Wezwanie do publicznej debaty na temat polskiej historii

0
1

John Haltiwanger, amerykański historyk i dziennikarz, w jednym ze swoich artykułów opublikowanych przez „Business Insider” dopuścił się insynuacji i nieprawdziwych stwierdzeń dotyczących udziału Polaków w Holokauście. Opisał w nim reakcję Ambasady RP w Waszyngtonie na wcześniejszą informację podaną przez Fox News, zawierającą m.in. kłamliwe sformułowanie „polski obóz koncentracyjny”, co znalazło się w materiale dotyczącym deportowania do Niemiec Jakiva Palija, hitlerowskiego zbrodniarza mieszkającego od 1949 roku w Nowym Jorku. Po opublikowaniu tej opinii na Johna Haltiwangera spadła fala krytyki, z którą amerykański dziennikarz próbował walczyć za pomocą mediów społecznościowych.

„Były to listy i opinie różnych osób na temat jego artykułu zawierającego informacje niezupełnie zgodne z prawdą, w dodatku szkalujące Polaków. Haltiwanger na Twitterze stwierdził, że nic złego nie napisał, ponieważ jest historykiem, który ukończył jeden z najstarszych uniwersytetów na świecie, a także ma wiadomości, które przekazał mu syn jednego z nazistowskich żołnierzy” – wyjaśnia Stefan Komar.

Polonijny działacz w reakcji na takie wytłumaczenie napisał do niego list otwarty. Wysłał go także prawie do wszystkich dziennikarzy publikujących w „Business Insiderze”.

„Jako syn członka Polskiego Państwa Podziemnego, który walczył z nazistowskimi (niemieckimi) żołnierzami, oraz jako osoba, która poznała historię Polski na temat II wojny światowej od tych, którzy ją przeżyli, pozostając po moralnej stronie tej wojny, chciałbym powiedzieć, że twoja opinia potwierdza zarówno ograniczoną wiedzę o polskiej historii z okresu II wojny światowej, jak i uprzedzenia wobec Polaków i Polski, niestety, typowe dla wielu amerykańskich dziennikarzy i redaktorów. Podczas gdy większość nieświadomych ludzi rzadko zdaje sobie sprawę ze swojej ignorancji, to są wśród nich osoby otwarte na krytykę ich potencjalnych niedociągnięć w różnych obszarach wiedzy i ją akceptują. Wygląda na to, że ty do nich nie należysz” – podkreśla na początku listu Stefan Komar.

W dalszej jego części stwierdza on, że ukończenie uczelni, nawet jednej z najstarszych na świecie, nie oznacza, że jej absolwent dobrze zna historię Polski, co stanowi kontrargument do wcześniejszego oświadczenia Johna Haltiwangera na Twitterze.

„To wciąż jest słaby dowód na twoją kompetencję w temacie polskiej historii. Ile godzin było poświęconych specjalnie na polską historię? Jakiemu okresowi polskiej historii? Kto cię uczył? Czy przygotowałeś jakąś rozprawę o polskiej historii lub jakiś esej na jej temat?” – zapytuje retorycznie autor listu otwartego. Jako dowód na to, że z wiedzą akademicką bywa różnie i nie zawsze jest ona do końca prawdziwa, Stefan Komar powołuje się na przykład niemieckiego Uniwersytetu Friedricha Schillera, działającego od 1558 roku w Jenie. Jednym z jej absolwentów i członkiem Wydziału Prawa tej należącej do dziesięciu najstarszych niemieckich uczelni akademickich jest Heinz Reinefarth, członek NSDAP, SS-Gruppenführer i Generalleutnant der Waffen-SS. W dodatku jest on odpowiedzialny za liczne zbrodnie wojenne, popełnione przez wojska niemieckie podczas tłumienia powstania warszawskiego, a w szczególności za rzeź na Woli, podczas której wymordowano około 60 tys. cywilnych mieszkańców Warszawy, mężczyzn, kobiet i dzieci, a także jeńców wojennych, rannych i chorych żołnierzy oraz personel szpitalny.

