outsiderów w Rockland County w stanie Nowy Jork. W swoim domu nad brzegiem rzeki Hudson, w urokliwej dzielnicy założonego przez Holenderów miasta Haverstraw, wyrzeźbił kilka tysięcy dramatycznych twarzy z niesamowitej skały, od której pochodzi nazwa hrabstwa Rockland.

Teodor Ludwiczak urodził się 2 stycznia 1926 roku jako syn Teodora i Jadwigi we wsi Mdzewo, w dzisiejszym powiecie mławskim w województwie mazowieckim. Przeżył okupację niemiecką i opuścił Polskę w 1945 roku.

Jego ciotki, które już dawno wyemigrowały do Nowego Jorku, zaczęły go błagać, aby do nich dołączył. Kiedy udał się do ambasady w celu uzyskania amerykańskiej wizy, jego biegła znajomość niemieckiego i angielskiego wywarła na personelu takie wrażenie, że pracownicy ambasady zaproponowali mu pracę w Niemczech w armii Stanów Zjednoczonych. Przebywał we Frankfurcie przez pięć lat, został honorowym starszym sierżantem, przydzielono mu własny samochód i kierowcę. Tam właśnie został ekspertem w dziedzinie win. Następnie uczył się w Rzymie i zdobył zawód optyka. Mieszkał w wielu krajach przed osiedleniem się w USA, dzięki czemu mówił biegle w 5 językach.

Ciotki były nieugięte. Wciąż go namawiały: „Przyjedź teraz do Nowego Jorku”. I tak zrobił w 1956 roku.

Po przybyciu do Stanów Zjednoczonych pracował w Nowym Jorku jako szlifierz soczewek kontaktowych. Szybko został właścicielem Optimum Contact Lens Inc. Uwielbiał spędzać czas z rodziną na świeżym powietrzu, wędrować po górach, tańczyć i pływać w rzece. W 1986 przeszedł na emeryturę i został rzeźbiarzem. Już jako rzeźbiarz zaczął używać imienia Ted.

Rzeźby przy schodach prowadzących w stronę rzeki Hudson

Kiedy zmarła jego żona, przeniósł się do małego domu położonego na klifie nad rzeką Hudson, gdzie rzeka jest najszersza, przy Riverside Avenue. W pełni wykorzystał ukryty talent do rzeźbienia w kamieniu i skupił się na twórczości artystycznej. Po powodzi podjął pracę nad stworzeniem falochronu na skraju swojej posiadłości. W założeniu mur ten miał chronić jego skromną posiadłość przed kolejnymi wylewami rzeki.

W pewnym momencie zobaczył kamień, który miał… twarz. Popracował na nią trochę. Następnego dnia umieścił tę kamienną twarz na falochronie. Stała się dla niego towarzyszem, aby nie czuł się samotnie. Była to pierwsza z cyklu rzeźb znanych jako „Głowy Teda”. Potem stworzył 67 różnych twarzy i wszystkie umieścił na falochronie. Tak sam o tym mówił: „Wszystko zaczęło się, kiedy pracowałem przy falochronie. Kiedy go skończyłem, wyglądał na zbyt pusty. Znalazłem kamień na plaży i zobaczyłem w nim twarz. Podniosłem ostrze kosiarki, którego używałem do pracy przy ścianie i zacząłem rzeźbić. W wyniku włożonej pracy twarz stawała się wyraźniejsza. Kiedy skończyłem, wmurowałem ją w ścianę. Wyglądała na trochę samotną. Więc zrobiłem kolejną, a potem całą rodzinę. Jeszcze się nie zatrzymałem”.

I rzeczywiście już się nie zatrzymał. Kamiennymi twarzami wypełnił najpierw całe podwórze, a następnie werandę domu. Aby ułatwić sobie pracę, sam tworzył narzędzia do rzeźbienia. Początkowo rzeźbił dłutem i starym ostrzem kosiarki. Używał ich do końca, ale korzystał też z elektronarzędzi. Stworzył piękne otoczenie z setkami rockowych głów. Określany był jako słodki, pokorny i cholernie żartobliwy.

Rzeźby Teda Ludwiczaka obok domu. To było jego miejsce pracy.
Na stole przy ścianie leżą jeszcze jego narzędzia

„Skały do mnie mówią – powiedział wiele lat temu. – Wybieram te, które mają w sobie twarz. Następnie podążam za kształtem kamienia. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak to się skończy. Nie zawsze jest to łatwe. Czasami leżę w nocy w łóżku i próbuję wymyślić, jak wydobyć minę z kamienia”.

