Trzeba o nich pamiętać

16

Podczas drugiej wojny światowej ludzie przeżyli rzeczy, które trudno zapomnieć. Wydarzenia, jakich byli świadkami i w których brali udział, wyzwoliły ich prawdziwe charaktery. Czasem zwykli ludzie z dnia na dzień stawali się bohaterami.

Ryszard Kossobudzki-Cosby jest jednym z takich bohaterów. Kiedy Niemcy napadli na Polskę, szybko zdecydował się pomóc swojemu krajowi. Wstąpił do ruchu oporu, rozrzucał ulotki propagandowe, a niedługo później wstąpił do Armii Krajowej. Miał szansę wybrać łatwiejszą drogę i wyjechać do Szwajcarii, ale zdecydował się zostać i walczyć w obronie swojej Ojczyzny.

Matura 2012
Praca Wiktora Magierskiego, której oryginalny tytuł brzmi: “By czas nie zaćmił i niepamięć – cisi bohaterowie okresu wojny i okupacji godni ocalenia w świadomości przyszłych pokoleń (na podstawie książki Rity Cosby “Quiet hero”, wspomnień rodzinnych, filmów lub innych tekstów źródłowych)”, to czwarta z cyklu kilku tegorocznych prac maturalnych, które opublikujemy na łamach “Nowego Dziennika” w dziale Edukacja.
Zdecydowaliśmy się na publikację wybranych prac napisanych przez uczniów z Polskiej Szkoły Dokształcającej w Clark, NJ, bo wyróżniają się nie tylko pod względem językowym. “Uczniowie ci bardzo kreatywnie podeszli do tematów maturalnych oraz włożyli w nie bardzo wiele pracy, sięgając po materiały źródłowe oraz archiwalne” – mówi ich wychowawczyni Barbara Szenk.

Kossobudzki brał udział w powstaniu warszawskim. Przeżył wiele – jak sam określa – “najstraszniejszych” momentów. Był m.in. świadkiem wybuchu czołgu-pułapki zdobytego przez powstańców na ulicy Kilińskiego w dniu 13 sierpnia 1944 roku. Zginęło wtedy kilkuset cywilów i powstańców, wśród nich jego dziewczyna, 17-letnia, Henryka. W ostatnich dniach powstania warszawskiego został ranny szrapnelem i przeniesiony do budynku na ulicy Brackiej, który pełnił rolę szpitala. Wyjęcie odłamków pocisku było bardzo bolesne i zostawiło wiele blizn na jego ciele.

Po upadku powstania został przewieziony do obozu dla jeńców w Muhlbergu w Niemczech. Tam poznał Alexa Chełmickiego, z którym szczerze się zaprzyjaźnił. Pomagali sobie wzajemnie, żeby przeżyć. Kiedy się dowiedzieli, że wojna dobiega końca, skorzystali z okazji, aby uciec z obozu i dotarli do wojsk amerykańskich. Po wojnie Ryszard Kossobudzki wyjechał do Londynu, ożenił się z Dunką i na statku “Queen Mary” wyemigrował do Ameryki. Jego przyjaciel Alex został w Londynie.

Ryszard Kossobudzki przez długi czas nie wspominał nawet o swoich przeżyciach. Dopiero ciekawość jego córki – dziennikarki Rity Cosby, spowodowała, że po kilkudziesięciu latach opowiedział jej o swoich losach. Z innych źródeł córka dowiedziała się o tym, że Ryszard w czasie wojny został odznaczony Krzyżem Walecznych za wielką odwagę i dzielność. Odebrał ten order dopiero kilka lat temu podczas wizyty w Polsce. Był bardzo wzruszony, ale [ze skromności] nie uważał, że na niego zasłużył. Powiedział jej wtedy: “Nigdy nie zgodzę się z tym, żeby mnie nazywano bohaterem, ale zapewniam cię, że nie byłem tchórzem… Nie myśleliśmy wtedy o odznaczeniach. Jedyne, o czym myślałem to, aby przeżyć, a nawet ważniejsze, aby moi chłopcy (żołnierze) przeżyli”.

