W poniedziałek, jak zwykle…

112

O godzinie 8:30 pojawili się pierwsi seniorzy. Wchodząc do sali spoglądali na świetny plakat, który wisi na głównym, frontowym filarze. Plakat ten, zatytułowany "Marzenie seniora", wykonał jeden z klubowiczów, architekt Ryszard Duda. Marzenia te, jak wynika z wizerunku artysty, kiedyś były otwarte, piękne, sięgające daleko, a teraz często zastępuje je smutek. Ale tu i ówdzie pojawia się promyk nadziei, że jednak w Nowym Jorku można znaleźć piękne miejsca i przeżyć jeszcze piękne chwile.


Wszyscy witali się serdecznie, po czym badali sobie ciśnienie i zasiadali do stołów, aby zjeść śniadanie, które już na nich czekało. Śniadanie przygotowywali wspólnie: Janusz Skowron – dyrektor Klubu „Amber” i Artur Skowron – artysta, nauczyciel angielskiego i człowiek od komputerów. Był pyszny chleb, kilka rodzajów białego sera (do wyboru), żółty ser, pokrojone ogórki, wędlina, sałata, kawa, herbata, woda i soki owocowe…
„Ja robię zakupy i potem przygotowuję śniadania. Staram się, aby każdego dnia było coś innego” – powiedział Janusz Skowron, krojąc pomidory.
Początkowo rozmowy się nie kleiły, bo smutna wiadomość je przytłumiła: oto jedna z klubowiczek, pani Ania (Genowefa) Weber, dzień wcześniej trafiła do szpitala. Wszyscy martwili się o nią, próbowali zasięgnąć informacji, co się stało. Na szczęście nie były to te złe informacje i za kilka dni pani Ania powinna znów pojawić się w klubie.
Dzisiaj dojechało 14 osób. Po śniadaniu przyszedł czas na yogę. Janusz Skowron włączył specjalny program, prowadzony przez profesjonalnych instruktorów. Seniorzy, obserwując na dużym monitorze instruktorów, ćwiczyli wraz z nimi. Zajęcia trwały około 20 minut.
Potem, jak w każdy poniedziałek, rozpoczęła się lekcja angielskiego. Wiele osób mówi kiepsko po angielsku, więc uczą się podstawowych zwrotów i słów, które ułatwiają zakupy, porozumienie się w podstawowych sprawach, jak np. kupno biletu czy wyjaśnienie lekarzowi, co w danym momencie dolega. Artur Skowron prowadził zajęcia spokojnie i powoli, aby słowa i zwroty utrwaliły się w pamięci.

KAŻDEGO DNIA SENIORZY UCZĄ SIĘ CZEGOŚ NOWEGO
We wtorki uczą się obsługi komputerów, a także rozmawiają o zdrowiu (np. co robić, aby dobrze spać, jak sobie radzić z Alzheimerem). Często na te spotkania zapraszani są lekarze albo farmaceuci (gościł tu np. Marek Wójcicki, właściciel Markowej Apteki na Greenpoincie). W środy rozmawiają o ciekawych książkach, które przeczytali, i oglądają filmy podróżnicze. Bywa, że ci, którzy wiele podróżowali, opowiadają o tych podróżach, o miejscach, które udało im się zobaczyć oraz o ludziach, których mieli szczęście poznać. W czwartki uczą się angielskiego i wspólnie oglądają Teleexpress. W piątki śpiewają, utworzyli nawet własny chór. Na akordeonie gra wówczas Michał Dżumaga albo Artur Skowron na keyboardzie. Są też śpiewy i tańce oraz torty dla osób, które w mijającym tygodniu obchodziły urodziny bądź imieniny.
Seniorzy przy okazji świętują urodziny wybitnych osób, jak chociażby polskiego papieża Jana Pawła II. Świętują też Dzień Kobiet, Dzień Matki czy Dzień Ojca. Każdego dnia jest też czas na grę w brydża, szachy czy warcaby. W piątki odbywa się prezentacja tropikalnych owoców. Rozkoszowali się już aloesem, mango i kumkwatem. Popijali herbatę z gingerem przyniesionym przez pana Janusza z jego ogrodu.
Działa tutaj Klub Poetów „Telimena”, który przygotowuje się do wydania trzeciego już zbioru wspomnień, wierszy i opowiadań. W Dniu Ojca Michał Dżumaga zaprezentował wiersz zatytułowany „Tata”, który napisał dla swojego ojca:

Szedł co dnia w pole, nie mógł doczekać się lata,
w pocie i trudzie orał swe pole – to był mój tata!

Ojcze! Rolniku kochany, gdzie teraz jesteś?
Wiem, jesteś w niebie, u boku mojej mamy.

