Urokliwe wieczory z syberyjskim bardem

0
4


Evgen Malinowski przyjechał do Nowego Jorku na krótko, tylko na dwa tygodnie. Na powitanie dopadło go przeziębienie, ale spiął się, pozbierał i wystąpił w kilku miejscach. Zaśpiewał, bo śpiewanie jest w jego naturze, bez tego – jak podkreśla – nie potrafiłby żyć.
Przyleciał w piątek, a już w sobotę wieczorem pojawił się w pubie Zoom w Wallington, najbardziej polskim mieście w stanie New Jersey. Na co dzień gra tu zespół Zbyszka Dery i inne kapele rockowe. Przychodzą tu głównie młodzi ludzie, aby wypić piwo czy drinka, pogadać w fajnej atmosferze, pobawić się. Na koncert Evgena nie przyszło wiele osób, ale ci, którzy przyszli, wiedzieli po co i dlaczego.
A on stanął na scenie, w lekkim półmroku (czasami jedynie światło omiatało jego twarz z lekkim zarostem), w niedbale rozpiętej koszuli, z gitarą w ręku. Uderzył w struny i zaśpiewał pieśń Włodzimierza Wysockiego „Moskwa – Odessa”. A potem „Pieśń o przyjacielu”. Jest to pieśń o tym, że jeśli chcesz się przekonać, czy ktoś jest twoim przyjacielem, to idź z nim w góry, a w trudnych warunkach szybko się dowiesz, kim on naprawdę jest… I zaśpiewał pieśń Bułata Okudżawy o tym, jak bardzo chciał on zebrać przyjaciół przy okrągłym stole, napić się z nimi i porozmawiać o życiu. I „Wańkę Morozowa” i „O Wołodii Wysockim”…

Słuchacze mieli ten komfort, że – jak zapowiedział wcześniej artysta – mogli z nim wymieniać uwagi i prosić o wykonanie konkretnego utworu. I tak się działo. Ktoś zażyczył sobie „Trzy miłości” Okudżawy, ktoś inny „Ona była w Paryżu” Wysockiego.
Usłyszeliśmy też pieśń Siergieja Trofimowa o tym, jak babcia opowiadała mu bajki, w których prawda i miłość zawsze zwyciężały. Trofimow stwierdza na koniec, że wychowanie wyniesione z domu, to, czego go nauczyli rodzice i dziadkowie – to są święte wartości, których nigdzie nie kupisz i których nikt ci zabrać nie może.
Evgen zaśpiewał też pieśń Aleksandra Rozenbauma o tym, że jeśli leczyć – to porządnie, jeśli latać – to wysoko, a jeśli kochać – to na zawsze!
Evgen Malinowski niemal każdy utwór poprzedzał wyjaśnieniem, w jakich okolicznościach powstał, bądź związane z nim historie. Opowiadał na przykład o tym, że zarówno Okudżawa, jak i Wysocki, długo nie mogli wyjechać ze Związku Radzieckiego, a kiedy wyjechali na chwilę do Polski, nie mogli oficjalnie występować, a broń boże, aby ich koncert był nagrywany. Każdy ich krok w Związku Radzieckim i w Polsce był śledzony, a przecież – ryzykując, narażając siebie i słuchaczy – śpiewali w prywatnych domach. Tyle że nie ma żadnych nagrań z tych koncertów. Pozostała tylko ludzka pamięć.

Następnego dnia, w niedzielę 17 marca, przy wypełnionej do ostatniego miejsca Druch Studio Gallery w Trenton (dosłownie nikt już nie mógł wejść do środka) Evgen Malinowski również dał koncert, o jakim się marzy. Zaczął od utworu Okudżawy o Wysockim. Był to inny koncert od tego w Zoomie. Przede wszystkim tutaj słuchacze byli na wyciągnięcie ręki, ściśnięci obok siebie. No i trochę inny był repertuar.
Na koniec syberyjski bard zaśpiewał piękny utwór Aleksandra Dolskiego „Zdrastwuj Polsza” (witaj Polsko). „Kiedy usłyszałem ten utwór dwa lata temu – przeżyłem wstrząs – opowiadał Evgen Malinowski. – Byłem pod takim wrażeniem, że postanowiłem włączyć go do swego repertuaru. I za każdym razem przeżywam go tak, jakbym go śpiewał pierwszy raz”.
A potem wszyscy na stojąco bili mu brawo i dziękowali za wzruszający koncert. Jako że następnego dnia artysta obchodzić miał urodziny, gospodarz galerii Ryszard Druch wręczył bardowi szampana, a widzowie zaśpiewali mu „Sto lat”.

Siedziałem zarówno w Zumie, jak i w Druch Gallery, wpatrzony w barda jak w obraz. Słuchałem jego opowieści i śpiewu zauroczony. Zrozumiałem po co Evgen Malinowski to robi – to znaczy po co śpiewa utwory Wysockiego, Okudżawy, Rozenbauma – czyli „Wielkiej Trójcy” rosyjskiej poezji śpiewanej, buntowników z okresu komunistycznej władzy. Kiedy zamknąłem oczy miałem wrażenie, jakbym słyszał samego Wysockiego. Ta sama barwa głosu, ta sama ekspresja, to samo świetne wykonanie… Nie wszyscy wtedy ich słuchali, nie wszyscy chcą słuchać tych utworów dzisiaj. Pamiętam, że w tamtych, moich czasach studenckich, kiedy na imprezach, po spożyciu, zmienialiśmy rektora uczelni, obalaliśmy polski komunistyczny rząd i w ogóle ustrój komunistyczny – to przecież potem śpiewaliśmy właśnie utwory Okudżawy czy Wysockiego, i to po rosyjsku.
I Evgen przypomniał mi tamte chwile… Jestem mu za to wdzięczny. Przypomniał mi też, że twórczość Wysockiego czy Okudżawy jest ponadczasowa, ponadustrojowa, ponadnarodowa… I nie można, nie wolno takich twórców zapomnieć. A że Evgen robi to świetnie – tym lepiej.