„Tak się składa, że mój ojciec był jednym z rannych przebywających w prowizorycznym szpitalu na Starym Mieście, przy ulicy Długiej 7 w Warszawie. Gdy szpital wpadł w ręce Niemców, ich żołnierze nakazali wszystkim, którzy mogli chodzić, zarówno pacjentom, odwiedzającym, jak i personelowi wyjść na zewnątrz, po czym ich wszystkich zastrzelili. Później ich ciała oblali benzyną i podpalili, a następnie wrócili do szpitala, aby zabić pacjentów, którzy nie mogli chodzić. Mój ojciec był jednym z nich, ale był świadomy i słyszał strzały oraz krzyki tych, których Niemcy mordowali jako pierwszych, dlatego ukrył się za ławką i dzięki temu jako jeden z niewielu ocalał – przytacza smutną opowieść o swoim ojcu Stefan Komar. – Po prostu wiedz, że twoja opinia jest lekceważąca i rażąco nieuczciwa w stosunku do pamięci milionów Polaków, którzy doświadczyli podobnych okrucieństw z rąk Niemców” – dodaje autor listu. Podkreśla, że John Haltiwanger na pewno nie zna takich historii i jest nieświadomy wielu faktów, podobnie jak do niedawna mieszkańcy niemieckiego miasta Westerland, którego po wojnie, w latach 1951-1967, wspomniany wcześniej hitlerowski zbrodniarz wojenny Heinz Reinefarth był burmistrzem, a w okresie 1958-1967 był posłem do Landtagu Szlezwika-Holsztynu, i w dodatku nigdy nie poniósł odpowiedzialności za popełnione w czasie wojny zbrodnicze czyny.

Stefan Komar odniósł się także do argumentu Johna Haltiwangera, że również posiada wiedzę przekazaną mu przez syna faszystowskiego żołnierza.

„Zastanawiam się, jaka informacja została udzielona twojemu przyjacielowi, 'badaczowi Holokaustu' przez ojca, który był nazistowskim (prawdopodobnie niemieckim) żołnierzem?” – pisze w liście Stefan Komar, przy okazji zapytując retorycznie, czy poza tą wiedzą dziennikarz amerykański słyszał coś na temat rzezi Woli, na temat Wołynia czy Heinza Reinefartha.

„Wątpię w to, ponieważ twoja opinia pokazuje, że brakuje ci wiedzy na temat historii Polski z okresu II wojny światowej, oczywiście jeśli celowo nie wprowadzasz w błąd czytelników. Wątpię też, byś przyznał, że nie wiedziałeś o tych historycznych wydarzeniach i osobach, więc oszczędź sobie odpowiedzi. Proszę, zrób wszystkim przysługę i powstrzymaj się od pisania na temat polskiej historii. Twoje dziennikarstwo wydaje się być oparte wyłącznie na powtarzaniu kwestii zaczerpniętych z innych artykułów, które mimo nieścisłości są wykorzystywane bezmyślnie przez ludzi, którzy nie wiedzą, o czym piszą” – twierdzi Stefan Komar. Działacz polonijny dodaje, że amerykański dziennikarz powinien spojrzeć na Polskę z innej perspektywy niż ta, jaką znał do tej pory, zwłaszcza z wiadomości przekazywanych mu przez syna nazistowskiego żołnierza.

Autor listu otwartego podkreśla również, że publikowane informacji pochodzących z ust potomka osoby zaangażowanej w próbę unicestwienia naszej nacji i wymordowanie 6 mln polskich obywateli, głównie dlatego, że władze niemieckie uznały ich za podludzi, jest bardzo niepokojące. Przy tej okazji stwierdza, że poprzez tego typu artykuły „Business Insider” może się upodobnić do „New York Timesa” z okresu II wojny światowej oraz po jej zakończeniu, kiedy to większość Polaków była wyśmiewana za krytykę dyktatorskich działań Józefa Stalina, a publikowano tylko wypowiedzi ludzi pokroju Oskara Lange, działacza komunistycznego, będącego jego sympatykiem.

„Głos większości Polaków został stłumiony, a 'New York Times' publikował wówczas doniesienia i opinie rażąco zbieżne z celami propagandy Związku Radzieckiego” – przypomina Stefan Komar. Przy tej okazji dodaje on, że jego ojciec po wojnie musiał opuścić Polskę, ponieważ Sowieci i komuniści zamykali w aresztach, nękali i zwalczali członków polskiego podziemia, którzy byli przeciwni sowieckiej okupacji i wprowadzaniu komunizmu w naszym kraju.