Kamienne twarze widziałem po raz pierwszy. Kamienie osadzone w murze oporowym, czyli na falochronie,  wyglądają na stare i zwietrzałe, jakby były z innych czasów. Kilka ma wykrzywione miny, jedna rzeźba jest bez wyrazu, ale większość uśmiecha się zagadkowo. Również te na łące obok domu i na werandzie przed domem uśmiechają się do przechodniów, rowerzystów i  kierowców samochodów przejeżdżających obok domu. Wiele osób zatrzymuje się, aby przyjrzeć się tym twarzom, uśmiechnąć się do nich i zrobić zdjęcie.

Rzeźby na łące przed domem. Falochron i rzeka Hudson są tuż tuż

„Są szczęśliwi. To szczęśliwe środowisko – powiedział Ludwiczak, opisując swoje kreacje w wywiadzie dla The Journal News w 1997 roku. – Czasami ktoś ma złośliwą twarz, ale zawsze jest ich kilka w każdej rodzinie. Wykonanie rzeźby zajmuje mi zazwyczaj dzień lub dwa, w zależności od jej wielkości i kształtu. Pozostaję przy kształcie skały i po prostu w nią się wbijam. Czasami mam z góry założony pomysł, ale zwykle obracam kamień, aż zobaczę w nim twarz. Czasami widzę ją od razu”.

Kamienne rzeźby Ludwiczaka mają rozmiar od 6 cali do 4 stóp. Praca z tymi masywnymi kamieniami była dla niego  wyzwaniem. Jego prace były pokazywane w wielu miejscach w USA i za granicą. Często wystawiał w Garner Arts & Industrial Centre w Garnerville, NY. Wiele jego rzeźb zostało zebranych przez American Visionary Art Museum w Baltimore, American Folk Art Museum w Nowym Jorku i Intuit – The Center for Intuitive and Outsider Art w Chicago.

Ted Ludwiczak był skromnym człowiekiem, ale nie ukrywał dumy ze swojej pracy i sławy. „Jesteśmy zwykłymi ludźmi mieszkającymi na tej ulicy, ale teraz milionerzy przychodzą zobaczyć moje prace” – mówił. Przyciągał kolekcjonerów, celebrytów, marszandów, kolorową prasę i lokalnych entuzjastów. Jego życie i talenty zostały docenione w nagraniach wideo i audio, uhonorowane przez centra sztuki, pokazane w nowojorskich galeriach. Zainspirował nawet rozdział zatytułowany „Gwiazda rocka” w książce znanego dziennikarza Bruce’a Frankela „What Should I Do With The Rest of My Life” (Co powinienem zrobić z resztą mojego życia?).

Ted Ludwiczak zmarł 25 maja 2016 roku. Miał 90 lat.

Zderzenie z niezwykłą sztuką

Chris poprowadził nas na przydomową łąkę do kolejnej grupy kamiennych głów. Większe niż większość tych na werandzie przy drodze, mają dominującą prezencję. Te głowy, widziane na tle rzeki, od początku zwrócone były w stronę domu tak, aby rzeźbiarz mógł obserwować, stojąc w oknie lub na balkonie, jak zmieniają się wraz ze światłem i porą roku. Większość ma łagodne miny, chociaż jeden kamienny kapelusz na głowie wystawił nam język. Wszystkie z nich mają zapadającą w pamięć cechę, która łączy je z widmowymi postaciami, które pojawiały się w tak wielu częściach starożytnego świata. Zapytaliśmy o to Chrisa. Ten przypomniał, co mówił o tym jego ojciec: „Niektórzy ludzie mówili mu, że te kamienne twarze przypominają im Wyspę Wielkanocną. A tata zazwyczaj odpowiadał: stworzyłem własną Wyspę Wielkanocną – Wyspę Wielkanocną na Hudsonie”.

Alicja Barahona i Chris Ludwiczak przy falochronie, na brzegu rzeki Hudson. To w tym miejscu Ted Ludwiczak zaczął swoją przygodę z rzeźbiarstwem

Poziom rzeki był na tyle niski, że mogliśmy zejść po stromych schodach na jej brzeg i zobaczyć falochron, na  którym wszystko się zaczęło. Mogliśmy zobaczyć, jak przesuwały się granice rzeźbionych kamiennych twarzy. Wczesne głowy były dość jednolite, owalne, ale z czasem pojawiały się różne  kształty i rozmiary. Artysta wycinał twarze w kamieniu, które stawały się kanciaste, wysokie i wąskie, a nawet w kształcie półksiężyca. Niektóre są wielkości głazu, wysokie na trzy lub cztery stopy; inne zmieściłyby się w pudełku po butach. Sporo kamieni ma dwie twarze, kilka trzy, a nawet cztery.

