Wanda Lorenc – kobieta, która przeżyła czas zagłady

7

27 stycznia jest Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Ustanowiony został 1 listopada 2005 roku przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych w celu uczczenia pamięci ofiar pomordowanych w czasie II wojny światowej przez hitlerowski reżim.

 


Zdjęcia: Elżbieta Popławska
Wanda Lorenc i Jeff Gottlieb – jeden ze współorganizatorów uroczystości na Queens College, prezes Queens Jewish Historical Society

27 stycznia jest Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Ustanowiony został 1 listopada 2005 roku przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych w celu uczczenia pamięci ofiar pomordowanych w czasie II wojny światowej przez hitlerowski  reżim.

Odwołując się wydarzeń historycznych to holokaust miał doprowadzić do "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej", czyli wymordowania całego narodu. W publikacjach ten termin bywa używany w bardzo szerokim znaczeniu, szczególnie w odniesieniu do ludobójstwa innych grup społecznych i narodowych, eksterminacji innych grup etnicznych. Pamiętamy, że polityka Hitlera wobec Polaków zakładała  również eksterminację elit naukowych i kulturalnych.
W lutym 2011 roku Queens College Center for Ethnic, Racial & Religious Understanding zorganizowało sympozjum w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Sponsorami i współorganizatorami były: United Nations Association, Queens College, Queens Jewish Historical Society, The Polish-Jewish Dialogue Committee oraz wiele innych organizacji. W spotkaniu uczestniczyło ponad 300 osób z wielu krajów świata, w których ludobójstwo miało miejsce i w których jeszcze dochodzi do przemocy na tle rasowym i religijnym.
W imieniu swoich narodów głos zabrali: dr Hratch Zadoian z Armenii, dr Yaa-Lengi Ngemi z Konga, Ndi Chan z Kambodży, Marta Flores-Vazquez z Gwatemali, imam Bajram Mulić z Bośni i dr Jean Lau z Chin. Wszyscy opowiadali o łamaniu praw człowieka w ich krajach w czasie teraźniejszym. O holokauście, ludobójstwie w czasie II wojny światowej, okupacji hitlerowskiej w Polsce opowiedziała Wanda Woś-Lorenc, Polka – katoliczka, naoczny świadek tamtych czasów, członkini Narodowych Sił Zbrojnych, uczestniczka powstania warszawskiego jako sanitariuszka Armii Krajowej, więźniarka polityczny obozów koncentracyjnych we Flossenburg, Ravensbruck i Spandau.
Wanda Lorenc udzieliła wywiadu "Nowemu Dziennikowi".

Dziękuję, że zechciała pani po raz kolejny przywołać ten najsmutniejszy dla pani czas. Dla osób, które urodziły się po II wojnie światowej, była to interesująca lekcja historii.
To jest ten motyw, dla którego spotykam się z młodzieżą polonijną, aby jak najwięcej wiadomości z okresu II wojny światowej i o czasach powojennych, komunistycznych, przekazać młodym ludziom, szczególnie tutaj, w USA. Młodzieży czasem trudno uwierzyć, że takie wydarzenia miały miejsce. Dlatego cieszę się, że tyle osób było na sympozjum i tak wiele z nich było zainteresowanych moją – a tym samym polską – historią.

Z pani odczytu dowiedziałam się, że w czasie niemieckiej okupacji pani rodzice uratowali 12 osób pochodzenia żydowskiego. Jak pani to pamięta?
Całą sprawą zajmował się mój ojciec ze starszym bratem Pawłem Zenonem Wosiem. Ja, jako najmłodsza, nie brałam udziału w tej akcji, nie znałam szczegółów, ale wiedziałam, że moja rodzina pomogła w ucieczce z getta 12 osobom i ukryła je w bezpiecznym miejscu na kilka miesięcy. Wszyscy ocaleni Żydzi przeżyli i mieszkają w Izraelu. Po wojnie odszukali naszą rodzinę w Warszawie i do dzisiaj jesteśmy w kontakcie.