Obchodzę różne rocznice i święta, choć dawno nie żyjesz,
choć tego nie czujesz, o Tobie zawsze pamiętam.

Jak byłem mały, piękne historie z życia mi opowiadałeś
o frontach, o wojnach, w których dzielnie walczyłeś.

Dałeś mi rady na twarde życie, jak dać innym dużo serca.
Za to, nie tylko w Dniu Ojca, dziękuję i zawsze pamiętam.

1 czerwca 2014 roku, podczas Dnia Dziecka dla Seniorów, wystąpił kabaret „Cukier”. Zaangażowało się w tę specyficzną działalność 10 osób. Zgodnie postanowili, że kabaret będzie dalej działał…
Seniorzy spotykają się też z zapraszanymi ciekawymi osobami. W maju spotkali się z Ireną Bień, autorką książki „24 piętra do nieba”, a w kwietniu z reżyserem filmowym Tomaszem Magierskim. W sierpniu odwiedziła seniorów dr Magda Kapuścińska, prezes Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku. Kiedy członkowie Klubu „Amber” dowiedzieli się, że Instytutowi Piłsudskiego grozi upadek, zostali jego członkami i wpłacili składki po 50 dolarów.

JESTEM TUTAJ, BO…
„Jestem pierwszą osobą, która zapisała się do Klubu 'Amber'. Było to 1 marca 2013 roku. Przyszła do mnie do domu pielęgniarka i zostałam zaakceptowana – opowiada o swojej bytności w klubie Wiesława Pasternak. – I jestem tu do dziś, bo jest mi dobrze. Są tu fajni ludzie i dużo fajnych rzeczy się dzieje. A jak wchodzi się do sali, to wkracza się w świat pełen dobrego światła i pięknych kwiatów. Od razu nabiera się pozytywnej energii i chce się żyć” – dodała.
Po lewej stronie, zaraz za drzwiami wejściowymi, usytuowane są: gabinet dyrektora, pracownia komputerowa i sekretariat. Po prawej stronie jest lodówka i całe zaplecze kuchenne. Kilka kroków dalej i jesteśmy już na Florydzie: mnóstwo tu kwiatów i drzewek w dużych i małych doniczkach, ustawionych w oknach. A na końcu ogromnej sali, po prawej stronie jest… Alaska. Tam znajdują się: biblioteka, telewizor, sprzęt nagłaśniający, zaplecze malarskie, no i maszyna do szycia. Bo jest kilka osób, które świetnie szyją.
„A ja zapisałam się do klubu dokładnie miesiąc później – 1 kwietnia – opowiada Teresa Stefanowicz. – Mieszkam na Astorii, jest to dzielnica Queensu. Lekarz zalecił mojej 92-letniej przyjaciółce, aby była bliżej ludzi. Jej córka długo się nie zastanawiała i zapisała mamę i mnie do klubu 'Amber'. Zostałyśmy przyjęte. Od razu zaczęłam uczyć się angielskiego. Tyle tutaj się dzieje, że trudno się nudzić. Pan Janusz ma zawsze jakieś pomysły i propozycje: a to ciekawe pogadanki, a to dyskusje o ciekawej książce, oglądanie wystaw, wycieczki… Zapisałam się od razu do Klubu Poetów 'Telimena'. No i realizuję swoje pomysły: maluję, piszę wiersze, zaangażowałam się w kabaret. Z okazji 'urodzin miesiąca' robię specjalne pocztówki dla jubilatów” – podkreśla pani Teresa.
„Ja też należę do Klubu 'Telimena', bo zdarza mi się pisać wiersze” – dodaje pani Wiesława.
„W naszym wieku każdy ma różne przypadłości, stąd też obiady są robione specjalnie dla danej osoby – wyjaśnia Michał Dżumaga, który uczestniczy w zajęciach klubu wraz z żoną Franciszką. – A obiady są pyszne, bo przygotowują je sprawdzone polskie kucharki. Obiad zazwyczaj podawany jest o godzinie 12:30 po południu. A potem trzeba wracać do domu. Ale we wtorek, i w środę… tu wrócimy”.

