Wakacje pod namiotem

238
Wieczorne ognisko przed namiotem zawsze jest wielką atrakcją dla dzieci FOTO: PAULINA

W tym roku bardzo popularne stały się wakacje pod namiotem. Ten styl uprawiania turystyki zyskuje coraz więcej zwolenników nie tylko dlatego, że wiele osób pragnie odpoczynku na łonie dzikiej przyrody, ale zapewnia on w miarę bezpieczne urlopowanie w dobie obostrzeń związanych z koronawirusem.

Długie zamknięcie w domach sprawiło, że większości z nas marzą się wakacyjne podróże. Zapał ten studzą wiadomości o trwającej nadal pandemii i związanych z nią restrykcjach. Okazuje się, że jednak można pozwolić sobie na wyjazd, nie tylko bezpieczny, ale i w miarę tani. Wakacje pod namiotem – nawet kilkudniowe – mogą być wielką odmianą w naszej codzienności i powodem do radości i dla starszych, i dla dzieci.

DOM ZAMIENIONY NA NAMIOT
„Marzyłam o tym wyjeździe od dawna – opowiada pani Justyna. – Stwierdziłam, że nie będziemy korzystać z hotelu, bo w dalszym ciągu obowiązują różne ograniczenia. A poza tym jeśli jedziemy, to nie po to, aby dom zamienić na hotel. Moja propozycja dla rodziny brzmiała: albo zostajemy w domu, albo jedziemy pod namiot”.
Ta druga wersja wakacji była o wiele fajniejsza, tym bardziej że 5-letni synek Antoś lubi przygody, lubi oglądać i poznawać nowe rzeczy. No a pani Justyna jest z Mazur i każde lato w latach młodzieńczych spędzała pod namiotem, najchętniej nad jeziorem.
Jednak z wyjazdem od razu zaczęły się problemy. Pani Justyna i jej mąż zarezerwowali sobie na wyjazd weekend w pierwszej połowie lipca. Ale w piątek cały dzień padał deszcz, no i szalały potężne wichury. W sobotę pogoda też była kiepska. To nie był dobry czas na wypoczynek pod namiotem. Zadzwonili więc do właściciela ośrodka wypoczynkowego w północnej części stanu New Jersey, gdzie mieli rezerwację, i uzgodnili, że przyjadą dopiero w poniedziałek, również na trzy dni. Udało im się, bo pogoda podczas pobytu była wspaniała.
„To był nasz pierwszy rodzinny wyjazd z namiotem. No i mieliśmy fajne towarzystwo – podkreśla pani Justyna – bo pojechaliśmy ze znajomymi, którzy mają dwóch synów: jeden ma 5 lat, czyli tyle co nasz Antoś, a drugi jest o dwa lata starszy. Mieliśmy namioty, śpiwory, cooler i wszystko to, co trzeba wziąć pod namiot”.
Kemping, który wybrali nas rozmówcy, położony jest w pobliżu jeziora. Są tam korty tenisowe, baseny i plac zabaw dla dzieci. Obecnie na jego terenie może przebywać mniejsza niż zazwyczaj liczba osób, bo wciąż obowiązują obostrzenia i musi być zachowany dystans między ludźmi. Korzystanie z obiektów na kempingu było też ograniczone pewnymi nakazami, np. jeśli ktoś chciał popływać w basenie, musiał zgłosić to odpowiedzialnej za niego osobie, która wpisywała chętnego do grafiku o ustalonej godzinie. Mimo tych lekkich niedogodności pani Justyna podkreśla, że wyjazd pod namiot to obecnie świetny pomysł na odpoczynek. „Martwiłam się jedynie, jak nasz syn w takim miejscu się odnajdzie, a tymczasem on miał większy fan niż my – mówi pani Justyna. – Dzieci cieszyły się, jak rozpalaliśmy ognisko, a potem piekliśmy kiełbaski. Biegały po lesie z latarkami na głowach. To była dla nich świetna zabawa, bo czegoś takiego wcześniej nie przeżyły. Dla nas też był to doskonały relaks. Ja odpoczęłam przede wszystkim psychicznie od codziennych zajęć i obowiązków. Mieliśmy w pobliżu jezioro, a także dobrze funkcjonujące łazienki, była dobra woda do picia, mieliśmy także prąd. Byliśmy więc w dzikim terenie, ale z dostępem do cywilizacji”.