Mimo że powrót do tamtych strasznych czasów był dla Ryszarda bardzo trudnym przeżyciem, uważam, że książka Rity Cosby jest bardzo potrzebna. Bez jej dociekliwości historia skromnego i zamkniętego w sobie Ryszarda Kossobudzkiego pewnie nie byłaby znana i ten cichy bohater nigdy nie zostałby odkryty.

Innym przykładem bohatera tamtych czasów jest Jerzy Bielecki. Jego wojenna historia jest jak z filmu przygodowego. Miał zaledwie 18 lat, kiedy wybuchła wojna, ale mimo młodego wieku zdecydował się dołączyć do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Został schwytany przez Niemców na granicy węgierskiej i wysłany do Auschwitz w pierwszym transporcie w czerwcu 1940 roku (numer obozowy 243). Pracował w magazynie zbożowym, gdzie miał czasem szansę ukraść sobie coś do jedzenia. Dzięki temu udało mu się przeżyć w obozie trzy lata.

We wrześniu 1943 roku, w tym samym magazynie co Jerzy, zaczęła pracować grupa żydowskich kobiet, które właśnie przybyły do Auschwitz.

Wśród nich była Cyla Cybulska (numer obozowy 29558). Cyla i Jerzy zakochali się w sobie. Jerzy obiecał, że pomoże jej wydostać się z obozu. Udało mu się zorganizować dla siebie mundur SS-mana i zdobyć niemiecką przepustkę, zezwalającą na opuszczenie obozu. Pomógł mu w tym jego przyjaciel Tadeusz Srogi. Jerzy przyszedł po Cylę 21 lipca 1944 roku przebrany za oficera i powiedział strażnikom, że zabiera więźniarkę do pobliskiego posterunku na przesłuchanie. Udało mu się oszukać strażnika przy bramie. Cyla i Jerzy byli wolni. Po dziesięciu dniach ucieczki przybyli do wujka Jerzego i tam się ukrywali. Kilka dni później Jerzy wstąpił do partyzanckiego oddziału Armii Krajowej, a Cylę ukrywała w pobliskiej wiosce rodzina Jerzego o nazwisku Czernik. Pod koniec wojny rodzina Czerników powiedziała Cyli, że Jerzy zginął. Ale nie było to prawdą. Cyla wyjechała do Szwecji, gdzie wyszła za mąż i wkrótce wyemigrowała do Ameryki. Jerzy jej szukał, ale ślad po niej urwał się w szpitalu Czerwonego Krzyża w Szwecji. Przypuszczał wówczas, że Cyla tam umarła.

Historia ta miałaby smutne zakończenie, gdyby nie przypadek. 35 lat później zatrudniona przez Cylę Polka opowiedziała jej o wspomnieniach byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Auschwitz, które kiedyś oglądała w polskiej telewizji. Nie przypuszczała nawet, że bohaterką tej historii jest jej rozmówczyni. Cyla zaczęła dopytywać się o nazwisko więźnia i okazało się, że był nim Jerzy Bielecki. Cyla nie mogła uwierzyć własnym uszom. Jerzy żył!

Udało się jej zdobyć numer telefonu Bieleckiego i umówili się na spotkanie w Polsce. Jerzy podarował Cyli 35 czerwonych róż, po jednej za każdy rok rozłąki.

Od tego czasu pozostawali ze sobą w kontakcie, aż do śmierci Cyli w 2005 roku.

Jerzy Bielecki zmarł 20 października 2011 roku w Nowym Targu. Za swoje bohaterstwo został uhonorowany w 1985 r. Medalem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Swoje przeżyciach spisał w książce pt. “Kto ratuje jedno życie…”. Wspomnienia tam zawarte będą niewątpliwie ciekawiły kolejne pokolenia. Cichym bohaterem tej historii jest też były więzień obozu Tadeusz Srogi (numer obozowy 178).

Kolejna historia, która mnie zaciekawiła, dotyczy wojennych dokonań asa myślistwa powietrznego Witolda Urbanowicza. Był on dowódcą sławnego Polskiego Dywizjonu 303, który walczył między innymi w Bitwie o Anglię.