WIEŻOWIEC SENIORÓW NAD EAST RIVER
Piękna pogoda zachęcała do spaceru. Przed obiadem wyruszyliśmy więc nad Rzekę Wschodnią. A celem tego spaceru było postawienie własnego wieżowca nad tą ogromną i piękną rzeką.
Dwa lata temu zawitał do Nowego Jorku znany polski rysownik satyryczny Szczepan Sadurski, założyciel Partii Dobrego Humoru. Tak mu się spodobało miasto, a zwłaszcza drapacze chmur, że postanowił postawić tu… własny wieżowiec. I postawił go na dolnym Manhattanie. Był piękny, z papieru i nikomu nie przeszkadzał.
Seniorzy, w ślad za Szczepanem Sadurskim, postanowili postawić własny wieżowiec. Przygotowali go wcześniej, już w piątek. Był z kartonu. Niósł go sam Janusz Skowron.
Szliśmy India Street w kierunku rzeki, oglądając po drodze piękne murale wymalowane na zaniedbanych niegdyś domach. Dzięki temu i domy, i ulica nabrały blasku.
Dotarliśmy do East River Ferry. Weszliśmy na molo i udaliśmy się w kierunku przystani, skąd odpływają statki pasażerskie. Statek – to najszybszy sposób dotarcia z Greenpointu na Manhattan. Za jedyne 4 dolary można być już po kilku minutach po drugiej stronie rzeki Hudson. Wiele osób korzysta z tej możliwości. Patrzyliśmy na ludzi wsiadających na statek, a potem śledziliśmy wzrokiem statek, który z pasażerami na pokładzie zmierzał ku światu pełnemu wieżowców.
Janusz Skowron postawił papierowy wieżowiec seniorów na metalowej barierce, z pomocą kilku osób ustawił go odpowiednio, po czym przymocowali go wspólnie, aby nie upadł. W zachwycie patrzyliśmy, jak pięknie się prezentował ten nasz wieżowiec na tle manhattańskich. Oczywiście upamiętniliśmy ten moment na zdjęciach.
Od tej pory wieżowiec ten jest dodatkową siedzibą Klubu „Amber”. Każdy członek klubu może tu przyjść i zapukać do bramy… do swojej bramy!
Niespiesznie wracaliśmy do klubu. Wszyscy mieli roześmiane twarze i wnieśli radość do ogromnej sali. Aby tę radość podtrzymać, dyrektor Skowron wręczył 15 osobom legitymacje członkowskie Partii Dobrego Humoru. Jako pierwszy otrzymał ją Michał Dżumaga. Niełatwo jest sprostać wymaganiom, aby być posłusznym i lojalnym członkiem, bowiem składka członkowska jest bardzo wysoka, bo aż… trzy uśmiechy dziennie!
A potem przyszedł czas na obiad. Zjedliśmy go ze smakiem, bez pośpiechu. Potem klubowicze żegnali się prostym „do jutra”. Bo jutro też przecież będzie dzień w „Amber”. I znowu ma to być dobry dzień.

WYSTARCZY PRZYJŚĆ I ZAREJESTROWAĆ SIĘ
Amber Health Social Day Care Center – Centrum Dziennej Opieki dla Seniorów „Amber” na Greenpoincie, oferuje pełen zakres aktywności, zarówno w ramach zajęć terapeutycznych, jak i rekreacyjnych. Stworzyli go, z myślą o Polakach, dwaj lekarze: Cezary Borawski i Kamil Ata. „Amber” funkcjonuje od 1 marca 2013 roku. Początkowo działał na Williamsburgu, a od września 2013 roku posiada stałą siedzibę w polskiej dzielnicy Greenpoint w Nowym Jorku, przy 71 India Street. Do klubu należy ponad 50 zarejestrowanych członków, a ich liczba wciąż rośnie. W okresie wakacyjnym sporo osób wyjeżdża do Polski.
Do Amber Health mogą wstąpić seniorzy mający ubezpieczenie Medicaid, a także Medicare i Medicaid. Po zarejestrowaniu, seniorzy mogą korzystać ze wszystkich świadczeń oraz zajęć, jakie to centrum opieki oferuje codziennie w dni robocze, od godziny 9 rano do 1:30 po południu. Mają zapewnione bezpłatne, ciepłe posiłki – śniadanie i obiad – oraz podstawową opiekę medyczną. Osoby dojeżdżające mają zwracane pieniądze za dojazd. Za wszystko płaci Medicaid. Osoby, które przychodzą codziennie na zajęcia, mają także zagwarantowaną bezpłatną pomoc w domu. W umówionym czasie przychodzi do nich home attendant, czyli kompetentna osoba, która posprząta, zrobi zakupy, przygotuje posiłek i zrobi pranie.
Nowoczesne, przestrzenne, pełne światła pomieszczenia Amber Health oraz otwarci i uśmiechnięci opiekunowie sprawiają, że jest tutaj świetna atmosfera i chce się tutaj być, bo… jest to mały kawałek Polski. Wystarczy się zdecydować i przyjść. A są jeszcze wolne miejsca. Wszelkie informacje udzielane są pod numerami telefonów: 718-388-8388 lub 347-971-1938, ale najlepiej zgłosić się osobiście. Adres Klubu „Amber”: 71 India Street, Brooklyn, NY 11222.
„Jeśli ktoś tutaj wpadł na chwilę, to na ogół zostaje na dłużej” – twierdzi Janusz Skowron.

Autor: JANUSZ M. SZLECHTA