Podczas koncertów Evgen śpiewa głównie po rosyjsku, ale także po polsku, akompaniując sobie na gitarze akustycznej. Przyznał się, że ma cztery gitary, ale najbardziej lubi tę z Australii. Komentarze poprzedzające każdy utwór stanowią nieodłączny element jego koncertów. Niebanalne, autorskie aranżacje Evgena pozwalają słuchaczom na nowo odkrywać znane pieśni. Śpiewa potężnie, ekspresyjne, a innym razem delikatnie i subtelnie – jego interpretacje nie pozostawiają nikogo obojętnym. Tłumaczy na język polski wiele utworów swoich idoli, obiecuje też, że będzie coraz częściej śpiewał również własne utwory.
Można go posłuchać w domu, bo nagrał niedawno płytę „Śladem Okudżawy”. Jest to trzecia płyta z cyklu „Syberyjski bard zaprasza” – po „Prologu” (2006) i „Tropami Wysockiego – pieśni narowiste” (2008). Oczywiście znacznie lepiej słuchać go na żywo. Jeśli zatem komuś poezja w sercu gra, jeżeli poezja sprawia, że czyjeś życie staje się piękniejsze i lepsze, to Evgena trzeba zobaczyć, trzeba go posłuchać. Bo robi to świetnie.

„Słów mi brakuje na wyrażenie zachwytu i wzruszenia… po prostu wspaniały. Do dzisiaj chodzę jak 'zaczadzona', w duszy mi stale śpiewa – napisała do mnie Małgorzata Gąsienica-Małek kilka dni po koncercie syberyjskiego barda w Galerii Drucha. – To dla mnie wspomnienia z gór, ze schroniska, gdzie słyszałam niektóre piosenki 30 lat temu! A piosenki Okudzawy – to czasy studiów, rajdy, ogniska… Kiedy je usłyszałam podczas koncertu… to ogarnęło mnie wzruszenie i nieprawdopodobna fala wspomnień! Mam CD Malinowskiego z utworami Wysockiego – słucham i słucham”.
Gdyby pozwolić mu pójść na całość, to pewnie śpiewałby i czarował do rana. A krzepę ma okrutną – w końcu jest Sybirakiem. Urodził się na Syberii. Kiedyś jego dziadek, jeszcze przed rewolucją, dobrowolnie wyemigrował z Polski, aby na dalekiej Syberii szukać złota.

Podczas koncertów opowiada troszeczkę o sobie, aby publiczność lepiej go poznała, zrozumiała, po co to robi. Opowiada o tym, że już dawno postanowił opuścić Syberię i wyruszyć w świat, aby znaleźć takie miejsce na ziemi, gdzie muzyki nie ograniczają żadne zakazy i czarne listy. Jako nastolatek dowiedział się, że jego dziadek był Polakiem. Ciekawość ojczyzny dziadka zadecydowała o wyborze pierwszego etapu drogi za zachód. 2 lipca 1992 roku wysiadł na warszawskim Dworcu Gdańskim. Przywitały go zgliszcza niedawno spalonego dworca. W kieszeni miał dwa dolary amerykańskie, a w bagażu dwie gitary.
Polska miała być tylko przystankiem w jego podróży na Zachód. Okazała się być miejscem docelowym. Już ponad 20 lat mieszka i pracuje w Warszawie. Imał się różnych zawodów: malował ściany, mył okna, szył kurtki… i marzył o tym, aby grać na scenie muzycznej i spełnić się jako aktor. Długo nie musiał czekać. W 1993 r. rozpoczął – trwającą do dziś – przygodę z filmem „Opowieściami weekendowymi” nakręconymi przez Krzysztofa Zanussiego. Niewiele później zagrał w „Ekstradycji”. Potem przyszły kolejne role, m.in. w filmie „Quo vadis”, serialach „Na dobre i na złe”, „Pensjonat pod różą”, „Kryminalni”. W sumie zagrał w 30 filmach i serialach. Ukończył studia na Wydziale Aktorskim Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia w Warszawie. Występuje na scenie Teatru Polonia w roli Włodzimierza Wysockiego, w spektaklu „Rajskie jabłka” Raszyda Tuguszewa.

Na każdym koncercie jest inny, zmienia repertuar, zaskakuje czymś nowym. „Nie mam żadnego gotowego scenariusza, każdy koncert jest inny i musi być inny” – powiedział Evgen spotkaniu u Drucha w Trenton.
Evgen zawsze na zakończenie koncertu życzy wszystkim „syberyjskiego zdrowia”, bo wie, że aby tam żyć, trzeba być twardym. Powinien też życzyć wszystkim „syberyjskiego serca” – ciepłego i wrażliwego – jak jego!


Evgen Malinowski jeszcze zaśpiewa:
Sobota, 23 marca – Polish National Hall,  10 Hendrick Ave., Glen Gove, NY 11542, godz. 7:00 pm.
Niedziela, 24 marca – Europa Club, 98 Meserole Ave., Brooklyn, NY 11222, godz. 3:30 pm.

Autor: JANUSZ M. SZLECHTA