Urodziłam się po to, aby tańczyć

0
7

Ostatnio jako jedyna Polka zdobywa medale w tańcach latynoskich dla zawodowców – w salsie i bachacie. Jest tegoroczną mistrzynią USA zawodowców właśnie w bachacie i wicemistrzynią w salsie oraz byłą medalistką mistrzostw świata zawodowców w salsie w roku 2008.
W ekskluzywnej prywatnej szkole tańca na Long Island, NY, po raz pierwszy zobaczyłam Olę Kozłowską tańczącą na parkiecie. Wyglądała zjawiskowo i równie pięknie tańczyła. Elementy tańca, połączone z baletowymi figurami, tworzyły przepiękne obrazy w stylu Edgara Degasa. Energetyzująca muzyka salsy, bachaty, samby i cha-chy wzmagała emocje towarzyszące oglądaniu tanecznych obrazów. W przerwie mistrzyni tańca udzieliła wywiadu dla „Nowego Dziennika”.

 

Pani Olu, perfekcja z jaką się pani porusza po parkiecie zapiera dech w piersiach. Ile lat trzeba się uczyć, aby uczestniczyć w mistrzostwach świata i aby osiągnąć taką klasę i to pośród zawodowców?
Tańczę nieprzerwalnie ponad 20 lat. Po raz pierwszy zawodowe pary taneczne zobaczyłam, kiedy miałam 10 lat. Grupa tancerzy przyjechała do naszej szkoły, aby znaleźć chętne osoby do nauki tańca. Po prezentacji w ich wykonaniu tańców towarzyskich, bardzo wielu uczniów było chętnych do uczestnictwa w prowadzonych przez nich kursach tańca. Na pierwsze spotkanie zgłosiło się ponad 100 osób, na kolejne sukcesywnie mniej. Po pięciu miesiącach zostało nas kilkanaście osób, a ja – z moim nowym partnerem – zostałam wytypowana do pierwszego tanecznego turnieju, który wygraliśmy. I tak to się zaczęło. Połknęłam bakcyla…
Rodzice, widząc moje zainteresowanie i pierwsze osiągnięcia, zaczęli partycypować w moim hobby, opłacali prywatne lekcje tańca, udział w turniejach itp. Zainteresowanie przerodziło się z czasem w pasję – oglądałam systematycznie turnieje zawodowców w telewizji i z kaset. Każdego roku wzrastało moje przekonanie, że taniec to jest to, czym zamierzam się zająć zawodowo. Już pod koniec szkoły średniej zdobyłam takie taneczne szlify, iż mogłam uczestniczyć w międzynarodowych turniejach tańca. W Polsce ukończyłam Wyższą Szkolę Zarządzania i Prawa, zdałam egzamin magisterski, aby ostatecznie wybrać… taniec. Jestem przekonana, że taniec jest moją życiową pasją.
Chcąc podnieść taneczne kwalifikacje, w 2003 roku wyemigrowałam do Nowego Jorku i tutaj zetknęłam się ze środowiskiem salsowym. Nie ma takiego drugiego miasta na świecie, w którym można spotkać tylu znakomitych tancerzy na najwyższym poziomie. Poznałam wielu z nich, nie tylko tancerzy, ale specjalistów – nauczycieli od historii tańca i muzyki latynoskiej. Salsa i bachata stały się moim kolejnym wyzwaniem. Jak każdy ambitny tancerz, dalej się dokształcam i korzystam z prywatnych lekcji. Kilkanaście razy w roku uczestniczę w różnych kongresach tanecznych. Na kongresy zapraszani są najlepsi instruktorzy i specjaliści z całego świata, co daje wspaniałą szansę na pogłębienie wiedzy tanecznej i odkrywanie nowych stylów tańca takich jak: pachanga, kizomba, taniec afro-kubanski, tradycyjna samba brazylijska, cumbia i wiele innych egzotycznych tańców, o których nigdy wcześniej nawet nie słyszałam. Od dwóch lat zapraszana jestem na kongresy jako instruktor salsy i bachaty, co jest dla mnie wielkim wyróżnieniem.