ATRAKCYJNIE I RADOŚNIE
„Po raz pierwszy od dziesięciu lat pojechałam wreszcie pod namiot. Wcześniej nasi synowie byli za mali, więc nie jeździliśmy z nimi na takie wyprawy. Teraz już na tyle podrośli, że mogliśmy zdecydować się na tego rodzaju wypoczynek. Na naszą decyzję wpłynęła także trwająca wciąż pandemia koronawirusa i ograniczenia związane z podróżami. Wraz ze znajomymi byliśmy na kempingu dwie noce i trzy dni. Najwięcej czasu spędzaliśmy w wodzie – wspomina pani Paulina. – Mieliśmy dostęp do pięknego jeziora. Można było wypożyczyć kajaki, pontony i łódki. Pochodziliśmy też trochę po okolicy, bo to bardzo ładne miejsce. Nasi mężowie wypłynęli pontonem na jezioro i łowili ryby. Mój mąż złowił basa, którego potem usmażył na grillu. Był pyszny!” – uśmiecha się nasza rozmówczyni.
Pani Paulina zaznacza, że wielką atrakcją dla dzieci było wieczorne ognisko, kiedy piekły sobie kiełbaski albo marshmallow. „A rano odwiedzały nas wiewiórki. Jak zostawiliśmy jedzenie na zewnątrz namiotów, nawet zabezpieczone w torbach, to i tak wiewiórki dobrały się do niego – mówi pani Paulina. – Szczególnie smakowało im awokado. Na nasz widok uciekały z jedzeniem do lasu. Natomiast w poniedziałek wieczorem zobaczyliśmy przy drodze niedźwiedzia, ale był… martwy. Chyba potrącił go samochód”.
Pani Paulina – podobnie jak pani Justyna – uważa, że w czas, kiedy nadal obowiązują nakazy związane z koronawirusem, wyjazd rodzinny z namiotem na łono natury jest bezpieczną opcją. Można wreszcie zmienić otoczenie w którym ostatnio spędziło się kilka miesięcy, popatrzeć na piękną przyrodę, odpocząć i jednocześnie mieć wiadomość, że nie naraża się bliskich na zakażenie i chorobę.

WYTCHNIENIE PODCZAS PANDEMII
„Nie jesteśmy już z mężem tacy młodzi, więc ostatnio noclegi wakacyjne rezerwowaliśmy w hotelach – mówi pani Maria. – Ale obostrzenia związane z koronawirusem sprawiły, że znów, jak za dawnych lat, pomyśleliśmy o namiocie. Na szczęście mamy duży, bardzo wygodny, bo służył nam, gdy z dwójką naszych nastoletnich dzieci i z psem spędzaliśmy wakacje na łonie natury, i to w różnych warunkach”.
Teraz pani Maria z mężem wybrali kemping z wszelkimi wygodami, zwracając przy tym uwagę na odległość miejsc biwakowania. Zabrali też ze sobą rowery. „Dzięki temu mogliśmy zwiedzać okolicę bez narażania się na bliskie kontakty z innymi urlopowiczami” – podkreśla nasza rozmówczyni. A ponieważ oboje – mimo pandemii – są mocno zapracowanymi ludźmi, to spokojne śniadania czy wieczorne ognisko we dwoje sprawiły im wiele przyjemności i dały oczekiwane wytchnienie. „Oczywiście chcielibyśmy wybrać się na dłuższe wakacje, by zwiedzać te miejsca w Ameryce, których jeszcze nie widzieliśmy – podkreśla pani Maria – ale w tym roku wolę zachować ostrożność. Zostajemy w domu. Może jeszcze raz wybierzemy się na weekend z namiotem, bo wydaje nam się on dobrym pomysłem na ten bardzo dziwny czas, w którym ciągle jest jeszcze dużo zaleceń i nakazów. Mam nadzieję, że wreszcie nasz świat wróci w dane koleiny i wszystkie urlopy, które są przede mną, będziemy spędzać tak jak dawniej”.