Te z czterema twarzami to Światowidy. Światowid, czyli patrzący na cały świat, to był bóg wojny i urodzaju Słowian połabskich. W ten sposób Ted Ludwiczak zapewne demonstrował swoje polskie korzenie.

Światowid, czyli głowa z czterema twarzami

Rzeźbiarz tworzył swoje prace także korzystając z różnych materiałów. Początkowo pracował na czerwonym piaskowcu, który znalazł na brzegu rzeki. Następnie z pomocą syna Chrisa wyciągnął granit z opuszczonego kamieniołomu w pobliżu jego domu. Szczególnie podobał nam się biały wapień, który wyciągnął z rzeki podczas odpływu.

Kiedy urząd miasta wymienił kamienne krawężniki na jego ulicy, z odrzuconych kawałków zrobił długie, chude głowy. Wszystkie te skały kształtował w ten sam sposób. Najlepsze, jak twierdził, jest wygięte ostrze kosiarki, którego używał od początku.

Uhonorowanie artysty

The Haverstraw RiverArts, The Village of Haverstraw i rodzina uhonorowały Teda Ludwiczaka odsłonięciem kultowej rzeźby Hendrik w sobotę, 22 kwietnia 2017 roku  w The Gazebo w Emeline Park przy 16 Front Street w Haverstraw. Theodore Ludwiczak (1926-2016) został doceniony za swoje zdolności artystyczne i tworzenia rzeźb z lokalnych skał, które wyciągał z rzeki Hudson. Te rzeźby były czasami określane jako społeczność głów „Wyspy Wielkanocnej”, która zamieszkiwała jego stromą posiadłość nad brzegiem rzeki Hudson, z angażującymi oczami, które wołały do przepływających żeglarzy i ludzi, którzy przybywali z daleka i z bliska. Rzeźby stały się znane jako „Głowy Teda”. Jego sztuka została również określona jako Outsider Art (sztuka outsidera), Primitive Modern (nowoczesna sztuka prymitywna) oraz Folk Art (sztuka ludowa).

Rzeźby otaczają dom ze wszystkich stron. Chris twierdzi, że jest ich co najmniej 800

Kamienne głowy Ludwiczaka są główną atrakcją ogrodu rzeźb Garner Arts Centre w Garnerville, NY, nieopodal Haverstraw. Wystawa ta jest jedyną stałą instalacją zewnętrzną dzieł Teda Ludwiczaka w Stanach Zjednoczonych, a jej stworzenie było możliwe dzięki bardzo hojnej darowiźnie jego rodziny.

Warto to miejsce zobaczyć

W domu Teda Ludwiczaka mnóstwo wyrzeźbionych twarzy wisi na ścianach lub stoi na półkach. Nie są tak duże jak ich imiennik Moai z Wyspy Wielkanocnej, ale są ciekawe i przyciągają uwagę. Pośród nich wiszą zdjęcia artysty i liczne dyplomy, jakie otrzymał za swą pracę.

Pokój wewnątrz domu, w którym zostały zgromadzone rzeźby artysty, jego zdjęcia i dyplomy

Chodzenie po podwórku było prawdziwą przyjemnością.  Rzeźbione uśmiechy są wręcz zaraźliwe. Zapytałem Chrisa, czy ojciec nie zaraził go swoją pasją, tworzeniem niepowtarzalnych rzeźb. Uśmiechnął się i stwierdził, że raczej nie, ale czasami myślał o tym, że mógłby spróbować. „Mam 56 lat, a więc mam jeszcze cztery lata na przemyślenia i pójście śladami ojca” – podkreślił.

Chris pokazywał nam różne rzeźby i opowiadał, jak ojciec je tworzył…

W tej chwili trudno powiedzieć, co przyniesie przyszłość temu miejscu. Mam nadzieję, że albo rodzina Ludwiczaka, albo jakaś organizacja artystyczna wkroczy do akcji, aby zachować to miejsce. Zachęcam więc wszystkich: jedźcie do Haverstraw, zanim będzie za późno. Zobaczycie kilkaset  ładnych twarzy, które uczyniły ten świat nieco innym. Drugiego takiego miejsca próżno by szukać.

„Wyspa Wielkanocna” na rzece Hudson znajduje się przy 14 Riverside Avenue w  Haverstraw, NY, nieco ponad godzinę jazdy na północ od Nowego Jorku. Większość posągów można zobaczyć z ulicy. Nie jestem pewien, czy Chris zechce wszystkich wpuścić do domu i aby zwiedzający włóczyli się po podwórku, ale i tak z przodu domu jest wiele do zobaczenia. Jeśli ktoś popłynie jachtem, może rzucić kotwicę przy brzegu rzeki Hudson, tuż przed jego domem. Ruszajcie, póki wszystko jeszcze trwa i można to zobaczyć!