To bardzo interesujące – Polka propagatorką tańców latynoskich, mistrzynią interpretacji, szczególnie tych mniej popularnych stylów, np. bachaty. To niewątpliwie cząstka pani wkładu w rozwój kultury światowej. Czy edukacja taneczna przebiega w ten sam sposób, jak na przykład edukacja muzyczna?
Nie, zupełnie inaczej, bo nie istnieją jako takie taneczne szkoły podstawowe, średnie czy wyższe. Po osiągnięciu pewnego poziomu umiejętności tanecznych, uczymy się tańca prywatnie u specjalistów, a następnie u samych mistrzów, czyli medalistów. Nagrody w turniejach tanecznych świadczą o osiągnięciu wysokiego poziomu tanecznego i zakwalifikowania się do takiej, a nie innej grupy tanecznej.
Oto kilka moich osiągnięć: 1. miejsce – w parze z Alfredem Pena – w bachacie (http://www.youtube.com/watch?v=IIIj3rNLHJs) i 2. miejsce w salsie w kategorii zawodowców (http://www.youtube.com/watch?v=bor3qqZwxp8) na Otwartych Mistrzostwach USA, które odbyły się w dnaich 7-9 lipca 2011 roku w Oakland w Kalifornii; 3. miejsce na Otwartych Mistrzostwach Świata zawodowców w salsie w San Juan, Puerto Rico w 2008; 5. miejsce na Otwartych Mistrzostwach Świata w salsie zawodowców w San Juan, Puerto Rico w 2009; 3. miejsce w salsie na Mistrzostwach Wschodnich Stanów w 2008 r. w Bostonie (2008 Eastern United States Dancesport Championships – Professional salsa division).

 

Wystąpiła pani w kilku bardzo ciekawych i doskonale się prezentujących sukienkach, czy nie ma pani problemu ze zdobyciem tych ważnych tanecznych akcesoriów?
Jedna pasja pociągnęła za sobą drugą, są bardzo mocno ze sobą połączone właśnie poprzez taniec. Projektowanie i szycie kreacji do tańca to kolejna z moich pasji. To wcale nie jest łatwe zadanie. Trzeba tutaj uwzględniać wiele czynników: rodzaj i styl tańca, poziom zaawansowania tanecznego, figurę i urodę tancerki – szczególnie, jeśli chodzi o krój i fason sukienki oraz rodzaj i kolor tkaniny wykorzystanej do danej kreacji. Ponadto trzeba dokonać odpowiedniego doboru zdobień takich, jak: frędzle, pióra, gipiury, cekiny i kryształowe kamienie. Na szczęście mieszkam w Nowym Jorku – mieście wymarzonym dla projektantów, gdzie dostęp do materiałów, ozdób i rożnorodnych akcesoriów jest nieograniczony. Począwszy od szkoły średniej wszystkie moje sukienki projektowałam i szyłam sama – i tak zostało do dziś. W każdym tańcu występuję w innej sukience, która stanowi niepowtarzalny egzemplarz – projektuję i wykonuję tylko pojedyncze sztuki. Kiedyś szyłam sama, aby odciążyć budżet moich rodziców, ponieważ stroje to bardzo kosztowny wydatek dla tancerzy, szczególnie tancerek, które uwielbiają je zmieniać. Po wielu latach projektowania i szycia kreacji, tak zwaną metodą prób i błędów, doszłam do perfekcji i w tej pasji. Robię to z przyjemnością. Sprawia mi ogromną satysfakcję fakt, kiedy moi przyjaciele i znajomi proszą mnie o pomoc w wyborze czy zdobyciu kreacji dla siebie lub swoich dzieci. W szkole, w której aktualnie pracuję, podobnie jak i w poprzednich miejscach, oprócz pokazów czy turniejów tańców, w których biorę udział, równolegle odbywa się wystawa moich kreacji tanecznych, zawsze z dużym aplauzem i uznaniem.
Urodziłam się po to, aby tańczyć. Bo taniec to nie jest to co robię, ale kim jestem…

Bardzo dziękuje pani za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych turniejach.

Autor: ELŻBIETA POPŁAWSKA