Dywizjon 303 zestrzelił trzy razy tyle samolotów, co przeciętny dywizjon angielskich sił powietrznych, a poniósł trzy razy mniej strat. Samolotu, którym latał Urbanowicz, nie trafił nawet jeden pocisk.

Po Bitwie o Anglię Urbanowicz ochotniczo wstąpił do amerykańskiej 14 Floty Lotniczej walczącej w Chinach przeciwko Japończykom. Zestrzelił tam 2 myśliwce japońskie. Został odznaczony za swoje osiągnięcia m.in. Krzyżem Orderu Virtuti Militari, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, brytyjskim Distinguished Flying Cross, amerykańskim Air Medal oraz chińskim Flying Cross.

Witold Urbanowicz był wielkim bohaterem i patriotą. Jest godny ocalenia w świadomości przyszłych pokoleń, ponieważ zawsze stawiał potrzeby swojego kraju przed własnymi. Sam powiedział: “Moje losy są moimi losami i nikogo nie muszą przejmować. Losy mojego kraju są jego losami i obchodzą mnie jak najbardziej”.

W liście z dnia 27 czerwca 1942 roku pisał z Londynu do swojej żony: “Widzisz moja droga, ta wojna wiele rozbija szczęścia, niektórzy na to mają radę poświęcając sprawy ogólne dla spraw osobistych, ale to nie jest w porządku. Są chwile, w których sprawy własnego kraju są o wiele ważniejsze, a to wymaga wiele poświęcenia. Jest mi smutno, wierz mi, ale jestem jednocześnie dumny że mogę z siebie dać coś własnemu krajowi i naprawdę będzie bardzo pięknie, jak spotkam Cię po wojnie w Polsce… Nie wyobrażam sobie, jak czułbym się, gdybym nie brał czynnego udziału w walce o własny kraj i uciekał gdzieś, czekając na dalekich tyłach na zakończenie wojny. Nie wyobrażam sobie, jakbym wychował swoje dzieci w duchu patriotyzmu i poświęcenia dla własnego kraju (a chcę je mieć). Jeżeli chodzi o obecną chwilę, to jest ona niczym innym, jak tylko próbą, i to wielką, charakterów, zarówno mężczyzn, jak też i kobiet, które powinny odpowiednio ocenić ludzi, którzy walczą o kraj, w którym one będą rodzić i wychowywać młode pokolenie…”.

Witold Urbanowicz był głównym bohaterem wyprodukowanego w 2010 roku przez telewizję angielską filmu dokumentalnego “The Untold Battle of Britain.”

Powyższe historie przekonują mnie, że trzeba pamiętać o tych ludziach, którzy walczyli w obronie ojczyzny, wielu z nich oddając życie. Kiedy zacząłem pisać tę pracę, przekonałem się, że jest mnóstwo interesujących historii i ludzi. Mógłbym jeszcze na przykład napisać o Witoldzie Pileckim, którego decyzja wywarła na mnie duże wrażenie. Pilecki celowo dał się zaaresztować podczas łapanki i wywieźć do Auschwitz, by stamtąd przekazywać informacje o tym, co się dzieje w obozie. Dzięki temu świat dowiedział się o okrucieństwie hitlerowców. Mógłbym też napisać o niemieckim oficerze, który nazywał się Wilm Hosenfeld. To właśnie on pomógł przeżyć sławnemu polskiemu pianiście Władysławowi Szpilmanowi w ostatnich dniach wojny. To także byli cisi bohaterowie okresu drugiej wojny światowej. Nie sposób jednak pomieścić ich wszystkich w jednym wypracowaniu.

Dzięki tej pracy i poszukiwaniu materiałów do niej moje zainteresowanie tym okresem w historii i losami bohaterskich ludzi tamtych czasów bardzo wzrosło. Jest to najlepszy dowód na to, jak wielki sens ma przekazywanie tej wiedzy kolejnym pokoleniom, “by czas nie zaćmił i niepamięć…”.

Autor: WIKTOR MAGIERSKI