Trudny lot w stronę wolności

173
Elżbieta Kieszczyńska prowadziła spotkanie, a Janusz M. Szlechta odpowiadał na jej pytania oraz słuchaczy Zdjęcia: Aneta Radziejowska

W MM Arts Studio, prowadzonym przez Magdalenę Majerowicz-Lupiński w Wallington, NJ, w środę, 17 listopada, odbyło się 22. spotkanie w ramach Przytuliska Literackiego. Jego gościem był redaktor „Nowego Dziennika“ Janusz M. Szlechta – współzałożyciel Przytuliska Literackiego – który zaprezentował swoją najnowszą książkę "Lot w stronę wolności. Historia wielkiej ucieczki stanu wojennego".

W spotkaniu, które zorganizowała i prowadziła Elżbieta Kieszczyńska, wzięło udział blisko 20 osób. Miał w nim wziąć udział również główny bohater książki, były pilot 13. Pułku Lotnictwa Transportowego w Krakowie-Balicach Krzysztof Wasielewski. I to on przede wszystkim miał opowiadać o głośnej ucieczce z Krakowa do Wiednia samolotem wojskowym An-2, z numerem bocznym 7447, do której doszło 1 kwietnia 1982 roku. Niestety, jak to w życiu, nastąpiły nieprzewidywalne wydarzenia i ostatecznie pilot nie dotarł na to spotkanie.

Najpierw Janusz Szlechta opowiedział, jak doszło do powstania tej książki. Otóż w połowie października 2015 roku zadzwonił redakcyjny telefon. Redakcja “Nowego Dziennika” miała wówczas siedzibę w budynku przy 70 Outwater Lane w Garfield, NJ. Janusz Szlechta podniósł słuchawkę i usłyszał miły, męski głos: “Nazywam się Krzysztof Wasielewski. Chciałbym spotkać się z panem i porozmawiać. Zależy mi na tym, aby nagłośnić sprawę zbiórki pieniędzy dla Fundacji ‘Wiedeńczyk’. Mam dużo do opowiedzenia, więc słuchanie mnie będzie wymagało cierpliwości. Czy znajdzie pan dla mnie czas?”

Uczestnicy spotkania zadawali wiele pytań i uważnie słuchali wypowiedzi autora książki

Zaintrygowała go ta nieoczekiwana propozycja. Panowie rozmawiali coraz częściej i coraz dłużej. W końcu spotkali się w domu pana Krzysztofa w Dover Plains, niedaleko Albany, w stanie Nowy Jork. To wtedy Krzysztof Wasielewski powiedział, że wiosną 2005 roku po raz pierwszy pobiegł w maratonie i dedykował go bardzo choremu wówczas papieżowi Janowi Pawłowi II. Teraz ma już ich na swoim koncie kilkadziesiąt, w tym pięć przebiegniętych w Bostonie i 14 w Nowym Jorku. No i pobiegł w maratonie w Krakowie.

Pan Krzysztof był pilotem w 13. Pułku Lotnictwa Transportowego w Krakowie-Balicach. Kiedy generał Jaruzelski wprowadził w Polsce stan wojenny, postanowił uciec za granicę samolotem An-2. Miał to być wyraz jego protestu przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego.  Planów było kilka, ale ostatecznie do ucieczki doszło 1 kwietnia 1982 roku. Przygotował ją wraz z dwoma kolegami: Andrzejem Malcem i Jerzym Czerwińskim. To właśnie oni prowadzili samolot z którego – w ramach ćwiczeń – wyskoczyli żołnierze z 6. Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej. Potem wylądowali nad Wisłą pod Czernichowem. Tam wsiedli do samolotu: Krzysztof Wasielewski z 4-letnią córką Luizą, żona Jerzego Czerwińskiego Krystyna z 3-letnim synem Łukaszem i 10-miesięczną córką Karoliną oraz Danuta – żona Andrzeja Malca, z córką Kasią. Poleciał z nimi mechanik Bolesław Wrona, który nieoczekiwanie znalazł się na pokładzie i którego – ze względu na własne bezpieczeństwo – nie mogli zostawić. Polskie władze uznały potem, że został porwany.

Kiedy lecieli nad górami, za sterami siedział Andrzej Malec. W pewnym momencie samolot uderzył w brzozy. Zostało uszkodzone dolne skrzydło, mało tego – zaczęło wyciekać paliwo. Mimo tego dramatu i mimo wież na granicy Czechosłowacji z Austrią, na których czuwali żołnierze z karabinami maszynowymi, wylądowali w Wiedniu. Zajęły się nimi służby austriackie. Następnego dnia przyleciał do Wiednia sam premier ówczesnego rządu PRL Mieczysław Rakowski i domagał się odesłania uciekinierów do Polski. Ale Austriacy ich nie wydali.