„Panie Haltiwanger, zarówno pan, jak i pańscy koledzy dziennikarze powinniście dla odmiany wysłuchać tych, którzy są dumni ze swojego polskiego dziedzictwa, oraz których rodziny walczyły o wolność z niemieckimi nazistami i sowieckimi komunistami, a uważać na tych, którzy są związani z byłym reżimem komunistycznym. Właśnie oni wciąż najczęściej pojawiają się w amerykańskiej prasie, chociaż stanowią niewielką część społeczności polskiej” – stwierdza Stefan Komar.

W dalszej części listu jego autor wyjaśnia także różne manipulacje medialno-propagandowe, które przyczyniły się do powstania opinii, jaka na temat Polski od lat istnieje w świadomości wielu Amerykanów i ludzi reprezentujących inne narodowości, oraz że to pokutuje do dziś, czego dowodem są różne artykuły prasowe. Wspomina również o idei unicestwienia narodu polskiego przez Niemców, która jest starsza od nazizmu, bowiem istnieje przynajmniej od czasu panowania Ottona von Bismarcka.

„Co ciekawe, 'Business Insider' jest własnością niemieckiej firmy Axel Springer, a jej dyrektorem wykonawczym jest Mark Dekan, który zachęcał swoich pracowników do ataku na obecny polski rząd” – przypomina Stefan Komar. Podkreśla też, że przykładem oczerniania i szkalowania Polski oraz zrzucania na nią odpowiedzialności za Holokaust jest używanie kłamliwych zwrotów typu „polski obóz śmierci” i zastępowanie wyrazu „niemiecki” słowem „nazistowski”, a także częste mówienie o „nazistach w Polsce” zamiast o „niemieckich nazistach w okupowanej Polsce”, co w konsekwencji ma doprowadzić do kojarzenia nazistów z Polakami. Temu celowi, być może, ma służyć wyolbrzymiane negatywnej roli Polaków podczas wojny, niezależnie od tego, czy była ona prawdziwa, czy też nie, oraz tłumienie wszelkich opinii na temat faktów sprzecznych z bezpodstawnymi zarzutami i fałszywe przedstawianie takich informacji jako udowodniony fakt.

Stefan Komar podejrzewa, że tego typu działania mogą również służyć osłabieniu argumentów dotyczących starań Polski o odszkodowania wojenne ze strony Niemiec.

„Panie Hartiwanger, jeśli jest pan szczery, w co wątpię, to powinien pan zacząć przeglądać teksty krytyczne o swoim artykule, które zostały do pana wysłane, i wyciągnąć z nich wnioski” – stwierdza Stefan Komar i przypomina, że chciałby spotkać się na publicznej debacie, by udowodnić amerykańskiemu dziennikarzowi słabą znajomość historii Polski, o której pisze w swoich artykułach.

„Czy możesz lepiej zademonstrować swoje poparcie dla wolności słowa, a nawet więcej, poparcie dla prawdy? – apeluje Komar. – Naturalnie, jestem skłonny zinterpretować twoją oczekiwaną odmowę jako dowód, że nie interesujesz się takimi ideałami, a dziennikarstwo traktujesz jako pracę, a może nawet tylko jako źródło dodatkowego zarobku za pisanie naciąganych tekstów” – kończy autor listu otwartego podkreślając, że napisał go z myślą o swoim ojcu, który walczył w powstaniu warszawskim.

Niestety polonijny działacz i obrońca dobrego imienia Polski nie doczekał się odpowiedzi ani od Johna Haltiwangera, ani też z „Business Insidera”. Stefan Komar uważa jednak, że niezależnie od tego list ten na pewno dotrze do świadomości nie tylko jego adresata, ale również wielu innych osób z jego środowiska, ponieważ wysłał kopię pisma do prawie wszystkich dziennikarzy tam publikujących.

***

List otwarty wystosowany przez Stafana Komara do Johna Haltiwangera można znaleźć na stronie: https://polishmediaissues.online/son-of-a-warsaw-uprising-insurgent-challenges-a-us-journalist-to-a-debate-on-polish-history/.

Artykuł Johna Haltiwangera dostępny jest pod adresem: https://www.businessinsider.com/polish-embassy-slams-fox-news-deported-nazi-guard-coverage-2018-8.

Z kolei jedną z krytycznych opinii na tamat w/w artykułu można znaleźć na stronie Polish Media Issues: https://polishmediaissues.online/axel-springers-business-insider-distorts-the-wwii-history-our-rebuttal/.

Autor: WOJTEK MAŚLANKA