W jakim momencie wywieziono panią wraz z całą rodziną do Niemiec?
Począwszy od pierwszego dnia okupacji hitlerowskiej ja i moje rodzeństwo działaliśmy w ruchu oporu – w tym czasie byłam kurierem i pielęgniarką. W 1944 roku, po upadku powstania na Starym Mieście, SS zebrało wszystkich mieszkańców z tego rejonu i wywieziono nas do obozów koncentracyjnych w Niemczech. Wtedy też całą naszą rodzinę deportowano do obozu przejściowego w Pruszkowie. Następnie przetransportowano nas do obozu koncentracyjnego we Flossenburg. Po kilku tygodniach  kobiety zabrano do Ravensbrück – obozu koncentracyjnego dla kobiet. Po paru tygodniach przewieziono nas do obozu w Spandau pod Berlinem – kolejnego obozu dla kobiet. Obrazy z życia obozowego, które przywołuje moja pamięć, to nieludzkie traktowanie  więźniarek przez hitlerowskich oprawców, choroby, głód, ciężka praca fizyczna po 12 godzin dziennie w fabryce produkcji amunicji.
Zimą 1945 roku hitlerowcy ewakuowali obóz przed zbliżającym się frontem. Był to chyba najstraszniejszy obraz, jaki pamiętam – nazwany przez historyków MARSZEM ŚMIERCI. Był to marsz tych, którzy ocaleli, kompletnie wyniszczonych fizycznie ludzi. Idąc potykaliśmy się o ciała swoich przyjaciół współwięźniów. Umierali z wycieńczenia albo zostali zabici – a właściwie dobici – bo nie byli w stanie kontynuować marszu. Kiedy hitlerowcy zostawili nas wreszcie samych na łasce niebios, kontynuowaliśmy równie tragiczny powrót – marsz do Polski. Nocowaliśmy w opuszczonych ruinach albo pod przysłowiowym drzewem, unikaliśmy spotkań z agresywnymi żołnierzami Armii Czerwonej. Na szczęście przeżyliśmy wszyscy. Ja długo wracałam do zdrowia.
Pomimo że życie pod rządami komunistycznymi nie było łatwe, rodzice nie chcieli opuścić Polski. W roku 1948 poślubiłam polskiego lekarza Zbigniewa Lorenca. W 1967 roku udało nam się z czwórką dzieci wyjechać do USA. Na emigracji pracowaliśmy oboje bardzo ciężko. Mąż krótko po przyjeździe miał zawał serca, długi czas chorował. Pomimo wielu przeszkód otworzył własną praktykę lekarską, którą ponad 30 lat wspólnie prowadziliśmy – ja byłam pielęgniarką. Synowie poszli w ślady ojca, zostali lekarzami. Dzisiaj z wielką satysfakcją mogę powiedzieć, że są bardzo znanymi lekarzami i jest to moją największą nagrodą po tym, co przeżyłam.
Po śmierci męża w 1991 roku przeszłam na emeryturę. Od tej pory większość wolnego czasu poświęcam na działalność społeczną w środowisku polonijnym. Jestem wieloletnią członkinią Polskiego Domu Narodowego w Glen Cove na Long Island, aktywną działaczką w Muzeum Polsko-Amerykańskim w Port Washington, członkinią Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, wierną członkinią AK.

Pani Wanda jest osobą bardzo skromną. Warto przypomnieć kilka szczegółów z jej życia. Udostępniła mi dokumenty rodzinne, wyrażając zgodę na ich publikację.
Pani Wanda Lorenc z domu Woś otrzymała następujące odznaczenia i wyróżnienia: Medal Wojska Polskiego – 1970, Krzyż Armii Krajowej – 1990, Krzyż Oświęcimski – 1993, Warszawski Krzyż Powstańczy – 1995, Odznaka Pamiątkowa Żołnierza AK z okazji 50-lecia Powstania Warszawskiego, Odznaka Weterana Walk o Niepodległość, awans na porucznika Wojska Polskiego. Porucznik Wanda Lorenc jest w rejestrze jako więzień polityczny w najbardziej prestiżowych światowych organizacjach upamiętniających ofiary holokaustu: Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie oraz na listach Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie Tracing Service Arolsen.
Rodzice Wandy Lorenc – Paweł i Anna Wosiowie oraz brat Paweł Zenon Woś w czerwcu 1997 roku zostali odznaczeni przez Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem w Jerozolimie medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata przyznawanym osobom, które z narażeniem życia ratowały Żydów podczas II wojny światowej.
Na spotkaniu w Queens College obecny był również Mieczysław Madejski – szwagier Wandy Lorenc, emerytowany inżynier, którego w kilku słowach przedstawiła zebranym. Pan Mieczysław był członkiem batalionu "Zośka", który w czasie powstania odbił warszawski obóz koncentracyjny "Gęsiówka", uwalniając 350 Żydów już skazanych na stracenie następnego dnia. Batalion "Zośka" jako polska jednostka ruchu oporu (druga po Żegocie) otrzymał medal Instytutu Yad Vashem.
Po przytoczeniu tak niewyobrażalnie bohaterskich czynów ludzi, bo całych rodzin – gdzie ceną było zawsze życie ludzkie – przychodzi chwila zadumy i pojawia się pytanie: dlaczego ludzie ludziom zgotowali taki los?
W rezolucji 60/7 ONZ proklamującej Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach  Holokaustu zawarto przesłanie do państw członkowskich, aby opracowano programy edukacyjne, które mają uwrażliwić przyszłe pokolenia na problem holokaustu i zapobiec aktom ludobójstwa w przyszłości.

Wanda Lorenc ze szwagrem Mieczysławem Madejskim w swoim domu na Long Island

Autor: Elżbieta Popławska