Ten niezwykły lot stał się sensacją za granicą. Czasopisma austriackie natychmiast przedstawiły to wydarzenie na pierwszych stronach, gazety angielskojęzyczne też opisały ucieczkę. Był to niezwykły lot. Pamiętać należy, że w każdej chwili mógł się on zakończyć zbiorową tragedią.

Krzysztof Wasielewski dosyć szybko, wraz z kilkuletnią córką, trafił do Stanów Zjednoczonych. Jego koledzy z rodzinami też ostatecznie wylądowali w USA, tyle że dwa lata później.

Samolot An-2 – z numerem bocznym 7447 – po pewnym czasie wrócił z Wiednia do Polski. Do 2012 roku był w służbie polskiego wojska. Potem trafił do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie i zyskał nazwę “Wiedeńczyk”. Powstała nawet Fundacja “Wiedeńczyk” An-2, której najważniejszym zadaniem jest utrzymanie tego samolotu w stanie lotnym. Pan Krzysztof wspiera tę fundację finansowo.

W 2016 roku Krzysztof Wasielewski podjął decyzję, aby przebiec trasę, którą kiedyś, wiele lat temu, wraz z przyjaciółmi, ich rodzinami oraz swoją córką przeleciał samolotem z Krakowa do Wiednia. Nie tylko dlatego że z ziemi wszystko wygląda inaczej niż z powietrza. Najpierw wziął udział w maratonie wiedeńskim. A potem pobiegł w przeciwnym kierunku – z lotniska Schwechat, na którym ostatecznie zyskali wolność, do Wadowic, w okolicach których o mały włos nie doszło do tragedii. Tragedii, mogącej pozbawić życia wszystkich, którzy tamtego dnia znaleźli się na pokładzie samolotu An-2.

Janusz M. Szlechta składa autograf w swojej książce dla Iwony Czajkowskiej

– Stanąłem dokładnie w tym miejscu, w którym zahaczyliśmy skrzydłami o drzewa – mówi w książce  Krzysztof Wasielewski. – Kawałki gałęzi tych drzew poleciały z nami aż do Wiednia. Uszkodzenia samolotu były straszne. Dotknąłem rękami tych brzóz, zrobiłem sobie zdjęcia na ich tle. Ucałowałem je, a potem otarłem łzy. Podziękowałem też Panu Bogu za to, że jednak nie rozbiliśmy się tam i dolecieliśmy do Wiednia. Kiedy zamknąłem oczy, pojawił się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który towarzyszył mi w czasie ucieczki, przed którym spędziłem godziny na modlitwach przed, po locie, jak i w okresie życia na emigracji – dodał.

Tym biegiem Krzysztof Wasielewski, w symboliczny sposób, zamknął historię tamtej ucieczki w stanie wojennym. Spojrzał na nią z innej perspektywy.

– Ten lot będę pamiętał do końca życia – powiedział. – Natomiast po biegu ostatecznie pogodziłem się z tym, co się stało. Sprawiłem sobie specyficzną terapię i przyszła ulga, odprężenie.

Książka „Lot w stronę wolności” – oprócz rozmowy z Krzysztofem Wasielewskim – przedstawia też wiele dokumentów: fotokopie artykułów z prasy polonijnej, polskiej, austriackiej i amerykańskiej, jak i fotokopie służbowych notatek wojskowych i sądowych dotyczących ucieczki. Bogactwo dołączonych dokumentów pozwala po latach zorientować się, czym wówczas była ta ucieczka.

Zachęcamy do sięgnięcia po tę książkę, aby poznać historię tej ucieczki i jej bohaterów.

Okładka książki „Lot w stronę wolności. Historia wielkiej ucieczki stanu wojennego“
Foto: Archiwum autora

Na koniec Janusz M. Szlechta opowiedział, że do momentu ukazania się „Lotu w stronę wolności“, wydał pięć książek. Jako pierwszy ukazał się, w roku 2013, tomik jego wierszy zatytułowany „Pieśń niedokończona“. W 2015 roku Instytut Wydawniczy Kreator w Białymstoku wydał jego zbiór wywiadów z Polakami w USA zatytułowany „Widziane stąd“. Rok później Kreator wydał zbiór jego wywiadów z Polakami rozsianymi po świecie „Widziane stamtąd“.  Wydawnictwo Fabuła Fraza w Warszawie w roku 2018 opublikowało zbiór reportaży o bezdomnych Polakach w USA zatytułowany „Ulica włóczęgów“, a w 2019 zbiór reportaży bardziej optymistycznych “Oswajanie Ameryki”.